Wimbledon 2013: wybuchowy Janowicz vs. introwertyk Kubot....

    Wimbledon 2013: wybuchowy Janowicz vs. introwertyk Kubot. Jeden z nich przejdzie dziś do historii

    Hubert Zdankiewicz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Obaj są Polakami, a jeden z nich zagra w półfinale Wimbledonu. Tyle w zasadzie ich łączy, bo poza tym są jak ogień i woda. Zarówno na korcie, jak i poza nim. Łukasz Kubot i Jerzy Janowicz - bo o nich tu mowa - piszą właśnie na nowo historię polskiego tenisa. Od czasów Wojciecha Fibaka nie mieliśmy nigdy naszego tenisisty (płci męskiej) w singlowym ćwierćfinale turnieju Wielkiego Szlema. W półfinale nie mieliśmy nigdy.
    "To, co miało być wymarzonym ćwierćfinałem między Rogerem Federerem a Rafaelem Nadalem, stanie się wewnętrzną polską wojną między outsiderem, który po zwycięstwach tańczy kankana, oraz ponaddwumetrowym olbrzymem, który ma zamiłowanie do grania skrótów - tak podsumował ich wyczyn brytyjski "Daily Mail".

    Łączy ich jeszcze jedno - obaj mieli w swoim tenisowym życiu pod górkę. O 22-letnim Janowiczu jeszcze nie tak dawno temu mówiło się i pisało w Polsce, że będzie kolejnym młodym i świetnie zapowiadającym się graczem, któremu nie udało się zaistnieć w "dorosłym" tenisie. Jako junior mógł się pochwalić dwoma wielkoszlemowymi finałami: US Open w 2007 i Roland Garros w 2008 roku.

    W międzyczasie dostał dziką kartę do halowego turnieju we Wrocławiu i pokonał w pierwszej rundzie Francuza Nicolasa Mahuta, 44. wówczas zawodnika świata. "Polski Roddick" - tak nazwał go po tamtym meczu Nick Brown, wówczas nieformalny kapitan naszej reprezentacji w Pucharze Davisa. Niezbyt skłonny do egzaltacji i tanich komplementów Anglik był wprost zauroczony Janowiczem. Do tego stopnia, że powołał go do reprezentacji w miejsce kontuzjowanego... Kubota. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, bo Jerzyk także doznał kontuzji.

    Kolejne trzy lata nie były już jednak tak udane. Po części z winy samego tenisisty, o którym mówiono, że chwilami niezbyt poważnie podchodzi do wykonywanego przez siebie zajęcia (jego ojciec grozi rozpowszechniającym takie opinie sądem, a w najlepszym razie rękoczynami). Swoje zrobił też brak sponsorów. W styczniu ubiegłego roku Janowicz musiał odwołać w związku z tym wyjazd na eliminacje Australian Open, bo zwyczajnie nie stać go było na bilety lotnicze.

    Gdy Jerzy Janowicz senior ogłosił wówczas publicznie, że jego syn i tak wejdzie w tym roku do czołowej setki rankingu ATP, większość rodzimych ekspertów popukała się w czoło. Tamten sezon zaczynał na pozycji 221.

    Przełomem był dla niego poprzedni Wimbledon. Przeszedł eliminacje i dotarł do trzeciej rundy. Kilka miesięcy później był już na ustach całego tenisowego świata, po tym jak sensacyjnie (znów zaczynał od kwalifikacji) przebił się do finału turnieju w paryskiej hali Bercy. Po drodze wyeliminował m.in. trzecią rakietę świata Szkota Andy'ego Murraya.

    O 31- letnim Kubocie zrobiło się głośno jesienią 2009 roku, gdy podczas turnieju w Pekinie pokonał innego Andy'ego. Roddicka - szóstego wówczas tenisistę świata (Polak był 143.). Na nim również postawiono w pewnym momencie przysłowiowy krzyżyk. A dokładnie na jego singlowej karierze, bo wydawało się, że jest w stanie zaistnieć tylko w grze podwójnej (w styczniu tego samego roku przebił się do deblowego półfinału Australian Open). Łukasz był jednak innego zdania...

    Brytyjski dziennikarz porównał niedawno Janowicza do Marata Safina. Trafnie. Nie tylko dlatego, że Rosjanin też jest wysoki i potężnie serwował. Polak skomentował to co prawda ze śmiechem, że na pewno nie połamał tylu rakiet, ale na korcie potrafi być równie niekonwencjonalny co starszy kolega. Krzyczy, przeklina jak szewc, kłóci się z sędziami. Po zwycięskich meczach sprawia wrażenie, jakby miał się za chwilę rozpłakać. Istny wulkan emocji.

    Wszyscy pamiętamy jego pokazywane do znudzenia w telewizyjnych przebitkach "How many times" wykrzykiwane do sędziego podczas ostatniego Australian Open. Podczas Roland Garros zabawiał kibiców, zdejmując im z głów czapeczki, próbował też łapać przelatujące nisko nad kortem gołębie. Pytany na konferencji prasowej o dietę wypalił z kamienną twarzą, że stołuje się w McDonaldzie i KFC.

    Kubot to jego przeciwieństwo, typ introwertyka perfekcjonisty. Nie uznaje kompromisów, wszystko ma być w jego otoczeniu dopięte na ostatni guzik.

    - Profesjonalista w każdym calu: począwszy od porannej pobudki. Jego życie jest całkowicie podporządkowane tenisowi. Wszystko inne jest na boku - mówi o Kubocie Dawid Celt, były tenisista, dziś sparingpartner Agnieszki Radwańskiej.

    Czasami tylko trochę przesadza, jak np. w 2006 roku, gdy... obraził się na organizatorów turnieju ATP w Sopocie. Poszło o to, że przełożyli na wcześniejszą godzinę jego mecz w pierwszej rundzie. Takie rzeczy podczas turniejów czasem się zdarzają, Kubot miał jednak pretensję, że nikt go odpowiednio wcześnie nie poinformował, a on w związku z tym zbyt późno zjadł obiad. Organizatorzy tłumaczyli, że nie mogli się z nim skontaktować, bo... poszedł spać do hotelu i wyłączył telefon komórkowy. Istna komedia pomyłek...

    Łukaszowi wcale jednak do śmiechu nie było. Mecz przegrał niemal bez walki, a na konferencji prasowej wypalił naburmuszony, że nie wie, czy jeszcze kiedyś wróci do Sopotu. Dwa lata później znów się obraził. Tym razem na Polski Związek Tenisowy za to, że nie dostał obiecanej mu wcześniej dzikiej karty do turnieju w Warszawie. Tak bardzo, że odmówił gry w meczu Pucharu Davisa z Białorusią.

    - Łukasz po prostu taki jest, czasami najpierw coś powie, a dopiero potem pomyśli - mówi jeden z jego znajomych. - On bez reszty angażuje się w to, co robi, i wścieka się, gdy mu to nie wychodzi. Tak bywa, kiedy się czegoś za bardzo chce - dodaje.

    Podczas Roland Garros 2011 wszyscy zobaczyli inną twarz Kubota. Po zwycięskim (niezwykle dramatycznym) meczu pierwszej rundy z Hiszpanem Nicolasem Almagro rozpłakał się w biurze prasowym i przez chwilę nie był w stanie wykrztusić z siebie choćby jednego słowa. - Chcę zadedykować tę wygraną mojej rodzinie. Mojej siostrze, mamie, ojcu, którzy zawsze mnie wspierali. Nawet w najtrudniejszych momentach. Nasze motto na życie zawsze brzmiało: dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą - stwierdził, gdy odzyskał głos.

    Ten, który awansuje do półfinału, zarobi 195 tys. funtów, czyli prawie milion złotych. W tegorocznym Wimbledonie obaj zarobią co najmniej 605 tys. funtów (3 mln zł), czyli - jak wyliczył "Puls Biznesu" - ponad 20 proc. tego, co zarobili przez całą swoją dotychczasową karierę. Kto będzie lepszy. - O nie, nie dam się namówić na typowanie, kto wygra, nie ma szans, bo jeszcze mi się od któregoś oberwie - z humorem podeszła do sprawy Agnieszka Radwańska.

    Trudno wskazać dokładną porę meczu, bo punktualnie o godzinie 13.00 (14.00 czasu polskiego) rozpocznie się spotkanie lidera rankingu ATP World Tour Serba Novaka Djokovica z Czechem Tomasem Berdychem (nr 7.). Dopiero po jego zakończeniu ruszy pierwszy w historii Wielkiego Szlema w pełni polski ćwierćfinał.

    Zwycięzca trafi w piątek na Hiszpana Fernando Verdasco lub ubiegłorocznego finalistę i mistrza olimpijskiego igrzysk w Londynie - Szkota Andy'ego Murraya (nr 2.). Oni zagrają w środę w drugim meczu na Korcie Centralnym, po Hiszpanie Davidzie Ferrerze (4.) i Argentyńczyku Juanie Martinie del Potro (8.).

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    wimbledon

    wimbledon (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 37 / 40

    Oglądaj na Żywo w jakości FULL HD za darmo transmisje Jerzy Janowicz - Łukasz Kubot tutaj janowiczvskubotstreamhd.blogspot.com

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    wicie dlaczego?

    kibic (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 35 / 35

    Chcialbym aby Kubot puknął Janowicza

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Tabela Ekstraklasy

    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Eliminacje Ligi Mistrzów
    Eliminacje Ligi Europy
    1 Legia Warszawa Live 37 44 21 10 6 70-31
    2 Jagiellonia Białystok Live 37 42 21 8 8 64-39
    3 Lech Poznań Live 37 42 20 9 8 62-29
    4 Lechia Gdańsk Live 37 42 20 8 9 57-37
    5 Korona Kielce Live 37 28 14 5 18 47-65
    6 Wisła Kraków Live 37 26 14 6 17 54-57
    7 Pogoń Szczecin Live 37 25 11 13 13 51-54
    8 Bruk-Bet Termalica Nieciecza Live 37 25 13 7 17 35-55
    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Spadek do 1. ligi
    1 Zagłębie Lubin Live 37 34 14 11 12 51-45
    2 Piast Gliwice Live 37 31 12 10 15 45-54
    3 Śląsk Wrocław Live 37 29 12 10 15 49-52
    4 Wisła Płock Live 37 28 12 11 14 49-57
    5 Arka Gdynia Live 37 24 10 9 18 44-60
    6 Cracovia Live 37 24 8 15 14 45-52
    7 Górnik Łęczna Live 37 22 9 10 18 47-63
    8 Ruch Chorzów Live 37 19 10 8 19 42-62
    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Awans do grupy mistrzowskiej
    Miejsce w grupie spadkowej
    Ruch Chorzów został ukarany odjęciem czterech punktów za zaległości finansowe
    1 Legia Warszawa Live 37 73 21 10 6 70-31
    2 Jagiellonia Białystok Live 37 71 21 8 8 64-39
    3 Lech Poznań Live 37 69 20 9 8 62-29
    4 Lechia Gdańsk Live 37 68 20 8 9 57-37
    5 Zagłębie Lubin Live 37 53 14 11 12 51-45
    6 Wisła Kraków Live 37 48 14 6 17 54-57
    7 Korona Kielce Live 37 47 14 5 18 47-65
    8 Wisła Płock Live 37 47 12 11 14 49-57
    9 Pogoń Szczecin Live 37 46 11 13 13 51-54
    10 Śląsk Wrocław Live 37 46 12 10 15 49-52
    11 Piast Gliwice Live 37 46 12 10 15 45-54
    12 Bruk-Bet Termalica Nieciecza Live 37 46 13 7 17 35-55
    13 Cracovia Live 37 39 8 15 14 45-52
    14 Arka Gdynia Live 37 39 10 9 18 44-60
    15 Ruch Chorzów Live 37 38 10 8 19 42-62
    16 Górnik Łęczna Live 37 37 9 10 18 47-63

    Magazyn sportowy