reklama

Witold Waszczykowski: Przegraliśmy etap, ale to długi wyścig. Do jego końca daleko

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Witold Waszczykowski
Witold Waszczykowski Bartek Syta
- Nie było żadnej porażki 27:1. Proszę zobaczyć jak wyglądało rzekome głosowanie. Zadano jedynie pytanie, kto jest przeciw - mówi Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

To mój trzeci wywiad z Panem jako ministrem spraw zagranicznych. Ostatni?
Ostatni pewnie będzie przed śmiercią.

Planuje Pan być szefem MSZ dożywotnio?
Nie planuję jeszcze politycznej śmierci. Pan zaczął rozmowę od spekulacji, to ja wszedłem w konwencję.

Ja nie spekuluję. Zastanawiam się tylko, czy jest związek przyczynowo-skutkowy między porażką na ostatnim szczycie UE i Pana stanowiskiem.
A jaki ma być?

Najpierw Pan pojechał do Brukseli na rozmowy, potem pojechała Beata Szydło - i przegrała głosowanie 27:1.
I chce pan powiedzieć, że to wina ministra spraw zagranicznych?

Pan szukał koalicjantów w Brukseli - i nie znalazł.
Pan Bóg miał siedem dni, by stworzyć świat, a ja miałem trzy, by wypromować kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego. To mało, żeby zorganizować poparcie dla tego typu decyzji. Poza tym takie sprawy nie leżą w gestii ministrów, tylko premierów. Dlatego staraliśmy się o przełożenie głosowania, aby zyskać potrzebny czas.

To w jakim celu poleciał Pan do Brukseli?
Wziąłem udział w posiedzeniach Rady do Spraw Zagranicznych (FAC) oraz Rady do Spraw Ogólnych (GAC). Wie pan, inaczej się rozmawia na szczeblu szefów MSZ, a inaczej na szczeblu szefów rządów. W ubiegłym tygodniu przyjmowałem także Sigmara Gabriela, ministra spraw zagranicznych Niemiec.

CZYTAJ TAKŻE: Miała być polską „Elżbietą I”. Ale dziś mało o niej słychać

Co mówił o kandydaturze Donalda Tuska?
Nic konkretnego. Tylko tyle, że nie wie, jaka będzie decyzja w tej sprawie pani kanclerz. Dla niego kwestia odłożenia na później głosowania w sprawie wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej była absolutnie zasadna. Ponadto podkreślał, że według niego każdy kandydat na to stanowisko powinien być wysłuchany. Widać więc wyraźnie, że zupełnie inne reguły obowiązują ministrów, a inne premierów.

Dlaczego w ogóle zajmował się tą sprawą?
To jest także zadanie dla szerpów, którzy powinni przygotować panią premier do szczytu.

Chodzi Panu o Konrada Szymańskiego?
Zawsze ojców sukcesów i klęsk jest bardzo wielu, bo zawsze wszystkie decyzje wypracowuje się na szczeblu partyjnym, ministerialnym, rządowym. Natomiast w przypadku Jacka Saryusz-Wolskiego decyzja została podjęta w sobotę przed szczytem - przyznał to zresztą prezes Kaczyński. Naprawdę przez trzy dni nie da się wiele zrobić.

Dlatego skończyło się porażką 27:1?
To nie było żadne 27:1. Proszę zobaczyć jak wyglądało rzekome głosowanie. Zadano jedynie pytanie, kto jest przeciw.

Tak jak przy wcześniejszych wyborach.
Wcześniej zawsze był jeden kandydat, a teraz było dwóch, w dodatku dwóch Polaków. Ale wobec nich zastosowano całkowicie odmienne procedury.

Przede wszystkim nie było żadnych procedur zgłaszania, czy wyboru przewodniczącego Rady.
Tym bardziej dziwi, że wobec dwóch będących w grze zastosowano różne reguły. Kandydata zgłoszonego przez panią premier w ogóle nie dopuszczono do głosu.

Został uznany za niezgłoszonego, czy zgłoszonego nieprawidłowo.
Uznano, że kandydata można dopuścić tylko w formie konsensusu - a tego w przypadku Jacka Saryusz-Wolskiego zabrakło. Natomiast Donalda Tuska zgłosiła prezydencja maltańska i on - na zasadzie większościowej - został zatwierdzony. Ciekawe, dlaczego dla każdego z nich była inna formuła.
Bo jeden był przewodniczącym, a drugi miał tylko takie ambicje.
A może dlatego, że obowiązują podwójne standardy? Druga kwestia to wynik głosowania nad kandydaturą Tuska.

Słynne 27:1.
Tyle, że takiego głosowania nie było. Podczas szczytu padło jedynie pytanie: kto jest przeciw. A gdy okazało się, że tylko Beata Szydło, to głosowanie zakończono. A gdzie pytanie: kto za, kto się wstrzymał. Teraz nawet nie wiemy, jakie stanowiska miało w tej sprawie 27 krajów. Poza tym zmieniano zasady gry, choćby dotyczące sposobu ogłaszania konkluzji Rady. To jakby sędzia piłkarski w czasie meczu zadecydował, że przez 10 minut nie będzie odgwizdywał spalonego.

Zaraz, zaraz, chce mnie Pan przekonać, że gdyby Tuska i Saryusz-Wolskiego potraktowano identycznie, to wynik głosowania byłby inny?
Nie wiem. Ale z pewnością wybór byłby bardziej transparentny i nie mielibyśmy powodów, by zgłaszać pretensje o to, że nagle zmieniono reguły.

Zawsze drużyna przegrana skarży się na sędziego - skoro jesteśmy przy metaforach piłkarskich.
Bez przesady. Chodzi mi tylko o to, że reguły powinny być jasne i znane przed rozpoczęciem wyborów. Tymczasem na pół dnia przed szczytem UE Angela Merkel ogłosiła w Bundestagu, że cieszy się na dalszą współpracę z Donaldem Tuskiem. Jak odbierać taki sygnał? To przecież dyrektywa polityczna.

Dlaczego przed szczytem Rady nie pojechał Pan na Nowogrodzką i tam nie powiedział, że Beata Szydło nie ma żadnych szans na sukces?
Wszyscy w rządzie, jak i w kierownictwie partii, zdawali sobie sprawę, że to zadanie jest trudne do wykonania w ciągu trzech dni.

CZYTAJ TAKŻE: Miała być polską „Elżbietą I”. Ale dziś mało o niej słychać

Kogo Pan przed tym ostrzegał?
Tych, których trzeba. Byliśmy w stałym kontakcie.

Jakie były ich reakcje na Pana uwagi?
Utrzymane w takim samym tonie jak komentarze, które w mediach w ostatnich dniach przedstawiał Jarosław Kaczyński.

Mówiącego o zawodzie, jaki mu sprawiła Merkel deklaracją w Wersalu?
Przede wszystkim o tym, że wybór Donalda Tuska jest sprawą trzeciorzędną.

To o co chodziło na szczycie?
Przede wszystkim o zasady. Chodziło o zadeklarowanie pewnych norm, standardów i deklaracji dotyczących reform UE. To zostało przedstawione. Rozpoczęliśmy proces dopominania się o reformy Unii. I to się udało, nasz głos się przebił.

Jest jeden punkt na ten temat w rezolucjach szczytu, których pani premier nie podpisała.
Mówimy o sytuacji, która jest długim, wieloetapowym wyścigiem. Jeden etap nam nie wyszedł, ale to nie znaczy, że nie liczymy się już tym w wyścigu.

Kiedy zaczniecie odrabiać straty?
Ale jakie straty? Z Tuska już wcześniej nie mieliśmy pożytku. Jego funkcjonowanie było jałowe dla polskiej dyplomacji.

Nie ma też pożytku z porażki 27:1.
Dlatego rozmawiamy. Podaję panu fakty, które mają pokazać, jak to rozumieć, że to nie była taka porażka, jak pan podaje.
Ciągle nie rozumiem, dlaczego przyjęliśmy taką strategię na ten szczyt - mając świadomość, że może ona zakończyć się sromotną porażką.
Bo kiedyś trzeba było zacząć. Trzeba zacząć reformować Unię Europejską. Sprawa Donalda Tuska była przy okazji.

Media w Europie zastrzeżenia Pana rządu do Donalda Tuska opisywały tylko w jednym kontekście - jego sporu personalnego z Jarosławem Kaczyńskim. Polskie pomysły na reformy UE w ogóle nie zaistniały.
Nieprawda, dała efekt. Uruchomiła dyskusję - tylko, niestety, część mediów nie chce tego dostrzec. Natomiast jeśli Pan koncentruje się tylko na Donaldzie Tusku, to rzeczywiście w tej kwestii nie udało nam się zastąpić go lepszym kandydatem.

Czego zabrakło, by to osiągnąć?
Przede wszystkim czasu. Nasz kandydat zgodził się zostać nim dopiero w sobotę.

Jan Parys, Pana najbliższy doradca, wspominał, że Saryusz-Wolski byłby dobrym kandydatem już w grudniu.
Ale Saryusz-Wolski wtedy się nie zdecydował. Definitywnie zgodził się na to dopiero w sobotę przed szczytem.

Czyli to wina Jacka Saryusz-Wolskiego?
Nie, po prostu taka była rzeczywistość.

W przyszłym tygodniu na stole znajdzie się deklaracja rzymska - i istnieje ryzyko, że pojawią się w niej zapisy o Europie wielu prędkości. Uda się temu zapobiec?
Na pewno będziemy tłumaczyć, że jest to recepta na katastrofę UE. Jeśli część państw - tak się składa, że Europy Zachodniej - opatrznie czyta dziś traktaty i dostrzega w nich ducha Europy wielu prędkości, to my tego wspierać nie będziemy. Oczywiście, jeśli niektóre kraje chcą przyspieszyć integrację w sektorowych politykach, nie mamy nic przeciwko. Ale istnieje obawa, że pojawią się pomysły stworzenia rozwiązań hegemonistycznych, które poszłyby w kierunku zarządzania całą Unią - i pozostawienia krajów, które do tego układu nie pasują, poza procesem decyzyjnym.

CZYTAJ TAKŻE: Miała być polską „Elżbietą I”. Ale dziś mało o niej słychać

Grozi nam to?
Widać, że w krajach strefy euro narasta pomysł stworzenia centralnego ciała, które będzie zarządzać unią walutową. I tu jest kluczowe pytanie: czy konsorcjum francusko-niemieckich banków wyłoni zarządcę finansów, który będzie kierował Unią Europejską?

Nie, będzie kierował strefą euro.
A strefa euro będzie zarządzać resztą Unii.

Tyle, że strefa euro musi wzmocnić własne regulacje. Inaczej będzie generować kryzysy.
Polska nie jest w strefie euro, nie jest moją rolą doradzać, jak ma z tego wybrnąć. Ewidentnie popełniła błędy, projekt prowadzono z pobudek politycznych, ideologicznych. Uruchomiono go za wcześnie, objął zbyt duży, niezbalansowany go spodarczo obszar. Metodą naprawy będzie pewnie wyjście części krajów ze strefy, albo stworzenia podwójnego systemu rozliczeń - w oparciu o ecu i walutę lokalną.

Czyli według Pana remedium na problemy strefy euro nie jest pogłębianie przez nią integracji tylko jej częściowy rozpad?
To za mocne ujęcie. Ratunkiem dla najbardziej zadłużonych państw strefy euro byłby swoisty urlop od niej, zawieszenie członkostwa. Powrót na pewien okres do lokalnej waluty, uporządkowanie finansów, a następnie odwieszenie członkostwa w strefie euro.

Przedstawiał Pan te pomysły w strefie euro?
Podobny pogląd przedstawia wielu ekonomistów, ale politycy, którzy kierują się przede wszystkim ideologią, te argumenty odrzucają. Według nich reakcją na kryzys powinno być jeszcze więcej Europy.
Jak się zachowamy, jeśli w deklaracji rzymskiej pojawi się pomysł bliższej współpracy strefy euro?
Z tego, co wiem, takich propozycji nie ma - choć być może jeszcze ich nie pokazano, strefa euro nie chce nimi straszyć reszty. Dziś mówi się o daniu części krajów możliwości bliższej współpracy, co może być zawoalowaną formą budowy Europy kilku prędkości.

W jakich dziedzinach to zacieśnianie nastąpi?
W dyskutowanych teraz projektach pojawiają się takie propozycje jak wyrównanie płacy minimalnej, czy walka ze zjawiskiem określanym jako dumping socjalny.

Akurat o to oskarżana jest Polska.
I inne kraje Europy Środkowej, bo to z naszego regionu wyjeżdżają na Zachód lekarze, inżynierowie, specjaliści od cybernetyki, a tam pracują za niższą pracę. Teraz to się nie podoba. Mimo że zawsze był to element wolnego rynku, to teraz odmawia się nam elementarnego prawa do konkurowania - choć jesteśmy pełnoprawnymi członkami UE.

Deklaracja wersalska Włoch, Francji, Niemiec i Hiszpanii pokazała, że ciśnienie na wprowadzanie bliższej współpracy części krajów jest duże.
To będzie oznaczało rozbicie solidarności europejskiej. O to bardzo często oskarża się nas, ale przecież deklaracja wersalska jest klasycznym, antysolidarnościowym dokumentem, która pokazuje egoizm małej grupy państw zachodnich, które uważają, że same poradzą sobie lepiej. My z kolei uważamy, że ich strategia jest błędna i doprowadzi tylko do tego, iż kartel finansistów francusko-niemieckich będzie zarządzał grupą państw - a politycy zostaną wyłączeni z procesu decyzyjnego.

Jak się Polska zachowa, gdyby Unia forsowała zapisy o ściślejszej integracji?
My chcemy sytuacji, w której państwa narodowe są podmiotami w UE. Decyzje powinny być podejmowane przez parlamenty narodowe. Na razie mamy jednak na szczeblu UE próbę zastępowania ciał wybieranych demokratycznie przez ściśle wyselekcjonowaną kastę urzędników, która ma wyraźne ambicje polityczne. To jest recepta na katastrofę - dlatego wzywamy, żeby ten proces odwrócić.

Ale tego się nie da zrobić - bo istnieje strefa euro.
Nie mamy zamiaru blokować strefy euro, uważamy, że ona powinna mieć część regulacji obejmujących tylko ją, na przykład monitoring budżetów, by nie dopuszczać do nadmiernego zadłużenia. Ale to nie musi pociągać za sobą tworzenia centralnych instytucji, czy oddzielnego budżetu krajów strefy euro. Takie sytuacje będą tylko prowadzić do dominacji strefy euro nad całą UE.

CZYTAJ TAKŻE: Miała być polską „Elżbietą I”. Ale dziś mało o niej słychać

Jak tego uniknąć? Bo ciągle nie widzę innych pomysłów.
Uważamy, że coraz więcej decyzji powinno być negocjowanych i podejmowanych przez konsensus. Ewentualnie powinno się wprowadzić regułę żółtej lub czerwonej kartki, która dawałaby parlamentom narodowym możliwość blokowania pewnych regulacji, które zagrażają podstawom bezpieczeństwa. Komisja Europejska nie może mieć ambicji politycznych.

Podkreśla Pan znaczeniu konsensusu, porozumienia. Ale Polska na ostatnim szczycie do tego nie dążyła. Wynik 27:1 sugeruje, że Polska chciałaby wprowadzić liberum veto do Brukseli.
To całkowicie inna sytuacja, nie można tego porównywać.
Polska przy wyborze Tuska w ogóle nie zakładała porozumienia.
To nieprawda. Wystarczyło, by kandydat Polski na to stanowisko został dopuszczony do dyskusji podczas Rady Europejskiej i wziął udział w wyborach. Gdyby je przegrał, uznalibyśmy to. Ale takiego głosowania, z podziałem kto jest za, kto jest przeciw i kto się wstrzymał, w ogóle nie było.

To już mamy za sobą. Ale kto po doświadczeniach ostatniego szczytu UE podzieli polski punkt widzenia przy dyskusji o zmianach w Unii?
Dyskusja w tej sprawie dopiero się zaczyna.

To już nawet na Grupę Wyszehradzką nie możemy liczyć?
W różnych sprawach możemy. Będziemy rozmawiać. Widziałem ostatnio artykuł, z którego wynika, że do krajów ze szczytu w Wersalu dołączył minister Czech - ale polityków Węgier i Słowacji tam nie było.

Czy szarżą na szczycie w Brukseli nie wystraszyliśmy potencjalnych partnerów?
Nie było żadnych szarż na szczycie. To jest publicystyczny język tabloidów.

W standardach UE to jednak była szarża, żaden kraj wcześniej w Brukseli tak nie działał. Nawet David Cameron nie grał tak ostro, gdy głosował przeciw Jean-Claude Junckerowi.
Gdy wybierano szefa Komisji Europejskiej, obowiązywała inna formuła, wszystko opierało się na zakulisowych negocjacjach, a David Cameron został postawiony przed faktem dokonanym przez Niemcy i Francję.

CZYTAJ TAKŻE: Miała być polską „Elżbietą I”. Ale dziś mało o niej słychać

Donald Tusk w środę w Parlamencie Europejskim opowiedział się przeciw Europie wielu prędkości. Może on jest szansą Polski na zablokowanie tego projektu?
Na razie mamy złe doświadczenia ze współpracy z nim, ale nie chcemy niczego przesądzać przed rozpoczęciem drugiej kadencji. Może się zmienił?

Rozumiem, że jego wypowiedź bierze Pan za dobrą monetę.
Na razie to retoryka, poczekajmy na konkretne działania. Na pewno ma on instrumenty oddziaływania poprzez Radę Europejską. Zobaczymy, jak je wykorzysta.

Wyborów w Holandii - mimo zapowiedzi sondażowych - nie wygrał Geert Wilders. Teraz czekamy na wybory we Francji, choć w między czasie rękę do współpracy z Waszym rządem wyciągnęła Marine Le Pen. Co jej odpowiecie?
Gdzie pan słyszał taką wypowiedź?

Czytałem w „Rzeczpospolitej”.
Kwestionujemy przytoczoną przez ten dziennik wypowiedź, gdyż w dużej mierze była ona konfabulacją autora tekstu.

Konfabulacją były słowa o współpracy przy demontażu Unii. Ale propozycja współpracy w różnych dziedzinach ze strony Le Pen padła.
Nie wiem, czy pan wie, ale autor tego tekstu w latach 90. stracił pracę w MSZ - właśnie za podobne nonszalanckie zachowanie. W gazecie można lawirować, puszczać oko do czytelnika, ale w tej instytucji już nie. I odrzucam dyskusję o jego publikacjach.

Czy odrzuca Pan też dyskusję o współpracy z Marine Le Pen?
Spotkałem się z nią w styczniu tego roku i wtedy otwarcie jej powiedziałem, że jej wizja Europy przypomina tę z lat 30. XX wieku. Ona próbuje to ubrać w sprytne rozwiązania typu „inteligentny protekcjonizm”, ale tak naprawdę oznaczałyby one jedynie rozbicie współpracy europejskiej. Nam to nie odpowiada. Choć oczywiście musimy szanować demokratyczny wybór Francuzów.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Witold Waszczykowski: Przegraliśmy etap, ale to długi wyścig. Do jego końca daleko - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 58

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

C
C&A

Pszegraliśmy.....Pszegraliście. Niestety. Teraz czekamy na wybory.

G
Gość

Wyzwanie podjął Waszczyk

z
z Modlina

Witold, zjedz snikersa.

P
PiSiory do PiSuaru

Wygląda na to, że tylko PiSuarowym trollem opłacanym przez Żoliborskiego Putina.

z
z ucha

Mogło zakończyć się gorzej. Nasi mogli pomylić się przy głosowaniu.

j
jula

Najbardziej zagubiony w Europie mini-ster już dogorywa, jest nad przepaścią ale jeszcze chce zrobić ostatni krok do przodu. CZEKAMY z niecierpliwością.

H
H.A. PL.

Na tym etapie już możecie odejść. Wystarczy tego cyrku. Poza kościołem i Narodowcami wszyscy się z was śmieją.

K
Karol

SBkiem, tęczowym zbokiem, czy złodziejem, bo na pewno nie normalnym inteligentnym człowiekiem.

,

.

S
Staszek

Elektorat anty PiS jest prymitywny. To sami wymóżdżeńcy? Nikt z nich nie przytoczy jednego inteligentnego argumentu przeciw PiS. PiS chce zatrzymać zadłużanie kraju, odbudować przemysł, zrepolonizować Banki, pomóc rodzinom z dziećmi, dać młodym szansę na mieszkanie, wstrzymać emigrację młodych, wstrzymać wykup ziemi na słupy, wstrzymać rozkradanie majątku narodowego (reprywatyzacja) i to POpaprańcom i lewakom nie pasuje. To zwykłe chciwe gnoje co kwiczą bo są odrywane od koryta.

T
Terazniejszy.
W dniu 18.03.2017 o 20:56, z Niemodlina napisał:

POdszywaczu czy ty nie rozumiesz że tylko Prawo I Sprawiedliwość jest jedyną dobrą partią dbającą o Polaków?Wszystkim żyje się lepiej więc nie rozumiem skąd Twoje znienawidzenie tej partii!Jarosław Kaczyński jest jedynym prawdziwym politykiem!Zrozum to w końcu a Tobie też będzie się:Żyć lepiej

Oj!Oj!

Takich bzdur to ja dawno nie czytałem! Gościu z niemodlina, Bóg cię pokarał i urodziłeś się w innej epoce...Tobie odpowiadaja czasy J.S albo A.H...Buhahhaaa !Na dzień dzisiejszy przemawia przez ciebie durnota z ciemnotą wymieszana!

C
Collonna

W wszystkich demoludach transformacja polaczona byla z niesymetrycznym podzialem ukradzionego i wypracowanego przez komune narodowego majatku

Bo taka jest juz ludzka natura i nalezy to zaakceptowac. Ale prosze tez laskawie zauwazyc, ze przed przejeciem wladzy przez komune rozklad wlasnosci i srodkow produkcji byl znacznie, ale to znacznie bardziej niesymetryczny, bo mial feudalne elementy, ktore komuna zlikwidowala. I slusznie.

W Polsce wyszlo to nadspodziewanie dobrze, ale oczywiscie byli tez  jeszcze sprytniejsi (jak wszedzie..) i na tym bazuje cala propaganda PiS-u.. Tego typu polityka i obiecywanie sprawiedliwosci to oglupiane ludzi, bo wiekszosc tych nowych chce po prostu byc tymi, ktorych oskarza o to, co sami maja w planie zrobic.

Taki program, jak wstawanie z kolan, zaprowadzanie sprawiedliwosci spolecznej, ukaranie winnych itd, itp..to typowy program populistow -czarnych, brazowych czy czerwonych.

z
z Niemodlina
W dniu 18.03.2017 o 20:48, Antoni Adam (FB) napisał:

I to jest problem!!!Jestem za wywaleniem wszystkich i wstawieniem kogoś nowego - tylko kogo?

POdszywaczu czy ty nie rozumiesz że tylko Prawo I Sprawiedliwość jest jedyną dobrą partią dbającą o Polaków?

Wszystkim żyje się lepiej więc nie rozumiem skąd Twoje znienawidzenie tej partii!

Jarosław Kaczyński jest jedynym prawdziwym politykiem!

Zrozum to w końcu a Tobie też będzie się:

Żyć lepiej

A
Antoni Adam (FB)
W dniu 18.03.2017 o 20:46, POpieram PO napisał:

To na kogo? Nie ma alternatywy w tym kraju.

I to jest problem!!!

Jestem za wywaleniem wszystkich i wstawieniem kogoś nowego - tylko kogo?

P
POpieram PO
W dniu 18.03.2017 o 20:39, Antoni Adam (FB) napisał:

To metafora była!!!Przykładów wiele ale nie chce mi się o nich pisać.Wystarczy przyjrzeć się czasom jak PO była u władzy i na co narzekali sPISkowcy - nepotyzm, dług publ. zamiatanie afer itp - i teraz popatrzeć na to co się teraz dzieje - TO SAMO a nawet gorzej wg mnie - bezczelność PISlamu jest powalająca, ale dobrze że nikt nie rządzi wiecznie!!!I żeby nie było - na PO nie zafłosuję


To na kogo? Nie ma alternatywy w tym kraju.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3