WORD: egzaminy dla egzaminatorów

Aleksandra Tyczyńska
Egzaminator też człowiek - zdać musi
Egzaminator też człowiek - zdać musi Dziennik Łódzki / archiwum
Udostępnij:
Egzaminatorów nie sieją, sami muszą przejść stresujące egzaminy, żeby stać się koszmarem albo dobrym wspomnieniem dla setek adeptów zdających na prawo jazdy. W weekend w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Piotrkowie Trybunalskim 160 mieszkańców województw łódzkiego i świętokrzyskiego zdobywało uprawnienia egzaminatora lub rozszerzało już zdobyte.

- Ech, świateł stopu nie sprawdziłem - mówi pan Stanisław z Rawy Mazowieckiej, który poległ na placu manewrowym. - Ale to dopiero pierwszy podejście, będę czekał na następny termin.

Zdający albo podskakują z radości, albo z ponurą miną podsumowują - pół roku nauki na marne. Wszyscy jednak tu się pocieszają opowieścią o egzaminatorze, który nim zdobył uprawnienia w kat. B i na autobusy, zdawał aż 17 razy.

Leszek Gaj, przewodniczący komisji weryfikacyjnej, podkreśla, że na "egzaminach dla egzaminatorów" stres i emocje nie są wcale mniejsze niż podczas egzaminów na prawo jazdy.

- Trzeba najpierw rozwiązać test. Później w części praktycznej dwóch kandydatów występuje w dwóch rolach - w roli zdającego kursanta i w roli prowadzącego egzamin, a członkowie komisji oceniają, czy prawidłowo wykonują powierzone im zadania.

Gaj dodaje, że zdającym zdarzają się niewymuszone błędy, ale są też sytuacje, kiedy powodują zagrożenie w ruchu i egzamin trzeba natychmiast przerwać.

- Zdaję pierwszy raz, a stres jest jak na maturze - dzieli się wrażeniami Zbigniew Walaszczyk z Ostrowca. - Jeżdżę już ze 30 lat i wiem, że może mi przeszkodzić rutyna. Trzeba pozbyć się złych nawyków, jak przekraczanie linii ciągłej i dozwolonej prędkości.

Zbigniew Pronobis ze Świętokrzyskiego drugi raz nie zdał teorii, a od 18 lat jest instruktorem nauki jazdy.

- Pytania są łatwe, teoretycznie nie ma możliwości, żeby nie odpowiedzieć, ale są podchwytliwe, taka gra słów - mówi Pronobis. - Są też trudniejsze pytania. Żeby na nie odpowiedzieć nie wystarczy nauczyć się tylko dziennika ustaw.

- Trzeba znać też kody, jakie wbijane są do prawa jazdy, np. 106 to konieczność jazdy w okularach albo w soczewkach - dodaje Adam Bąk, strażak ze Staszowa, który jednak wczoraj do egzaminu nie podszedł, a to... przez podpisy pod listami kandydatów do Sejmu. - Żona przez pomyłkę zamieniła dowody - śmieje się strażak.

Zdawalność praktyki jest na poziomie 70 proc., a teorii wśród tych, którzy rozszerzają uprawnienia (mają na B, a ubiegają się o C, E i D) - 30-40 proc., a początkujących - 15-17 proc. W tym roku egzaminy odbywają się w Piotrkowie, Częstochowie, Warszawie i Poznaniu.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

y
yyy
Chyba jakiś pogięty kierowca sprawdza światła stopu przed każdym wyjazdem z garażu. Jak po za tym kierowca sam może sprawdzić światła stopu? No chyba, ze położy cegłę na pedale hamulca, kupi sobie lustro. Egzaminy dla kierowców to bzdura gdyż sprawdzają głupoty w stylu świateł hamulca czy parkowanie w garażu. Stąd mamy tyle wypadków drogowych.
x
xxx
To znaczy, że jeśli egzaminator nie zdał egzaminu np. na kategorię B to odbierają mu prawo jazdy.
Dodaj ogłoszenie