Wycisnąć pracownika jak cytrynę... Rozmowa z Alfredem Bujarą, przew. Sekretariatu Krajowego Handlu, Banków i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Alfred Bujara
Alfred Bujara fot. Lucyna Nenow
Właściciele sieci handlowych przed świętami nie skrócą godzin pracy, bo im się to nie opłaca. Kosztem pracowników będą chcieli handlować jak najdłużej, żeby jak najwięcej sprzedać. Niestety, ta sytuacja nie ulegnie poprawie w najbliższym czasie- mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Krajowego Handlu, Banków i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność.

Pracownicy handlu od lat mówią, że okres przedświąteczny jest dla nich szczególnie trudny. To czas wzmożonych zakupów, długich kolejek i zdenerwowanych klientów, którzy potrafią obrzucić kasjera wulgaryzmami. Czy warunki pracy osób zatrudnionych w dużych sklepach są ciągle tak samo złe? Solidarność przecież od dawna apeluje o ich poprawę. Sytuacja się nie polepszyła?

Było źle i nadal jest źle. Przed świętami pracownicy handlu są szczególnie obciążeni. Wynika to z tego, że duże sklepy zatrudniają niewystarczającą liczbę osób. Najczęściej ten sam zespół pracowników, który obsługuje klientów w normalnym okresie, pracuje też przed świętami, a więc wtedy, gdy klientów jest znacznie więcej i gdy robią oni dużo większe zakupy. Pracownicy są przesileni, czasem nie wytrzymują obciążenia fizycznie i psychicznie. Nie dość, że muszą przerzucić kilogramy, a nawet tony towaru przez kasę, to często muszą też wysłuchiwać narzekań klientów. Tymczasem to nie pracownik odpowiada za organizację pracy i za to, że otwarta jest tylko jedna kasa i do niej stoi wielometrowa kolejka. Ten problem nadal jest aktualny w Polsce. Solidarność co roku stara się zwrócić na niego uwagę.

Podobno nawet w tym roku planujecie protesty tuż przed świętami.

Jeszcze nie ustaliliśmy, czy i ewentualnie w jakiej formie mogą odbyć się protesty. Są one możliwe w ostatnim tygodniu przed świętami. Bardzo zależy nam na tym, aby zwrócić uwagę opinii społecznej i rządzących na fatalne warunki pracy w handlu, które przed świętami są wręcz tragiczne. Jeśli zdecydujemy o organizacji protestów, to oczywiście o tym poinformujemy.

Właściciele sieci handlowych twierdzą, że warunki zatrudnienia w ich sklepach nie są złe.

Gdyby tak było, to sklepy nie miałyby problemów z obsadą stanowisk. Ludzie lgnęliby do tej pracy, a tak nie jest.

Co trzeba zrobić w pierwszej kolejności, żeby poprawić warunki?

W Polsce nie ma żadnych norm wydajnościowych dotyczących pracy w handlu. Przydałoby się to zmienić. W Niemczech są np. landowe układy zbiorowe pracy, które również tę sprawę regulują. Tam nie ma problemu z tym, że w dużym sklepie jest otwarta tylko jedna kasa. A u nas właściciele dużych sieci robią, co im się podoba. Mają na uwadze jedynie własny interes.

Przecież mamy Państwową Inspekcję Pracy, która kontroluje m.in. warunki pracy w handlu. Czy ta instytucja działa źle?

Gdyby działała dobrze, to pracownicy nie narzekaliby na przeciążenia. Nie mielibyśmy też problemu z łamaniem przepisów o ograniczeniu handlu w niedzielę. W lutym weszła w życie nowelizacja ustawy, która uszczelniła przepisy. Tymczasem część sklepów tak jak działała w niedzielę, tak działa nadal, powołując się np. na prowadzenie czytelni książek, co jest czystą fikcją. W niedziele otwarte są również sklepy pewnej znanej sieci franczyzowej. Przepisy dopuszczają sprzedaż w niedzielę, gdy za kasą stanie pracodawca. Myśli pani, że w sklepach sieci, o której mówię, kasjerem jest pracodawca? Nie. Mamy takie informacje, że w 80 proc. otwartych w niedzielę sklepów tej sieci pracuje pracownik! No i nic się z tym nie robi. Gdzie jest inspekcja pracy?

Poseł PiS Janusz Śniadek, który również przygotowywał przepisy o ograniczeniu handlu w niedzielę, kilka miesięcy temu mówił w rozmowie dla „Dziennika Bałtyckiego”, że inspekcja bada przypadki łamania przepisów i kieruje sprawy do sądu. Problem w tym, że sądy wolno działają. Możemy się jednak spodziewać, że prędzej czy później nieuczciwych przedsiębiorców kary nie ominą. A jeśli system nie będzie działał, to można pomyśleć o zmianie przepisów.

Ten system już teraz nie działa tak, jak powinien. Zwróciliśmy się do prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o kontrole powtarzających się przypadków łamania przepisów. Dostaliśmy odpowiedź, że czynności są podejmowane. Ale żeby prokuratura mogła przekwalifikować czyn z wykroczenia na przestępstwo, to inspekcja pracy musi przedstawić dowody. A z tym jest kiepsko. Stoimy w punkcie wyjścia.

No to co robić? Czy konieczna jest kolejna zmiana przepisów? W lutym je uszczelniono m.in. w takim zakresie, by sklepy nie mogły otwierać się pod pozorem prowadzenia działalności pocztowej. Może trzeba wprowadzić jakieś inne modyfikacje?

Nie, tu nie chodzi o to, że przepisy są złe. Tu chodzi o to, żeby istniejące przepisy były egzekwowane. Aparat kontrolny jest nieskuteczny. Każde bezprawne otwarcie sklepu w niedzielę powinno być karane. Jeśli nietrzeźwy kierowca prowadzi auto, to policja, która go zatrzyma, ukarze go. Nie powie mu, że dziś go puszcza bez kary, a co najwyżej kara będzie następnym razem. Inspekcja pracy, która skontrolowała otwarty w niedzielę sklep i stwierdziła nieprawidłowości, kieruje sprawę do sądu. W sądzie taka sprawa może toczyć się latami, a sklep jak działał w niedzielę, tak będzie działał nadal. I to jest problem. Dziś mamy taką sytuację, że duże sieci handlowe dyktują warunki. To one mają w rękach łańcuchy dostaw towarów i mogą je w każdej chwili przerwać. Mogą bardzo łatwo wywołać panikę zakupową i cenową tak, jak to było z cukrem. Oddaliśmy zbyt dużą część branży handlowej kapitałowi zagranicznemu i teraz trudno ją kontrolować. Boję się, że za chwilę będzie u nas tak jak w Czechach, gdzie handel przeszedł w ręce kapitału zagranicznego. Spójrzmy, w strefie przygranicznej do polskich sklepów ustawiają się kolejki, bo w sklepach w Czechach jest drożej. Mówię o tym od lat, że w naszym kraju duże sieci mogą doprowadzić do zmowy cenowej dotyczącej większości artykułów codziennej potrzeby. Mają w ręku władzę, bo mają przewagę na polskim rynku detalicznym i hurtowym. Nasz rząd ma tego świadomość i musi liczyć się z tym, że sieci handlowe są w stanie wywołać niebezpieczne zjawiska na rynku. To może być odpowiedź na pytanie, dlaczego tak trudno egzekwować przepisy o ograniczeniu handlu w niedzielę.

Przeciwnicy interwenionizmu państwowego powiedzą, że wolny rynek powinien być regulowany jedynie mechanizmami ekonomicznymi.

Wolny rynek wolnym rynkiem, a np. w Niemczech, jeśli chodzi o rynek artykułów spożywczych, to tylko 20 proc. jest w rękach zagranicznych, a 80 proc. w niemieckich. Tam w większości działają hipermarkety niemieckie i austriackie.

Mówił pan, że pracownicy handlowi są przeciążeni pracą, bo jest ich za mało. Jak wielki jest ten deficyt?

Przed pandemią i wojną w Ukrainie szacowaliśmy, że brakowało ok. 200 tys. pracowników. Teraz ten deficyt jest większy o około 20-30 procent.

Dlaczego?

Bo jest wyjątkowo duża rotacja pracowników. Pracodawcy wychodzą z założenia, że nawet jeśli będą mieli mniej pracowników, to pracę wykonają ci, którzy są do ich dyspozycji. Oferują umowy na czas określony i tworzą taką atmosferę, że pracownicy muszą zasłużyć na lepsze warunki zatrudnienia. Pracownicy czują się niepewni, wpadają w stres, odczuwają presję i uważają, że aby pracodawca przedłużył im umowę, muszą pracować więcej, godzić się na niedogodności i pokazać, że są dobrymi pracownikami. To jest taka metoda, żeby pracowników wycisnąć jak cytrynę. Bywa, że ci pracownicy nie dają już rady i szukają innej pracy. Jest też grupa pracowników, która ma umowy na czas nieokreślony, ale oni też po jakimś czasie myślą o lżejszej pracy. W Polsce bezrobocie jest ciągle stosunkowo niskie i pracownicy handlowi są w stanie znaleźć etat w innej branży.

Ktoś powie, że na te gorsze warunki zatrudnienia czy na pracę w niedziele mimo istnienia regulacji prawnej pracownicy jednak się godzą.

W branży handlowej są też pracownicy, którzy mają bardzo ograniczone możliwości przekwalifikowania się. O ile teoretycznie magazynier może znaleźć zatrudnienie np. w branży budowlanej lub do tej pracy się przyuczyć, to trudno, aby np. kasjerka przekwalifikowała się na pielęgniarkę. Spora grupa, najczęściej składająca się z kobiet, ma bardzo słabą pozycję na rynku pracy. Te osoby godzą się na niekorzystne warunki zatrudnienia w marketach, bo nie mają innych możliwości. Dlatego przede wszystkim ta grupa wymaga ochrony i przyglądania się, czy nie dochodzi wobec niej do nadużyć.

Kilka miesięcy temu słyszeliśmy od ekspertów, że uchodźcy z Ukrainy będą wręcz masowo zatrudniani w handlu. Mówiono, że staną się lekiem na bolączki branży handlowej.

Tak się nie stało. Ukraińcy nie wypełnili deficytu pracowników w handlu. Po pierwsze dlatego, że barierą w podjęciu przez nich pracy w handlu jest nieznajomość języka polskiego. Po drugie dlatego, że ta praca jest ciężka, zmianowa. A do Polski przyjechały głównie matki z dziećmi, które nie zawsze były w stanie zorganizować opiekę nad dziećmi w tym czasie, w którym miałyby pracować. W dużych miastach, np. w Warszawie, w sklepach pracuje bardzo dużo Ukrainek, są to w dużej mierze osoby, które przyjechały do Polski jeszcze przed wojną i które wyjazd zaplanowały, przygotowały się do niego. My też, jako organizacja związkowa, liczyliśmy na to, że po wybuchu wojny kobiety z Ukrainy będą masowo zatrudniane w handlu. Nawet pojawiła się obawa, że obniży się standard pracy w handlu, bo pracodawcy, widząc, że mają wielu chętnych do pracy, będą im proponować najgorsze warunki zatrudnienia. Ale wielu chętnych nie ma.

Bo?

Praca jest nisko opłacana i jest ciężka. A przed świętami pracownikom będzie jeszcze ciężej. Ukraińcy znaleźli pracę w innych branżach.

Ile zarabia się w sieciach handlowych?

Wynagrodzenia szeregowych pracowników w handlu oscylują wokół najniższej krajowej, czyli w tym roku jest to 3010 zł brutto. Oczywiście, kierownicy sklepów czy dyrektorzy regionów mają dużo wyższe zarobki. Niektóre sieci podwyższają też pensje po przepracowaniu kilku lat - np. pracownik po dwóch latach może dostać podwyżkę wynoszącą 200 zł. Ale powiedzmy sobie szczerze, cóż to są za pieniądze.

Sieci handlowe przecież chwalą się, że podnoszą pensje i że pracownicy mogą liczyć na przeróżne bonusy, w tym świąteczne. Nawet można powiedzieć, że w tych pomysłach na dodatki się prześcigają. To tylko chwyt marketingowy?

Co roku minimalna pensja idzie w górę, więc pracownicy z najniższymi zarobkami muszą dostać wyższe wynagrodzenie. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Natomiast rzeczywiście trzeba przyznać, że jedna z popularnych sieci handlowych proponuje nieco lepsze warunki płacowe niż inne sieci. Ale praca w niej jest dużo cięższa, bo jest w niej większy przepływ towarów, obroty są wyższe. Pracuje się tam do późnych godzin nocnych. Bywa, że pracownicy kończą pracę po północy, czasem o 1 w nocy. A pamiętajmy, że te osoby - a są to najczęściej kobiety - muszą jeszcze wrócić do domów. Na wsiach, gdzie w nocy nie jeżdżą środki transportu publicznego, pracownice, które nie posiadają własnego auta, mają duży problem z dotarciem do domów. Wobec tego, gdy mówimy, że sieć daje lepsze pieniądze, co jest faktem, trzeba też pokazać, jakie ma wymagania.

Solidarność wystosowała do branży handlowej apel o skrócenie godzin otwarcia dużych sklepów. Co ma poprawić sytuację pracownic, ale też przysłużyć się do mniejszego zużycia energii elektrycznej. Czy jest jakiś konkretny odzew na apel?

Obawiam się, że właściciele sieci handlowych przed świętami nie skrócą godzin pracy, bo im się to nie opłaca. Kosztem pracowników będą chcieli handlować jak najdłużej, żeby jak najwięcej sprzedać. Niestety, ta sytuacja nie ulegnie poprawie w najbliższym czasie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak przekuć naukę w sukces biznesowy? Pomogą w tym spin-offy

Materiał oryginalny: Wycisnąć pracownika jak cytrynę... Rozmowa z Alfredem Bujarą, przew. Sekretariatu Krajowego Handlu, Banków i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie