Wyjątkowe bramki padały także na stadionach ŁKS i Widzewa...

    Wyjątkowe bramki padały także na stadionach ŁKS i Widzewa [WIDEO]

    Dariusz Kuczmera

    Dziennik Łódzki

    Cały piłkarski świat mówi o golu strzelonym z karnego dla Barcelony przez... dwóch zawodników: Leo Messiego i Luisa Suareza. Jedni biją brawo, drudzy twierdzą, że naruszone zostały przepisy. Tego nie rozstrzygniemy, ale ten gol przywołał wspomnienia wyjątkowych bramek, strzelanych także w Łodzi.
    Najdziwniejsza w historii ŁKS bramka padła na nieistniejącym już stadionie przy al. Unii 1 grudnia 1974 roku. Tego dnia na zakończenie rundy jesiennej ekstraklasy ŁKS podejmował Śląsk Wrocław. W 7. minucie uczestnik (w roli rezerwowego) wcześniejszych mistrzostw świata w RFN Zygmunt Kalinowski chwycił piłkę. Ze straconą okazją pogodził się napastnik ŁKS Andrzej Grzywacz, odwrócił się w kierunku własnej bramki i wybiegał z pola karnego rywala.
    Tymczasem Kalinowski wybijał piłkę z ręki i uczynił to tak niefortunnie, że z kilku metrów trafił w tył głowy Grzywacza. Napastnik ŁKS po takim ciosie stracił przytomność, padł na murawę niczym rażony piorunem, a piłka wpadła do siatki Śląska. Dopiero po kilku minutach strzelec gola doszedł do siebie, a o tym, że zdobył bramkę dowiedział się od kolegów. Długo nie chciał w to uwierzyć.

    Gdyby wtedy działał sobie internet, Andrzej Grzywacz i Zygmunt Kalinowski przyćmiliby sławą asów Barcelony Leo Messiego i Luisa Suareza. Przypomnijmy, że w meczu z Celtą karnego wykonywał Leo Messi, trącił jednak tylko piłkę kilkanaście centymetrów do przodu, dobiegł do niej Luis Suarez (niektórzy twierdzą, że w pole karne wbiegł zbyt szybko) i wpakował do siatki. Piłkarze Barcelony powtórzyli wyczyn pary Johann Cruyff - Jesper Olsen, którzy w podobnym stylu strzelili gola dla Ajaksu Amsterdam 5 grudnia 1982 roku w meczu z Helmond Sport (5:0). Cruyff zagrał w poprzek boiska do Olsena, ten podciągnął kilka metrów i wycofał z powrotem do Holendra. Wielki Johann strzelił gola.



    Strzały z jedenastek to prawdziwa sól futbolu, wisienka na torcie. Nie ma chyba nikogo, kto nie lubiłby tego fragmentu gry. Dlatego mistrzowie precyzji przechodzą do historii. Takim mistrzem w wykonywaniu jedenastek był Czech Antonin Panenka. On podcinał piłkę, która lobem przelatywała nad leżącym bramkarzem. W ten sposób ośmieszył Seppa Maiera w finale mistrzostw Europy 1976 roku. W identycznym stylu Panenka pokonał Józefa Młynarczyka w meczu Widzewa z Rapidem Wiedeń w 1/8 finału Pucharu Europy.



    Jak widać stadion ŁKS miał sprzyjające warunki do strzelania wyjątkowych goli. Ale bądźmy sprawiedliwi, niecodzienne gole padały także na stadionie Widzewa.

    Telewizje całego świata pokazywały bramkę Marka Citki, który w meczu Ligi Mistrzów z Atletico Madryt pokonał bramkarza rywala prawie z połowy boiska. Ta bramka dała ogromną popularność strzelcowi, co w połączeniu z ujawnieniem przez niego poglądów na temat wiary w Boga wywołały w naszym kraju prawdziwą Citkomanię.



    Na tym samym stadionie Widzewa padła też słynna bramka strzelona... ręką. W meczu z San Marino w 1993 roku polska reprezentacja męczyła się okrutnie. Przy stanie 0:0 i dośrodkowaniu z prawej strony do główki skoczył Jan Furtok. Zabrakło mu jednak kilku centymetrów, więc wyciągnął rękę. Padł w ten sposób jeden jedyny gol meczu.



    Gdyby Furtok był tak religijny jak Citko może nadałby temu wydarzeniu nazwę „Ręka Boga”, jak uczynił to siedem lat wcześniej legendarny Boski Diego Maradona. W meczu z Anglią Argentyńczyk strzelił gola w podobny sposób wyciągając rękę ponad głowę. Tunezyjski sędzia Ali Ben Nasser uznał bramkę, choć cały świat widział, że gol był nieprawidłowy.



    Często sędziowie łączeni są ze strzelcami nietuzinkowych goli. Tofik Bachramow śmiało może kandydować do grona najsłyniejszych ludzi Azerbejdżanu. W 1966 roku w finale mistrzostw świata, jako reprezentant Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, był sędzią bocznym. W dogrywce Anglik Geoff Hurst strzelił na bramkę Niemców. Piłka odbiła się od poprzeczki, następnie od murawy i wyszła w pole. Nikt nie widział (gdyby wtedy był internet!), czy piłka minęła swym obwodem linię bramkową, czy też nie. W końcu decyzję podjął sędzia boczny. Pokazał na środek boiska i w ten sposób zakochała się w nim cała Anglia, a znienawidzili Niemcy.



    Sędzia w ogóle nie był potrzebny w meczu ligowym (bardzo istotnym, bo barażowym o utrzymanie) Ruchu z Lechią. Bramkarz chorzowian Janusz Jojko najpierw chciał wyrzucić ręką piłkę, ale zmienił zdanie. Niestety, piłka wypadła mu z ręki i wtoczyła się do siatki. W czasach powszechnej piłkarskiej korupcji nikt tego wyczynu nie łączył z ustawieniem wyniku. Aż tak piłkarskie „jaja” nie były produkowane.



    Jeszcze bardziej ośmieszył się inny polski brmkarz Tomasz Kuszczak. Do tego zrobił to w kontrolnym meczu przed mistrzostwami świata 2006. Polacy grali w Chorzowie z Kolumbią. Po godzinie gry, przy stanie 0:1 bramkarz gości Luis Martinez wybijał piłkę z ręki, niesiona wiatrem piłka doleciała aż na pole karne naszej drużyny, odbiła się od murawy i przelobowała Tomasza Kuszczaka. Polski bramkarz był bliski popełnienia seppuku.



    Gdyby wtedy kolumbijski bramkarz, miał przed sobą ełkaesiaka Grzywacza, pewnie gola zdobyliby Polacy... Powtórki z al. Unii nie było, więc obejrzeliśmy kolejnego fascynującego gola. Dzięki temu futbol nigdy nie będzie nudny...

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo