64-letni emerytowany nauczyciel po śmierci konkubiny wypłacił z jej konta 700 zł. Przed sądem odpowiadał tak, jak za zwykłą kradzież, bo nie byli małżeństwem.

Stanisław W. ze swoją partnerką mieszkał przez ponad pięć lat. Ślubu nie brali, ale prowadzili wspólne gospodarstwo domowe. Korzystali też z jednego konta, które formalnie należało do partnerki 64- latka. Mężczyzna wpłacał na ten rachunek pieniądze. Miał też kartę bankomatową, a że znał kody PIN, mógł z konta wypłacać pieniądze albo dokonywać płatności za pomocą tej karty.

Do czasu. Partnerka mężczyzny zmarła, a on w tym samym dniu wypłacił z jej konta 400 zł, następnego dnia 300 - zł.

Dwa dni później za zakupy w sklepie zapłacił jeszcze 21 zł. Jak potem tłumaczył - spodziewał się, że będzie musiał pokryć koszty związane z pogrzebem konkubiny i dlatego pobrał z konta pieniądze.

Tyle, że za pogrzeb płacił brat zmarłej, który był też jej ustawowym spadkobiercą - to jemu przypadał cały zgromadzony przez nią majątek, m.in. mieszkanie kobiety i oszczędności. Ów brat dopatrzył się też, że konkubent kobiety wypłacał z konta pieniądze po jej śmierci.

Zobacz też:Koniec sporu na intensywnej terapii w Bełchatowie. Szpital wybrał firmę

64-latek oddał mu całą kwotę, którą wówczas pobrał, ale i tak został oskarżony o kradzież. Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Bełchatowie i ostatecznie postępowanie wobec mężczyzny zostało warunkowo umorzone na okres jednego roku próby. 64-latek tłumaczył, że po śmierci konkubiny był w złej sytuacji finansowej, spodziewał się też wydatków pogrzebowych i dlatego przywłaszczył sobie pieniądze z konta partnerki. Choć, jak podkreślał, zdawał sobie sprawę, że nie był do takiego działania uprawniony.

Sąd uznał, że szkodliwość społeczna czynu 64-latka nie była znaczna, stąd decyzja o warunkowym umorzeniu. Co ciekawe, pojawił się także wątek związany z tym, czy zabór pieniędzy z konta konkubentki nie jest aby kradzieżą z włamaniem? Sąd uznał, że nie ma do tego przesłanek - 64-latek od dłuższego czasu za zgodą partnerki dysponował kartą, znał kody, o włamaniu nie mogło być mowy.

Jak się okazuje, sprawy w których stronami są pary żyjące kiedyś w konkubinacie, wcale nie są rzadkością w sądowej praktyce. Jak podkreśla Piotr Kaszewiak, rzecznik prasowy Izby Adwokackiej Okręgu Łódzkiego, postępowania z ich udziałem najczęściej dotyczą rozliczeń po zakończeniu nieformalnych związków.

Czytaj też:Kopalnia Bełchatów. Górnicy wrócą do pracy

- Takie związki potrafią trwać wiele lat, a że nie ma wspólności małżeńskiej, potem bardzo trudno jest udowadniać, co jest czyje - mówi Piotr Kaszewiak.

Przykładem może być historia przytaczana przez Kaszewiaka: młodzi ludzie, dwudziestokilkuletni, zakochani, postanowili wspólnie zamieszkać. Poprosili mamę dziewczyny, żeby zaciągnęła dla nich kredyt. Pieniądze chcieli wydać na adaptację pokoju w domu rodziców, resztę przeznaczyli jakieś wyjazdy, kupili samochód. Miłość się skończyła, po rozstaniu chłopak zabrał auto, a mama dziewczyny została z kredytem. Chłopak utrzymywał, że pieniądze na samochód miał od swoich rodziców. Sprawa trafiła do sądu, ciągnęła się ponad dwa i pół roku.

Bywa też tak, że kłopoty przychodzą po dwudziestu latach „życia na kocią łapę”. Para żyjąca w konkubinacie prowadziła wspólny biznes. Przez lata wspólnie ciężko pracowali, ale udało im się zgromadzić ogromny majątek. Kiedy mężczyzna zmarł, zjawiła się jego była żona, która okazała testament sporządzony kilkadziesiąt lat wcześniej, na mocy którego ona dziedziczyła cały jego majątek. Konkubentka została z niczym. Przed sądem musiała udowadniać swój wkład pracy włożony w tworzenie tego majątku.

- Związki konkubenckie po ich zakończeniu wiążą się potem często z ogromnymi kłopotami - podkreśla Piotr Kasze-wiak. - Nie ma tu założenia, że coś z automatu staje się wspólne, jak w przypadku małżeństw. To mało romantyczne, ale w przypadku byłych konkubentów wszystko sprowadza się potem w takich postępowaniach do tego, kto zapłacił za pralkę, kto wyłożył pieniądze na lodówkę, kto na telewizor, a kto na meble. Liczą się twarde przesłanki: przelewy bankowe, faktury, paragony. Ale kto o tym myśli, gdy miłość kwitnie?

Kiedy konkubinat?
W polskim systemie prawnym ciągle brakuje pełnego uregulowania takiej instytucji jak konkubinat mimo, że takie związki są coraz częstsze.

W orzecznictwie sądowym przyjmuje się, że z konkubinatem do czynienia mamy w przypadku „wspólnego pożycia analogicznego do małżeńskiego, tyle że pozbawionego legalnego węzła. Oznacza to istnienie ogniska domowego charakteryzującego się duchową, fizyczną i ekonomiczną więzią, łączącą mężczyznę i kobietę”. Pary homoseksualne, nawet jeżeli żyją wspólnie, nie są uznawane za związki konkubenckie - takie jest orzecznictwo Sądu Najwyższego.

Między konkubentami nie powstaje wspólność majątkowa. Pieniądze zarobione przez każdego z nich to jego prywatny majątek, ruchomości, choć używane wspólnie, należą wyłącznie do tego, kto je kupił.

Nie ma możliwości dziedziczenia ustawowego po zmarłym konkubencie. Ustanowić konkubenta spadkobiercą można jedynie przez sporządzenie testamentu.