Wyspy kruchej pamięci

    Wyspy kruchej pamięci

    Anna Gronczewska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Alina Jabłońska, łódzka przewodniczka, od lat oprowadza wycieczki po Starym Cmentarzu przy ul. Ogrodowej. Pamięta, że przed laty przychodziła tutaj z mamą. Zatrzymywały się przy ciekawszych nagrobkach, potem chciały poznać historię pochowanych w nich ludzi. I tak to się zaczęło...
    Tajemnicze morderstwo

    Zapamiętała zwłaszcza nagrobek z rzeźbą młodej dziewczyny z uniesionymi rękami. Trzyma w nich kwiat. W minionych dekadach koło tego bardzo pięknego grobu gromadziły się 1 listopada tłumy ludzi. Dziś pani Alina wie, że zaprojektował go Edward Nowicki, który jest też autorem syrenki, znajdującej się w pasażu przy ul. Piotrkowskiej 77.

    O leżącej w tym grobie Magdzie Sobczak prawie nikt dziś nie pamięta, ale na początku lat 60. mówiła o niej cała Łódź. Dziewczyna pochodziła z zamożnej rodziny, jej ojciec prowadził w Łodzi fabrykę wyrobów czekoladowych. W 1962 roku Magda miała 16 lat i chodziła do dziesiątej klasy nieistniejącego dziś X LO im.
    Marii Konopnickiej przy al. Kościuszki. Zbliżała się Wielkanoc, rodzice wyjechali na wycieczkę, Magda została sama w pięknym mieszkaniu w nieistniejącej dziś kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 161. Kiedy rodzice wrócili do domu, zastali otwarte drzwi, a w środku zwłoki córki.

    Rozpoczęły się poszukiwania mordercy. Ojciec Magdy wyznaczył nagrodę w wysokości 250 tysięcy złotych. W śledztwie pojawiła się osoba tajemniczego mężczyzny w zielonym płaszczu, który miał obserwować mieszkanie Sobczaków. Szybko wykluczono motyw rabunkowy, bo nic nie zginęło. Rozważano także, czy zabójstwo nie jest zemstą. Badano okupacyjną przeszłość ojca Magdy, który po wojnie przyjechał do Łodzi z Warszawy. Bez rezultatu. W 1963 roku śledztwo w sprawie śmierci Magdy Sobczak umorzono.

    Sprawa niespodziewanie powróciła po 11 latach. W 1973 roku łódzka milicja zatrzymała tzw. grupę inżynierów. Byli to studenci i uczniowie starszych klas szkół średnich, którzy włamywali się do mieszkań zamożnych łodzian. Wojciech K., jeden z członków tej grupy, powiedział, że zna tajemnicę śmierci Magdy. Razem z kolegą włamali się do mieszkania Sobczaków. Nie wiedzieli, że została w nim ich córka. Kolega wystraszył się, uderzył dziewczynę i uciekł. Niestety, zeznań Wojciecha K. nie można było skonfrontować z tym, co mówił kolega - popełnił bowiem samobójstwo. Uznano też, że Wojciech ma skłonność do konfabulacji. Sprawa morderstwa 16-letniej Magdy pozostaje do dziś tajemnicą.

    Od przypadkowej kuli

    Do dziś nie wiemy też, co naprawdę stało się z Wiktorią Główczyńską. Jej pomnik, zaprojektowany przez Władysława Czaplińskiego, autora słynnego górala, zdobiącego kamienicę przy ul. Piotrkowskiej koło Górniaka, jest jednym z najładniejszych w katolickiej części Starego Cmentarza. Widnieje na nim postać młodej dziewczyny z wyciągniętymi rękami, która klęczy przed rzeźbą Matki Boskiej Częstochowskiej. Z napisu na pomniku wynika, że świętej pamięci Wiktoria Główczyńska, panna z Biesiekierza, zmarła w Łodzi 15 listopada 1919 roku, przeżywszy lat 23, padła w kwiecie młodości, zamordowana zbrodniczą ręką bandyty. Prosi o westchnienie do Boga...

    Niewiele starszy od Wiktorii był Edward Grajnert. To zapomniany dziś malarz, pejzażysta i portrecista. Jego obrazy od czasu do czasu pojawiają się na aukcjach dzieł sztuki i osiągają niezłe ceny. Edward był synem Józefa Grajnerta, pisarza, działacza ludowego, folklorysty, który jako pierwszy przetłumaczył na język polski "W 80 dni dookoła świata" Juliusza Verne'a. Syna wysłał do Krakowa, gdzie w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych kształcił się u Teodora Aksentowicza. Edward Grejnerd życie stracił w Łodzi, w 1907 roku, podczas walk rewolucji 1905 roku. Miał 30 lat, gdy przypadkowo trafiła go kula, wystrzelona przez bojowca...

    - Pomnik wystawił mu brat Bronisław - opowiada Alina Jabłońska. - Jest jednym z najwyższych w katolickiej części cmentarza. Ma prawie cztery metry wysokości.

    Śmierć pod kołami... powozu

    Malarzem, ale też scenografem był Konstanty Mackiewicz. Wielu łodzian może go pamiętać, bo umarł w 1985 roku. Malarstwo studiował m.in. w Moskwie i Odessie, był uczniem Wasilija Kandijskiego. Do Łodzi przyjechał w 1927 roku i z miastem związał się aż do śmierci.

    Mackiewicz nie poddawał się nowym nurtom w sztuce. Malował tak, jak czuł. Jego znajomi wspominają, że kiedyś, oglądając wystawę swego kolegi awangardysty, rzucił uwagę: "Rozumiem dawnych malarzy, patrząc na ich dzieła, ale kto będzie tłumaczył dzieła współczesne, gdy umrą ich autorzy!".

    Obok ojca spoczął zmarły w ubiegłym roku jego syn Ludwik Mackiewicz, architekt, znawca historii sztuki. Wykładał na Wydziale Budownictwa i Architektury PŁ. Ze względu na swój sposób bycia i poczucie humoru, był uwielbiany przez studentów. Według jego projektu przebudowano dawny kościół mariawicki na katolicką parafię św. Piotra i Pawła przy ul. Nawrot. On także zaprojektował kościół Pasjonistów na łódzkim Teofilowie, a wspólnie z Jadwigą Janus - pomnik Pękniętego Serca w parku im. Promienistych.

    Mało kto wie, że na cmentarzu przy ul. Ogrodowej pochowana jest żona jednego z najwybitniejszych polskich aktorów, patrona warszawskiej szkoły teatralnej, Aleksandra Zelwerowicza. Zelwerowiczowie przybyli do Łodzi około 1908 roku. Aleksander został dyrektorem Teatru Polskiego. Nie minął rok, gdy jego żona Emilia zginęła w wypadku - wpadła pod koła powozu...

    1 listopada łódzcy aktorzy zapalają znicze na grobie Janusza Orlińskiego, znanego pod pseudonimem artystycznym Busiacki. To jeden z najpopularniejszych aktorów występujących na początku XX wieku na łódzkich scenach. Ze względu na niski wzrost był aktorem charakterystycznym. Słynął ze znakomitej dykcji. Był wnukiem żołnierza napoleońskiego, potomkiem rodziny tatarskiej. W latach 1916 - 1917, razem z poetą Bolesławem Leśmianem, był dyrektorem Teatru Polskiego w Łodzi. - Postawiono mu jeden z piękniejszych nagrobków - pokazuje Alina Jabłońska. - Wykonany z czerwonego piaskowca, przedstawia leżącego anioła, trzymającego medalion z popiersiem aktora.

    Skromny grób wielkich kamieniarzy

    Wspomina się o rzeźbiarzach projektujących nagrobki na łódzkim Starym Cmentarzu , jak Wacław Konopka, Władysław Czapliński i Anastazy Lepla, a zapomina o zakładach, w których te pomniki powstawały. Na przełomie XIX i XX wieku jedną z największych firm w Królestwie Polskim była spółka budowlano-kamieniarska rzeźbiarza Antoniego Jana Urbanowskiego. Urbanowski pochodził spod Wielunia, rzeźbiarstwa uczył się w Warszawie. W 1874 roku przyjechał do Łodzi. Jego zakład przy ul. Cmentarnej zaczął się szybko rozrastać. Zatrudniał ponad 50 pracowników, posiadał najnowocześniejsze jak na tamte czasy maszyny. Wykonywano w nim nie tylko nagrobki, ale też detale budowlane do wyposażenia wnętrz budynków, m.in. schody, balustrady, parapety i wanny. Urbanowski zakupił nawet kamieniołomy w Wąchocku, skąd wydobywano doskonałej jakości czerwony piaskowiec.

    Po Antonim zakład przejął jego syn Józef, który studiował rzeźbę w Monachium, Dreźnie i Rzymie. Z zakładu Urbanowskich pochodzi około stu pomników, znajdujących się na Starym Cmentarzu - m.in. prezydenta Łodzi Andrzeja Rosickiego, Gustawa Geyera, Karola Jonshera, mauzolea Juliusza Kunitzera i Heinzlów. Wykonano w nim także filary do łódzkiej katedry, chrzcielnicę do kościoła ewangelicko-augsburskiego św. Mateusza, nawet cokół pomnika Fryderyka Chopina w warszawskich Łazienkach.

    O Urbanowskich mało kto dziś pamięta. W ich willi przy ul. Cmentarnej znajduje się dziś przychodnia lekarska. Budynek nie przypomina pałacu. Pamiątką po Urbanowskich jest także rosnący tam wciąż platan z ich dawnego ogrodu. Zdobiącą ich wilię fontannę z nimfą, której autorstwo przypisuje się Wacławowi Konopce i Anastazemu Lepli, ustawiono przed Pałacem Poznańskiego. Po zakładzie kamieniarskim przy ul. Cmentarnej pozostało efektowne ogrodzenie. Dziś znajduje się tam skład opału i skup złomu.

    - To chyba chichot historii - mówi Alina Jabłońska. - Rodzina, w której zakładzie powstały najpiękniejsze łódzkie nagrobki, leży pod zwykłą płytą z lastriko. Położono ją prawdopodobnie w 1952 roku, po śmierci Józefa Urbanowskiego...

    Historia dzwonu

    Władysław Wagner to postać zupełnie zapomniana, a bardzo ważna dla historii Łodzi. Był organizatorem i pierwszym prezesem Resursy, czyli stowarzyszenia łódzkich rzemieślników. Z zawodu był odlewnikiem, potomkiem znanych krakowskich ludwisarzy. Przez wiele lat pracował na kierowniczych stanowiskach w fabrykach metalowych Rosji. Po powrocie do Polski zatrudnił się w łódzkiej fabryce metalowej Józefa Johna, po wojnie znanej jako fabryka szlifierek im. Józefa Strzelczyka.

    Wagner kierował u Johna odlewnią. Brał też udział we wznoszeniu kościoła pw. Stanisława Kostki, od 1920 roku łódzkiej katedry.

    Był również inicjatorem budowy dzwonu Zygmunt. Materiał na dzwon zgromadziły łódzkie cechy rzemieślnicze, wytopiano go w fabryce, która należała do Adolfa Johna, syna Józefa. Zygmunt miał 2 metry średnicy, 1,7 metra wysokości i ważył 4 tony. Był ozdobiony wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej, św. Stanisława Kostki, herbem Łodzi i godłem dwunastu łódzkich cechów. Początkowo dzwon umieszczono w prowizorycznej wieży, stojącej koło kościoła, a w 1927 roku przeniesiono go do wybudowanej wieży katedry.

    - Podczas I wojny światowej Niemcy chcieli przetopić dzwon na potrzeby przemysłu zbrojeniowego - opowiada Alina Jabłońska. - Zapowiedzieli jednak, że zrezygnują z tego, jeśli łodzianie wykupią dzwon. Przeprowadzono wielką akcję i zebrano 400 kilogramów więcej niż potrzeba metali kolorowych. Dzwon ocalał.

    Podczas drugiej wojny Niemcy nie byli już tak wspaniałomyślni. Dzwon Zygmunt, tak jak inne dzwony z łódzkich kościołów, został przetopiony.

    Skanalizował Łódź

    Po Stefanie Skrzywanie, oprócz okazałego nagrobka, pozostała nazwa ulicy i kilkadziesiąt kilometrów rur kanalizacyjnych. Był on współpracownikiem Williama Lindleya, który już w 1909 roku przygotował plan budowy wodociągu i kanalizacji Łodzi, ale z powodu braku pieniędzy nie został zrealizowany. Powrócono do niego po odzyskaniu niepodległości. Łódź była wtedy chyba jedynym dużym miastem w Europie, które nie miało wodociągu i kanalizacji. Ich budowy podjął się w 1924 roku pochodzący z Warszawy inżynier Stefan Skrzywan. Kiedy pytano go, czy uda się pociągnąć wodę z Pilicy, powiedział, że nie będzie problemu.

    "Łódź od Pilicy dzieli tylko 50 kilometrów i po płaskim terenie" - wyjaśniał. "W Baku wodociąg ciągnęliśmy przez 180 kilometrów, po górzystym terenie i z trzech rzek!".

    Skrzywan umarł w 1932 roku w Otwocku, po długiej chorobie płuc. Na jego nagrobku, wykonanym w modernistycznym, stylu wykuty został napis: "Stefan Skrzywan, naczelnik wydziału kanalizacji w Łodzi".

    Obrońca robotników

    Po Piotrze Konie pozostał skromny nagrobek w ewangelickiej części cmentarza. Na przełomie XIX i XX wieku był jednym z najpopularniejszych łódzkich adwokatów. Do Łodzi przyjechał w 1893 roku, po skończeniu w Warszawie studiów prawniczych. Od razu zaczął bronić robotników strajkujących w czasie tzw. buntu łódzkiego.

    - Kon specjalizował się w obronie robotników i więźniów politycznych; często robił to bezinteresownie. Słynął z pięknych mów obrończych - wymienia Alina Jabłońska.

    Bronił m.in. robotników, którzy w 1907 dokonali zamachu na Mieczysława Sielbersteina, właściciela fabryki przy ul. Piotrkowskiej 250. Ta obrona okazała się nieskuteczna, bo zabójców skazano na śmierć. Ale w wielu innych procesach udało mu się uzyskać wyroki uniewinniające lub znacznie je zmniejszyć. W okresie międzywojennym władze Łodzi przyznały mu honorową emeryturę w wysokości 600 zł. Kon, jako przeciwnik sanacji, nie przyjął jej. Popadł w ubóstwo, depresję i w lutym 1937 roku popełnił samobójstwo.

    W lepszych latach lubił bywać w cukierni Roszkowskiego. Tzw. stolik adwokatów był tam zawsze oblegany. Ludzie uwielbiali słuchać jego opowieści...

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo