XXVI MFSPiN: Uciekinierzy od grozy życia oraz uciekinier życie goniący

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Capri - wyspa uciekinierów Natalia Kabanow
Widzowie łódzkiego XXVI Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych doświadczyli już dwóch najdłuższych przedstawień tegorocznej edycji wydarzenia. W odmienny, ale równie fascynujący sposób zajmujących widza czasem.

Spektakl „Capri - wyspa uciekinierów” (5 godzin i 40 minut) w reżyserii, do scenariusza i ze scenografią Krystiana Lupy został zaprezentowany jako Pokaz Mistrzowski - mistrzowsko dając odczuć dar zanurzenia się na kilka godzin w sztuce, wyłączającej codzienność, zarazem silnie ją komentującej.

Wizjoner teatru, autor bezwzględnie wyjątkowego, własnego scenicznego świata przygotował kolejne dzieło naładowane znaczeniami, kontekstami, tropami umożliwiającymi niezliczone interpretacje, rozdzierające pełną goryczy oceną kondycji człowieka, jednocześnie niosące kilka kropel nadziei. Monumentalne widowisko z genialnie skomponowanymi scenami, imponującą scenografią, plastycznie zapierające dech. Hipnotycznie zawłaszczające, niespiesznie prowadzące przez bardzo osobiste przestrzenie. Widza i autora przedstawienia.

Z ulokowanej poza czasem wyspy uciekinierów Krystian Lupa obserwuje ludzkość poprzez utwory Curzia Malapartego, włoskiego pisarza, dziennikarza i dyplomaty (w latach 20. XX wieku był attaché kulturalnym w Warszawie). Malaparte podczas I wojny światowej służył we włoskiej armii, później związał się z ruchem faszystowskim, by po działalności jako korespondent z frontu wschodniego II wojny światowej i współpracy z amerykańskimi wojskami okupacyjnymi we Włoszech, zafascynować się komunizmem i wychwalać Mao Tse-tunga. Malaparte w zależności od okoliczności zmieniał uniformy, przyjmował odmienne postawy - i tak aktorzy zamieniają się rolami, wchodzą w różne postacie. Wszystko się tu powoli miesza przy szumie morskich fal - prawda przenika z fałszem, to, co było, z tym, co być może. Od jabłka, które na początku spektaklu skusiło nagą kobietę i nagiego mężczyznę, żyjemy w chaosie i lekceważąc zagrożenie powtarzalnością, niezmiennie ponawiamy te same błędy, pozwalając prowadzić się oczadzonym ideologiami do katastrofy.

Krystian Lupa tworzy sekwencje porażające, jak obrazy z erotycznego filmu z nazistami nałożone na autentyczne zdjęcia zagłodzonych w obozach koncentracyjnych; przewrotne, jak pusta lodówka „cudownie” wypełniona chlebem i rybami w puszkach przez młodzieńca przypominającego Jezusa; otrzeźwiające, jak sceny z getta połączone z napisami, jakich pełno na murach naszych miast. Ostrzega, że prawdopodobnie jest już dla nas za późno. Pozostawiając w owym „prawdopodobnie” cień szansy na to, iż zdołamy się otrząsnąć. Jeżeli zamiast wybierać prostytucję konformizmu zmierzymy się z grozą życia poza wyspą. Na którą i tak nie ma ucieczki.

Intymny, wyjątkowy klimat przedstawienia budują wygłaszane do mikrofonu przez samego Lupę ironiczne komentarze do postaw bohaterów, nadęcia lub naiwności artystów, zachowań publiczności. A niepospolitej mocy teatralną „cielesność” całości daje fenomenalna zespołowa kreacja aktorów warszawskiego „Powszechnego”. Teatr Krystiana Lupy to potęga wyobraźni, ale też waga wypowiedzi, jakiej nie za dużo obecnie w teatrze.

Inaczej traktuje czas Michał Siegoczyński w autorskim, znakomitym przedstawieniu „Najmrodzki, czyli dawno temu w Gliwicach” (3 godziny 40 minut) z Teatru Miejskiego w Gliwicach. Wydobywając z szarości PRL barwną postać króla złodziei i mistrza ucieczek, tworzy mieniący się pomysłami kolaż odniesień, cytatów, skojarzeń, znaczeń i nastrojów. Zwróceni do widowni aktorzy wychodzą ze swoich ról, łamią konwencje, przechodzą z postaci w postać, obnażają teatralną kuchnię, by tym bardziej nas teatrem zachwycić. Tu akcja biegnie, błyskawicznie zmieniają się plany czasowe, wraz z bohaterami przerzucamy się z miejsca na miejsce, wydarzenia na scenie obserwujemy także z perspektywy kamery, co natychmiast niesie dodatkowe konteksty i energię. Całość jest bezbłędnie skonstruowana, śmiech miesza się ze wzruszeniem, efekt jest porywający.

Kapitalny, „pełną gębą” wykorzystujący swoją świetnie przygotowaną rolę, łotrowsko uwodzący każdego z widzów z osobna jest doskonale znany w Łodzi Mariusz Ostrowski jako Najmrodzki, ale i ten spektakl to popis fantastycznej zespołowości, gdzie każdy z aktorów pierwszorzędnie wykorzystuje możliwości, jakie stwarza patchworkowa architektura widowiska, w mgnieniu oka odmieniająca emocjonalność poszczególnych scen.

Dwa kompletnie odmienne teatralne światy, ale budowane przez twórców, mających własny, jedyny w swoim rodzaju, od razu rozpoznawalny styl.

***

Kolejnym spektaklem festiwalu będzie „M-2” Natalii Fiedorczuk, w reżyserii Darii Kopiec, z Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku. Akcja przedstawienia rozgrywa się pod koniec drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Dwoje młodych ludzi postanawia zamieszkać razem. W niedużym, klaustrofobicznym M-2 niemal natychmiast zaczyna dochodzić do intensywnych konfrontacji. Występują: Monika Janik, Dominika Korzeniecka, Wojciech Marcinkowski. Pokazy odbędą się 28 i 29 lutego od godz. 19.15 na Małej Scenie Teatru Powszechnego.

Warto dodać, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło właśnie wyniki dofinansowań w programie „Teatr i Taniec”. W gronie przedsięwzięć, które otrzymały wsparcie jest łódzki XXVI Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych Teatru Powszechnego, dofinansowany kwotą 300 tysięcy złotych.

Magdalena Boczarska o swojej roli w serialu "Król"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.