Z prezydent na ramie

    Z prezydent na ramie

    Łukasz Kaczyński

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Chciałbym zabrać prezydent Łodzi na ramę roweru i puścić się w miasto. To żaden żart. Głowa rowerzysty pracuje inaczej niż na przykład głowa kierowcy. Niektórzy sądzą, że można w ten sposób osiągnąć stan medytacji. Pomedytowalibyśmy więc razem, a nawet jeśli nie - z roweru miasto wygląda w końcu inaczej.
    Łukasz Kaczyński

    Łukasz Kaczyński ©Grzegorz Gałasiński/archiwum Dziennika Łódzkiego

    Jazdę moglibyśmy zacząć pod Łódzkim Centrum Komiksu, które otwarte zostało kilka dni temu nieopodal domu handlowego "Magda". ŁCK może stać się jednym z impulsów, które dadzą nowe siły do życia tej części Piotrkowskiej. Jest szansa, że dzięki ŁCK z okazałej kamienicy nieopodal zniknie banner zachęcający do wynajmowania w niej powierzchni. "Uwieczniony" został już przez firmę Google, gdy ta przygotowała fotograficzny spacer po ulicy Piotrkowskiej. Kiedy to było? Dość dawno.

    Z panią prezydent zapuścilibyśmy się na terytoria niezwykłe, na przykład na ulicę Wólczańską, między Więckowskiego i Zieloną. Jeśli Piotrkowska to twarz Łodzi lub kręgosłup, ten odcinek Więckowskiego może być pachą lub inną częścią pleców.
    Dawno tam nie byłem na rowerze, a właśnie perspektywa czasowa pozwala dostrzec zmiany. Puścilibyśmy się więc z panią prezydent do Zielonej, albo dalej, a wiatr targałby nam włosy i targałby bannerami nad naszymi głowami ("Sprzedam...", "Wynajmę...", "Powierzchnie..."). Być może jazda na ramie więcej powiedziałaby niż zamówiony niedawno raport o stanie miasta. Może skłoniłaby do deklaracji. Do zastanowienia. Do rewizji innych decyzji. Może.

    Gdyby taka jazda odbyła się tydzień temu, z Wólczańskiej moglibyśmy odbić w Kopernika i dojechać do Teatru "Pinokio". W sam raz, by zdążyć na Teatralną Karuzelę, festiwal, na który zapraszane są najciekawsze spektakle dla widzów młodych i trochę starszych. Spektakle, które nie traktują widza jak plastelinę, którą trzeba urobić, ale jak partnera, z którym potrafią rozmawiać.

    Gdyby do tej jazdy doszło, nad głowami słyszelibyśmy rozlegające się od kilku tygodni echo potężnych uderzeń. To jednak nie tarabany, ani nie bębny afrykańskie, choć w pierwszym rzędzie bijących znalazł się urodzony w nigeryjskiej Umuahii poseł John Godson. Zwłaszcza, że zmienił bębenek, w jaki bije. To tylko PO, firma z ograniczoną odpowiedzialnością, biłaby się w piersi, podobnie jak jej konfratrzy, chcąc być bliżej ludzi. Całych, nie tylko kieszeni, gdzie trzymają oni portfele.

    Do takiej jazdy pewnie nie dojdzie. Ja mógłbym zostać posądzony o uprowadzenie, a ubiegająca się o reelekcję pani prezydent nie może pewnie pozwolić sobie na chwilową nieobecność na pierwszej linii.

    Łukasz Kaczyński

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo