Za odejście z pracy wzięli 100 tys. zł. Jak potoczyły się ich losy?

Grzegorz Maliszewski
Waldemar Liszewski skorzystał z pierwszego PDO w 2006 r. Dziś jest rolnikiem na Mazurach
Waldemar Liszewski skorzystał z pierwszego PDO w 2006 r. Dziś jest rolnikiem na Mazurach Fot. archwium prywatne
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Górnicy i energetycy za odejście z pracy inkasują ponad 100 tys. zł. Jak potoczyły się losy tych, którzy skorzystali z PDO w ubiegłych latach? Program Dobrowolnych Odejść (PDO) to metoda „odchudzania" załogi dwóch największych zakładów w centrum Polski - kopalni i elektrowni Bełchatów. W ciągu 10 lat z tej formy odejścia z pracy skorzystało w tych zakładach kilka tysięcy osób. W styczniu właściciel bełchatowskich gigantów – koncern PGE - rozpoczął kolejną edycję programu.

Zasada jest prosta. Pracownik składa wniosek, a jeśli jego przełożony nie wyrazi sprzeciwu, to w ramach tzw. odszkodowania za odejście można dostać do 26 średnich pensji. Dla odchodzącego z pracy to niemal w każdym przypadku grubo ponad 100 tys. zł. Jedni na tym zyskali, inni stracili. Jak funkcjonują bez pracy w kopalni i elektrowni?

Waldemar Liszewski skorzystał z pierwszego PDO w 2006 r. Pracował w elektrowni 8 lat na stanowisku inżyniera ds. sterowań, wykonywał i sprawdzał projekty z zakresu automatyki.
- Widząc obecne zamieszanie na rynku pracowniczym w PGE, nie żałuję tej decyzji - mówi Waldemar Liszewski. - Skorzystałem z PDO w odpowiednim momencie.

Nad odejściem z elektrowni zastanawiał się wiele miesięcy. Kiedy decyzję już podjął, wzbudził zdziwienie kierownika. Miał wtedy 33 lata. Przyznaje, że wpływ na decyzję miały finanse, bo jako młody pracownik zarabiał mniej od starszych kolegów na równorzędnych stanowiskach. Niemałe pieniądze, jakie otrzymał z PDO przeznaczył na zabezpieczenie swojej przyszłości, m.in. na fundusze inwestycyjne. Od kilku lat prowadzi gospodarstwo rolne na Mazurach i hoduje krowy. Do przeprowadzki zmusiły go sprawy rodzinne. Mając porównanie obecnego zajęcia z codzienną pracą w elektrowni dostrzega plusy i minusy.

 

W elektrowni była praca korporacyjna, z hierarchią odpowiedzialności. Na gospodarstwie  jestem sam sobie szefem, odpowiedzialność jest znacznie większa. Ale na Mazurach czas płynie dużo wolniej. To duży komfort.

- W elektrowni była praca korporacyjna, z hierarchią odpowiedzialności. Na gospodarstwie  jestem sam sobie szefem, odpowiedzialność jest znacznie większa - mówi Waldemar Liszewski. - W rolnictwie jest inne tempo pracy niż w zakładzie. Na Mazurach czas płynie dużo wolniej. To duży komfort.

Andrzej Mielczarek, który był operatorem zwałowarki w kopalni, z PDO skorzystał w grudniu 2012 r. Skończył wtedy 50 lat. Odszedł ze względu na stan zdrowia. Pieniądze zainwestował w nieruchomość. Kupił domek na wsi, który remontuje. - Pieniędzy w bełchatowskich barach nie zostawiłem - śmieje się pan Andrzej.

Choć na emeryturze górniczej jest od ponad dwóch lat, to przyznaje, że szczególnie zimą i jesienią za pracą mu tęskno. - Pracowałem z fajnymi ludźmi, z którymi kontakt staram się trzymać do dziś - mówi. - Gdyby zdrowie było trochę lepsze, chętnie bym popracował jeszcze w kopalni. Spędziłem tam prawie 30 lat życia.

Inaczej było z przypadku Adama Michela. Z PDO skorzystał w lipcu ubiegłego roku, a pieniądze, z odprawy przeznaczył na rozwój firmy. Na co dzień robi zdjęcia i materiały video, m.in. na imprezach okolicznościowych. Pieniądze zainwestował m.in. w drona wartego ok. 10 tys. zł, którym może kręcić filmy z wysokości kilkudziesięciu metrów.

- Długo myślałem nad odejściem z pracy, ale chciałem robić coś, co sprawia mi przyjemność - mówi Adam Michel. - Wiem, że jest to ryzyko, bo w elektrowni była stała i pewna praca, ale nie żałuję decyzji.

Dla innych PDO to po prostu szansa na odpoczynek na górniczej emeryturze. Paweł Gawłowski z Podwódki koło Kluk przyznaje, że teraz ma czas na oddawanie się pasji łowienia ryb.
- Jeżdżę na zawody wędkarskie. To moje hobby - mówi Paweł Gawłowski. - Za pieniądze z PDO postawiłem sobie budynek gospodarczy - dodaje.

Wielu kolegów zrobiło sobie krzywdę tym odejściem na PDO. Proszę zajrzeć do barów przy targowisku miejskim... Wielu z nich to dziś bezrobotni.

Ale nie wszystkie historie kończą się pomyślnie. - Wielu kolegów zrobiło sobie krzywdę tym odejściem na PDO - mówi jeden z pracowników, prosząc o anonimowość. - Dlaczego? Proszę zajrzeć do barów przy targowisku miejskim... Wielu z nich to dziś bezrobotni.

Według Powiatowego Urzędu Pracy w Bełchatowie, w 2014 r. spośród ponad 300 osób z kopalni i elektrowni, które odeszły na PDO w pośredniaku zarejestrowało się w sumie 149. Do dziś jako w rejestrze bezrobotnych jest 60 byłych górników i energetyków.

Kolejna edycja już ruszyła

Polska Grupa Energetyczna czwartą edycję Programu Dobrowolnych Odejść rozpoczęła 8 stycznia. Odchudzanie załogi potrwa do 2017 r.
Wnioski o odejście z pracy mogą składać wszyscy pracownicy, ale...
- Pracownik składający wniosek będzie musiał jednak uzyskać zgodę pracodawcy - mówi Iwona Paziak, rzeczniczka koncernu PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna.
W zamian za odejście z pracy górnicy i energetycy mogą liczyć na duże odprawy, które maksymalnie wynoszą do 26 średnich pensji. Takie pieniądze otrzymają jednak ci, którzy zdecydują się na odejście z pracy w pierwszym półroczu tego roku. Jeśli ktoś zdecyduje się w drugim półroczu tego roku, kwota zmniejszy się do 16 średnich wypłat. Kolejne półrocza będą połówkową wypłatą półrocza poprzedniego.

Pierwsze PDO w kopalni i elektrowni przeprowadzono w 2006 r., gdy zakłady należało do holdingu BOT.  Dobrowolnie z pracy odeszło wtedy ponad 1,1 tys. pracowników.
Kolejne edycje programu były prowadzone już pod szyldem PGE. W 2011 r. z PDO skorzystało 140 górników i 77 energetyków, w 2012 r. 784 pracowników kopalni i 127 elektrowni. Natomiast w 2014 r. z kopalni ubyło 177 osób, a z elektrowni 149.  Według wyliczeń PGE, do tej pory w całej spółce z PDO skorzystało ponad 5 tys. osób.

Bełchatów

Paweł Gawłowski po odejściu na PDO ma czas na wędkowanie. Fot. Grzegorz Maliszewski

Bełchatów

Adam Michel w elektrowni Bełchatów przepracował w sumie siedem lat. Odszedł na PDO,
bo chce połączyć pasję fotograficzną z pracą, dlatego pieniądze zainwestował w rozwój firmy. 
Fot. Grzegorz Maliszewski

 

Rządowa tarcza antyinflacyjna

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
olek
brawo szerloku
m
mirusm1
Do po_co_PDO.   Oczywiscie ze masz racje - glowny powod to zatrudnienie ludzi na te same stanowiska za polowe pensji.

Drugim bedzie pozbycie sie ludzi ktorzy przesiedzieli tam cale zycie i ... juz im sie nie chce, czekaja na emeryture - nie krytykuje pewnie jak bede w ich wieku to tez mi sie nie bedzie chcialo.

Trzeci powod....  przelicznik zatrudnienia na MW. U nas srednio 1 osoba na 1MW w firmach po "restruktaryzacji" albo zagranica 1 osoba na 3MW...no i kolena 1osoba jako kontraktor pracujacy za dwie za 1/2 pensji...

 
p
po_co_PDO
Nie rozumiem, w jaki sposób PGE zarabia na odejściu tych pracowników. Znam ludzi którzy mieli już naliczoną emeryturę górniczą, pracowali i skorzystali z PDO. Jaki w tym sens poza tym, że skorzystali z tego finansowo? Jak górnik może zawiesić emeryturę, pracować i jeszcze otrzymać te 26 pensji?

Całe to zamieszanie jest chyba tylko po to, żeby wypchnąć etatowych pracowników a zatrudnić młodych ludzi w spółkach, którym można płacić o wiele niższą pensję bez tych wszystkich przywilejów...
X
Xainteresowana
Nie rozumiem jednego: W pierwszym półroczu tego roku??? Ten rok już nie ma I półrocza. Czy chodzi o rok 2016??? Proszę autora o doprecyzowanie. 
Dodaj ogłoszenie