"Zachowywała się tak, jakby nie wiedziała, co tam jest". Bawił się z Iwoną Wieczorek przed jej zaginięciem. Co znalazła u niego policja?

OPRAC.:
Mateusz Zbroja
Mateusz Zbroja
Iwona Wieczorek zaginęła 17 lipca 2010 roku, kiedy wracała z imprezy. Co powiedział Paweł, który bawił się z 19-latką przed jej zaginięciem?
Iwona Wieczorek zaginęła 17 lipca 2010 roku, kiedy wracała z imprezy. Co powiedział Paweł, który bawił się z 19-latką przed jej zaginięciem? fot. Tomasz Bolt/Polskapresse
Wielokrotnie pomagałem policjantom i nie wiem, dlaczego teraz, po 12 latach, odbywają się takie działania. Nie wiem, kiedy się to skończy - mówił Paweł, który krótko przed zaginięciem Iwony Wieczorek bawił się z nią w nocnym klubie. - Mówiła nam, że idzie pierwszy raz do Dream Clubu. Pamiętam też, że zachowywała się tak, jakby nie wiedziała, co i gdzie tam jest - dodawał mężczyzna w rozmowie z portalem onet.pl. Śledczy w ostatnim czasie swoją uwagę w sprawie tajemniczego zaginięcia młodej kobiety skupili właśnie na mężczyźnie.

Iwona Wieczorek zaginęła 17 lipca 2010 roku, kiedy wracała z imprezy w jednym z trójmiejskich klubów. Od 12 lat rodzina, bliscy, policja i osoby prywatne starają się dotrzeć do informacji pozwalających rozwikłać zagadkę tajemniczego zaginięcia. Do tej pory nie odnaleziono ani ciała kobiety, ani informacji potwierdzających to, że 19-latka żyje.

Zaginięcie Iwony Wieczorek. Co zeznał Paweł, który bawił się z 19-latką w nocnym klubie?

W ostatnich tygodniach uwaga śledczych badających sprawę zaginięcia Iwony Wieczorek skupiła się na Pawle, który bawił się z nią w nocnym klubie przed jej zniknięciem.

- Mówiła nam, że idzie pierwszy raz do Dream Clubu. Pamiętam też, że zachowywała się tak, jakby nie wiedziała, co i gdzie tam jest. Zresztą ja bawiłem się tam nieraz wcześniej i jej stamtąd nie kojarzyłem. Dla niej to wyjście z nami było trochę jak wyjście do ekskluzywnego miejsca - mówił mężczyzna, do którego dotarł portal onet.pl.

Tłumaczył również, jak wyglądały wobec niego działania śledczych.

- Raz byli u mnie w domu, który przeszukiwali przez kilka godzin. Po paru tygodniach zjawili się u moich rodziców, którym zabrali telefony i komputery. Następnie dwukrotnie byli u mojej babci w mieszkaniu w Sopocie, gdzie nocowałem po imprezie, po której zaginęła Iwona - wyjaśniał mężczyzna.

Moi bliscy źle znoszą działania śledczych

Mężczyzna w rozmowie z Onetem mówił o tym, że prowadzone wobec niego działania źle znoszą jego bliscy.

- Wielokrotnie pomagałem policjantom i nie wiem, dlaczego teraz, po 12 latach, odbywają się takie działania. Nie wiem, kiedy się to skończy. Żyję teraz ze świadomością, że każdego dnia może przyjść policja i postawić mi zarzuty za coś, czego nie zrobiłem. Moja babcia ma 86 lat. Nie jest już do końca sprawna ruchowo. Nawet nie mogła uczestniczyć w czynnościach policjantów, które wykonywali w piwnicy. To przeszukanie wpłynęło na nią tak źle, że od kilku dni nie wstaje z łóżka. To wszystko na tle nerwowym, przez policję - opowiadał mężczyzna.

- Wciąż nie możemy odzyskać swoich komórek i komputerów. Nie mogą ich odzyskać również moi rodzice. Przywieźli nam tylko kopie binarne dysków, ale nie możemy ich uruchomić, ponieważ to wymaga sprzętu, przejściówek itd. - dodał.

Wykryty uskok pod podłogą. "Naprawdę mógłbym kuć coś młotem w wieżowcu?"

- Policjanci wykryli georadarem jakiś uskok pod betonową podłogą w piwnicy mojej babci, więc uznali, że coś może tam być ukryte. Naprawdę mógłbym kuć coś młotem w wieżowcu, żeby nikt tego nie usłyszał? - pytał retorycznie mężczyzna, opowiadając o tym, jakie działania były prowadzone przez policę.

Jak ustalili śledczy, Paweł miał wielokrotnie dzwonić do ważnego pracownika Dream Clubu i jednocześnie byłego kickboksera, po tym, jak Iwona Wieczorek zaginęła.

- Znaliśmy się wcześniej, bo ja również trenowałem sztuki walki, ale nie byliśmy żadnymi dobrymi kolegami. Pomagał mi załatwić nagrania z Dream Club po zaginięciu, żebym mógł je dać policji. Minęło już 12 lat, nie wszystko pamiętam, a dzwoniłem wtedy do wielu osób, jednak wydaje mi się, że wszystkie te rozmowy z nim musiały dotyczyć tych nagrań - wyjaśniał rozmówca Onetu.

lena

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

kup najtaniej

OnePlus

OnePlus 10T 5G 16/256GB Czarny

3 381,33 zł

kup najtaniej

Apple

Apple iPhone 12 Pro 128GB Grafitowy Graphite

4 149,00 zł

kup najtaniej

Xiaomi

Xiaomi 12 5G 8/128GB Szary

2 499,00 zł

kup najtaniej

Apple

Apple iPhone 13 Pro Max 128GB Mocny Grafit

5 569,00 zł

kup najtaniej

Apple

Apple iPhone 13 Mini 128GB Alpejska zieleń

3 290,00 zł

kup najtaniej

Motorola

Motorola G62 4/128GB Szary

895,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zenon Kliszczak
3 grudnia, 16:15, PI Grembowicz:

Gdyby była kara główna, czyli KS nie byłoby tego dramatu, tragedii i wielu innych.

w krajach gdzie jest ks nie ma przestępstw?

P
PI Grembowicz
Gdyby była kara główna, czyli KS nie byłoby tego dramatu, tragedii i wielu innych.
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie