„Zimna wojna”: recenzja. Gorąca namiętność „Zimnej wojny”

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Łukasz Bąk / Opus Film
Napotykając ideał, chętnie wynajdujemy rysy i niedoskonałości, które zawiera. Czasem jednak dobrze jest pozwolić sobie na czystą ekscytację konstatacją, że perfekcja jest możliwa. „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego to właśnie obcowanie z krystalicznym pięknem kina.

Z filmu na film tworząc coraz mocniejsze w wyrazie dzieła, Paweł Pawlikowski w „Zimnej wojnie” osiąga kwintesencję pozostawienia na ekranie „samego gęstego”, wyłącznie scen potrzebnych, składających się na skrojoną bezbłędnie niczym garnitur Gieves & Hawkes produkcję. W dodatku wszystkie elementy tworzące film, zagrały tutaj z jednolitą mocą, na najwyższym poziomie, dopasowane przez reżysera jak najlepszej jakości klocki. Ale punktem wyjścia i podstawową siłą przedsięwzięcia jest mocna, emocjonalna, wspaniale i mądrze opowiedziana historia. Intymna, osobista, a zarazem dostępna dla wszystkich, potrafiąca dotknąć każdej wrażliwości. Porywająca, skromna w formie, ale monumentalna w wymowie pochwała kina narracji, uniwersalnego, nie ulegającego doraźności, zrywającego z ograniczeniami miejsca powstania, nie oceniającego, zainteresowanego człowiekiem nie społeczeństwem, o przemyślanej, wyrafinowanej formie, która jednak nie jest celem samym w sobie, pozwalającego równie znacząco odczuwać, jak zastanawiać się. Kino, po którym przez pewien czas nie chce się oglądać niczego innego. Film odciskający się w pamięci jak najczulsza, pełna wspomnień czarno-biała fotografia.

Reżyser i współautor scenariusza (obok Janusza Głowackiego) unikając łatwych wzruszeń opowiada o miłości - osiągalnej, istniejącej, lecz niespełnionej - która potyka się o okoliczności, wybory, zakręty historii, uniesienia i rozczarowania, ludzi, którzy w nią ingerują; ale i wszelakiej (nie tylko polskiej) trudności życia gdzie indziej, poza granicami, które z pewnych siebie ludzi czynią zagubionych samotników. W środku zimnej wojny między wschodem a zachodem, polem bitwy jest miłość, łamiąca mężczyznę, uniemożliwiająca poukładanie rzeczywistości kobiecie, a przecież tak upragniona i determinująca ich istnienie. Pawlikowski wielokrotnie ryzykuje, kryjąc bombę namiętności pod pozornym chłodem, prowadząc do finału, który w innym przypadku uznalibyśmy za tyleż wydumany, co trywialny, a tutaj nadzwyczaj logiczny, zamykając losy Zuli i Wiktora przeszywającym, poetyckim zdaniem.

Z precyzyjną, fanatycznie perfekcyjną reżyserią na sukces pracują przypominający o głębi obrazu i powietrzu w kadrze format 4:3, idealnie kontrastowe, wycyzelowane zdjęcia Łukasza Żala oraz wyśmienicie dobrana, fantastycznie zaaranżowana (Marcin Masecki), genialnie nagrana (co nie jest częste w polskim filmie) muzyka. Muzyka, która jest silnikiem tej produkcji, ubiera w nastroje zmieniające się miejsca akcji, opisuje dojrzewanie bohaterów, niesie emocje dwóch serduszek, czterech oczu, które będą się kochać póki żyją.

Pracując z takim materiałem i dla takiego reżysera nic dziwnego, że aktorzy grają jakby nic więcej do zagrania im już nie zostało. Zjawiskowa, fenomenalnie ukazująca dorastanie Zuli, przemianę zadziornej dziewczyny w obolałą kobietę Joanna Kulig i zniuansowany Tomasz Kot tworzą wybitne, zapierające dech kreacje. Ale świetni są również Borys Szyc w roli „ludzkiego” aparatczyka, który pokochał sztukę i Agata Kulesza - scena, w której spogląda z pogardą na granego przez Adama Ferencego komunistycznego ministra wywołuje ciarki na plecach i mówi więcej niż hektary dialogów. Wszystko tu zresztą rozgrywa się w drobiazgach - nie trzeba pokazywać bebeszenia bohaterów, by podkreślić okrucieństwo oprawców; wystarczy wspomnieć o palcach, którymi już nigdy nie będzie można grać na fortepianie...

Życie to nie pasmo zakończeń, nieustannego zamykania rozdziałów, ale często chaotycznie wertowana księga, w której jest miejsce na bolesne rozstania i cudowne powroty. Mocno podszyta smutkiem „Zimna wojna” jest jednocześnie najgorętszą apoteozą tak do cna prawdziwego istnienia.

Zimna wojna Polska/Wlk. Brytania dramat, reż. Paweł Pawlikowski, wyst. Tomasz Kot, Joanna Kulig, Agata Kulesza, Borys Szyc

★★★★★★

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
bursztynek
widziałam wczoraj. Dawno nie widziałam tak dobrego filmu. Genialna gra aktorska, wspaniałe zdjęcia i muzyka. Piękna historia miłosna w trudnych powojennych czasach. Ciągle myślę o tym filmie. Absolutnie polecam.
A
Aleksander
Wspaniały, a muzyka z Dwóch Serduszek zachwycająco smutna. Film ukazał jej piękno. Odsłuchuję, szczególnie w wykonaniu Małgorzaty Ch. z "Mazowsza".
I
Irena
Wrócilam z kina. Nie mogę przestać analizować każdej sceny. Film jest doskonały. Chciałabym uwierzyć, że ostatnia scena dała początek nowemu życiu tych dwojga.
M
Marta
Nawet sekunda tego filmu nie była sekundą straconą. Arcydzieło.
t
to
idę
T
Tancerz
Jestem pod wrażeniem wróciłem z malego kina ze swietnym naglosnieniem, kino iluzja bez reklamy idealnie pasuje do takiego super polskiego filmu -polecam każdemu ten film bo to jest promocja polski nareszcie światowa.
G
Gość
Świetny, genialny w swojej prostocie. Obejrzałem i jestem zachwycony.
k
kris
Świetny, wzruszający film z piękną muzyką!!
Dodaj ogłoszenie