Zróbmy Studium raz a dobrze, wyjaśnijmy mieszkańcom, po co

Hanna Gill-Piątek
Hanna Gill-Piątek jest działaczką społeczną i polityczną, koordynatorką Świetlicy Krytyki Politycznej w Łodzi
Hanna Gill-Piątek jest działaczką społeczną i polityczną, koordynatorką Świetlicy Krytyki Politycznej w Łodzi fot. Krzysztof Szymczak/archiwum
Podstawowym warunkiem prawidłowego rozwoju miasta jest planowanie przestrzenne. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, jak ważna jest wiedza, gdzie budować, a gdzie zostawić miejsce na potrzeby publiczne, gdzie powinna być ruchliwa droga, a gdzie skwer z uspokojonym ruchem.

Dokumentem, na którym opiera się cała konstrukcja miasta jest Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego. Władze Łodzi właśnie ogłosiły, że robimy je na nowo, po raz trzeci w ostatniej dekadzie. Do prac zaproszono mieszkańców.

I wszystko byłoby super, gdyby ktoś nam wytłumaczył, dlaczego łodzianie mieliby znowu podejmować trud konsultowania tak obszernego dokumentu. Wyrzucając do śmieci poprzednie Studium z 2010 roku, jednym ruchem unieważniamy całą pracę społeczną, jaka się wtedy nad nim odbyła. A ówczesne władze nie były tak otwarte na mieszkańców i z uwagami trzeba było się mocno przebijać.

Pamiętam tamte konsultacje, krótki termin i spotkanie na trzy dni przed Wigilią, z którego najpierw wyszły władze, potem twórcy dokumentu, po dwóch godzinach Dużą Salę Obrad opuściły media. Wtedy mogliśmy pogadać sobie my, mieszkańcy. Warto było zostać do końca, żeby usłyszeć, jak Grzegorz Zieliński, kierownik projektu Nowego Centrum Łodzi, zapewniał nas, że planowana na Stokach stroma góra ziemi spod budowanego dworca zwana pieszczotliwie "Kropcem" nie rozmyje się w błoto dzięki... pozytywnemu myśleniu. Obliczeń przedstawić nie potrafił. Podobnych niedorzeczności było na tym spotkaniu więcej. Dla mnie było modelowym przykładem, jak konsultacji nie powinno się prowadzić.

Czasy się zmieniły i Łódź otwarła się na głos społeczny. To bardzo dobrze. "Polecam, by Miejska Pracownia Urbanistyczna w Łodzi na każdym z etapów upubliczniania procesu opracowywania projektu Studium (...) użyła wszelkich dostępnych środków przekazu informacji dla zapewnienia możliwości udziału w opracowywaniu dokumentu jak największej liczby zainteresowanych osób." - pisze w zarządzeniu prezydent Zdanowska. Mam nadzieję, że tak się stanie i do końca października, bo taki wyznaczono termin, wpłynie wiele wniosków, sugestii, uwag. O ile da się namówić zniechęconych, którzy nie widzą już sensu w podejmowaniu wysiłku. Skoro nie ma gwarancji, że Studium będzie trwałą podstawą rozwoju na następne wiele lat, po co się męczyć.

Jakie jeszcze będą skutki prac nad nowym dokumentem? Na przykład chwilowe zablokowanie sporządzania miejscowych planów przestrzennych, których w Łodzi mamy tragicznie mało. Są miasta w Polsce, które mają stuprocentowe pokrycie planami. A my? Od lat ciągniemy się w krajowym ogonie z nędznym wynikiem, obecnie 5,36%.

"Spośród pozostałych 4 miast, posiadających wieloletnie programy sporządzania planów miejscowych, szczególnie niski stopień realizacji ujętych w nich zadań stwierdzono w Łodzi" - stwierdza czerwcowy raport Najwyższej Izby Kontroli - "NIK negatywnie oceniła działalność Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Łodzi, która od początku funkcjonowania (październik 2006 r.) sporządziła łącznie 13 projektów planów miejscowych, dla 0,81% powierzchni Miasta (231 ha). W tym czasie wykonawcy zewnętrzni opracowali 5 projektów, dla 2,36% terenu Łodzi (692 ha). Jednostka ta w niewielkim stopniu zrealizowała zadania określone w harmonogramie sporządzania planów miejscowych na lata 2011-2014."

Do czasu uchwalenia nowego Studium raczej nie ma co liczyć na przyspieszenie na tym odcinku. Skutek? Rosnący chaos przestrzenny, "wuzetki", czyli łatki planistyczne wydawane jak popadnie, miesiące niepewności dla inwestorów i kolejne straty w zabytkowej tkance. Już wiemy, że z pewnymi zapisami starego Studium nie zgadza się architekt miasta. Na przykład zamiast skweru z uspokojonym ruchem na 6 Sierpnia wolałby drogę dojazdową do nowego dworca. Zmieni się pewnie kilka podobnych szczegółów, bez gwarancji, że na lepsze.

Jeśli jest zatem jakiś dobry powód, dla którego miasto wywraca do góry nogami jedną z podstaw swojego rozwoju, my, mieszkańcy, jak najszybciej powinniśmy go poznać. Wtedy chętnie włączymy się w prace.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
anna Bagińska
To prawda, liczymy się tylko w czasie wyborów. Potem Oni wiedzą wszystko lepiej i od nas. Projekt 13,1 mln zł - to nie dla mieszkańców Łodzi!
K
Krzycho
jeśli studium ma się w założeniach różnić od poprzednich czyli Łódź sie zwija do środka a nie rozlewa na boki to wszystkie prace nad MZPZ można wyrzucić do kosza? Przecież one były oparte na założeniach studium...Trochę mnie to juz osłabia... Składałem wniosek o WZ. Dostałem odmowę gdyż inwestycja była w kolizji z przebiegiem planowanej w studium drogi a prace nad MZPZ były w duzym stopniu zaawansowania. Planowane zatwierdzenie miało być na koniec tego roku. Mówię sobie OK. Będzie przynajmniej czarno na białym gdzie ta droga ma iśc i ile zabiorą działki.Może bedzie możliwość zamiany na inną działkę...Teraz znów nic nie będzie wiadomo a o własnym domu moge pomarzyć... Mam działkę w Łodzi na której mogę co najwyżej postawić namiot bo miasto nie potrafi doprowadzić niczego do końca. Odpowiedzialności też nie biorą że blokują ludziom możliwość rozwoju... Żenada...
G
Gość
Ja jako czytelnik chciałbym się dowiedzieć, dlaczego uchwalenie nowego studium jest złe. Dlaczego, wg. Pani, nie powinniśmy go zmieniać? A może to stary plany jest do niczego? A może to Panie nie wie o czym pisze? Skończ Pani z frazesami i podaj jakieś fakty, bo ludziom tylko w głowach mieszasz, i przez to mają negatywne nastawienie, do tego co uważa Pani za takie ważne, czyli planów miejscowych. Więcej szkody przynoszą takie artykuły niż pożytku. Może warto jednak przestać pisać?
S
Sprawdź
Moje doświadczenia są takie, że mieszkańcy się nie liczą. W sprawach najważniejszych, gdy mieszkańcy przycisną - ewentualnie - włączana jest socjotechnika.
Dodaj ogłoszenie