Dominikanin: Nawet firma może działać jak niebezpieczna...

    Dominikanin: Nawet firma może działać jak niebezpieczna sekta

    Matylda Witkowska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z ojcem Krzysztofem Pałysem z Fundacji Przeciwdziałania Uzależnieniom Dominik w Łodzi rozmawia Matylda Witkowska.
    Ojciec Krzysztof Pałys

    Ojciec Krzysztof Pałys ©Krzysztof Szymczak

    Zaufałby Ojciec Szkole Medytacji i Samorealizacji? Czy korzystanie z ich kursów i letnich wyjazdów to dobry pomysł?
    Rodzi się pytanie, dlaczego zmieniła nazwę. Jeżeli jest czysta, przejrzysta i uczciwa, to po co? Zwłaszcza jeśli była oficjalnie zarejestrowana jako związek wyznaniowy.

    Przez kilkanaście lat nie mogła się zmienić?
    Być może to grupa bardzo przyjazna, tworzona przez miłych, wrażliwych i sympatycznych ludzi, ale po co robić kamuflaże? Wybierając wyjazd wakacyjny czy kurs, warto też pamiętać, że nie każdy rodzaj doświadczenia duchowego jest korzystny. Niektóre praktyki mogą być dla człowieka szkodliwe.


    Śpiewanie mantr może być szkodliwe? Szkoła twierdzi, że to sposób na relaks i pozbycie się stresu…
    Nie rozumiem oddzielania w religii techniki od treści. Jeżeli ktoś praktykuje jogę, to powinien pamiętać, że wyrosła ona w obrębie hinduizmu i ma służyć wyrwaniu się z cyklu reinkarnacji i osiągnięciu mokszy. Jeśli ktoś twierdzi, że stosuje samą technikę jogi, to mniej więcej tak, jakby zobaczył klęczącego chrześcijanina, a potem pojechał na Wschód i reklamował to jako świetną metodę prostowania kręgosłupa.

    A może - jak mówią niektórzy - dominikanie boją się konkurencji?
    Nie. Jeżeli ktoś organizuje dobre wyjazdy, to cieszymy się, nawet jeśli nie są one organizowane pod szyldem Kościoła katolickiego. Religia nie ma nic do tego. Sam przyjaźnię się z osobami, które deklarują się jako niechrześcijanie czy niewierzący i mam do nich zaufanie. Człowiek ma wolność, którą dostał od Pana Boga i może wybierać. Oczywiście, jeżeli ktoś zapyta mnie o taką aktywność jako chrześcijan, to rozważymy, czy te praktyki zbliżą go do Boga czy oddalą. Ale na gruncie społecznym ważne jest tylko, czy coś jest szkodliwe dla człowieka czy nie.

    Policja nie ma zgłoszeń o przestępstwach, popełnianych przez sekty. Może to zjawisko już jest za nami?
    W ostatnich latach nie spotkałem się z grupami, które siłą porywają ludzi i trzymają gdzieś w lesie w izolacji. To dobre do filmów. Ale cały czas są grupy, które stosują psychomanipulację lub uzależniają od siebie materialne i emocjonalnie. Coraz częściej spotykam takie zjawiska w branży biznesowej, np. przy okazji szkoleń motywacyjnych. Głosi się rodzaj teologii sukcesu, oferując niebotyczne korzyści finansowe przy niewielkim nakładzie sił i środków, co zawsze jest podejrzane. Seanse motywacyjne wyglądają tam niczym paramodlitwy: łapanie się za ręce, przekazywanie energii, przyklejone uśmiechy, zawsze musi być "pięknie" i "super". Niedawno mieliśmy przypadek człowieka, który chciał zerwać kontakt z żoną i dziećmi, gdyż nagle stwierdził, że firma stała się dla niego rodziną.

    Miejsce guru w oparach kadzideł zajął wyrachowany biznesmen?
    Widzę coś innego. Ludzie deklarują się jako już niereligijni, natomiast zwiększa się poziom irracjonalizmu. Ludzie nie wierzą w Boga, ale przychodzą do wróżki, żeby przepowiedziała przyszłość albo pytają o radę wahadełka. Jak powiedział Chesterton: "kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, uwierzy we wszystko".

    Rozmawiała Matylda Witkowska

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo