MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Egzaminator podsumowuje matury ustne z polskiego. „W niektórych przypadkach nie było łatwo”

Magdalena Ignaciuk
O tym, jak wyglądały matury ustne z języka polskiego, opowiada dr Łukasz Tupacz.
O tym, jak wyglądały matury ustne z języka polskiego, opowiada dr Łukasz Tupacz. Wojciech Matusik / Polskapress
Maturzyści mogą cieszyć się już najdłuższymi wakacjami w życiu. Kurz bitewny opadł, pozostaje oczekiwanie na wyniki i relaks. Wiele mówi się o bezsensowności ustnych egzaminów maturalnych, powstają petycje o zniesienie tej formy egzaminu. Szczerze zainteresowało mnie, jak przebiegały tegoroczne matury ustne z języka polskiego. O tym, jak maturzyści poradzili sobie przed komisją, porozmawiałam z dr. Łukaszem Tupaczem – nauczycielem języka polskiego w liceum i technikum, a także wykładowcą UKSW.

Jak poradzili sobie maturzyści w tym roku?
To zależy od tego, czy mamy do czynienia z licealistami, czy absolwentami szkół o profilu zawodowym. W tym roku po raz pierwszy zdawali tę formułę egzaminu ustnego uczniowie techników. Szczerze mówiąc, w niektórych przypadkach nie było łatwo.

Czasami, wnikliwie analizując kryteria oceniania, staraliśmy się „znaleźć” punkty, które pozwoliłyby uczniowi osiągnąć próg zdawalności. Mam tu na myśli raczej bardzo słabe wystąpienia.

Zdarzało się tak, że uczniowie nie do końca rozumieli polecenia. Na przykład jeżeli jest pytanie o funkcję czegoś, to zdający mają skupić się na funkcjach, a nie na mówieniu wszystkiego, co wiedzą na dany temat. Jeżeli chodzi o technikum, to poziom wystąpień raczej nie był zbyt wysoki. W liceum sytuacja wyglądała nieco inaczej: większość wypowiedzi była na poziomie zadowalającym.

Czyli największą trudnością było tak naprawdę zrozumienie polecenia i tego, czego się od ucznia oczekuje.
To pierwsza sprawa. Druga kwestia to fakt, że poziom trudności poleceń w poszczególnych arkuszach jest bardzo nierówny. Mamy zadania jawne, które są znane uczniom i teoretycznie można je wcześniej przemyśleć. Wielu nauczycieli podczas lekcji wykorzystuje wspomniane zadania jako bazę do ćwiczeń.

Natomiast zadanie drugie to istna loteria. Może być bardzo proste, np. oczywisty problem do rozważenia skorelowany ze znanym uczniom tekstem, popularny motyw w połączeniu z obrazem, ale może być też jakieś zagadnienie z zakresu języka, które będzie bardzo trudne. Chociaż muszę powiedzieć, że tematów z języka było w tym roku bardzo mało. Natomiast obrazy, które pojawiały się w arkuszach – to raczej nie Malczewski czy Matejko, ale grafiki z pogranicza surrealizmu, abstrakcjonizmu, czasem z tych obrazów trudno jest zdającym coś sensownego wyczytać. Ten materiał, który uczniowie mają do rozważenia, jest bardzo zróżnicowany i dużo zależy od szczęścia.

Czy na lekcjach języka polskiego jest w ogóle czas na to, żeby przygotować dobrze uczniów do matury ustnej?
Jest to problem. Już na początku kariery uczniów w szkole ponadpodstawowej proszę ich o to, aby przygotowywali krótkie wystąpienia dotyczące zadań jawnych. Uczniowie przygotowują poszczególne pytania i na podstawie opracowanych w domu notatek, realizują te zadania w formie wypowiedzi ustnej na zajęciach.

Warto przypomnieć, że wypowiedź maturalna musi mieć bardzo konkretną strukturę. Uczniowie mają tylko dziesięć minut na wygłoszenie dwóch wypowiedzi monologowych. To ma być wypowiedź argumentacyjna o odpowiedniej kompozycji. Nie można zapominać o wstępie, rozwinięciu i zakończeniu. Za samą strukturę można zdobyć cztery punkty. Natomiast na lekcji jest problem z ćwiczeniem mówienia, ponieważ klasy są zbyt liczne. Zespoły, które uczę, mają z reguły ponad 30 osób. W takich warunkach ćwiczenie mówienia na zajęciach jest trudne. Nie mniej umiejętności retoryczne są szeroko opisane w podstawie programowej. Wiemy jednak, że podstawa jako dokument to jedno, a praktyka pokazuje coś innego.

Zatem jaka formuła matury ustnej miałaby sens? A może w ogóle powinniśmy zrezygnować z tego rodzaju egzaminu?
Są bardzo różne głosy à propos ustnej matury. Ja uważam, że matura ustna z języka polskiego jest potrzebna. Może niekoniecznie w takiej formie, jak teraz, natomiast myślę, że bardzo dobrym pomysłem, trochę w stylu szkoły amerykańskiej, były prezentacje. Kiedy zdawałem maturę w 2010 roku, miałem prezentację maturalną. W tym przypadku większą rolę odgrywałby nauczyciel. Wtedy taki projekt edukacyjny trwałby przez całą klasę maturalną.

Wyobrażam sobie, że uczeń wybiera temat na początku klasy maturalnej, a potem przy współpracy z nauczycielem etapami realizuje ten projekt. Wystąpienie przed komisją maturalną to podsumowanie wyników całorocznej pracy. Wtedy można byłoby skoncentrować się na tym, co kluczowe, czyli na języku, na umiejętności argumentowania. Wówczas uczeń nie byłby aż tak przerażony całą sytuacją, bo wiedziałby, co chce powiedzieć. Trzeba byłoby jedynie podkreślić, że miałby to być projekt rozłożony na cały rok, w który są zaangażowani poloniści, inaczej mogłoby stać się tak, jak dawniej, kiedy uczniowie po prostu kupowali prezentacje i uczyli się ich na pamięć. To nie ma sensu.

Ja też pisałam taką prezentację i też wygłaszałam ją z pamięci. Pamiętam tylko, że zabrakło mi poczucia sensu w tym zadaniu. Napisaliśmy pracę, wygłosiliśmy ją, zadano nam kilka pytań. Koniec historii.
Ja też sam pisałem i byłem bardzo dumny, że stanąłem przed komisją i wygłosiłem tę prezentację. To był efekt mojej pracy. Okropne jednak było to, że młodzi ludzie kupowali te prezentacje, a potem z pamięci je recytowali. Dlatego zrobiłbym z tego projekt, nad którym czuwają nauczyciele i pomagają przygotować się do wystąpienia przed komisją. Rola nauczyciela byłaby w tym przypadku kluczowa, ponieważ jeżeli nie byłby to projekt rozłożony na etapy, to najczęściej mielibyśmy pójście na łatwiznę, czyli kupienie gotowej prezentacji.

Zastanawiam się jeszcze nad językiem młodzieży. Czy faktycznie jest tak źle, jak słyszymy z każdej strony i słownictwo młodych ludzi jest bardzo ubogie, czy to tylko mit?

Niestety to nie mit. To, że maturzyści mają dość słaby poziom języka, powoduje, że są przed maturą bardzo zestresowani. Obserwowaliśmy młodych ludzi przed wejściem do sali, widać było ich poruszenie i oznaki silnego stresu. W czasie wypowiedzi słychać, że poziom języka jest dość niski.

Uczniowie mają problem z budową zdań, z argumentowaniem, z poprawnością językową, fonetyczną, akcentowaniem, z dbałością o właściwe decorum. Pojawiają się problemy z rejestrem językowym, tzn. bardzo często wkradają się słowa, które nie powinny pojawiać się na egzaminie. Mam na myśli potocyzmy, których używają w zwykłej komunikacji, czasem je przemycają. Niektórzy zdają sobie sprawę z tego, że jakieś słowo jest niewłaściwe, inni niekoniecznie i, niestety, traktują to jako normę.

Wydaje mi się, że stawiamy uczniom coraz niższe wymagania i zastanawiam się, czy powinniśmy się na to godzić i puszczać pewne sformułowania mimo uszu, czy raczej trzymać się zasad i nie akceptować pewnych zwrotów.
Myślę, że szkoła właśnie jest od tego, by zwracać uwagę na poprawność i żeby dbać o czystość mowy. Szkoła jest instytucją do tego powołaną i powinna reagować.

Czekamy teraz na wyniki matur pisemnych. Pan ich nie sprawdzał?
Nie sprawdzałem i chyba nie będę w tym roku sprawdzał. Za chwilę sesja, mam kilka egzaminów, które muszę przeprowadzić.

Natomiast matura, jeżeli chodzi o poziom podstawowy, była bardzo łatwa. Myślę, że był to również ukłon w stronę techników.

Wydaje mi się, że w przyszłym roku ten arkusz będzie trudniejszy. Jeżeli chodzi o maturę rozszerzoną z polskiego, to myślę, że drugie zadanie do podjęcia, pierwszy temat dyskusyjny. Można w bardzo różny sposób potraktować synkretyzm - ograniczyć się do poziomu genologii, czyli to, co najczęściej robi się w szkole, ale można też szerzej rozumieć to pojęcie, czyli np. synkretyzm dotyczący estetyki utworu, konstrukcji postaci. Trudno stwierdzić, co CKE miała na myśli, zobaczymy, co znalazło się w kluczu.

Ma pan do czynienia również ze studentami filologii polskiej, na której przeważają egzaminy ustne, spędzające sen z powiek niejednej osoby. Jak na egzaminach ustnych radzą sobie studenci pierwszego roku?
Na początku studiów nie jest łatwo. Obserwuję moich studentów na pierwszym roku, którzy zachowują się jeszcze trochę jak uczniowie w szkole. Często poziom wypowiedzi czy języka pozostawia sporo do życzenia, natomiast z czasem to się zmienia i wiedzą, jak się przygotowywać do tych egzaminów, jak się wypowiadać. Pierwszy rok to czas zdobywania doświadczeń, który dla niektórych studentów może być wyzwaniem. Choć nie jest to regułą, zdarza się, że niektórzy studenci, nawet na studiach polonistycznych, mają pewne trudności z opanowaniem języka na wyższym poziomie.

Czyli jest dla nich nadzieja!
Tak, oczywiście. Jednak obserwujemy, że jest to już inne pokolenie, np. pamiętam z czasów, kiedy ja studiowałem, dostawaliśmy wykaz lektur i trzeba było czytać (niektóre lektury czy opracowania były bardzo trudne do zdobycia). Teraz zdarza się tak, że wręczamy studentom wydrukowany artykuł, żeby go przeczytali i zdarza się, że go nie czytają. To chyba znak czasów i zmiana postawy wobec studiowania. Z czasem to się zmienia, na drugim, trzecim roku, kiedy zostają osoby, które wiedzą, że na pewno chcą studiować filologię, sytuacja się normuje.

Egzaminator podsumowuje matury ustne z polskiego. „W niektórych przypadkach nie było łatwo”
zdjęcie z archiwum prywatnego Łukasza Tupacza

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź Strefę Edukacji codziennie. Obserwuj StrefaEdukacji.pl!

od 16 lat
Wideo

Dziś 81. rocznica Ludobójstwa na Wołyniu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Egzaminator podsumowuje matury ustne z polskiego. „W niektórych przypadkach nie było łatwo” - Strefa Edukacji

Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki