„Hiszpański romans” Woody'ego Allena: Romans jak z kina, możliwy jedynie w życiu RECENZJA

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Wallace Shawn jak Mort Rifkin, Gina Gershon w roli jego żony Sue oraz Louis Garrel jako młody reżyser Philippe. Świetnie wpasowani w filmową stylistykę Woody’ego Allena
Wallace Shawn jak Mort Rifkin, Gina Gershon w roli jego żony Sue oraz Louis Garrel jako młody reżyser Philippe. Świetnie wpasowani w filmową stylistykę Woody’ego Allena Kino Świat
Udostępnij:
Woody Allen niezmiennie rozmawia z nami o lęku, jaki związany jest z życiem. Im jest starszy, tym bardziej wydaje się być przekonanym, iż urodę ma to, co niespełnione, bo to, co dokonane, musi się rozpaść.

W podróżach po Europie Woody Allen zawitał do hiszpańskiego San Sebastian, na czas - co oczywiste - festiwalu filmowego. Daje widzowi okazję do rozmiłowania się w urokliwej stolicy prowincji Gipuzkoa w Kraju Basków, ale zarazem pochwycenia nadziei na świat „normalności”, wynikającej z wyjątkowości atmosfery filmowego święta, dni wyrwanych z dotkliwości codzienności. „Hiszpański romans” to flirt z marzeniami, z rzeczywistością, w której nie musimy się obawiać kontaktu z drugim człowiekiem i nadal możemy lekceważyć drobne „guzki” na dłoni, ale i z wielkim kinem, które bywa i po to, by istnienie stało się nieco łatwiejsze do zniesienia, a nawet zdawało pogłębione i mądrzejsze. W jednej ze scen nowego filmu Allena, główny bohater po wizycie u nadzwyczaj sympatycznej i empatycznej lekarki (też tęsknimy) cieszy się szczepionką energii i chęci do życia, jaką otrzymał. Niezależnie, jak krótkotrwałe to się okazywało, ileż razy podobne pragnienie zmiany egzystencji potrafił wyzwolić film, który dotarł do naszej wrażliwości?

Do festiwalowego San Sebastian docieramy wraz z Mortem, zakochanym w europejskiej filmowej klasyce emerytowanym amerykańskim wykładowcą historii kina oraz Sue, jego ambitną, atrakcyjną żoną, zajmującą się promocją produkcji coraz bardziej cenionego, wciąż początkującego reżysera. Podobający się widzom i młodej krytyce film „odkrywa”, że wojna to piekło, a więc staje się przebojem festiwalu - jednak Mort uważa, iż to zwykły bełkot. Jednocześnie dostrzega, że zainteresowanie Sue podopiecznym wykracza poza zawodowe relacje. Nie pozostaje mu zatem nic innego, jak spacerować po San Sebastian i rozmyślać.

Roztkliwianie się nad sobą i przyłapywanie Sue na drobnych kłamstewkach zaprowadzą Morta do gabinetu równie zagubionej w życiu prywatnym pani doktor. Stąd już tylko krok do odświeżających emocji i fantazjowania o tym, jak odmienne mogłoby być życie z robiącą tak piorunujące wrażenie kobietą.

„Hiszpański romans” to czułe i ujmujące zwrócenie uwagi na wagę nierozwijających się w stabilizację mgnień, których sporadycznie doświadczamy. Zdarzyło się państwu zakochać w osobie ledwie zauważonej po drugiej stronie ulicy, siedzącej przy sąsiednim stoliku w kawiarni, lub z którą zamieniliśmy kilka zdań w spontanicznych okolicznościach? Wyobraźnia podsuwa serię wspólnych przeżyć, może dlatego pięknych, iż nigdy się nie ziściły... Obraz przelotnego spotkania pozostaje w pamięci na zawsze, wraca w chwilach melancholii, czasem dodaje poukładanej teraźniejszości element namiętnej ekscytacji alternatywną przyszłością, czasem pozwala przetrwać chwilę rozpaczy, zwykle pozostaje ciepłą pamiątką lub snem pozwalającym uwierzyć, że jeszcze coś nas czeka.

Allen nie byłby sobą, gdyby rozważań o miłych chwilach w pięknych okolicznościach przyrody nie ubarwił przewrotnością i inteligentną ironią. Jednocześnie bawi się równie fantazyjną miłością do mistrzów X muzy - Ingmara Bergmana, Orsona Wellesa, Federico Felliniego, czy Jean-Luca Godarda - realizując z udziałem Morta błyskotliwe wariacje na temat ich arcydzieł. To jest możliwe tylko w kinie - mówimy o pięknej, filmowej opowieści. W życiu każdego z nas zdarzają się kadry z najlepszych filmów - odpowiada Woody Allen.

Reżyser i scenarzysta nie stawia sobie tutaj za cel zaskakiwania widzów, ale raczej artykułuje odmienność i wyrazistość swojego kina. Dlatego aktorzy nie należący do jego dawnej „stajni” tak znakomicie i bez obierania innej drogi wpasowują się w jego stylistykę. Bardzo dobry Wallace Shawn jako Mort to kolejny allenowski neurotyczny bohater, wzbudzający sympatię. Świetna jest także Gina Gershon (Sue) w roli kobiety wydającej się niemożliwą do zdobycia, która okazuje się rozczarowaniem. Precyzyjnie jest skonstruowany drugi plan, kinomani dostają też sporo radości, jak Christoph Waltz wcielający się w bergmanowską Śmierć, która przy szachach zaleca ostrożność z tłuszczami nasyconymi. Tak można grać tylko u Allena.

Artysta romansuje z nami w starym stylu, za który go polubiliśmy. To przyjemność dla zwolenników jego kina, których pragnieniem nie jest udowadnianie, po którym to tytule wybitny twórca powinien przestać kręcić filmy. I bezpretensjonalny dowód na to, że mądre kino - mimo nawału filmów, którym mądrość dorabiają fani i recenzenci - trzyma moc.

Hiszpański romans USA, reż. Woody Allen, wyst. Wallace Shawn, Gina Gershon ★★★★☆☆

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pamiątki po rotmistrzu Pileckim

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie