Holandia: Dlaczego pasjonaci polują na miniaturowe domki z ceramiki z miejscowości Delft?

Kazimierz Sikorski
Kazimierz Sikorski
Fot. Mark Zegeling
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Niektórzy płacą po kilkanaście tysięcy euro za porcelanowa miniaturkę domu, który ma swój prawdziwy odpowiednik w Holandii. Dlaczego?

Kiedy holenderski producent telewizyjny i pasjonat historii Mark Zegeling opowiadał o ogromnych sumach, jakie ludzie gotowi są zapłacić za miniaturowe niebieskie domki z ceramiki z Delft, przecierałem oczy ze zdumienia.

Bo pamiątka wręczana pasażerom linii KLM, którzy podróżują w World Business Class, a więc w klasie biznes na trasach transkontynentalnych, jest sympatycznym gestem, ale żeby oferować za nią kilkanaście tysięcy euro, to chyba gruba przesada. Ale prawa rynku, a przede wszystkim miłość do tych gadżetów jest tak ogromna, że dorośli ludzie, jak mówi Mark, rezerwują znacznie droższe loty tylko po to, żeby stać się właścicielami miniaturowego domku z porcelany.

Każdego roku mniej więcej 800 tysięcy domków zwanych Deltf Blue Houses trafia w ręce wybranych pasażerów, z czego jedna dziesiąta do tych, którzy wybierają kierunki bliskowschodnie. Obowiązuje żelazna zasada: każdy domek odzwierciedla prawdziwą nieruchomość w Holandii. Z jednym wyjątkiem. Chodzi o domek nr 85, który przedstawia Penha, najbardziej znany budynek w Curacao, holenderskiej kolonii. Większość z domków wypełniona jest ginem Jenever, ale nie wszystkie - restrykcje alkoholowe w niektórych krajach Bliskiego Wschodu sprawiają, że część z nich jest pusta.

Domy pełne tajemnic
Mark zastrzega, że sam nie jest kolekcjonerem tych domków. Gromadzi za to historie, jakie za nimi stoją. Sam nie może się czasami nadziwić, że trafia na zdarzenia i historie ludzi, które wykraczają poza jego wyobraźnię. Opisuje swoje przygody, kiedy odwiedzał wiele domków wymienionych na liście holenderskiego przewoźnika. W Edamie na przykład widział (domek KLM nr 20) buty dziewczyny, która ze wzrostem ponoć dwóch metrów i 60 centymetrów (!) oraz numerem butów 55 stanowiła w XVI wieku ogromną atrakcję atrakcję każdego jarmarku.

Dotarł również do policyjnych archiwów w czasów II wojny światowej i natknął się na zgłoszenie 12-letniej Anny Fran o kradzieży roweru. Było to jeszcze przed tym, jak postanowiła się ukryć w swojej kryjówce w jednym z domów w Amsterdamie, który zamieniono dziś na muzeum. Obecnie domek nosi numer 47. Można się domyślać, że dzielna dziewczynka chciała w ten sposób zaprotestować przeciwko wprowadzonemu w roku 1942 zakazowi jazdy na rowerze przez Żydów.

Dom publiczny nad kanałem
W poszukiwaniu historii o domkach Mark dotarł także do domu...publicznego. Znajduje się nad jednym z amsterdamskich kanałów i KLM wydało miniaturkę tej budowli w roku 1994. Do dziś nie wiadomo, dlaczego przewoźnik zdecydował się do swej kolekcji dorzucić miniaturkę tego obiektu. Kiedy niestrudzony tropiciel historii pojawił się w domu uciech, bo chciał zrobić kilka zdjęć potrzebnych do jego książki, panie parające się najstarszym zawodem świata nie chciały Markowi pomóc.

Może powodem było to, że nie mówiły w miejscowym języku ani po angielsku ani w żadnym innym uważanym za powszechnie używany, zastanawia się do dziś badacz historii. Takich opowieści Holender ma na składzie bez liku. Amsterdam, jego tajemnice, a więc również wspomniane domki to jego pasja, którą chętnie dzieli się z tymi, którzy odwiedzają to jedno z najpiękniejszych bez wątpienia miast naszego kontynentu.

Pamiątka po locie
Zdaniem Marka, niebieskie domki wykonane z ceramiki z Delft są jednym z najciekawszych gadżetów lotniczych, które od dekad cieszą kolekcjonerów i wywołują u nich chęć zdobycia kolejnego. Kiedy to się zaczęło? W 1952 roku holenderskie linie KLM wpadły na pomysł, żeby na zakończenie lotu wręczać swoim pasażerom pamiątkę, która nie tylko będzie miłym wspomnieniem podróży, ale też podkreśleniem holenderskiej tożsamości firmy i barwną opowieścią o historii Holandii.

Miniaturka numer 102
Co roku, w dniu swoich urodzin 7 października KLM włącza do kolekcji nową miniaturkę, a zbiór ten liczy już 102 modele, dokładnie tyle, ile lat ma ta najstarsza na świecie linia lotnicza. Charakterystyczne biało-niebieskie domki wykonane metodą fajansu ze słynącego z ceramiki miasta Delft, w środku kryją holenderski gin.

Są to repliki zabytkowych, autentycznych kamienic, z których każda ma ciekawą historię. Ich pierwowzory można nadal oglądać „na żywo” w Amsterdamie i w innych miastach Holandii. Z biegiem lat miniaturowe kamieniczki stały się ważnym elementem marketingu linii, a klienci mogą nawet korzystać z aplikacji mobilnej do zarządzania swoją kolekcją.

Domki to małe (maksymalne wymiary 5,5 x 10 cm) repliki autentycznych budynków znajdujących się w Holandii, które są interesujące z punktu widzenia historycznego lub architektonicznego. Wyjątkiem, jak była mowa, jest miniatura opatrzona numerem 85, która przedstawia budynek o nazwie Penha, który jest najbardziej rozpoznawalnym gmachem na wyspie Curaçao, stanowiącej część Królestwa Niderlandów.

Czekanie na nowy model
Choć zdobione w kolorach niebieskim i białym miniatury wykonuje się w technice fajansu, pochodzącej z Delft, to jednak dzisiaj aż trzy czwarte domków jest produkowanych poza tym miastem, a nazwa odnosi się raczej do techniki produkcji niż do miejsca pochodzenia. Do roku 1994 kolekcja rosła nieregularnie, domki z kolejnymi numerami były produkowane nie zawsze rok po roku, czasem nawet z kilkuletnią przerwą. W 1994 roku, na 75. urodziny KLM, kolekcja powiększyła się o 15 nowych modeli. Od tego momentu, co roku w dniu urodzin KLM, wychodzi nowy model, a jego numer odpowiada dokładnie liczbie lat linii. Najnowszy domek nosi więc numer 102 (data wydania -7.10.2021).

Większość miniatur stanowi jednocześnie małe butelki, ponieważ domki są wypełnione alkoholem. Pierwotnie był to tradycyjny holenderski gin ze znanych destylarni w Rynbende i Henkes. Od 1980 roku miniatury zawierają słynny Bols Genever. Jest to trunek, który może być produkowany jedynie w Holandii i w kilku pobliskich obszarach, ponieważ jest prawnie chroniony, co oznacza, że ma francuski odpowiednik Appellation d'origine contrôlée, stawiający go na równi z szampanem, koniakiem i szkocką whisky single malt.

Ale nie wszystkie domki KLM zawierają gin! Z uwagi na restrykcje dotyczące alkoholu w niektórych krajach na Bliskim Wschodzie dokąd lata KLM, domki oferowane pasażerom na tych lotach pełnią funkcję... popielniczek.

Poza główną kolekcją, linia produkuje od czasu do czasu miniatury bez numeru, w ramach limitowanych edycji, na specjalne okazje. Zgodnie z tradycją wybrane modele są też wręczane podróżującym na pokładach KLM nowożeńcom, a inne wygranym dorocznego turnieju golfowego KLM Open.

Wielu kolekcjonerów-pasjonatów czeka na dzień urodzin KLM i premiery nowego domku od lat. Jedni są gotowi kupić ten gadżet za duże pieniądze, inni zaś proponują wymianę. I tak interes z domkami kręci się. Zdaniem Marka, nie można było wymyślić bardziej lepszego marketingowego pomysłu na wzbudzenie lojalności do przewoźnika niż te domki.

Omikron dotarł do Europy

Wideo

Materiał oryginalny: Holandia: Dlaczego pasjonaci polują na miniaturowe domki z ceramiki z miejscowości Delft? - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie