Ilu masz przyjaciół? Nie mam, bo nie mam Facebooka

Joanna Barczykowska
Sześć procent polskich nastolatków jest uzależnionych od internetu. 58 procent uważa, że dzięki portalom społecznościowym, takim jak Facebook czy Twitter, nie czują się samotni. W internecie szukają nie tylko rozrywki, ale przyjaźni, miłości i poczucia przynależności. Zamiast spotkań z przyjaciółmi wolą rozmowy na czatach, pisanie postów czy zatopienie się w świecie gier internetowych.

Na pytanie: "Ilu masz przyjaciół?" jeden chłopiec odpowiedział: "Nie mam Facebooka". W międzynarodowych badaniach HSBC przepytano ponad sześć tysięcy uczniów polskich szkół w wieku od 11-18 lat. 10 proc. 11-latków stwierdziło, że w ogóle nie ma przyjaciół. Byli też tacy, którzy deklarowali, że mają 400-500 znajomych. Wyniki międzynarodowego badania HSBC analizują teraz eksperci z Instytut Matki i Dziecka w Warszawie. Psychologowie są w szoku.

- Dzieci wychowywane w erze internetu zatracają różnicę między światem realnym, a wirtualnym. Nie potrafią nawiązywać prawdziwych relacji międzyludzkich, natomiast doskonale radzą sobie w sieci. Potrzeby komunikacji realizują przez portale społecznościowe. To badanie pokazuje w jak dramatycznej kondycji jest nasze społeczeństwo - uważa Monika Kowalska, psycholog. - Widać, że zatraca się też pojęcie przyjaźni. Powinna zawiązywać się w oparciu o głębokie porozumienie, o wspólnotę celów, wartości i wspólne pomysły na życie, a nie na zasadzie bycia użytkownikiem tego samego portalu społecznościowego.

58 procent polskich nastolatków uważa jednak, że dzięki portalom społecznościowym, takim jak Facebook czy Twitter, nie czują się samotni. Tak jest w przypadku Kacpra, 14-letniego ucznia łódzkiego gimnazjum. Chłopak nie lubi bawić się na podwórku. W piłkę gra tylko w internecie, ale nie narzeka na brak przyjaciół.

Kacper ma konto na Facebooku od trzech lat. Przez ten czas zgromadził na nim 743 znajomych, ale na tym nie koniec. Lubi wyszukiwać w sieci ciekawe postacie. Jest fanem piłki nożnej, dlatego w "znajomych" ma kilkudziesięciu piłkarzy z całego świata.

Wszystkie części "Zmierzchu" obejrzał po kilka razy, dlatego zapisał się do grupy wielbicieli tego filmu. A dzięki Facebookowi ciągle poznaje nowych przyjaciół. Dzieli się z nimi swoimi problemami, zainteresowaniami, a nawet sprawami domowymi. To "przyjaciele" z Internetu wiedzą pierwsi o jego marzeniach, bolączkach i hobby. O tym, że nie lubi matematyki i na półrocze może być zagrożony, wiedziało kilkuset znajomych na Facebooku. Rodzice dowiedzieli się o tym po kilku miesiącach.

- Kiedy syn poszedł do szkoły, na początku szło mu świetnie. Lubił chodzić na lekcje, uczyć się, ale miał problemy w kontaktach z rówieśnikami. Zawsze trzymał się z boku, nie chciał wychodzić popołudniami na boisko. A przecież tak robią normalni chłopcy - opowiada pan Andrzej, tata Kacpra. - Syn siedzi cały czas przy komputerze. Choć wstyd się przyznać, na początku nam to pasowało. Nie musieliśmy szukać go po osiedlu, bo cały czas spędzał w swoim pokoju. Coraz bardziej się jednak o niego martwimy. Ciągle pytamy z żoną o koleżanki i kolegów. Chcielibyśmy, żeby przyprowadził kogoś do domu, żeby wyszedł pobawić się na podwórko. Ale nic z tego.

Na poprzednią gwiazdkę Kacper dostał nowy telefon z dostępem do Internetu. - Myśleliśmy, że to fajna pomoc do szkoły, kiedy będzie chciał coś sprawdzić. Skończyło się na tym, że Kacper zamiast pisać w zeszycie, cały czas siedział w szkole na Facebooku. Nie wiem, co tam robił przez tyle godzin, ale nauczyciele obniżyli mu za to sprawowanie na koniec poprzedniego roku. Kiedy się o tym dowiedzieliśmy, zabrałem synowi telefon - mówi tata Kacpra.

Coraz więcej mieszkańców naszego województwa nie umie wytrzymać bez internetu jednego dnia. Z sieci w Łodzi korzysta codziennie ponad 60 procent mieszkańców. 20 procent z nich spędza w sieci powyżej dwóch godzin dziennie. Są też tacy, którzy rezygnują z normalnego życia na rzecz internetu. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę z uzależnienia.

Do Wojewódzkiego Ośrodka Leczenia Uzależnień przy ul. Pomorskiej w Łodzi rocznie zgłasza się zaledwie kilkudziesięciu mieszkańców Łódzkiego, którzy mają problem z uzależnieniem od internetu.
- To zdecydowanie za mało, ponieważ liczba uzależnionych z roku na rok wzrasta. To nałóg jak każdy inny. Wszystko bierze się z zaburzenia pulsów i popędów, ale w naszym społeczeństwie uzależnienie od internetu nie jest jeszcze postrzegane jako poważny problem. Niestety, każde uzależnienie może mieć bardzo poważne konsekwencje - ostrzega Piotr Szubański, kierownik ośrodka.

Terapia uzależnionego od internetu nie jest łatwa. Zwłaszcza w przypadku dzieci. - Dorośli rozumieją konieczność leczenia, choć zmagają się z silną wolą. Dzieci tego nie potrafią zrozumieć - mówi Henryk Bujacz, psychoterapeuta z Łodzi. - W takich przypadkach odcięcie dziecka od komputera musi być natychmiastowe. Nie można być alkoholikiem i trochę pić, tak samo nie można być uzależnionym od internetu i tylko trochę grać. Trzeba wytłumaczyć dziecku, że zabieramy mu komputer dlatego, że je bardzo kochamy, a nie, żeby zrobić mu krzywdę. Trzeba też zorganizować dziecku zajęcia zastępcze. To dla rodziców ciężka fizyczna praca, ale konieczna, żeby uzyskać rezultat.

Psychoterapeuci zalecają, żeby podczas terapii dziecka skorzystać z konwencji gry komputerowej, bo to może pomóc we wzajemnym zrozumieniu. - W grze dziecko dostaje zadania. Kiedy je wykona, jest chwalone, słyszy, że jest mistrzem. W życiu też trzeba dziecku dawać zadania i docenić je, nawet jeśli nie udało mu się zrobić tego idealnie - uważa Bujacz.

Z kolei Maciej, student kulturoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim, jest zdeklarowanym miłośnikiem gier komputerowych. Zawsze fascynowała go fantastyka: filmy, komiksy i oczywiście gry komputerowe.

- Jako miłośnik sztuk wizualnych zakochałem się w tych animacjach. Ale nie chodziło tylko o to. Ja - nie za wysoki chłopak, ubrany całkiem na czarno, z długimi włosami - nie do końca pasowałem do stereotypowego ucznia czy studenta. Zacząłem szukać ludzi takich jak ja, a w sieci okazało się, że są nas tysiące. Jestem wojownikiem, przez wiele lat zdobywałem najpierw nowe terytoria, potem kraje, budowałem koalicje i zajmowałem kontynenty. Po prostu wojna światów, która w internecie działa się naprawdę. To stało się dla mnie ważniejsze niż wszystko inne - opowiada Maciek.

Najpierw zrezygnował ze spotkań z przyjaciółmi, ale tylko tymi w realu, bo w sieci zdobywał ich coraz więcej. - Kiedy grałem, nie liczyło się nic innego. Nie wyszedłem z pokoju, kiedy mama miała urodziny i cała rodzina przyszła do nas. Nie poszedłem na egzamin, bo walczyliśmy o Atlantyk. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale czuję się wojownikiem - mówi Maciek.

Nie czuje się uzależniony, choć ma świadomość, że komputer zawładnął całym jego życiem. To on dyktuje warunki, on ustala plan dnia, on wypełnia mu cały czas. Czy przestanie? - Kiedyś będę musiał zacząć pracować. Wtedy pewnie przestanę grać - mówi Maciek.

Niekoniecznie. Najlepiej wie o tym Karol, 33-letni pracownik administracyjny. Gra od kilkunastu lat. - Pierwszą fascynację internetem przeżyłem jako młody chłopak. Potem założyłem rodzinę, urodziło mi się dziecko i na jakiś czas odpuściłem sobie sieć. Szybko przyszła jednak rutyna - praca, dom, praca, dom. Wytchnienia zacząłem szukać na czatach i portalach randkowych. Poznawałem ludzi, dzieliłem się z nimi problemami. Mogłem powiedzieć im, że mam wszystkiego dość bez wyrzutów sumienia, takich, jakie targają mną w domu - opowiada Karol.

- Chciałem skończyć z internetowymi znajomościami, ale zacząłem grać. Pięć lat temu byłem nowicjuszem, dziś jestem szefem plemienia. Podbiliśmy już wiele nowych terenów, gramy dalej i zaczęliśmy się przyjaźnić. O innych graczach wiem więcej niż o prawdziwych znajomych. Wiem, że Małgosia z Gdańska zaraz będzie rodzić, a Czesław z Otwocka kończy budować dom. Oni są jak rodzina. Siedzę w grze 14 godzin dziennie. Każdego dnia, ale zacząłem traktować ją jako część mojej rzeczywistości - opowiada Karol.

Od internetu uzależnionych jest już sześć proc. polskich nastolatków. Wraz z wiekiem uzależnienie może wzrastać. - Jeśli dzieci nie nauczą się nawiązywać relacji międzyludzkich, w przyszłości problem może się jeszcze pogłębić - uważa Monika Kowalska.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Ą
ĄĘĆ
Spokojnie, nie jest jeszcze źle. Gorzej dopiero będzie za kilkanaście lat, gdy większość społeczeństwa będą stanowić ludzie znający Internet od urodzenia. Najgorsze jest to, że nie sposób od tego się nawet uwolnić, bo dla wszystkich Internet i korzystanie z niego jest tak oczywiste, że egzystencja w świecie bez tego jest niesamowicie trudna. Sam nie potrafię, choć serdecznie go nienawidzę... Dobrze, że zdążyłem choć 10 lat pożyć w świecie precybernetycznym...
s
student kulturoznawstwa
I znów zamiast choćby liznąć istotę przemian w relacjach międzyludzkich jakie dokonują się za sprawą cyfrowej rewolucji medialnej, redaktorzy powołują się na podnoszone okrzyki "bo Seba nie chodzi kopać gały z kolegami!! Coś jest z nim nie tak, trzeba go leczyć!". Czy to aby na pewno są przemiany na gorsze? A może po prostu starsze pokolenie nie potrafi się posługiwać językiem nowych mediów, tak samo jak osoba która przez całe życie nie widziała ani jednego filmu nie zrozumiałaby kinowego języka montażu, barw i zmiennych planów? Czy fakt, że dzisiejszym młodym ludziom łatwiej jest odnajdywać podobnych sobie niż 30 lat temu naprawdę jest godny pożałowania? I to słynne zacieranie się różnic między "realnością" a "wirtualnością"... odsyłam do prac prof. R. Kluszczyńskiego, słowa kluczowe: augmented reality.
P
PAWEŁ
A czy TY wiesz o co czytasz?
p
piotr
facebook nie należy do nikogo, oczywiście jest większościowy udziałowiec, ponieważ jednak nie jest notowany na żadnej giełdzie, nikt nie może uważać się zchoćby za częściowego właściciela facebooka.czy pani BARCZYKOWSKA wie o czym pisze, jestem pewny ,że nie !!
Dodaj ogłoszenie