W drugim kwartale 2013 roku złoto straciło na wartości prawie 25 proc. - to najgorszy kwartalny wynik odkąd w 1971 roku uwolniono ceny kruszcu.

- Choć tempo spadków zaskoczyło nawet pesymistów, nie spodziewałbym się póki co trwałego odbicia - uważa Maciej Bitner, główny ekonomista Wealth Solutions. - Na wielkość przeceny złożyło się kilka czynników. Niewątpliwie na ostatniej prostej do rekordowego tempa spadków mocno przyczynił się szef Fed, który zapowiedział wycofywanie się banku centralnego z polityki ilościowego łagodzenia jeszcze w tym roku. Jednak nie przypisywałbym słowom Bena Bernanke magicznej mocy. Sytuacja na rynku złota pogarsza się bowiem systematycznie od dłuższego czasu.

Wiele też wskazuje na to, że wzrostowe korekty będą wykorzystywane jako okazje do pozbywania się zgromadzonych zasobów złota. Dwa podstawowe motywy inwestycyjne tracą bowiem na znaczeniu i inwestowanie w złoto wydaje się głównie zamrożeniem kapitału. Z jednej strony wysokie zyski daje rynek akcji, zwłaszcza giełda amerykańska czy niektóre europejskie. Pobicie rekordu wszechczasów przez indeks Dow Jones było dla wielu inwestorów znakiem, że dobre czasy giełdy w końcu wróciły. Z drugiej strony nastąpiła mocna przecena bezpiecznych aktywów, takich jak frank szwajcarski czy nadal uważany za bezpieczną przystań jen. Znacznie tańsze są też amerykańskie obligacje skarbowe - wreszcie można zagwarantować sobie ochronę przed inflacją i pozytywną stopę zwrotu, co przez ostatni rok nie było możliwe.

- Jeszcze dalecy od masowego pozbywania się kruszcu są inwestorzy indywidualni, którzy kupili fizyczne złoto - dodaje Bitner. - Jednak chętnych do tego, by nadal kupować, ubywa i to nawet na rynkach napędzających w ostatnich latach hossę. Przede wszystkim przynoszą efekty działania indyjskiego rządu zmierzające do ograniczenia importu złota, który jest jednym z czynników zagrażających wartości indyjskiej rupii. Niedawno udało mu się wymusić na dealerach powstrzymywanie się od sprzedaży sztabek i monet odbiorcom detalicznym. Nie najgorzej trzymają się jeszcze Chiny, ale i tam prognozy nie są najlepsze ze względu na postępujące spowolnienie drugiej gospodarki świata.

Wyrwy w popycie na złoto, jaką pozostawili inwestorzy nie da się łatwo uzupełnić. To, że w ostatnich latach ich udział w zużyciu żółtego metalu sięgał 50 procent niestety teraz się mści. Nabywcy biżuterii liczniej pojawią się na rynku dopiero przy znacznie niższych cenach. Zwłaszcza, że część z nich traktuje zakup naszyjników czy pierścionków jako inwestycję i boją się dalszych spadków ceny złota. Pocieszeniem dla posiadaczy żółtego metalu może być chyba tylko fakt, że gdyby posiadali akcje spółek wydobywających kruszec, ich portfele wyglądałyby jeszcze gorzej.

- W przyszłości trudna sytuacja w branży wydobywczej sprzyjać będzie poprawie koniunktury na rynku kruszcu - kończy główny ekonomista Wealth Solutions. - Uruchomienie porzuconych kopalń trwa długo i daje czas na wzrosty cen. Gdy rynek złota trochę ochłonie, zwłaszcza gdy znacząco spadnie w nim udział inwestorów, warto pomyśleć o zakupach, zarówno pozostałych przy życiu spółek, jak i samego metalu. Nie spodziewałby się jednak końca korekty jeszcze w tym roku – zbyt wiele jeszcze jest niesprzyjających okoliczności, a dynamika procesów na tym rynku jest dużo wolniejsza niż na giełdzie.