Jak budowano łódzkie bloki z wielkiej płyty? Archiwalne zdjęcia łódzkich osiedli mieszkaniowych 29.07.2022

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Koniec „wielkiej płyty” obwieszczano w końcu lat dziewięćdziesiątych.
Koniec „wielkiej płyty” obwieszczano w końcu lat dziewięćdziesiątych. archiwum Dziennika Łódzkiego
Udostępnij:
Jak wyglądały łódzkie blokowiska? Zobacz archiwalne zdjęcia łódzkich osiedli mieszkaniowych. Poznasz te miejsca? Kiedy w Łodzi budowano osiedla mieszkaniowe zastanawiano się ile czasu będzie można mieszkać w blokach. Niektórzy przewidywali, że za 30 lat trzeba będzie się wyprowadzać. Od chwili, gdy po wojnie wybudowano pierwsze bloki minęło więcej czasu i nikt nie myśli, by wyprowadzać się z nich z przyczyn technicznych.

Przed wojną większość łodzian mieszkała w kamienicach. W mniejszych, większych, znajdujących się w centrum miasta, na jego obrzeżach. Po wojnie ich marzeniem stały się bloki. 80-letnia Lucyna Wasilewska, która wiele lat pracowała w „Unionteksie”, mieszkała w kamienicy przy ul. Targowej. Wprowadziła się tam z rodzicami zaraz po wojnie. Mieszkali na trzecim piętrze. Z klatki schodowej wchodziło się do przedpokoju. Z niego do kuchni i dwóch pokoi w amfiladzie.

Przed wojną musiała to być część większego mieszkania – opowiada pani Lucyna. - Ten mniejszy pokój pewnie był służbówką. Było w nim zamurowane wejście. Na początku byliśmy szczęśliwi, że dostaliśmy to mieszkanie. Ale z czasem zaczęło nam doskwierać. Trzeba było palić w piecu, nosić węgiel na trzecie piętro. Zrobiliśmy sobie ubikacje, ale na wannę nie było miejsca. Z czasem zrobiło się ciasno. Ja wyszłam za mąż, urodziła się dwójka dzieci.

Pani Lucyna marzyła o mieszkaniu w blokach. Z łazienką, centralnym ogrzewaniem.

Najpierw cegła

Łódzkie budownictwo mieszkaniowe ruszyło po wojnie. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych bloki w mieście budowano jeszcze z cegły. Jak choćby te na Dołach czy przy ul. Pojezierskiej. Teofilów i Dąbrowa to już Łódzka Sekcja Mieszkaniowa, Łęczycka - Przędzalniana – W 70, Zgierska – Stefana – WK – 70, a Retkinia to tzw. „Szczecin”.

Większość bloków w minionej epoce budowano z tzw. wielkiej płyty. Pierwszy powstał w Warszawie, na osiedlu Jelonki, już w 1957 roku. Początkowo nowa technologia wzbudzała zachwyt. Z czasem był coraz mniejszy. Pojawiały się głosy, że takie bloki buduje się na co najwyżej trzydzieści lat. Po tym czasie będą się rozpadać. Lata mijały, a bloki stały dalej. Koniec „wielkiej płyty” obwieszczano w końcu lat dziewięćdziesiątych.

Wtedy w Rzeszowie, na osiedlu Nowe Miasto urwała się płyta elewacyjna wieżowca i uszkodziła kilka balkonów. Kilka lat temu Instytut Techniki Budowlanej zbadał 400 bloków z wielkiej płyty z terenu województw łódzkiego, mazowieckiego, śląskiego i dolnośląskiego. Okazało się, że bloki i inne budynki z wielkiej płyty są bardzo trwałe, a stan łódzkich nie różni się pod tym względem od stołecznych czy śląskich.

Czas wielkiej płyty

Grzegorz Michalak wiele lat przepracował na różnych placach budowy, budował także bloki w Łodzi. Zapewnia, że nie ma obaw, że kiedyś się rozpadną. Sam mieszka przy ul. Ejsmonda, na osiedlu Widzew - Wschód w bloku, który zbudowano z „wielkiej płyty”.

Oczywiście te z cegły są lepsze, bo ściana oddycha, pracuje - wyjaśnia fachowo pan Grzegorz. - Przy wielkiej płycie jest z tym gorzej. Zwłaszcza, że niekiedy do ocieplania ścian używano gaszonej szlaki... Ale te bloki jeszcze z pięćdziesiąt lat wytrzymają. A może i dłużej!

Łódź miała wielkie zasługi w rozwoju budownictwa z wielkiej płyty. Jednym z najsłynniejszych w Polsce systemów w jakich budowano bloki była Łódzka Sekcją Mieszkaniową. System ten polegał między innymi na tym, by budować dużo i tanio. Choć jedna z jego dyrektyw zaznaczała, że mieszkania mają być...ludzkie. ŁSM decydował o rozkładzie mieszkań wielu bloków, które w latach sześćdziesiątych wybudowano na Dąbrowie. I na tym osiedlu, przy ul. Gojawiczyńskiej, swoje wymarzone „M” dostała Lucyna Wasilewska. Mieszka w nim do dziś. W międzyczasie wyprowadziły się dzieci, ona została wdową. Tak jak w wielu mieszkaniach na Dąbrowie jej M-3 ma około trzydziestu siedmiu metrów. Składa się z dwóch pokoi, małej łazienki i kuchni.

Ślepa kuchnia

Pani Lucyna kiedyś była zachwycona tym mieszkaniem, zwłaszcza gdy z mężem i dziećmi przeprowadziła się z ul. Targowej. Teraz ma już inne zdanie.

Nie wiem kto projektował takie mieszkania! – żali się kobieta. – Łazienka jest tak mała, że nie mogę ustawić w niej pralki. Stoi w kuchni...Duży pokój jest bardzo nieustawny. Wchodzi się do niego do małego pokoju, kuchni i oczywiście przedpokoju. Sam przedpokój jest tak wąski, że dwie grubsze osoby z trudem się w nim zmieszczą...Ale mąż umarł, dzieci poszły na swoje, więc takie mieszkanie mi wystarczy. Do śmierci będę tu żyła, tylko żeby ta łazienka była trochę większa...

Pani Lucyna i inni mieszkańcy Dąbrowy, ale też Teofilowa, powinni się cieszyć, że nie zafundowano ich takich mieszkań jak na osiedlu Szuwary w Szczecinie. Tam zbudowano bloki, gdzie lokatorzy jednego piętra mieli.. wspólną toaletę. W Łodzi też chciano tak budować, ale zaprotestowała przeciw temu Michalina Tatarkówna – Majkowska, która była wtedy pierwszym sekretarzem Komitetu Łódzkiego PZPR. Nie udało się jednak uniknąć w Łodzi budowy mieszkań z tzw. ślepą kuchnią. Znajdzie się je m.in. na Dąbrowie, w bloku stojącym na rogu ul. Felińskiego i Kadłubka. Okno w kuchni wychodzi do ubikacji..Blok ten charakteryzuje się jeszcze wyjątkowo małymi oknami..

Dąbrowa dla 50 tysięcy

Dąbrowa to jedno z najstarszych łódzkich osiedli mieszkaniowych. Według jego projektantów zamieszkać miało tu 50 tysięcy łodzian. Pierwsze bloki zaczęto tu budować wraz z początkiem lat sześćdziesiątych. Projektowali je architekci z Krakowa. To ich dziełem są ślepe kuchnie z których przez lata słynęło to osiedle i małe metraże.
Wymierają powoli starzy lokatorzy osiedla. Do ich mieszkań wprowadzają się wnukowie, czasem rodzina sprzedaje je młodym ludziom. Chętnie je kupują, bo nie są stosunkowo drogie. Szybko je remontują, pomieszkają kilka lat, ale jak urodzi się jedno dziecko, drugie, to szukają lepszego mieszkania.

Za ciasno im, wcale się nie dziwię, że szukają lepszych warunków - twierdzi Janina Kobierska, jedna z mieszkanek bloku na Dąbrowie. - Ja na tych trzydziestu siedmiu metrach mieszkałam z mężem i dwójką dzieci. Nie narzekaliśmy. Byliśmy szczęśliwi, że dostaliśmy takie mieszkanie. Wcześniej gnieździliśmy się w jednym pokoju w kamienicy przy ulicy Świerczewskiego, dziś Radwańskiej. Nie było żadnych wygód. To mieszkanie na Dąbrowie było dla nas jak gwiazdka z nieba. Dziś młodzi są wygodniejsi, szukają czegoś lepszego. Jak ja umrę to pewnie moja wnuczka pomieszka tu kilka lat i poszuka czegoś lepszego.

Teofilów i Łódzka Sekcja Mieszkaniowa

Teofilów to też osiedle budowane w Łódzkiej Sekcji Mieszkaniowej. Tam jednak wiele mieszkań ma lepszy rozkład jak na Dąbrowie. Choć do budowy części z bloków użyto...pyłów pochodzących z elektrociepłowni.. Ale Janina Nowak mieszka na Teofilowie od lat sześćdziesiątych i nie narzeka. Nie wyprowadziłaby się na żadne inne osiedle!

Mam M -4, 45 metrów kwadratowych, dwa pokoje z kuchnią – opowiada. - Dla mnie to duże mieszkanie. Nawet jak mąż żył to też nam ciasno nie było. Najważniejsze, że nie trzeba palić w piecach. Mieszkaliśmy kiedyś na ul. Wojska Polskiego Ile my się tego węgla na drugie piętro nanosiliśmy! Ubikacje mieliśmy w podwórku! Grzeszyłabym, gdym powiedziała złe słowo na to mieszkanie na Teofilowie.

Pan Stanisław, były pracownik „Skogaru” na Teofilów, do bloku przy ul. Lnianej wprowadził się z rodziną blisko pół wieku temu. Nie zapomni jak się cieszył, gdy dowiedział się, że dostali z żoną to swoje wymarzone „M” w blokach.

Pamiętam, że żona przyszła do mnie do pracy i powiedziała mi, że dostaliśmy mieszkanie – opowiada. – Mieszkanie miało tylko mały minus. Było na parterze. Poszedłem więc do spółdzielni i zapytałem czy jest szansa, by zamienić je na piętro. Powiedzieli, że tak, tylko muszę poczekać z rok. Zbliżała się zima, mieszkaliśmy w starym budownictwie przy ul. Limanowskiego, trzeba by było znów palić w piecach. Tak więc zdecydowaliśmy na ten parter.

Blok przy ul. Lnianej jest dosyć nietypowy. Ma tylko trzy piętra. Podobno dlatego, że postawiono go obok gospodarstwa ogrodniczego. Gdyby był o piętro wyższy to zasłaniałby światło docierające do szklarni...Inny blok przy ul. Lnianej zbudowano jako eksperymentalny. Gdy wprowadzali się do niego lokatorzy to od razu mieli w przedpokojach szafy. Oczywiście musieli za to zapłacić.

Pan Stanisław, gdy patrzy na ceramiczne płytki ułożone w przedpokoju z rozrzewnieniem wspomina płytki PCV, które zastał, gdy wprowadzał się do mieszkania. Były wtedy nowością. Płytki PCV były większe od płyt chodnikowych.

Osiedle Teofilów między innymi na terenie dawnej wsi Grabieniec, która została włączona do Łodzi w 1946 roku. Wtedy nikt pewnie nie przypuszczał, że w tym miejscu zostaną bloki, powstaną wielkie zakłady przemysłowe. W połowie lat 60-tych jedna z ogólnopolskich gazet pisała, że na dawnych polach Grabieńca stoi już dwanaście bloków.

Ta największa dzielnica Łodzi ma liczyć 50 tysięcy mieszkańców i sięgnie aż po Żabieniec, gdzie stoi dziś w osamotnieniu, z dala od miasta jedno z najwspanialszych dzieł architektury przemysłowej fabryka „Elta” – tak pisał przed ponad 40 laty łódzki korespondent warszawskiej gazety.

Kortów nie było...

Dopóki nie wybudowano Retkini i Widzewa - Wschodu Teofilów był rzeczywiście największym łódzkim osiedlem mieszkaniowym, bo miana dzielnicy nie doczekał. Zofia Kowalczyk, skończyła już osiemdziesiąt lat i może się pochwalić, że na Teofilowie mieszka niemal od początku, czyli od 1965 roku. Może dziś jej „M” nie należy do najpiękniejszych, ale jak na tamte czasy to nie może narzekać.

Najważniejsze, że mieszkanie jest rozkładowe! – mówi z dumą pani Zofia. – Mam 45 metrów, dwa pokoje – jeden większy, drugi mniejszy, przedpokój, niewielka kuchnia.

Teofilów uznawane za sztandarowe osiedle Łodzi było projektowane pod uważnym nadzorem władz miasta. Janina Urbankiewicz, łódzka urbanistka, opowiadała nam, że kiedyś projektantów Teofilowa odwiedził sekretarz z łódzkiego komitetu PZPR, odpowiedzialny za budownictwo. Zobaczył makietę osiedla i stwierdził, że trzeba przesunąć jeden z wieżowców. Podniósł go i ustawił w innym miejscu.

Ale panie pierwszy sekretarzu w tym miejscu jest staw – stwierdził jeden z architektów. Delikatnie zaznaczył, że na tak grząskim terenie trudno budować dom, a co dopiero wieżowiec..

Pani Janina zaprojektowała na Teofilowie pierwsze w Łodzi korty tenisowe. Wywołało to oburzenie Jerzego Lorenca, ówczesnego prezydenta miasta. Na zebraniu ogłosił publicznie, że pani Urbankiewicz buduje w robotniczej Łodzi korty, jakby nie można było propagować powszechnych sportów ludu pracującego jak siatkówka czy koszykówka...Korty więc nie powstały.

Teofilów dzieli się na cztery części. Po drugiej stronie ul. Aleksandrowskiej znajduje się Teofilów Przemysłowy. Rozciąga się on między torami PKP a ul. Szczecińską. Swoją nazwę zawdzięcza temu, że wybudowano tam wiele zakładów przemysłowych. Jak choćby nieistniejące już Łódzkie Zakłady Przemysłu Skórzanego „Skogar”. Dalej istnieją zakłady „Elta”, jedna z największych teofilowskich fabryk. Tyle, że nie nazywa się już „Elta”, a należy do koncernu ABB. Pozostały też zakłady tekstylno - konfekcyjne „Teofilów”. Znajdujący się po drugiej stronie ul. Aleksandrowskiej Teofilów Mieszkaniowy podzielony został na trzy tzw. podosiedla. Najstarszy to Teofilów A. Obejmuje on osiedle Władysława Reymonta i rozciąga się od stacji PKP Łódź Żabieniec do ul. Traktorowej. Teofilów B to osiedle Stefana Żeromskiego. Zajmuje teren od ul. Traktorowej do ul. Kaczeńcowej. Natomiast Teofilów C to Osiedle Marii Konopnickiej i tzw. Osiedle Rogatka i domy jednorodzinne. Jego granice wyznaczają ul. Kaczeńcowa i ul.Szczecińska.

Gotowe szafy

Janusz Nowicki był jednym z pierwszym mieszkańców Teofilowa. W 1964 roku wprowadził się do bloków przy ul. Aleksandrowskiej, na Teofilowie A.

A pierwsze bloki na osiedlu wybudowała Elta - przypomina pan Janusz. - Też znajdowały się przy ul. Aleksandrowskiej. Dopiero potem powstały bloki spółdzielcze. W miejscu, gdzie stoi dziś „Teofil” rosło zboże...

Łódzka architekt Stefania Stanisławska projektowała m.in bloki na Teofilowie. Opowiadała nam, że było to pierwsze spółdzielcze osiedle w Łodzi. Budowała go spółdzielnia „Lokator”. Projektowała m.in bloki przy ul. Aleksandrowskiej,które charakteryzowały się falistymi balkonami z eternitu.

– Nikt nie wiedział, że eternit jest szkodliwy, zdarto go i teraz na tych balkonach są same pręty – mówiła nam Stefania Stanisławska.

Teofilów budowano w systemie znanym w całej Polsce jako Łódzka Sekcja Mieszkaniowa.

Janina Urbankiewicz planowała zieleń na Teofilowie. Wspominała, że największą zmorą były czyny społeczne. A z wielką pasją organizował je lokalny działacz. Czyn społeczny wyglądał zwykle tak, że przywożono na osiedle rośliny. Mieszkańcy brali je i sadzili tam gdzie chcieli. Nie liczyły się przygotowane wcześniej projekty.

Zgodnie z nimi przy śmietnikach miały rosnąć wierzby płaczące, tak by przez trzy czwarte roku zakryte były te śmieci – tłumaczyła nam Janina Urbankiewicz. – Natomiast przed domami miały rosnąć przepiękne krzewy. A kończyło się tak, że mieszkańcy brali wierzby i sadzili je przed blokami, a przy śmietnikach te piękne krzewy. W zasadzie tylko zieleń na Teofilowie C została posadzona zgodnie z moim projektem

Największe osiedle Łodzi

Retkinia to dziś jedno z największych łódzkich osiedli mieszkaniowych, jeśli nie największe. Zamieszkuje je ponad 70 tysięcy łodzian. Jego główną projektantką była nieżyjąca już Krystyna Krygier. W 1966 roku zespół, którym kierowała wygrał konkurs na zaprojektowanie osiedla, które z czasem stało się wielką sypialnią Łodzi. Retkinię budowano według tzw. systemu Szczecin, z wielkiej płyty. Betonowe bloki były jednocześnie ścianami działowymi i konstrukcją. Blokowy układ sprawiał, że mieszkania mają niemal ten sam rozkład. Różnią się tylko ilością pokoi.

Możliwości były ograniczone – mówiła nam przed laty Krystyna Krygier.

Ale w tamtych czasach wiele osób marzyło, by zamieszkać na Retkini. Jak na lata siedemdziesiąte mieszkania były duże, rozkładowe. Nikomu nie przeszkadzało, że wszystkie były takie same. M-3 to 43 metry kwadratowe, M-4 - 53 metry. Duży przedpokój z którego wchodziło się do największego pokoju, mającego 16 metrów kwadratowych. Naprzeciw był mniejszy pokój, obok niezbyt duża kuchnia. Z przedpokoju wchodziło się do łazienki i ubikacji.

Tak wygląda układ w mieszkaniu typu M 3 – wyjaśnia Paweł Rosiński, 54-letni inżynier od dziecka mieszkający na Retkini. - Bo te typu M-4 mają jeszcze jeden pokój. Nazywany był przez mieszkańców Retki ni "tramwajem". Nazwę te zawdzięcza temu, że jest długi i wąski, a przez to bardzo nieustawny.

Na Retkini, zresztą jak na większości łódzkich osiedli, mieszkania były takie same. Gdy do tego doda się jeszcze podobne meble, którymi były urządzone, wyglądały często jak klony. Nic więc dziwnego, że dochodziło do pomyłek.

Jako dziewczynka mieszkałam z rodzicami w bloku przy ul. Popiełuszki, wtedy jeszcze Salvadore Allende – wspomina Joanna Cegielska, nauczycielka. - Były to czasy, gdy w klatkach nie było domofonów. Mieliśmy wtedy co jakiś czas gościa. Mieszkał w klatce obok. I gdy wracał do domu po jednym głębszym, mylił się i przychodził do nas. Najpierw próbował otworzyć drzwi kluczem, jak się nie udawało to naciskał na klamkę i wchodził do środka. Raz szybko wbiegł, usiadł na wersalce i usnął.

Krystyna Krygier opowiadała nam, że chciała stworzyć na Retkni tzw. mieszkania wielopokoleniowe. W jednym pomieszczeniu były dwa oddzielne mieszkania. Wchodziło się do wspólnego przedpokoju, a z niego do dwóch oddzielnych M.

W jednym mieszkaliby dziadkowie, a w drugim ich dzieci – tłumaczyła Krystyna Krygier. Nie udało się jednak zrealizować tego projektu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Jak żołnierz dawca ratuje ludzkie życie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie