Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Jak przed laty ubierali się łodzianie? Dbali, by było modnie i elegancko

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Tak ubierano się przed laty
Tak ubierano się przed laty Grzegorz Gałasiński/archiwum prywatne/Maciej Perszewski
Łodzianki zawsze lubiły ubierać się modnie. Ich mężowie do strojów podchodzili z rezerwą. Miało być elegancko i wygodnie. Garnitur musiał starczyć na lata.

Jak przed laty ubierali się łodzianie?

Przed laty ubrania łodzian było o wiele bardziej skomplikowane niż dzisiaj. Zwłaszcza te z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Choćby bielizna, zarówno damska i męska. Panie spały w nocnych koszulach. Ale zaraz po przebudzeniu nakładały na nie tzw. matinkę. To rodzaj kaftana. Pod koniec dziewiętnastego wieku matinka była szyta z grubego płótna lniano – bawełnianego. Z czasem wykonywano je ze znacznie lżejszych tkanin. Na przykład batystu bawełnianego czy nawet jedwabiu.
Podstawowy zestaw bielizny łodzianek z przełomu dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku
stanowiły pantalony, czyli majtki sięgające kolan. Czasem nazywano je majtasami. Były często koronkowe. Ich specyfika polegała na tym, że długie nogawki nie były...zszywane. Miało to ułatwiać panią korzystanie z toalety. Początkowo te pantalony były białe. Ale na początku dwudziestego wieku panie zaczęły nosić różowe koszulki, majtki..Każda pani zakładała też stanik gorsetowy oraz gorset. Do tego halkę, a na nią jeszcze koszulkę halkową...

Obowiązkowy gorset

Gorset był obowiązkową częścią garderoby łodzianek przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Były gorsety całoroczne, z pasem do podpinania pończoch, zapinane na metalowe klamry. Ale też letnie gorsety, szyte ze wstążek. By letnie upały za bardzo nie doskwierały...
Strój nocny modnego łodzianina składał się z koszuli nocnej, na którą po przebudzeniu zakładał szlafrok, a na głowę kepi. Na przykład na zorganizowanej kilka lat temu w Muzeum Miasta Łodzi wystawie „Łódzkie mody. Moda i akcesoria stroju XIX-XX wieku” można było zobaczyć kolorowy szlafrok i kepi, który carskiemu lekarzowi mieszkającemu w Łodzi przesłano z Uzbekistanu.
Ważną odgrywały akcesoria kosmetyczne. Na przykład metalowe klamerki...do prostowania palców. Zakładało się je na noc. Łodzianki używały też pierwowzoru lokówki, nazywanej wtedy karbonówką...W wielu domach nie było kiedyś kanalizacji, a więc w rogu sypialni ustawiano fotel – toaletę. W jego środku umieszczano nocnik...

Dobry gust

Panie nosiły oczywiście pończochy. Nosiły zwykle klasyczne, białe, ale też przezroczyste, pięknie zdobione haftami. Niektóre ekstrawaganckie łodzianki zakładały kontrastujące ze sobą pończochy. Jedna na przykład była żółta w czarne grochy, a druga czarna w żółte grochy. Przy czym na przełomie wieków łodzianki pokazywały pończochy tylko w jednym momencie. Kiedy przechodziły na drugą stronę ulicy. Łódzkie ulice nie były bowiem brukowane. Tak więc, by się nie pobrudzić panie unosiły halki i spódnicę, przez co odsłaniały nogę do kostki...
Łodzianki słynęły z tego, że przywiązują wagę do mody. Choć nie zawsze chwalono ich gust. Na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku niezbyt pochlebnie oceniano stroje pan z Łodzi.

- Są one kosztowne, zamaszyste, krzykliwe, rzucające się w oczy barwami i połyskiem – pisała o ubraniach łodzianek Jadwiga Zalasnowska – Elzenbergowa, znana w tamtych czasach pisarka, poetka i publicystka współpracująca z ówczesną łódzka prasą.

Bogate łodzianki z lubością czytały magazyny zajmujące się moda. Na przykład „Tygodnik Mód i Powieści”. „Nowe Mody”, poświęcony kapeluszom „Journal de Modiste” czy „Mode Nacional”.

Eleganckie panie na ul. Spacerowej

Na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku łodzianki zakładały na siebie stroje w stylu secesyjnym. Długa spódnica, zakrywająca buty, jasna bluzka, czarne wdzianko - tak ubierała się nie jedna z pań z Łodzi około 1900 roku. Na spacer ul. Spacerową, czyli dzisiejsza al. Kościuszki modne łodzianki zakładały płaszcz, a'la pelerynkę, zimą ocieplany, długą spódnicę z czarnej tafty i sznurowane, sięgające na kostkę buty, nazywane pewnie kiedyś trzewikami. Pod koniec dziewiętnastego wieku noszono tylko takie buty. Nie znano na przykład czółenek. Buty musiały być sznurowane, sięgające za kostkę. Te zakładane na lato mogły być zrobione z płótna.
Początkowo buty, jak to dawniej mówiono, obstalowywało się u szewców. Ale z czasem w mieście pojawiały się większe pracownie szewskie. One wystawiały wzory robionych przez siebie butów w sklepach konfekcyjnych, które zaczęto otwierać w Łodzi na początku dwudziestego wieku.

Torebka była obowiązkowa

Strój pań dopełniała obowiązkowo torebka. Zamożniejsze panie kupowały torebki wykonane ze skóry krokodyla. Przed wybuchem I wojny światowej stanowiły rzadkość. Z czasem, już w latach dwudziestych, zapanowała moda na takie torby. Wykonywano je nie tylko ze skóry krokodyla czy aligatora, ale też z węża. Czasem na balach łodzianki prezentowały torebki wykonane ze skóry imitującej tą z węża czy krokodyla.
Łodzianki śledziły to co dzieje się w europejskiej modzie. Często prosiły mężów, by kupił im suknie czy inne stroje prosto z paryskich salonów.

- Krążyły opowieści o fantastycznych toaletach, płaszczach gronostajowych za 50.000 rubli i sukniach z błękitnych atłasów i morelowych aksamitów obramionych sobolami – wspominała potem Irena Tuwim, siostra znakomitego poety Juliana. - W tych to toaletach od Wortha i Paquin występowały znane z urody łódzkie królowe […] nazywano je imieniem jak panujące, owe Bebi i Lale. W Łodzi zjawiały się zresztą rzadko przelotne jak żurawie...

W latach dwudziestych panie na przykład nosiły tzw. kompakty, czyli podręczne kosmetyczki. We frędzelku jednego z tych kompaktów ukryta była...pomadka. Modne były również mufki.

Kołnierz z lisa był marzeniem

Uchodziły za pierwowzór rękawiczek. Była w nich też kieszonka dzięki której pełniły także funkcję torebki. W latach dwudziestych minionego wieku bardzo popularne były mufki z ancelota. Robiono takie nawet dla dzieci. Ale wykonywano je też z futra kozy, łapek karakułowych, gronostaja i....skóry źrebięcia. Zresztą futro było marzeniem niemal każdej łodzianki żyjącej w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Jedna z najbardziej znanych łódzkich pracowni kuśnierskich należała do Abrama Blomberga. Znajdowała się przy ul. Piotrkowskiej 31. Po futra przyjeżdżały tam nie tylko panie z Łodzi. Marzeniem był też kołnierz z lisa. Niektóre zakłady, jako tzw. gratis, dawały łodziankom, które taki kołnierz zakupiły, specjalne pudełko do jego przechowywania..
Z czasem, łodzianie, tak jak cały świat, zaczęli odchodzić od secesyjnej mody. Suknie stały się na tyle krótkie, że widać było noszone przez panie buty, co było niedopuszczalne, gdy obowiązywał secesyjny styl. Łodzianki zaczęły powszechnie zakładać suknie reformowane, proste, nie dopasowane. Prowadzono szeroko zakrojoną kampanię na rzecz nie noszenia gorsetów. Długich, sztywnych, krępujących swobodę ruchu. Przy sukniach secesyjnych gorset był obowiązkowy. Nic więc dziwnego, że na wystawie możemy podziwiać specjalny stanik, wykonany z jedwabiu, który miał maskować paniom biust. Zamiast gorsetów panie zakładały też połączone z podwiązkami pasy. Spłaszczano brzuch, ale i piersi, wkładając tzw. napierśniki
W latach dwudziestych łodzianki zakładały lekkie sukienki, przykrywające kolana, proste w kroju, tzw. koszulki. Miały przedłużony stan, lekko zaznaczone biodra.. Do tego noszono niewielkie, naciągane na oczy kapelusiki. Gdy szły do kina, teatru lub na bal, to zastępowały je przepaski.

Kilka strojów na dzień

Trzeba pamiętać, że w pierwszej połowie dwudziestego wieku kobiety nie chodziły przez cały dzień w tym samym stroju. Inaczej ubierały się do południa, gdy czas spędzały w domu. Inaczej, gdy wychodziły na popołudniowy spacer czy spotkanie ze znajomymi. A już zupełnie inaczej, gdy szły na wieczorne przyjęcie, bal czy do teatru. Inne stroje zakładano na przykład na przejażdżkę rowerową. Jeszcze przed I wojną światową miłośniczki bicyklów zakładały czarny, dwuczęściowy strój, z poszerzanymi ramionami. Takie same ramiona ma też domowa sukienka.
Co ciekawe w pierwszych latach dwudziestego wieku panie chętnie zakładały ...pidżamy. Nie były to jednak stroje nocne. Panie ubierały je na dzień. Powiedzielibyśmy, że były odpowiednikiem dzisiejszych dresów. Też składały się z dwóch części, choć wykonane były zwykle z lekkiego, przewiewnego materiału.

Krótsze suknie

W latach międzywojnia suknie ulegają skróceniu. Początkowo sięgają do pół łydki, z czasem stają się coraz krótsze. Panie zakładają czółenka. Elegancka łodzianka nigdy nie włożyła butów bez obcasów! Nawet, gdy uprawiała sport, na przykład grała w tenisa, to zakładała eleganckie buciki, na obcasiku.
Łodzianie w pierwszej połowie dwudziestego wieku do pracy chodzili w garniturach. Nikogo nie dziwiło, że zakładali muszki. Początkowo czarne, ale z czasem także w innych kolorach, choć nie krzykliwych, a bardziej stonowanych. Przy czym nie zawsze nosili zwykłe marynarki idąc do pracy czy na popołudniowe przyjęcie. Modne były wtedy też tużurki. Miał on zaokrąglone poły, wąskie mankiety i był jednorzędowy. Do tużurku obowiązkowy był melonik. Podczas balów i inni uroczystości panowie zakładali białe muchy. One bowiem pasowały do fraków czy surdutów. Czarne nosili tylko kelnerzy.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Węgry w końcu na TAK, Szwecja wstąpi do NATO

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki