Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Jest przestrzeń, by wspierać polskie firmy

Matylda Witkowska
Matylda Witkowska
FOT. ADAM JASTRZĘBOWSKI
Rozmowa z prof. Robertem Kozielskim z Katedry Strategii i Zarządzania Wartością Przedsiębiorstwa Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

Panie profesorze, przygotowaliśmy Złotą Setkę Województwa Łódzkiego, czyli ranking firm z regionu łódzkiego sporządzony na podstawie ich przychodów ze sprzedaży netto w roku 2022. Jakie wnioski można wysnuć analizując to zestawienie?

Przede wszystkim zauważalna jest duża dywersyfikacja i zróżnicowanie branż, może z lekką nadreprezentacją branży farmaceutycznej i budowlanej.Mimo przekonania o silnej w Łodzi branży IT, w tym rankingu nie widać jej dominacji. Zauważalny jest natomiast niski udział firm operujących w sferze nowych technologii. Nie ma też wyrazistej specjalizacji regionu łódzkiego.To może być uznane za szansę, oznacza bowiem, że są tu możliwości rozwoju dla wielu branż, ale też za zagrożenie, brak bowiem wyrazistego pozycjonowania miasta i regionu w jakiejś branży.

Znaczna część dużych firm zakłada centrale w stolicy. Czy są one zainteresowane Łodzią?

Z pewnością Łódź, będąca jednym z największych miast w Polsce, jest niedopieszczona pod względem inwestycji ze strony dużych firm. To mogłoby być pozytywne, gdyby w ich miejsce dynamicznie rozwijał się sektor małych i średnich przedsiębiorstw, rekompensując ów brak. Tymczasem sektor ten odbiega od średniej krajowej. Brakuje dużych firm, które by odcisnęły znaczące piętno na Łodzi. Z drugiej strony ostatnie lata są dość dobre z punktu widzenia koniunktury gospodarczej dla Łodzi, dynamika inwestycji zwiększyła się. Ale musimy na to patrzeć w kontekście innych miast Polski.Tam ostatni czas również był dobry i też pojawiały się inwestycje.

Łódź może z nimi konkurować?

Firmy, które inwestują w dany region biorą pod uwagę dużo różnych czynników. Jednym z nich są koszty pracy, które akurat w Łodzi są dość atrakcyjne, innym – kwestie związane z logistyką i rozprowadzaniem towarów w skali regionalnej czy światowej,które też dzięki lokalizacji wypadają w Łodzi dobrze. Kolejnym czynnikiem jest dostęp do wykwalifikowanej siły roboczej. Uniwersytet Medyczny, Politechnika Łódzka czy Uniwersytet Łódzki mają liczne grupy studentów,ale to nie są liczby, którymi moglibyśmy wygrywać w Wrocławiem, Poznaniem czy Trójmiastem, nie mówiąc już o Warszawie, bo stolica należy do odrębnej kategorii. Czynnikiem, który mógłby być pozytywnie odbierany przez inwestorów, mogą być koszty życia. W Łodzi mieszka się relatywnie taniej niż w innych regionach. Jednak Łódź, poza dobrą lokalizacją i infrastrukturą logistyczną, nie ma wielu dodatkowych przewag, które by przyciągały tu inwestycje, a mimo to one w ostatnich latach rosły.

Z czego wynika ten wzrost z ostatnich lat?

Po pierwsze z ogólnego wzrostu gospodarczego, który sprzyja inwestycjom. Do tego Covid-19 był otrzeźwieniem dla wielu firm, które miały swoje fabryki w Chinach, a przez rwące się łańcuchy dostaw musiały przenosić swoje zakłady produkcyjne bliżej rynków zbytu. Kolejnym elementem jest przychylność władz miasta. Rozmawiałem z inwestorami, którzy działali wcześniej we Wrocławiu oraz Trójmieście i podkreślali dość profesjonalne podejście urzędników w Łodzi do obsługi inwestora, ich umiejętności językowe i udzielane wsparcie organizacyjne.

Rozmawiamy głównie o Łodzi, a jak wygląda sytuacja w mniejszych miejscowościach regionu?

W regionie nie ma czynników, które powodowałyby znacząco inną ocenę jego atrakcyjności niż posiada Łódź. Trochę jest tak, że miasta wiodące w swoich regionach, wpływają też na przyciąganie inwestorów w całych województwach. W rankingu Złota Setka Województwa Łódzkiego widoczna jest przewaga firm z Łodzi, ale reprezentowane są w nim także inne miasta regionu.

Czy Łódź mogłaby coś zrobić, by przyciągnąć inwestorów?

Bezdyskusyjnie każde miasto powinno poświęcać temu zagadnieniu więcej uwagi i energii. Problemem jest efekt krótkiej kołdry, bo samorządy w ostatnim czasie nie mają zbyt wielu środków, które mogłyby być przeznaczone na tego typu działania. Ale pojawia się pytanie, co powinno być pierwsze? Czy najpierw musi pojawić się jakaś inwestycja, dzięki czemu będą pieniądze na rozbudowanie infrastruktury wspierającej kolejne inwestycje, czy też najpierw musi się pojawić szeroko rozumiana infrastruktura, np. centra logistyczne, mechanizmy wsparcia przedsiębiorców, czy choćby szkoły językowe dla przyjeżdżających i ich rodzin, zaś to dopiero przyciągnie inwestorów. Osobiście myślę, że są to równoległe procesy.

Nie bez znaczenia na decyzję o inwestycji jest też atrakcyjność miasta, a nawet jego oferty kulturalnej jako przyszłego miejsca do zamieszkania dla inwestorów. Jak widzi pan pod tym względem Łódź?

Wszystkie badania, jakie prowadzimy pokazują, że w ostatnich latach oferta kulturalna Łodzi ulega poprawie. Ale niestety badania pokazują, że inne miasta też to czynią.

Czy widzi pan jakieś firmy, które mają potencjał i z czasem mogłyby dołączyć do Złotej Setki?

W Łodzi jest na pewno co najmniej kilka takich firm. Trudno jednak zrobić ich pełen przegląd. Przychodzi mi na myśl na przykład firma Sunroof, która funkcjonuje w branży alternatywnych źródeł energii, głównie fotowoltaiki i już działa na rynkach zagranicznych. Zarówno jej pomysł na biznes, jak i model biznesowy mają potencjał, by stała się solidną i znaczącą firmą nie tylko na rynku polskim, ale myślę, że także na rynku europejskim.

Czy możemy takim małym firmom jakoś w pomóc w ekspansji poza Łódź i region?

Z firmami jest trochę tak jak z dziećmi. Jeśli rodzice są zbyt opiekuńczy, to gdy już odetną dziecku pępowinę, może ono nie poradzić sobie samodzielnie. Dlatego w zarządzaniu istnieje podejście bardziej liberalne, które zakłada odwoływanie się do podstawowych zasad wolnego rynku. Te zasady pozwalają firmom zbudowanie takiej wewnętrznej siły, by mogły konkurować nie tylko na lokalnym, ale też na zagranicznych rynkach. Polska z prawie 40-milionowym rynkiem to z jednej strony okazja, z drugiej pewne zagrożenie dla polskich firm. Gdy robiliśmy badania na rynku duńskim okazało się, że startupy powstają tam od razu z gotowym planem wejścia na rynek europejski, bo prawie 6-milionowy rynek duński jest dla nich za mały, by dawał odpowiednie przychody. Uwzględniają więc różnice kulturowe czy językowe.

Polski rynek daje możliwość zarobienia przyzwoitych pieniędzy, ale jeżeli ktoś chce rozwijać, wymaga to skalowania i zupełnie już innego podejścia.

Myślę, że to, co powinniśmy robić na poziomie rządowym i samorządowym, to przynajmniej stwarzać polskim firmom warunki, które nie będą gorsze dla naszych firm w zderzeniu z firmami zagranicznymi. Rozumiem oczywiście potrzebę wprowadzania zwolnień podatkowych, które mają przyciągnąć kapitał zewnętrzny, ale czasem może to odbywać się kosztem polskich firm. One nie uzyskują bowiem tego typu korzyści. Wymagany jest więc pewien balans między wsparciem dla firmy, a budowaniem jej odporności rynkowej, która pozwoli jej wchodzić na rynki międzynarodowe.Wydaje mi się, że jest przestrzeń, żeby wspierać polskie firmy w zakresie wchodzenia na rynki międzynarodowe, zarówno w sferze rządowej czy samorządowej, jak i w sferze instytucji prywatnych.

Czy popularne jest wspieranie lokalnych firm przez lokalne samorządy, na przykład wsparcie dla łódzkich firm, by łatwiej weszły na rynek poznański czy wrocławski?

Są takie projekty i programy, jednak na pewno nie jest to wykorzystywane w ekspansywny sposób. Firmy mogą liczyć na uczestnictwo w targach,wsparcie przy wchodzeniu na rynek,korzystanie z działań misji gospodarczych. Tu też jest problem balansu między wspieraniem firm, które inwestują na lokalnym rynku i tymi, które tu funkcjonują. Na przykład kilka lat temu dyskutowaliśmy o nowym szlaku jedwabnym, który miał zahaczać o Łódź. To było atrakcyjne, ale pojawiło się pytanie, czy produkty z Chin całkiem dobrej jakości nie wyeliminowałyby w dużym stopniu rodzimej produkcji.

A czy młodzi łodzianie – którzy przecież kiedyś będą zakładać nowe firmy – są w stanie pod względem przedsiębiorczości konkurować z mieszkańcami innych miast?

Tradycja „Ziemi Obiecanej” oczywiście zobowiązuje. Dzisiaj nasi studenci to świetni ludzie, ale nie widzę różnicy między nimi a absolwentami uczelni wrocławskich, poznańskich czy trójmiejskich. Są oczywiście projekty, prowadzone na Politechnice Łódzkiej czy na Uniwersytecie Łódzkim, związane z patentami czy innowacjami, ale tak się dzieje w bardzo wielu miastach w naszym kraju. Więc nie mogę powiedzieć, że mamy wielką przewagę pod względem kreatywności czy procesów stymulujących przedsiębiorczość młodych ludzi.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki