Jest wyrok w sprawie hodowli psów w Dobrczu. Właściciele idą do więzienia

Maciej Czerniak
Maciej Czerniak
Prokurator żądał trzech lat pozbawienia wolności dla byłych właścicieli hodowli w Dobrczu. Ostatecznie sąd wymierzył kary dużo niższe, ale bez warunkowego zawieszenia
Prokurator żądał trzech lat pozbawienia wolności dla byłych właścicieli hodowli w Dobrczu. Ostatecznie sąd wymierzył kary dużo niższe, ale bez warunkowego zawieszenia Maciej Czerniak
Kara bezwzględnego pozbawienia wolności zapadła w bydgoskim sądzie wobec osób kierujących hodowlą psów rasowych, która została zlikwidowana w 2017 roku. Wyrok jest prawomocny.

W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy 19 kwietnia w procesie apelacyjnym skazano Izabelę C.-G. i jej byłego męża Romana G. na bezwzględną karę pozbawienia wolności. Wyrok w przypadku oskarżonej to 1,5 roku więzienia, a Roman G. ma spędzić za kratami ponad rok. Orzeczenie sądu kończy sprawę, która swój początek miała w 2017 roku, kiedy do hodowli psów w Dobrczu weszli działacze Stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt.

Zobacz wideo Pogotowia dla Zwierząt na temat wyroku dla pseudohodowców z Dobrcza

To Cię może też zainteresować

- Oboje przez 7 lat nie mogą prowadzić działalności związanej z hodowlą zwierząt i nie mogą posiadać zwierząt. Sąd orzekł także przepadek 170 odebranych zwierząt i nawiązkę 40 tys. zł. na cel związany z ochroną zwierząt - mówi Grzegorz Bielawski z "Pogotowia dla Zwierząt". - To nie była hodowla, tylko wylęgarnia psów.

Przypomnijmy, że jesienią 2020 roku sąd rejonowy wyrokiem w pierwszej instancji skazał Izabelę C.-G. na rok pozbawienia wolności, a jej byłego męża na 8 miesięcy kary więzienia. Na poczet wykonania kar zaliczono oskarżonym czas, jaki spędzili w areszcie śledczym. Poza tym mieli zapłacić 20 tys. zł zadośćuczynienia i zostali objęci pięcioletnim zakazem prowadzenia hodowli psów. Sąd uznał, że kilkaset zwierząt na posesji w Dobrczu było trzymanych w nieludzkich warunkach, ale uniewinnił oskarżonych od zarzutów oszustw na rzecz klientów, którzy kupowali od nich psy.

W procesie z apelacji prokurator żądał kary trzech lat pozbawienia wolności wobec byłego małżeństwa hodowców odpowiadających za nieludzkie traktowanie zwierząt.

Psy brodziły w odchodach

Hodowla zwierząt w Dobrczu została zlikwidowana na początku lutego 2017 roku. Psy i koty mieszkały w skrzyniach i klatkach. Miesiącami nie wychodziły na dwór. 170 zwierząt żyło w ciemnościach. Brodziły w odchodach.

Izabela i Roman G. zostali wtedy aresztowani. Przepisy, które obowiązują od 2012 roku, zakazują rozmnażania zwierząt w celach handlowych z wyjątkiem zarejestrowanych hodowli. W efekcie powstało mnóstwo stowarzyszeń, których nikt nie nadzoruje. Właśnie w takim działali właściciele zwierząt z hodowli w Dobrczu.

Była to największa zlikwidowana hodowla psów rasowych w Polsce, jaką do tej pory udało się odkryć. Nikt wcześniej nie odebrał bowiem z jednego miejsca aż 170 czworonogów.

G. hodowali buldożki francuskie, yorki, maltańczyki, owczarki border collie, bulteriery, shih tzu oraz koty norweskie. Małżeństwo G. zamieszczało ogłoszenia o sprzedaży zwierząt w internecie. Większość z nich wymagała pilnej pomocy weterynaryjnej.

Klienci, którzy przyjeżdżali na miejsce, nie mieli dostępu do miejsca, w którym przebywały wszystkie zwierzęta. Przynoszono im tylko zamówione psy i koty, przygotowane do sprzedaży.

- Zapewniano klientów, że zwierzęta są w dobrej kondycji, podczas gdy po kilku dniach, tygodniach zwierzęta te chorowały, padały - mówił prokurator Adam Lis z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ.

W procesie zeznawało kilkudziesięciu klientów hodowców, którzy przyjeżdżali do Dobrcza po psy z różnych części Polski.

Izabela C.-G. nie przyznawała się do winy. Kiedy na początku procesu w pierwszej instancji była pytana przez sędzię Joannę Jucewicz, czy czuje się winna, oskarżona odparła przecząco. Wygłosiła wtedy jednak oświadczenie.

- Starałam się robić wszystko co w mojej mocy, by zwierzęta były w jak najlepszym stanie - zaczęła kobieta. - W hodowli sprzedaż szła coraz gorzej. Mąż, kiedy zmarł jego ojciec, popadł w depresję, przestał mi pomagać przy hodowli, stał się smutny, załamał się. Było mi ciężko - kobieta swoje wyjaśnienia rozpoczęła od przedstawienia sytuacji z listopada 2016 roku.

Wtedy jeszcze ani ona sama, ani jej mąż nie wiedzieli, że staną przed sądem.

Obrońcy oskarżonych żądali uniewinnienia. Mecenas Szymon Domek podkreślał, że hodowla w Dobrczu w żaden sposób nie może być nazywana "pseudohodowlą". - To była hodowla działająca całkowicie legalnie, tak jak nakazuje to polskie prawo, więc o jego łamaniu nie może być mowy - stwierdził, uznając jednocześnie, że w ogóle wymiar kary proponowany przez oskarżycieli jest zbyt wysoki.

W toku procesu przesłuchano kilkudziesięciu świadków, w większości klientów oskarżonych. Zeznawał, np. Marcin K., który przyjechał do Dobrcza w 2016 roku, by kupić buldoga fancuskiego.

- Już na samym początku, kiedy przyjechaliśmy ze znajomymi na posesję, uderzył nas smród, fetor. Myślałem jednak, że to normalny zapach wsi, nie wiedziałem, iż może to oznaczać, że w hodowli dzieją się jakieś złe rzeczy - zeznawał świadek.

Szczeniak Marcina K. zaraz po przewiezieniu do nowego domu na Pomorzu, zaczął zachowywać się dziwnie. - Miał czarne kropki w uszach. Okazało się, że to świerzb. Zwymiotował żywymi robakami. W klinice weterynaryjnej stwierdzono u niego później zakażenie bakterią występującą w glebie i brudzie.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Materiał oryginalny: Jest wyrok w sprawie hodowli psów w Dobrczu. Właściciele idą do więzienia - Gazeta Pomorska

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kuba

Do kibla z drewna mini mini,i jedzenie z kibla jak oddadzą to z powrotem wepchną sobie w pysk szmaty z wyglądu tylko ludzkiego.Oby cierpieli na choroby przewlekłe i zdy.chali powoli oni.Decyzja tego sądu bez sensu.Coś ten cały skład źle myśli.Zero prawa normalnego!

d
do piachu

Ścierwa ludzkie ,zamknąć w klatce 2x2 i karmić odchodami ,oko za oko,ząb za ząb.

K
Krzysztof

Uniewinnienie od oszustw to błąd. Oszukiwali kupujących. Z resztą można się zgodzić. Ludzie kanalie.

S
Stasia Zołza
24 kwietnia, 16:19, Zenek m:

zamknąć te dwa ludzkie odpady w celi bez kibla i nie wypuszczać nawet na minutę przez cały wyrok!

A do tego dodać im tego ich papugę. Miałby okazję pisać jak to takim ludzkim odpadom dobrze się dzieje za kratkami.

Z
Zenek m

zamknąć te dwa ludzkie odpady w celi bez kibla i nie wypuszczać nawet na minutę przez cały wyrok!

B
Barley

Jeśli ktoś chce kupić rasowego, zdrowego zwierzaka, to lepiej pojechać do Czech. Większa kultura i dbałość o jakość hodowli. Z drugiej strony - polskie schroniska pełne są pięknych kundelków. Tylko brać. Oczywiście sprawę należy głęboko przemyśleć. Posiadanie zwierzaka nie może być jedynie chwilowym kaprysem, bo tylko nieszczęścia z tego się biorą.

Dodaj ogłoszenie