Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Karolina Wanda Olszowska: Wybory w Turcji nie będą wypaczone

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny
Khalil Hamra/Associated Press/East News
- Erdoğan na pewno nie dostanie 90 proc. głosów. Turcy bardzo szanują demokrację, a wybory traktują niezwykle poważnie - mówi dr Karolina Wanda Olszowska, historyk i turkolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz prezes Instytutu Badań nad Turcją.

Czy według pani Polacy zdają sobie sprawę ze znaczenia Turcji dla bezpieczeństwa Polski i Europy?

Wydaje mi się, że nie. Abstrahując od tego, że Turcja obecnie kojarzy się z kierunkiem wakacyjnym, to mówiąc całkiem serio, nasze relacje są u nas zupełnie niedoceniane pod względem geopolitycznym. Oczywiście w szkołach uczy się o całych wiekach wspólnej historii, ale głównie przez pryzmat prowadzonych wojen. Dlatego zapominamy, że po XVII wieku te relacje były znacznie bliższe.

A jak jest pod tym względem w Turcji?

My naprawdę mamy od dawna dobre relacje, więc Turcy odbierają Polskę i Polaków bardzo pozytywnie. Nasz wizerunek wynika np. dzięki wymianie studentów w ramach unijnego programu Erasmus. Co nie zmienia faktu, że czasami dalej nie rozumiemy wpływu polityki tureckiej na nasze bezpieczeństwo.

W takim razie proszę to wyjaśnić.

Turcja panuje nad przejściem między Morzem Czarnym i Morzem Śródziemnym. To ma kluczowe znaczenie także w czasie obecnej wojny, czyli w zawieraniu porozumień o handlu zbożowym. Bez Turcji tych umów by nie było. I teraz można docenić turecką kontrolę nad cieśninami Bosfor i Dardanele. Od zawarcia Konwencji w Montreux regulującej prawo morskie w tym regionie minął już prawie wiek. Obecnie widać, że ciągle ma to znaczenie.

Wydaje się, że często zapominamy też o znaczeniu Turcji w NATO.

Turcja jest niezwykle ważnym komponentem Sojuszu Północnoatlantyckiego i silnym partnerem dla innych państw. Polska także powinna z tego korzystać zwłaszcza jako jeden z krajów, który jest bezpośrednio zainteresowany osłabieniem nielegalnej imigracji do Europy. Musimy zrozumieć, że na dobrych relacjach z Turcją można zyskać. Z tym że najpierw trzeba przekonać Turków, że nasze bezpieczeństwo i nasza racja stanu są zbieżne z ich dążeniami. Oczywiście to nie jest jednowymiarowe i nie we wszystkim będziemy się zgadzać, ale warto te stosunki rozwijać.

W jaki sposób?

Polska mogłaby spróbować pokazać, że jest mediatorem w sprawie wejścia Szwecji, a wcześniej Finlandii, do NATO. Tak jak Turcja chce uczestniczyć w negocjacjach między Rosją i Ukrainą.

Można spotkać się z opiniami, że Turcja już z tej roli zrezygnowała.

Trzeba przyznać, że przez rok Turcji niczego nie udało się pod tym względem osiągnąć. Ale przynajmniej w wymiarze propagandowym Ankara na pewno będzie wskazywała na to, że jest tą stolicą, która deklaruje, że tym mediatorem może być. Zresztą świadczy o tym wspomniany handel zbożem. Turcja może coś zablokować, ale też na różne sprawy przymknąć oko. W ten sposób pokazuje, że jest poważnym graczem na arenie międzynarodowej - dla NATO, dla Unii Europejskiej i dla całego Zachodu. Przypominam, że Turcja pomagała Stanom Zjednoczonym w czasie wycofywania wojsk z Afganistanu. Amerykanie w tym regionie świata nie mają teraz silnej pozycji, ale mają sojusznika w postaci Turcji.

W niedzielę odbędą się wybory prezydenckie i parlamentarne. Co obecnie najbardziej wpływa na nastroje wśród obywateli Turcji?

Ludzie żyją inflacją i swoją osobistą sytuacją gospodarczą. Musimy pamiętać, że tam ceny w ciągu kilku lat poszły w górę o kilkaset procent. W tym roku parę razy podnoszono poziom najniższej pensji krajowej, ale ona w dalszym ciągu jest niższa niż inflacja. Spore problemy mają jednak np. urzędnicy niższego szczebla, którzy dostali jednorazową podwyżkę. I to są właśnie problemy Turków. Sporo mówi się także o tym, że tureccy emeryci są jednymi z najbiedniejszych na świecie, że wiele dzieci nie dojada, że mięso stało się dla nich towarem luksusowym i że ludzi nie stać czasami nawet na to, żeby w święta przemieścić się transportem publicznym do rodziny.

Temat lutowego trzęsienia ziemi, w którym zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, już zniknął?

Absolutnie nie. Wiele tysięcy osób musiało opuścić swoje ziemie, a pomoc publiczna była im przyznana tylko na jakiś czas. W ostatnim czasie nastąpiło zresztą zakończenie postu po pierwszym Ramadanie po tej katastrofie, więc ludzie przeżyli pierwsze święta bez bliskich i opłakiwali ich. Te tematy są bardzo żywe w społeczeństwie tureckim.

Zatem zasłabnięcie prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana podczas konferencji prasowej nie było tzw. gamechangerem jak przedstawiały to polskie media?

Nie. Zasłabł, mówi się, że miał grypę żołądkową. I tyle. Podobnie było z obrzuceniem kamieniami na jednym z wieców burmistrza Stambułu, który jest kandydatem na wiceprezydenta. Ludzie oczywiście są oburzeni, ale to nie jest coś, co nagle zmienia sytuację społeczną związaną z ogromną polaryzacją polityczną w Turcji.

Na jednym z ostatnich wieców Erdoğan nazywał swojego głównego kontrkandydata Kemala Kılıçdaroğlu „pijakiem” i „ochlapusem”.

Erdoğan bardzo mocno atakuje politycznych rywali za coś, co uważa za laickość. A Kılıçdaroğlu jest alewitą, co w tym kontekście jest bardzo ważne. Jest muzułmaninem, ale z odłamu zbliżonego z szyizmem. W Turcji powiedzenie z jakiego regionu się ktoś wywodzi, de facto oznacza deklarację kim się jest, w coś wierzy i do czego się dąży. Kılıçdaroğlu nie krytykuje też Kurdów, mówi że należy traktować ich jak braci. Opozycja stara się zjednać społeczeństwo i buduje pozytywny przekaz. Erdoğan stara się być bardziej agresywny i buduje kampanię na zasadzie walki. Można powiedzieć, że postawił na zderzenie wartości.

W jaki sposób Recep Tayyip Erdoğan zmieniał się na przestrzeni ostatnich dwóch dekad jako polityk - najpierw jako premier, a od 2014 roku jako prezydent?

Przede wszystkim jego partia, czyli Partia Sprawiedliwości i Rozwoju bardzo przyczyniła się do tego, że w Turcji polepszyły się warunki życia. Opieka medyczna jest znacznie lepsza niż kiedyś, zmniejszyła się korupcja. Jakość funkcjonowania najniższych warstw społecznych uległa ewidentnej poprawie. Na początku XX wieku jako premier Erdoğan rozmawiał otwarcie o przyjęciu do Unii Europejskiej, poszerzając wolność słowa, czy prawa obywatelskie. Natomiast po pierwszych dziesięciu latach na stanowisku szefa rzędu i późniejszym wyborem na prezydenta nastąpił odwrót od tej polityki. Miało to też związek z nieudanym zamachem stanu w 2016 roku. Władza się umocniła i opanowała kluczowe stanowiska w państwie. Koncepcja rządzenia po iluś latach się zmienia, co znamy z historii.

Przyjmując, że Erdoğan może przegrać wybory - jako kto wolałby zostać zapamiętany? W jednym z szeregu z Atatürkiem, czyli pierwszym prezydentem Republiki Turcji czy raczej Sulejmanem Wspaniałym - sułtanem Imperium Osmańskiego?

Zdecydowanie z Sulejmanem. On uwielbia te porównania i bardzo często odnosi się do dziedzictwa osmańskiego. Oczywiście był etap w działalności jego partii, gdy nawiązywał do działalności politycznej Kemala Atatürka. Sama zresztą podczas jednej z wizyt w Turcji byłam wraz z międzynarodową grupą gości na Gallipoli, czyli miejscu ważnych starć z okresu I wojny światowej i dostaliśmy wspomnienia oficera, w których nie pojawiło się słowo o Mustafie Kemalu, choć to właśnie dowództwo podczas tej kampanii przyniosło mu sławę. To wskazywało na ewidentny zwrot w kierunku pamięci historycznej osadzonej w przeszłości Imperium Osmańskiego i przede wszystkim dziedzictwa Sulejmana Wspaniałego znanego jako „Prawodawca”, a nie początków republiki z XX wieku - więcej mówiono nawet o puczu z 2016 roku. Skręt polityczny jest widoczny od dawna, jednak Erdoğan nie może sobie pozwolić na całkowite oderwanie od Atatürka, ponieważ jest on dla tego narodu niesamowicie ważną postacią.

Wybory w Turcji będą w pełni demokratyczne?

Na pewno nie będzie tam tak jak na Białorusi czy w Rosji. Erdoğan nie dostanie 90 proc. głosów. Turcy bardzo szanują demokrację, a wybory traktują niezwykle poważnie. Gdy opozycyjny kandydat Ekrem İmamoğlu wygrał wybory na burmistrza Stambułu różnicą kilku tysięcy głosów, które potem zdecydowano się powtarzać, to potem miał już kilkaset tysięcy przewagi. Turcy poszli zagłosować po to, żeby pokazać, że panuje demokracja. Dodam, że nawet w Polsce przy głosowaniu w ambasadzie tureckiej w Warszawie kolejki były takie, że trzeba było stać nie mniej niż 3 godziny. Teraz zresztą też są, bo w wyborach prezydenckich można już głosować. A ludzie przyjeżdżają z różnych miast.

Skąd zatem doniesienia o braku przejrzystości procesu wyborczego?

W wyborach, o których mówiłam, część kart wyborczych została wydrukowana z kropką. W momencie, gdy głos nie był oddany „odpowiednio”, można było go unieważnić z powodu obecności właśnie innego znaku niż wymagany. To może budzić obawy, że wybory nie będą w pełni transparentne. Jednak już nawet opozycja uspokoiła, że nie było tych kart dużo i żeby nie wzbudzać już teraz niepokojów. Natomiast nie możemy mówić o nieprawidłowościach na wielką skalę, chodzi raczej o setki niż miliony głosów. Na pewno będą kontrowersje, ale wynik nie będzie wypaczony.

od 7 lat
Wideo

Wyniki II tury wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Karolina Wanda Olszowska: Wybory w Turcji nie będą wypaczone - Portal i.pl

Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki