Kiedy ksiądz mówi Kościołowi do widzenia. Dlaczego tak się dzieje?

Anna Gronczewska
krzysztof Szymczak/archiwum Polskapress
W 2017 roku kapłaństwo porzuciło w Polsce 73 księży. Tak wynika z danych opublikowanych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. Od 2000 do 2017 roku sutannę w Polsce rzucało rocznie przeciętnie 56 księży diecezjalnych.

Ta historia wydarzyła się przed laty. Kazimierz był księdzem z ponad 10-letnim stażem, kiedy poznał Iwonę. Dobrze się im rozmawiało, z czasem zaprosił ją do kawiarni. Ona wiedziała, że jest księdzem. Przez kilka miesięcy ukrywali swój związek. Nagle okazało się, że Iwona jest w ciąży. Na Kazimierza spadło to jak grom z jasnego nieba. Postanowił jednak nie zostawiać Iwony i ich nienarodzonego jeszcze dziecka. Odszedł z kapłaństwa. Zamieszkali razem. Na świat przyszła ich córeczka Kasia. Kazimierz nie widział poza nią świata. Ale nie mógł też zapomnieć o kapłaństwie. Został księdzem polskokatolickim. W tym Kościele kapłani mogą mieć żony. Odprawiał msze św., a po nich wracał do swojej rodziny. Kasia miała 5 lat, gdy wyjechała z rodzicami na wakacje nad morze. Tu doszło do nieszczęścia. Wystarczyła chwila nieuwagi i dziewczynkę pochłonęły fale Bałtyku.

Kazimierz nie mógł pogodzić się z tym, co się stało. Bardzo pomogli mu wtedy koledzy, z którym uczył się w rzymskokatolickim seminarium. Kazimierz postanowił wrócić na łono Kościoła katolickiego. Procedury trwały długo, ale powrócił do kapłaństwa. Nie do diecezji, w której pracował. Skierowano go do pracy na zachodzie Polski. Z czasem został tam nawet proboszczem.

Każdy przypadek porzucenia kapłaństwa jest inny. Zwykle księża nie robią tego z dnia na dzień. Rozmawia z nimi biskup diecezjalny. Często zanim zdecydują się na ostateczny krok, idą na urlop. Na rok, dwa, a nawet trzy lata. Może być spowodowany problemami zdrowotnymi, ale czasem taki ksiądz potrzebuje czasu, by przemyśleć pewne sprawy. Nadchodzi kryzys powołania i musi sobie z tym poradzić. Bywa, że po urlopie powraca.

Jednak są i tacy, którzy proszą o przeniesienie do stanu świeckiego. Tak było w przypadku Tymoteusza Szydło. On też wziął najpierw urlop, a potem zdecydował, że odchodzi z kapłaństwa. Teraz na urlopie jest między innymi ks. Michał Misiak z archidiecezji łódzkiej. Arcybiskup Grzegorz Ryś, metropolita łódzki, udzielił mu go do wakacji. Ks. Misiak wyjechał do Tanzanii. Przebywa tam na misji prowadzonej przez Kościół Zielonoświątkowy.

Józef pochodził z religijnej rodziny z Wileńszczyzny. Był ministrantem, codziennie biegał na msze święte. Kiedy zdał maturę, postanowił wstąpić do zakonu jezuitów. Mimo że wybuchła wojna, nie zrezygnował ze swoich planów. Przyjął śluby zakonne, święcenia kapłańskie. Po wojnie jako repatriant razem z mamą przyjechał do Polski. Formalnie dalej był jezuitą, ale z czasem został księdzem diecezjalnym. Pracował w diecezji włocławskiej. Kiedyś przypadkiem spotkał Krysię, dziewczynę, którą przed laty poznał w Wilnie. Zainteresował się nią, bo pięknie śpiewała, on grał na skrzypcach. Krysia mieszkała z rodzicami w Łodzi. Miała 26 lat, była kilka lat młodsza od Józefa.

- Zakochałem się w niej, w jej głosie - zwierzał się potem Józef. - Nie mogłem przestać o niej myśleć, ale też wiedziałem, że bardzo chciałem być księdzem. Kochałem też Pana Boga.

Józefa dręczyły wyrzuty sumienia, ale coraz częściej spotykał się z Krysią. Kiedy okazało się, Krysia jest w ciąży, wiedział, że musi odejść z kapłaństwa. Był to przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Wzięli z Krysią ślub cywilny, urodził się im syn. Józef zaczął starać się w Watykanie o zwolnienie z celibatu. Takiego zwolnienia może udzielić tylko papież. Józef w końcu je uzyskał. Znów mógł przyjmować komunię świętą, a przede wszystkim wziąć ślub kościelny z Krysią. Udzielił im go w swojej prywatnej kaplicy biskup Michał Klepacz, ówczesny ordynariusz diecezji łódzkiej. Józef uczył muzyki w łódzkich szkołach, Krystyna też była nauczycielką.

Z danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że liczba księży diecezjalnych w Polsce, którzy zdecydowali się porzucić kapłaństwo, rośnie od 2009 roku. Średnio sutannę zrzuca 56 księży rocznie. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, współzałożyciel i prezes Fundacji im. Brata Alberta, twierdzi, że przyczyn odejść z kapłaństwa jest wiele.

- Kiedyś zupełnie inaczej wyglądało przygotowanie do kapłaństwa - twierdzi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. - Ja studiowałem w krakowskim seminarium w latach siedemdziesiątych. Wtedy wielu kleryków odbywało służbę wojskową. Po jej odbyciu część nie wracała do seminarium. To już był jeden z elementów selekcji. Poza tym w seminarium mieszkaliśmy w spartańskich warunkach, spaliśmy na piętrowych łóżkach. Były szykany ze strony władz, inwigilacja. Wyświęcani księża byli zahartowani.

Ks. Isakowicz-Zaleski zauważa, że w ostatnim czasie sutannę zrzucają najczęściej młodzi księża mający po kilka lat kapłaństwa.

- To bardzo niepokojące - mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. - Pojawia się pierwszy poważny problem i odchodzą. Moim zdaniem to nie sprawa celibatu, choć na pewno dla niektórych jest on problemem. Nie są przygotowani do zderzenia z rzeczywistością. Przez sześć lat są trzymani pod kloszem. Trafiają na parafie i stykają się z problemami. Zaczynają uczyć w szkole religii, co dziś jest bardzo trudne. Nie każdy ksiądz ma predyspozycje, by być nauczycielem. Przy pierwszych konfliktach młody ksiądz decyduje się odejść z kapłaństwa. Gdy kończyłem seminarium, wyświęcono ponad 50 księży. Z tego grona z kapłaństwa odeszło dwóch kolegów.

Jacek sutannę zrzucił w latach 80. Pochodzi z Łodzi. Miał bardzo religijną mamę. Bardzo chciała, by jej syn został księdzem. Miał kilkanaście lat, gdy posłała go do niższego seminarium ojców franciszkanów, ale do egzaminu dojrzałości przystąpił w świeckim liceum. Dalej jednak, przy wielkiej aprobacie mamy, chciał być księdzem. Wstąpił więc do paulinów. W końcu stwierdził, że chce być księdzem diecezjalnym. Starał się o przyjęcie do Wyższego Seminarium Duchownego diecezji łódzkiej, ale odmówiono mu. Wtedy próbował szczęścia w seminarium częstochowskim. Tam go przyjęto. Został wyświęcony na księdza, skierowano go do parafii znajdującej się niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego.

Grał pięknie na gitarze, ludzie go polubili. Ale najbardziej spodobał się jednej z parafianek. Postanowił więc odejść z kapłaństwa. Potem w miejscowym Urzędzie Stanu Cywilnego wziął ślub, co wywołało zgorszenie części tamtejszej społeczności. Jacek dalej chciał być jednak księdzem, więc przeszedł do Kościoła polskokatolickiego. Pracował najpierw w Polsce, dziś z rodziną mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Zdaniem ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego kiedyś była większa selekcja kandydatów do kapłaństwa. Miała miejsce przed święceniami.

Są jednak diecezje, jak na przykład archidiecezja łódzka, gdzie niedawno, już za czasów ks. abp. Grzegorza Rysia, wprowadzono tzw. rok propedeutyczny. Ma on przede wszystkim odpowiednio uformować kandydatów do kapłaństwa, zanim jeszcze rozpoczną naukę w seminarium.

- Bardo dobrym rozwiązaniem jest też seminarium 35 plus - twierdzi ks. Isakowicz-Zaleski. - Istniało w Krakowie, ale przeniesiono je do Łodzi. Teraz proces dojrzewania, podejmowania ważnych decyzji dotyczących życia wygląda u młodych ludzi inaczej niż kiedyś. Przed laty ktoś zdawał maturę, miał 19 lat i decydował, że pójdzie do seminarium. Dziś wielu młodych ludzi podejmuje taką decyzję po ukończeniu świeckich studiów.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski do seminarium wstąpił w 1975 roku, po maturze. Jego ojciec, człowiek głęboko wierzący, nauczyciel akademicki, zachęcał go, by wcześniej skończył studia świeckie. Dopiero potem miał podjąć dalsze decyzje co do swojej przyszłości.

- Nie posłuchałem taty - śmieje się dziś ks. Tadeusz. - Poszedłem do seminarium, ale trafiłem do wojska. Byłem tym zaskoczony. Po latach muszę jednak przyznać rację tacie. Zanim ktoś podejmie wybór i wstąpi do seminarium, powinien poznać życie. Podjąć inne studia, pracę i dopiero podejmować decyzję.

Dziś jest też znacznie trudniej być księdzem niż kiedyś. To ma też wpływa na decyzje o odejściu z kapłaństwa.

- Zmienia się pozycja społeczna księdza, są media, Kościół żyje od afery do afery - tłumaczy ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. - Niestety przez ostatnie 30 lat polski Kościół nie dokonał samooczyszczenia. W takim środowisku zawsze będą problemy. Od lat piszę o lustracji w Kościele. Nie rozwiązano tego problemu. Tak jak sprawy homolobby czy innych afer. Młodzi ludzie to widza, mają poczucie, że Kościół nie daje rady w tych sprawach. Jak sami mają potem problemy, to też często nie otrzymują pomocy. Odejścia księży z kapłaństwa są wypadkową wielu rzeczy.

Wielu księży uważa, że sześć lat studiów w seminarium to wystarczający czas, by poznać kandydata do kapłaństwa. Dużo zależy tu jednak od wychowawców pracujących z nimi w seminarium.

- Klerycy przed święceniami powinni być skierowani do pracy, na przykład jako katecheci - mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. - W diecezji katowickiej był kiedyś taki zwyczaj, że klerycy między trzecim a czwartym rokiem szli do pracy w fabryce czy kopalni. Był to bardzo dobry pomysł.

Kiedyś księża odchodzili z kapłaństwa cicho, w tajemnicy. W ubiegłym roku ks. Michał Macherzyński, proboszcz w parafii pw. Matki Bożej Królowej Aniołów w Tychach-Wilkowyjach, podczas Bożego Ciała ogłosił, że zrzuca sutannę. Wierni przyjęli to oklaskami.

- Myślę, że te głośne odejścia są rodzajem usprawiedliwienia, pokazania, że ja jestem dobry, a Kościół zły - twierdzi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. - Znam księży, którzy odeszli z kapłaństwa, nie robili z tego show, znaleźli sobie potem sensowne zajęcie. Prowadzę fundację i byli księża, zakonnicy, siostry zakonne angażują się w jej prace jako wolontariusze. Robią dalej coś dobrego, odnajdują się w innej pracy. Ale znam takich, którzy nie odnajdują się w nowej rzeczywistości.

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 85

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
23 lutego, 02:33, Gość:

–Gdyby natura chciała, żeby tam był przekop, to by był – oznajmiła w rozmowie z dziennikarzami wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska pytana o przekop Mierzei Wiślanej.

"Rozumiem że wszędzie chodzi piechotą. Gdyby natura chciała, to by jej dała koła" – czytamy w komentarzach internautów.

Poniżej 5 najgłupszych wypowiedzi Małgorzaty:

https://www.youtube.com/watch?v=rqKhxiVu0zs

Jakiś łoś chyba zasną na klawiaturze?

P
Petrus

Ciemność tylko widać.

I
Iza Kuna
23 lutego, 15:48, Danka:

Czy to księża zabili Roberta Wójtowicza?

To ten Robert Wójtowicz miał w końcu tą dziewczynę czy nie miał?

Czy ksiądz który reaguje podwyższonym tętnem przy pytaniach o homoseksualizm i jest podejrzany o zabicie Roberta jest jedyną osobą która wiedziala, że Robert "ma" dziewczynę? Czy ktoś mataczy jeszcze w ten sam sposób?

Amen.

D
Danka

Czy to księża zabili Roberta Wójtowicza?

m
mura

Teraz jak ks.Szydło, syn byłej Premier Beaty Szydło pokazał drogę wyjścia z kapłaństwa i wyzwolenia, inni pójdą w ślady aby naprawić błędy młodości albo ambicje mamusi.

G
Gość

cóż mafia traci swoich żołnierzy

G
Gość

teraz szansa dla dziewic konsekrowanych :-))))))))

G
Gość

teraz czarnuchy zaczną kombinacje z kapłaństwem kobiet i świeckich :-) oczywiście że tacy liberalni są

G
Gość

Znowu w Berlinie nie napisali nic nowego i kolejny raz odświeżacie ten temat?

Nieuki zas rane

G
Gość
22 lutego, 21:50, Ha, ha, ha:

ale śmieszne zdjęcie, brawo Dziennik Łódzki (Verlagsgruppe Passau)!

Volksdeutsche z DŁ chcieliby, żeby w Polsce było jak u nich i zamiast liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek, na ulicach leżeli w każdy piątek, salafici na swoich latających dywanikach:)

https://www.youtube.com/watch?v=oWlV-CMK4HU

23 lutego, 00:47, Gość:

up

23 lutego, 00:51, Trygław:

Katolickie procesje są tak samo śmiesznie wyglądające jak muzułmańskie.

A ty tak samo głupi jak sygnatariusze „Manifestu z Ventotene”:)

https://www.niedziela.pl/artykul/135052/nd/Neomarksizm-wiodaca-ideologia-UE

A
Angel

No to co to jest? Jest księdzem spotyka się z inną ona zachodzi w ciążę i dopiero ujawnia się to masakra.. Jyz nawet gazety legalnie piszą o tym jak by to było normalne to oni pracują nie dają rozgrzeszenia jak ktoś żyje bez ślubu a on sypia na prawo i lewo obrzydliwe to jak wie że już się zakochał czy coś to od razu odchodzę a nie ze zajdzie w ciążę a potem dziecko zginęlo to sobie wrócił do kapłaństwa i zostaw proboszczem. Porąbanane to... Chore..... Oni wszyscy chorzy są...

G
Gość

–Gdyby natura chciała, żeby tam był przekop, to by był – oznajmiła w rozmowie z dziennikarzami wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska pytana o przekop Mierzei Wiślanej.

"Rozumiem że wszędzie chodzi piechotą. Gdyby natura chciała, to by jej dała koła" – czytamy w komentarzach internautów.

Poniżej 5 najgłupszych wypowiedzi Małgorzaty:

https://www.youtube.com/watch?v=rqKhxiVu0zs

G
Gość

–Gdyby natura chciała, żeby tam był przekop, to by był – oznajmiła w rozmowie z dziennikarzami wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska pytana o przekop Mierzei Wiślanej.

"Rozumiem że wszędzie chodzi piechotą. Gdyby natura chciała, to by jej dała koła" – czytamy w komentarzach internautów.

Poniżej 5 najgłupszych wypowiedzi Małgorzaty:

https://www.youtube.com/watch?v=rqKhxiVu0zs

G
Gość

–Gdyby natura chciała, żeby tam był przekop, to by był – oznajmiła w rozmowie z dziennikarzami wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska pytana o przekop Mierzei Wiślanej.

"Rozumiem że wszędzie chodzi piechotą. Gdyby natura chciała, to by jej dała koła" – czytamy w komentarzach internautów.

Poniżej 5 najgłupszych wypowiedzi Małgorzaty:

https://www.youtube.com/watch?v=rqKhxiVu0zs

G
Gość

–Gdyby natura chciała, żeby tam był przekop, to by był – oznajmiła w rozmowie z dziennikarzami wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska pytana o przekop Mierzei Wiślanej.

"Rozumiem że wszędzie chodzi piechotą. Gdyby natura chciała, to by jej dała koła" – czytamy w komentarzach internautów.

Poniżej 5 najgłupszych wypowiedzi Małgorzaty:

https://www.youtube.com/watch?v=rqKhxiVu0zs

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3