Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Kiedy po łódzkich ulicach zaczęły jeździć tramwaje. 125 lat temu wyruszył pierwszy

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Tramwaje są dziś podstawą komunikacji miejskiej w Łodzi
Tramwaje są dziś podstawą komunikacji miejskiej w Łodzi Archiwum Dziennika Łódzkiego
125 lat na łódzkie ulice wyjechały tramwaje elektryczne. W Łodzi zaczęły kursować wcześniej niż w Warszawie. Pierwszy wyruszył na trasę 23 grudnia 1898 roku.

Kiedy po łódzkich ulicach zaczęły jeździć tramwaje

Łódź, koniec dziewiętnastego wieku. Ulicami dostojnie jeżdżą dorożki w których siedzą panie w długich sukniach i panowie w melonikach. Robotnicy pieszo pędzą rano do swych fabryk. Łodzianie, którzy odwiedzili Warszawę z podziwem opowiadają o kursujących tam tramwajach konnych. Nie przypuszczają, że już niedługo tramwaj pojedzie łódzkimi ulicami. Tyle, że nie będą ciągnąć go konie...Wojciech Źródlak łódzki historyk i wielki miłośnik tramwajów, opowiada że uruchomienie w Łodzi komunikacji tramwajowej nie było przypadkiem. Zadecydował o tym głównie biznes.

– Łódzcy fabrykanci dysponowali nadwyżkami kapitału, który chcieli zainwestować z zyskiem, większym niż dawała lokata bankowa - wyjaśnia Wojciech Źródlak. - Komunikacja tramwajowa mogła dać taki zysk. Po mieście jeździły dorożki, ale były drogie, a przez to niedostępne dla wielu łodzian. Potrzebna była komunikacja masowa.

Ale jeszcze wcześniej powstała idea uruchomienia tramwaju konnego. Ogłoszono nawet przetarg. Wygrało go dwóch przedsiębiorców z Warszawy. Jeden z nich był pochodzenia żydowskiego. To sprawiło, że przetarg został unieważniony.

– Według ówczesnego prawodawstwa rosyjskiego, wybitnie antysemickiego, nawet współwłaścicielem spółki nie mogła być osoba pochodzenia żydowskiego – mówi Wojciech Źródlak.

Tramwaje parowe?

Tymczasem budowa linii tramwajowych w Łodzi stawała się powoli koniecznością. Miasto się rozrastało, coraz więcej kłopotów sprawiało dostanie się z jednego jego końca na drugi. Człowiekiem, który poniósł największe zasługi dla uruchomienie w Łodzi tramwajów był fabrykant Juliusz Kunitzer, założyciel i współwłaściciele Widzewskiej Manufaktury, jednej z największych w mieście fabryk bawełnianych. To on skupił innych przemysłowców wokół idei uruchomienia w Łodzi komunikacji tramwajowej. Nie była to działalność charytatywna, ale bardzo dobry interes. Inwestycje w urządzenia komunalne, jak telefony, wodociągi, komunikacje były opłacalne.
Za uruchomienie w Łodzi linii tramwajowych przemawiały jeszcze względy gospodarcze. Działająca od 1865 roku kolei fabryczno - łódzka, z Koluszek do Łodzi była bardzo obciążona. Poza tym trzeba było rozwieść dostarczane nią towary. M.in dlatego pojawił się pomysł utworzenia łódzkiej kolei obwodowej. Jednak ta idea nie spotkała się przychylnym spojrzeniem władz carski. Wybudowanie takiej linii kolejowej stanowiłoby konkurencję dla kolei moskiewskiej.
Wtedy to grupa Kunitzera zaproponowało uruchomienia tramwajów, ale nie elektrycznych czy konnych. Tylko...parowych. Wagony miały ciągnąć parowozy, takie miejskie lokomotywy.
Tego pomysłu nie zrealizowano. Jednak przyspieszyło to pracę nad uruchomieniem komunikacji tramwajowej. W 1897 roku podpisano oficjalny akt koncesyjny na budowę sieci tramwajowej w Łodzi. Nie przewidywał on w jaki sposób miały być napędzane tramwaje. Rozważono m.in napęd pneumatyczny, na sprężone powietrze, który wymyślił polski inżynier Ludwik Mękarski. Myślano o napędzie gazowym i elektrycznym. Wybrano w końcu ten ostatni.

Wcześniej niż w Warszawie

Elektryczny tramwaj ruszył w Łodzi 23 grudnia 1898 roku.

– Był to pierwszy elektryczny tramwaj na terenie zaboru rosyjskiego, a Łódź stała się 10 miastem w cesarstwie rosyjskim, która miała ten najnowocześniejszy wówczas środek transportu miejskiego - zapewnia Wojciech Źródlak. – Łódź uzyskała też tramwaj elektryczny osiem lat wcześniej niż Warszawa.

Pierwszą zajezdnię tramwajową wybudowano przy dzisiejszej ul. Tramwajowej. Stamtąd wyruszał tramwaj. Na początku skręcał w lewo, w ul. Dzielną(dziś Narutowicza), dojeżdżał do ul. Piotrkowskiej. Tam skręcał w prawo i jechał do Nowego Rynku(Plac Wolności). Jedna z linii skręcała w lewo, w ul. Konstantynowską(dziś Legionów) i dojeżdżała do cmentarzy przy ul. Srebrzyńskiej. Druga skręcała w prawo. Wiodła ul. Anstadta do parku helenowskiego, ulubionego miejsca wypoczynku łódzkiej klasy średniej. Na południu miasta linia tramwajowa dochodziła pierwotnie do Placu Fabrycznego(dzisiejszy Plac Jana Pawła II). Z czasem przedłużono ją do Górnego Rynku.

Kolorowe linie

Początkowo linie tramwajowe oznaczano kolorami. Na tablicach umieszczano nazwę krańcówki do której tramwaj jechał. Potem te tablice miały różne kształty - koła, kwadraty, prostokątne. Dopiero w 1902 roku pojawiły się na nich cyfry. Pozostały kolory i kształty. Nawet Julian Tuwim pisał w „Kwiatach polskich”, że zieloną czwórką dojedzie się do zielonego Helenowa....

– Te tablice w różnych kształtach przetrwały do początku lat dwudziestych minionego wieku – mówił nam Wojciech Dębski, miłośnik łódzkich tramwajów.

Komunikacja tramwajowa w Łodzi cały czas się rozwijała. Do wybuchu pierwszej wojny światowej uruchomiono linię tramwajową na Widzew, która miała pętlę o okolicach dzisiejszej ul. Niciarnianej. Jeszcze przed pierwszą wojną zaczęto budować linię wiodącą ul.Milsza(dziś Kopernika). W ten sposób tramwajem można było dotrzeć do Dworca Kaliskiego.
Niestety czasów tych nie dożył Juliusz Kunitzer, jeden z ojców łódzkiej komunikacji tramwajowej. Zginął 30 września 1905 roku jadąc tramwajem. Zastrzelili go członkowie PPS Frakcja Rewolucyjna...

Tylko dla Niemców

Jak zaznacza Wojciech Źródlak tramwaje szybko zyskały wielką popularność, ale nie stały się tak masową formą komunikacji jak początkowo zakładano. Najbiedniejszych, robotników łódzkich fabryk nie stać było na bilet tramwajowy. Dalej do pracy docierali pieszo, nie raz idąc przez całe miasto.

– Tramwaje utrzymywała prywatna spółka, która musiała się utrzymać i zarabiać, a nie dostawała dotacji – wyjaśnia Wojciech Źródlak. – Dopiero podczas okupacji stała się ona masowa. Wprowadzono tzw. opłaty strefowe, bilety pracownicze. Podróż w jedną stronę kosztowała 10 fenigów.

Ale podczas drugiej wojny światowej Polacy nie mogli jeździć pierwszymi wagonami. Był on przeznaczony tylko dla Niemców. A gdy tramwaj był jednowagonowy to go przedzielano.W części przy motorniczym mogli jechać Niemcy, a w drugie tłoczyli się Polacy.
W okresie międzywojennym w Łodzi było około 15 linii tramwajowych. Do końca drugiej wojny światowej w mieście działały dwa przedsiębiorstwa tramwajowe. Kolej Elektryczna Łódzka zajmowała się łódzkimi tramwajami. Mocno broniła swej pozycji na rynku nie dopuszczając m.in do uruchomienia linii autobusowej. Od 1901 roku działały też Łódzkie Wąskotorowe Elektryczne Koleje Dojazdowe. Zajmowały się tramwajami podmiejskimi.

Zaczęło się od Pabianic

Pierwszą linię podmiejską uruchomiono w 1901 roku do Pabianic. Ale tramwaj nie wjeżdżał do miasta. Swoją krańcówkę miał przy ul. Kaplicznej, koło kościoła. Do centrum Pabianic wjechał dopiero w latach dwudziestych. Również w 1901 roku ruszyła linia tramwajowa do Zgierza. Jeszcze przed pierwszą wojną światowa miano ją przedłużyć do Ozorkowa, ale wybuch wojny odłożył realizację tych planów do początku lat dwudziestych.
Trzecia podmiejska linia tramwajowa połączyła w 1910 roku Łódź z Aleksandrowem Łódzkim. W tym samym roku można było dojechać tramwajem do Rudy Pabianickiej, a rok później do Konstantynowa. Na przełomie 1916 i 1917 roku ruszyła linia do Rzgowa i Tuszyna, a między 1929 i 1931 rokiem tramwaj zaczął jeździć do Lutomierska. Przy czym początkowo do Rzgowa czy Ozorkowa docierał tramwaj parowy. Potem także te linie zostały zelektryfikowane.
Jeszcze przed pierwszą wojną światową planowano pociągnięcie linii tramwajowej do Piotrkowa Trybunalskiego. Tam była bowiem stolica guberni w skład której wchodziła Łódź. Ale nic nie wyszło z tych planów. Podobnie jak z tych, by tramwajem dojeżdżać do Sieradza przez Łask i Zduńską Wolę.

Ale gdyby nie druga wojna światowa to pewnie powstała by linia tramwajowa do Brzezin – opowiada Wojciech Źródlak. – Zaczęto ją budować około 1940 roku, ale prace szybko wstrzymano. Po pierwszej wojnie światowej mówiono nawet o linii do Koluszkach, ale skończyło się w rezultacie na Brzezinach.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki