MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Konrad Piechocki: Wszyscy jesteście naszą wielką siłą

Konrad Piechocki, prezes Skry Bełchatów
Sylwia Dąbrowa
Wszyscy jesteście naszą siłą i wszystkich Was bardzo potrzebujemy - pisze w felietonie w "Dzienniku Łódzkim" prezes PGE Skry Bełchatów Konrad Piechocki.

- Chciałem trafić do Polski, bo tylko tutaj siatkarz może czuć się jak wielka gwiazda sportu - powiedział kiedyś w jednym z wywiadów Stephane Antiga, którego transfer do naszego klubu niemal równo dziesięć lat temu był dużym wydarzeniem w polskiej siatkówce. Kibice zawsze byli magnesem dla zawodników i nieśli ich do zwycięstwa.

Gdy w 2008 roku podejmowaliśmy w klubie decyzję, by starać się o organizację pierwszego Final Four Ligi Mistrzów, jego lokalizacja w Łodzi była czymś oczywistym. Tak samo było przez te wszystkie lata, gdy mieliśmy okazję gościć w Atlas Arenie, czy starym Pałacu Sportu. W Łodzi czujemy się jak w domu, nie zapominając oczywiście, że jesteśmy klubem z Bełchatowa. I z Bełchatowem jesteśmy nierozerwalnie związani, chociaż widzimy, choćby po tym, gdzie kupowane są bilety na nasze mecze, że jesteśmy klubem ponadregionalnym. Mamy kibiców z Bełchatowa, Łodzi, całego regionu łódzkiego, ale i całej Polski. Sporo fanów na nasze mecze przyjeżdża np. z Warszawy. Wszystkim Wam za to bardzo dziękuję i zawsze zapraszam na mecze PGE Skry.

Dwa i pół roku temu zdecydowaliśmy się na zorganizowanie meczu polskiej ligi w Atlas Arenie i właśnie w Łodzi podjęliśmy Asseco Resovię Rzeszów. Nikt chyba nie ma wątpliwości, jak wielki był to wtedy sukces - kibice wypełnili halę bijąc przy okazji rekord frekwencji na meczu PlusLigi, a nasz zespół wygrał pewnie 3:0. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby historia zechciała się powtórzyć w najbliższą niedzielę.

Nasza rywalizacja z rzeszowianami już zaczyna być nazywana „świętą wojną”. Nie ukrywam, że zawsze niecierpliwie czekam na te spotkania. Pomijając pierwsze lata, gdy wygrywaliśmy zdecydowanie, bilans meczów jest mniej więcej równy. Bo i poziom tych drużyn jest wyrównany.

Doping kibiców jest czymś, co oczywiście meczu nie wygra, ale potrafi w decydującym momencie popchnąć zawodników do przodu. Mam takie wspomnienie w głowie, z sezonu 2012/2013, gdy wpadliśmy na Asseco Resovię już w pierwszej rundzie play-off. Dwa wielkie zespoły, które zresztą rok wcześniej zmierzyły się w ligowym finale, teraz walczyły ze sobą o awans do półfinału. Potrzeba było pięciu meczów i tie-breaka w tym ostatnim, by to rozstrzygnąć. Czwartego seta ostatniego meczu w Rzeszowie wygraliśmy do piętnastu i czuliśmy, że to jest nasz dzień. Byliśmy o krok od zwycięstwa, tym bardziej, że rywale wydawali się kompletnie rozbici. I wtedy, w przerwie między setami, kibice Asseco Resovii w fenomenalny sposób podnieśli ich na duchu. Wyszliśmy na tie-breaka i znów była równa walka. Przegraliśmy 13:15.

W niedzielę w Atlas Arenie znów będą te same zespoły, znów będzie wielka stawka i znów będą tłumy kibiców. Tym razem na pewno w liczebnej przewadze będą nasi kibice. Pamiętajcie - wszyscy jesteście naszą siłą i wszystkim Was bardzo potrzebujemy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki