Łowcy burz z Łódzkiego

Jakub Jankowski
Dla jednych fascynujący, dla innych przerażający widok
Dla jednych fascynujący, dla innych przerażający widok Janusz Wojtowicz
O łowcach burz niejeden powie, że są szaleńcami. Dzień zaczynają od sprawdzenia na komputerze zdjęć satelitarnych, napływających mas powietrza, temperatury i prądów strumieniowych. To jak poranna kawa, która pobudza ich do działania. Wtedy próbują przewidzieć pogodę i zastanawiają się, gdzie mogą pojechać, żeby zobaczyć coś ciekawego na niebie.

Nie chodzi o piękne słońce na bezchmurnym niebie. To dla łowców burz największa nuda. Musi się coś dziać. Grzmieć, błyskać się, wiać, padać. Wtedy biorą kamerę, aparat i ruszają w drogę. Później do swojej kolekcji dołączają kolejne filmy i zdjęcia. Dopiero wówczas zastanawiają się, jak bardzo niebezpieczne jest ich hobby. Ale rozsądek przegrywa z pasją. Co więcej, w takich momentach już wiedzą, że jak tylko pogoda będzie sprzyjająca, to znaczy pochmurna, deszczowa, a na niebie będą pioruny, oni znów to zrobią.

- Zainteresowanie meteorologią zaczęło się już w przedszkolu. Prowadziliśmy kalendarz pogodowy. Codziennie trzeba było na tablicy narysować słońce czy chmurkę. Później dużo o tym czytałem, a przede wszystkim codziennie obserwowałem niebo. I dzisiaj - poza żoną oczywiście - burze to moja druga miłość - mówi Jarosław Turała, łowca burz ze Zgierza.

Łukasz Gorzelski, meteorolog amator z Piotrkowa Trybunalskiego, do dziś pamięta burzę z dzieciństwa.

- Strasznie się wtedy bałem. Mówiłem do taty, że będzie katastrofa, a on się ze mnie śmiał - wspomina Gorzelski. - Po pewnym czasie zacząłem oglądać filmy, czytać książki. Tak koszmary z dzieciństwa stały się moją pasją.

O chmurach, burzach, nawałnicach i tornadach potrafią opowiadać godzinami. Opisują swoje przygody z zapartym tchem. O tym, że każde hobby wciąga, nie trzeba nikogo przekonywać. Ale żeby na kilkadziesiąt godzin przed ślubem ruszać w trasę, aby kręcić i fotografować burze?

- Ślub miałem w sobotę, a w nocy z czwartku na piątek ruszyłem w trasę, żeby zrobić kilka zdjęć. Wyprawa się przedłużyła i nie pospałem tej nocy zbyt długo. Czy było warto? Jasne. Kolekcja jest większa, a ja znów zobaczyłem piękne wyładowania atmosferyczne - dodaje Turała.

Ale to jeszcze nic. Łukasz Gorzelski codziennie analizuje mapy satelitarne i przez to zdarza mu się spóźnić do pracy. Cały czas myśli o tym, żeby nagrać ciekawy film.

- Któregoś dnia w lipcu wróciłem z pracy o 15. Sprawdziłem szybko mapki i już wiedziałem, że będzie ciekawie. Złapałem aparat i do auta. To była jedna z piękniejszych wypraw. Cały czas grzmiało, błyskało, a ja to wszystko mam na zdjęciach. Była 2.30, kiedy ruszyłem w drogę powrotną. Już nawet nie jechałem do domu. W pracy miałem być o 3, więc od razu pojechałem do magazynu - opisuje swoją ostatnią przygodę Gorzelski.

Co ich najbardziej w tym pociąga? Turała odpowiada swoim ulubionym powiedzeniem. - Pogoda jest jak izba przyjęć, nigdy nie wiesz, co się wydarzy - mówi zgierzanin.

Najlepiej jest, gdy zjawiska atmosferyczne następują jedno po drugim. Najpierw jest burza, później ulewa, a na koniec nad niebem roztacza się kolorowa tęcza. - Można to nagrywać i nagrywać. Delektować się pięknem - opisuje Gorzelski.
Łowcy burz są samoukami. Nie mają skończonych studiów związanych ze swoją pasją. Dużo czytają i codziennie obserwują niebo. To im wystarczy, żeby przy przewidywaniu pogody mieć 90 proc. skuteczności!

- Oglądam zdjęcia satelitarne, sprawdzam temperaturę, ciśnienie, masy powietrza, prądy strumieniowe. Te dane można znaleźć na specjalnych stronach internetowych. I później trzeba wyciągnąć odpowiednie wnioski z tych liczb - wyjaśnia Gorzelski.

Najtrudniej jest przewidzieć tornada. - Kiedy chmura na niebie się obniża, są prądy zstępujące i zaczynają się rotacje, można się spodziewać, że nadchodzi tornado - mówi Gorzelski.

Hobby łowców burz nie jest tanie. Obowiązkowym wyposażeniem każdego łowcy burz jest niewielka stacja pogodowa. Składa się z przenośnego komputera, wiatromierza, a także mierników ciśnienia, wilgotności i temperatury. To kosztuje kilkaset złotych. Do tego dochodzi oczywiście aparat i kamera. Wiadomo, że to wydatki jednorazowe. A ile miesięcznie kosztuje bycie łowcą?

- W zasadzie wydaje się tylko na benzynę. Przeznaczam na nią około 500 zł w miesiącu. Ale nigdy nie kalkulowałem i nie przejmowałem się takimi wydatkami - mówi Turała.

Łowcy często igrają z losem. Turała i Gorzelski przyznają, że ocierali się o śmierć.

- Raz zdarzyło się, że w czasie burzy wyjąłem telefon i zacząłem dzwonić. Popełniłem podstawowy błąd, bo akurat stałem pod latarnią. Piorun w nią uderzył i złamał. Gdybym się o nią oparł, to byłby koniec. Nie przeżyłbym tego - opowiada Turała.

Opowieść Gorzelskiego szokuje jeszcze bardziej. - Grzmiało, błyskało, więc bez namysłu chwyciłem za aparat. Podjechałem pod największy wieżowiec w okolicy, żeby wejść na sam dach. Już na miejscu zorientowałem się, że padła mi bateria w aparacie. Wyciągnąłem telefon komórkowy i zacząłem robić zdjęcia. Pioruny uderzały w sąsiedni blok. Nagle serce zaczęło mi bić mocniej, włosy się zjeżyły, poczułem gęsią skórkę. Zrobiłem dosłownie sześć, siedem kroków i piorun uderzył w dach bloku, na którym stałem. Padłem. Mocno się bałem, czułem, że zginę. Zebrałem w sobie resztki sił i zszedłem z dachu. Później okazało się, że tuż obok miejsca, w którym stałem, była stacja przekaźnikowa internetu. Gdybym nie zrobił tych kilku kroków, byłoby po mnie - opowiada.

Województwo łódzkie jest jednym z najciekawszych miejsc w Polsce dla łowców burz.

- Burze, gradobicia i zaburzenia związane z wysoką temperaturą i ruchami pionowymi w powietrzu, prowadzącymi do powstania chmur burzowych, występują częściej w Polsce środkowej - mówi prof. Krzysztof Kożuchowski, klimatolog z Uniwersytetu Łódzkiego. - Dlaczego? Bo im dalej od wybrzeża, tym powietrze w ciągu dnia przy powierzchni ziemi bardziej się nagrzewa. Ponadto im dalej od morza, tym temperatura w ciągu dnia osiąga wyższe wartości.

To właśnie meteorolodzy hobbyści pierwsi poinformowali o prądach zstępujących, które nawiedziły woj. łódzkie w latach 2007 i 2008. - Błędnie nazywano to trąbami powietrznymi. Jeszcze trochę brakowało, żeby to były tornada. Po prostu wiatr był za słaby - wyjaśnia Gorzelski.

Niedawno Turała wpadł na pomysł, żeby założyć fundację, która miałaby pomagać osobom poszkodowanym podczas kataklizmów. Ponadto informowałaby o nadchodzącej pogodzie. - Czegoś takiego w Polsce nie ma. Jest wiele fundacji pomagających, ale żadna nie wspiera osób, które w czasie burz czy powodzi straciły dobytek swojego życia - mówi Turała. - Poszukuję osoby znającej się na prawie, która chciałaby wesprzeć moje działania.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie