Magda Zawadzka: "Czas się nie zatrzymał, ale trzymam go daleko od siebie"

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Anna Kaczmarz
Magda Zawadzka, Basia z „Pana Wołodyjowskiego” i „Przygód pana Michała” - ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza odwiedziła Łódź. Okazją był obchodzony rok laureata nagrody Nobla

Przyjechała pani do Łodzi, żeby spotkać się z widzami, czytelnikami pani książek i sympatykami Magdy Zawadzkiej w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Józefa Piłsudskiego. Lubi pani przyjeżdżać do naszego miasta?

Bardzo rzadko bywam w Łodzi. Nie mam tu rodziny ani innych powodów, by odwiedzać to miasto. Przyjeżdżam tu głównie wtedy, gdy jestem zapraszana na spotkania czy z czytelnikami, czy z publicznością. Kilka lat temu przyjechałam do Łodzi w wyjątkowych okolicznościach.

To znaczy?

W związku z wizytą w naszym kraju Claudii Cardinale, jednej z największych gwiazd nie tylko włoskiego, ale i światowego kina. Opiekowałam się nią podczas jej pobytu w Polsce. Byłam przedstawicielką polskich aktorów. Spędziłyśmy wtedy kilka bardzo miłych chwil w Łodzi. Było to w 2011 roku. Claudia Cardinalle wzięła udział w otwarciu festiwalu Philips Cinema Mundi.

Przy okazji tych łódzkich wizyt wracają chyba wspomnienia?

Wracają wspomnienia związane z czasami, gdy w tym mieście działała i była dużym, prężnym ośrodkiem kulturalnym łódzka Wytwórnia Filmów Fabularnych. Wspomina ją z wielkim rozrzewnieniem. Kręciło się w niej świetne filmy, panowała w niej świetna atmosfera. Do pracy w Łodzi jeździło się z wielką przyjemnością. I często spędzało się w tym mieście dłuższy czas.

Tym razem gości panią Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Józefa Piłsudskiego. Pretekstem tej wizyty jest trwający w cały kraju rok Henryka Sienkiewicza. Zaproszenie nie jest przypadkowe. Zagrała pani w filmie „Pan Wołodyjowski” i serialu „Przygody pana Michała”. Dla wielu widzów jest pani wciąż, choć lata upływają, niezapomnianym Hajduczkiem, czyli Basią z powieści Henryka Sienkiewicza. Widzowie pokochali panią za tę rolę...

Bardzo jestem im za to wdzięczna, że pamiętają rolę Basi, podobała się im. Dla mnie to też była ważna rola.

A lubi pani Henryka Sieniewicza, jego powieści?

Oczywiście nie żyłam w jego czasach i nie zdążyłam go poznać. Myślę jednak, że bardzo by mi się podobał. Z tego co wiem był wspaniałym dżentelmenem. Musiał mieć wielką klasę, a ja za ludźmi z klasą coraz bardziej tęsknię.

Brakuje takich osób?

Jest ich coraz mniej. Powiedziałabym nawet, że ich ubywa.

Czytaj dalej na następnej stronie

Pani też sięgnęła za pióro. Jest autorką aż trzech książek. W „Kiju w mrowisko” wspominała pani swoje dzieciństwo, młodość. Potem ukazała się się książka „Gustaw i ja”, w której opowiadała pani o miłości, życiu z Gustawem Holoubkiem. A ostatnio napisała pani książkę „Taka jestem i już”. Co sprawiło, że zdecydowała się sięgnąć po pióro?

Sięgnęłam po pióro, bo w jakimś sensie zostałam do tego zmobilizowana przez wydawnictwo „Marginesy”. Jest ono takim opiekunem wszystkiego co piszę. Namówili mnie, dopilnowali. Sama nie miałabym takiej siły, żeby napisać książkę. Pamiętajmy, że nie jestem pisarką. Jestem amatorką. Nie jest mi więc łatwo pisać.

A dobrze czuje się pani w tej roli?

Pisarki - amatorki tak. Książki spotkały się z dużym zainteresowaniem czytelników i to jest najważniejsze.

Jest pani bardzo zapracowaną kobietą. W miniony czwartek widzieli panią widzowie w Kutnie w spektaklu „Pan Jowialski”. Wystąpi pani też w Piotrkowie w sztuce „Gwiazda i ja”. Lubi się pani spotkać nie tylko z warszawską publicznością, ale też z tak zwanej prowincji?

Jeszcze milej jest wyjechać z Warszawy i spotkać się z publicznością w mniejszych miastach. W Warszawie jesteśmy na wyciągnięcie ręki. Ludzie są przyzwyczajeni, że mogą przyjść do teatru i zobaczyć nas na scenie. Przy czym nie używam słowa „prowincja”. Uważam bowiem, że prowincja to stan umysłu, a nie położenie geograficzne. Ludzie mieszkający poza Warszawą są bardzo serdeczni, kochani. Szanują nasze występy, cieszą się, że do nich przyjeżdżamy. Doceniają nas. Bardzo dobrze się nam tam gra.

Gdy się na panią patrzy to odnosi wrażenie, że czas się zatrzymał...

Jak miło mi to słyszeć. Czas się nie zatrzymał, ale ja go trzymam od siebie z daleka.

Jest na to jakiś sposób?

Wszystko płynie z środka. To co jest na twarzy, w ruchach, w postępowaniu, mówieniu wynika z serca, stanu umysłu. Gdy w środku jest źle to na zewnątrz też jest fatalnie, albo jeszcze gorzej.

Można powiedzieć, że jest pani szczęśliwą kobietą?

Szczęście jest czymś tak ulotnym, że wolałabym go nie dotykać. Niech żyje swoim własnym życiem, a ja sobie z niego spokojnie, z przyjemnością będę korzystać.

Czego pani życzyć?

Marzę tylko bym była zdrowa, by zdrowi byli wszyscy ci, których kocham...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie