MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Mateusz Dróżdż, prezes Cracovii: Chciałbym powiedzieć, że sukcesy sportowe pozwolą mi zapisać się w historii klubu

Jacek Żukowski
Jacek Żukowski
Mateusz Dróżdż, prezes Cracovii
Mateusz Dróżdż, prezes Cracovii Anna Kaczmarz
Prawie dwa miesiące pracuje w Cracovii jej prezes Mateusz Dróżdż. Podjął już wiele decyzji budujących klub od nowa. Przed nim sporo kluczowych spraw i wyzwań. W obszernym wywiadzie pytamy go (niemal) o wszystko: przyszłość, przeszłość, rozwój, plan, piłkę, hokej. Czym jest "syndrom lubiński" i czym Cracovia wyróżnia się wśród polskich klubów? Zapraszamy do lektury.

Podczas pierwszej konferencji w klubie stwierdził pan, że chciałby, by Cracovia była bardziej profesjonalna. Czy to oznacza, że Cracovia była nieprofesjonalna przez poprzednie lata?
Nie, była inaczej zarządzana. Słowa, że „była nieprofesjonalna” to zbyt duże uproszczenie, nie były przyjęte pewne schematy działania. Przechodzimy na profesjonalizm, rozumiany jako praca systemowa, podporządkowana pod wiele osób w klubie.

Patrząc na erę prof. Janusza Filipiaka klub mimo wszystko funkcjonował mimo że nie miał takiej organizacji, jaką pan chce wprowadzić.
Bardziej chodzi mi o profesjonalizm w innej formie zarządzania klubem, na wzór Legii, Lecha itp. To, co zrobił prof. Filipiak dla Cracovii nie podlega najmniejsze dyskusji, ale klub, z szacunkiem dla dotychczasowych osiągnięć, przyjął nową formę zarządzania, typową dla podmiotów sportowych.

Proszę się nie obrazić, ale pańskie słowa zostały odebrane, że przychodzi pan do klubu „kukułka”, a nie do takiego z tradycjami i że pan trochę deprecjonuje poprzednika.
Na pewno jest innych schemat działania i pewne rzeczy zrealizowałbym inaczej niż zarząd. Chciałbym z tego klubu wyciągnąć więcej. Chodzi tylko o to.

Mówił pan o czterech filarach, stworzeniu czterech departamentów: skautingu, analiz, wsparcia technicznego i przygotowania fizycznego. Na jakim etapie jest ich tworzenie?
Schemat jest przyjęty, mamy wszystko uzupełnione osobowo, oprócz działu sportu, bo większość osób kandydujących do niego pracuje w innych klubach. Może będziemy czekać do końca czerwca.

Jak wygląda sprawa zatrudnienia dyrektora sportowego?
Są utworzone działy analiz, skautingu, organizacyjny, będzie jeszcze medyczny. Patrzymy na to, czy osoba dyrektora sportowego do nas dołączy, bo będzie dyrektor techniczny, dyrektor skautingu i dyrektor analizy. Trzeba się przyjrzeć, czy osoba dyrektora sportowego jest niezbędna? Każdy by powiedział, że tak, że będzie to osoba, która weźmie odpowiedzialność pod swoim nazwiskiem. Ale nie do końca o to chodzi. Decyzja o tym, czy będzie dyrektor sportowy, zostanie podjęta w maju.

Gdyby go nie było, to pan będzie pełnił tę rolę?
Nigdy nie będę podejmował decyzji co do przydatności zawodnika pod względem sportowym. Teraz też się to tak nie odbywa. O transferach decyduje sztab trenerski i Filip Trubalski (koordynator pionu sportowego - red.), a ja patrzę na finanse. Dojdą dwie osoby – dyrektorzy skautingu i analizy. I wtedy będziemy mogli odpowiedzieć na pytanie, czy osoba dyrektora sportowego jest potrzebna.

Pan podejmuje finalną decyzję, a kto ma przeprowadzać negocjacje?
Robi to w dużej mierze Filip Trubalski wraz ze mną, ale jak przyjdą kolejne osoby to one będą to wykonywać. Większość czynności operacyjnych wykonuje Filip, a ja pomagam.

Czyli to Filip Trubalski jest nieformalnym dyrektorem?
Zajmuje się kwestiami formalno-administracyjnymi, rozmowami i można określić, że jest quasi dyrektorem technicznym.

Stawia pan na profesjonalizację, kluby mają jednak dyrektorów sportowych…
Mają, w większości przypadków, ale nie mają dyrektora technicznego czy dyrektora analizy. Musimy zobaczyć, jak to będzie funkcjonować i na tej podstawie podejmiemy ostateczną decyzję.

Niewykluczone, że Cracovia zostanie bez dyrektora sportowego?
Na pewno w przyszłości chciałbym, by taka osoba była. Na sto procent, ale przy tworzeniu działów powiemy sobie, jak ma być. Prezesi biorą dyrektora, by ktoś wziął odpowiedzialność na siebie. Ja nie boję się odpowiedzialności.

Przed poważnym transferem obserwuje się zawodnika, jeździ na mecze. Filip Trubalski jest przy pierwszej drużynie, kto więc pojedzie obserwować danego zawodnika?
Obserwacja jest wykonywana. Mamy skautów, czterech, których zatrudniliśmy do czerwca, a potem już dyrektor skautingu będzie podejmował decyzje, czy chce z nimi dalej współpracować. Filip też jeździ na obserwacje. Jest osoba w sztabie, która odpowiada za analizę skautingu, a potem tę funkcję przejmie dyrektor.

Portal weszlo.com pisał o dyrektorze skautingu z Rakowa Częstochowa Jarosławie Gambalu, że ma przyjść do Cracovii. Potwierdza pan?
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Póki co Jarek jest zatrudniony w Rakowie.

Stwierdził pan, że w Cracovii jedna osoba zajmuje się kilkoma rzeczami i chciałby pan to uprościć, z drugiej strony pan stwierdził, że jest za dużo ludzi w klubie. Jak to pogodzić w takim razie?
Próbujemy to rozdzielić, są nowi pracownicy. Patrząc na listę pracowników przyznaję się, że nie zwróciłem uwagi na dwa aspekty – że Cracovia ma nieruchomości i sporo ludzi w sekcji hokeja. Po tym, jak poznałem klub nie mogę powiedzieć już, że tych ludzi jest za dużo. Cracovia jest chyba jedynym klubem w Polsce, który zarządza pięcioma nieruchomościami – stadionem, ośrodkiem w Rącznej, ośrodkiem przy ul. Wielickiej, lodowiskiem i pośrednio basenem.

Przejdźmy do strony sportowej – jak się panu podoba gra Cracovii?
Mogłoby być lepiej, ale nie ma tragedii. Jestem wymagający.

Jedna rzecz to gra, a druga zdobycz punktowa i z niej zapewne pan nie jest zadowolony.
Nie jestem, problem jest taki, że Cracovia zatraciła instynkt, że jest pewna wartość zawodników, a np. przy stanie 1:0 zaczyna się obawa o wynik. Jak w meczu z Koroną. I zaczyna się gra, która odpowiada rywalowi. A prosiłoby się, żeby zakończyć mecz pewną wygraną. Musimy przestać przyjmować regułę, i to w każdym dziale, że pewne rzeczy zawsze się zdarzały Cracovii. Jest nowe rozdanie. Jest jakość zawodników. Z radą drużyny rozmawiałem na ten temat i zawsze z mojej strony padało zdanie: czego się boicie? Przecież jesteście reprezentantami, macie jakość. Liczba punktów jest nieadekwatna do jakości drużyny.

Rzeczywistości nie oszukamy, jest jaka jest. Boi się pan, że to będzie taka walka o utrzymanie na noże, do końca sezonu?
Nie boję się, ale jestem też na to przygotowany. Ważne jest to, by utrzymać się jak najszybciej, ale terminowo to się przesuwa. Jak przychodziłem, to spodziewałem się, że taka sytuacja może mieć miejsce. Teraz mamy bardzo ważny mecz z Widzewem.

Po przyjściu mówił pan, że ma pełne zaufanie do trenera Zielińskiego. Po wiosennych wynikach to się nie zmienia?
Mam pełne zaufanie. Jest trenerem, rozmawiamy o pewnych kwestiach, dlaczego to wygląda tak, a nie inaczej. Każdy pracownik ma moje pełne zaufanie, nic się tu nie zmienia.

W sporcie sytuacja jest dynamiczna. W razie ewentualnej porażki z Widzewem to zaufanie będzie na tym samym poziomie?
Chciałbym, by było na tym samym poziomie. Zmiany na tym stanowisku to coś, co nie jest fajne, nie chciałbym tego robić. Trener ma pełne moje zaufanie. Nie przyjmuję innego wyniku niż zwycięstwo z Widzewem.

To jest sport, gdy się nie powiedzie, to co wtedy?
Trener Zieliński ma umowę z Cracovią i ma ją wypełnić do końca sezonu, zgodnie z tym co sobie założyliśmy przed rundą. To jest cel, który wszyscy sobie postawiliśmy.

Umowa się kończy w czerwcu. Jakie są dalsze perspektywy?
Analiza będzie dokonana w maju i zostaną podjęte decyzje. Jeśli uznamy, że są możliwości, by podjąć rozmowy o przedłużeniu umowy, to taka dyskusja będzie miała miejsce.

Kto będzie dokonywał analizy?
Cały pion sportowy – oprócz mnie, także dyrektor analizy, bo w tym momencie już będzie, usiądziemy też z trenerem. Ma określone punkty, które powinien spełnić. Analiza rozwoju zawodników zostanie dokonana przez pion sportowy, przy udziale dyrektora akademii, np. co do młodych zawodników. A analiza z punktu widzenia prezesa klubu jest prosta – jak najszybsze utrzymanie, rozwój zawodników i gra młodych. To trzy punkty, które trener musi spełnić.

Oprócz tego, że kończy się kontrakt trenerowi, to wygasają umowy siedmiu zawodników. Podjęliście już rozmowy, czy pan już wie, kto zostanie, a kto odejdzie?
Są rozmowy z różnymi zawodnikami, większość z nich nie jest łatwa. Rozglądamy się też za innymi piłkarzami na przyszły sezon, jesteśmy po wstępnych rozmowach z dwoma zawodnikami, z którymi moglibyśmy podpisać umowy w czerwcu. Działa to w dwie strony, chcemy też się zabezpieczyć.

Jest szansa, że ktoś z tej siódemki zostanie?
Tak, jest.

Niektórych piłkarzy raczej wiosną pan nie zobaczy w grze. Będzie pan musiał podejmować decyzje na podstawie ich gry w przeszłości.
Czekamy na wyniki Hebo Rasmussena, oby były jak najlepsze. Jest na tyle ważnym elementem Cracovii, że usiądziemy do rozmów. Już wstępne są, ale musi być wszystko dobrze jeśli chodzi o kwestie medyczne.

Jak pojawi się oferta zagraniczna dla Kakabadze, to raczej ciężko będzie panu ją przebić.
Tak i z tego trzeba sobie zdawać sprawę. Rozmawiamy z nim, były oferty skierowane do niego, wiem, że ma określoną jakość.

Jablonsky’ego prawdopodobnie też pan nie zobaczy na boisku.
Rozmawiałem z nim, to też kwestia medyczna. Pamiętajmy też o założeniach, które sobie przyjmujemy odnośnie wieku zawodnika, ale nikogo nie skreślamy.

Michał Rakoczy to w tej chwili najbardziej łakomy kąsek dla innych klubów?
Myślę, że tak, obserwują go inne kluby. Z Michałem bardzo często rozmawiam. To naprawdę dojrzały chłopak. Może to nie jest dla niego wymarzony początek tego roku, ale mam nadzieję, że zaskoczy i da określoną jakość, bo ją ma. Ważne, by pewnych rzeczy nie analizował dogłębnie, a był tym Michałem Rakoczym, jakiego go znamy. Jestem pewny, że tak niedługo będzie.

Czy to piłkarz o największym potencjale sprzedażowym?
Nie, w akademii są osoby, które jakość sprzedażową, może nie umiejętności, mają. Mam tam kilka milionów euro.

Mówił pan, że jest tam jeden taki zawodnik.
Nawet nie jeden.

Nie mówi pan o nazwiskach, by ci chłopcy nie „odlecieli”?
Chodzę na mecze U-19, U-17, planuję na U-15. Jest nie jeden zawodnik, który jest wart miliony euro.

Zanosi się latem na solidną przebudowę, gdy odejdzie sześciu czy siedmiu piłkarzy. Pan określa siebie jako prezesa, który liczy każdą złotówkę. Albo się płaci i ma się dobrych zawodników, albo się nie płaci i raczej ma się słabą drużynę.
Poprzez działania skautingu nie jest powiedziane, że nie można ściągnąć jeszcze lepszych zawodników. Zdaję sobie sprawę, że Cracovia musi czasami płacić, jak w innych klubach, ale za określoną jakość, a nie za uzupełnienia.

Nie będzie pan miał oporów, gdy będzie dobry zawodnik i trzeba będzie za niego zapłacić, ale będzie miał jakość?
Oczywiście, że nie będę miał oporów. Jest pewna struktura szatni, mogę za najlepszych zawodników płacić wysokie pieniądze. Czasami trzeba się do tego dostosować, co nie znaczy, że trzeba szaleć.

Z drugiej strony robienie kominów płacowych nie jest zdrowe dla reszty zespołu.
Tak, patrząc na kluby, w których pracowałem, to solidna polityka w przedmiocie wynagrodzeń przynosiła efekty. Co nie znaczy, że Cracovia będzie teraz płacić na poziomie, z całym szacunkiem, bo jest wyżej w tabeli, Stali Mielec. To też jest sygnał do tego, że coś nie funkcjonuje tak, jak powinno, ale zdaję sobie sprawę z tego, chociażby z tego, w jakim mieście funkcjonujemy i jakie są ceny mieszkań czy domów, Cracovia będzie płacić zapewne więcej niż część ligi, co nie oznacza, że będzie szaleć.

Jak będzie na rynku zawodnik, o którego stara się Legia, Lech to nie będziecie w stanie przebić oferty.
Ale zawsze tak było. Kto może w Polsce przebić Legię, czy Lecha? Musi być określona wizja rozwoju dla zawodnika. Możemy przekonywać infrastrukturą, fajnym miastem.

Przywołana tu Stal nie jest topem polskiej ligi, nie jest w mieście, które zachęca, a potrafi budować drużynę i wyszukiwać takie perełki jak np. Szkurin czy Hamulić.
Ma współpracę z jednym menedżerem, który wyszukuje jej napastników. To dobry przykład na to, że jeżeli skauting będzie miał określoną ścieżkę, a będzie miał to dlaczego tego nie robić? Tu jest Akademia i możemy krok po kroku wszystko wprowadzać.
Możemy zredukować pewne koszty Cracovii tak, by znaleźć pieniądze na zawodników jakościowych.

Był tu dyrektor Stefan Majewski, który przez ostatni czas zajmował się transferami, gros z nich było dobrych. Dlaczego rozstaliście się z nim?
Jest inna struktura pracy. Dyrektor sportowy, który ma duże nazwisko i ma brać odpowiedzialność przy takiej strukturze podzielenia pionu sportowego nie do końca odpowiada koncepcji, stąd te wątpliwości co do dyrektora. Nie było zarzutów co do pracy Stefana Majewskiego, ale podkreślę jedną rzecz – wszyscy mówią, że to były transfery dyrektora Majewskiego. Nie, to były transfery grupy osób łącznie z trenerem, Filipem Trubalskim. Praca była wykonywana gremialnie. To nowy model funkcjonowania klubu, skautingu, pionu sportowego, stąd taka decyzja.

Przyjmując pańską argumentację zastanawiam się nad jedną kwestią – zawsze jest potrzeba oceny zespołu. Kto to ma robić wraz z panem? Pan nie był ani piłkarzem, ani trenerem, zna się pan na zarządzaniu. Przecież Filip Trubalski nie będzie oceniał sam siebie.
Dlatego powstaje dział analiz. Nie chodzi o to, że trener ma sam siebie oceniać, ale powinien na zebraniu pionu sportowego przedstawiać swoje zdanie. Pion sportowy składa się w tej chwili z Filipa, Jakuba Popielarza, dyrektora Akademii, ze mnie i trenera. Dojdą jeszcze dwie osoby – szef działu analiz i szef skautingu. Muszę mieć kontrolę nad finansami, dlatego mocno integruję w tę sferę. Jeśli to uporządkuję, to wcale nie jest powiedziane, że nie powiem, że jest potrzebny dyrektor sportowy.

W tym momencie są cztery osoby oceniające, z czego dwie zaangażowane w ocenianie siebie – trener i zastępca dyrektora sportowego…
Co innego jest ocena transferów, a co innego ocena tego, jak drużyna wygląda na boisku. Jak popatrzymy na ostatnie transfery to Sokołowski wygląda na plus, Bitri też, Olafsson po pierwszym meczu też, Maigaard wygląda jeszcze tak nie do końca, ale na treningach jest bardzo dobry. Skoro trafia się w transfery, to gdzie ta jakość się rozchodzi? Nie można powiedzieć, że nie trafiliśmy, każdy daje jakość, ale za szybko jeszcze na podsumowania.

Bitri jest wypożyczony, czy Cracovia ma prawo pierwokupu?
To są właśnie schematy, które chciałem przyjąć w klubie – przy każdym wypożyczeniu mamy opcję wykupu. To zmiana schematu myślenia. Cracovia nie będzie ściągać zawodników bez możliwości wykupienia, chcemy to rozwijać długoterminowo.

W sobotę mecz z Widzewem, dla pana bardzo sentymentalny zapewne. Czy z perspektywy kilku miesięcy jak pan ocenia odwołanie z funkcji prezesa Widzewa? Czy to był dla pana bardzo bolesny cios, czy pan jako człowiek od finansów musi się z tym liczyć?
Muszę się liczyć, ale nie będę ukrywał, że było to bolesne patrząc na zespół, który tam tworzyliśmy. Odejście było jakie było, w sensie relacji z Tomaszem Stamirowskim (właściciel), Remigiuszem Brzezińskim (członek rady nadzorczej Widzewa). Jak stanęła kwestia mojego absolutorium to powiedziano mi wprost, że jak przyjdę na walne zgromadzenie to tego absolutorium nie dostanę. Po tym, ile człowiek zostawił tam serca i pracy i widzę jak te schematy wypracowane działają, to rzeczywiście jest…

Żal?
Może nie żal, ale uświadamiam sobie, ile zrobiłem dla tego klubu, a przez zachowanie paru osób odejście rzeczywiście było głośne. Widzew zawsze będzie dla mnie klubem szczególnym, tak samo jak ludzie, z którymi pracowałem. Nie mogę się doczekać ich przyjazdu w sobotę. Część z nich wybiera się na mecz, ale też specjalnie do byłego prezesa.

Złamał pan trochę ład korporacyjny wychodząc przed szereg, publikując oświadczenie na Twitterze (obecnie platforma X).
Nie do końca. To reguły komunikacji kryzysowej, wiadomo, jak ona jest ważna. Jeśli ktoś jest odwoływany z zarządu czy stanowisk kierowniczych, to klub musi być gotowy, by kreować komunikację kryzysową na zewnątrz. Szczerze? Nie wiedziałem, że taki komunikat nie wyszedł. Była późna godzina, prawie północ. Mój błąd był taki, że nie spojrzałem na klubową stronę, ale z drugiej strony było tak dużo wiadomości, które przychodziły do mnie i do mojej żony, że niemal byłem pewien, że komunikat jest opublikowany. Były jasne reguły komunikacji w takich sytuacjach i ci co mnie odwołali, powinni ją zastosować.

Pospieszył się pan jednak, bez sprawdzania…
Może to był błąd, ale odwołano mnie z funkcji prezesa zarządu i ci, którzy to przejmują, powinni mieć gotowy komunikat w zakresie zwolnienia. Z tego co wiem, taki komunikat, w porozumieniu z aktualnym prezesem Widzewa, był podczas rady nadzorczej przygotowywany.

Nie było więc to rozstanie w białych rękawiczkach, sam pan mówi o dość trudnych relacjach z właścicielem klubu. Jakie były pana relacje ze sztabem szkoleniowym, z trenerem Januszem Niedźwiedziem?
Rozstanie było spowodowane też rozmową właściciela z trenerem, nie ma co tego ukrywać, ale reakcja właściciela powinna być też taka – panowie, usiądźmy w trójkę, porozmawiajmy na temat problemów, jakie mamy i spróbujmy je rozwiązać.

Właściciel położył na szali pańską osobę oraz trenera i zdecydował, że woli zostawić trenera.
Tak, i to jest jego święte prawo. Tym bardziej, że ja mówiłem, że nie jestem w stanie w takiej atmosferze oraz przy takim braku wsparcia i zaufania funkcjonować dalej w klubie i prawdopodobnie w czerwcu 2023 r. skończyłoby się to moją rezygnacją. Mówię to wprost, nawet z żoną o tym rozmawiałem, że jestem na tyle zmęczony, że nie jestem w stanie dać temu klubowi więcej.

Z drugiej strony udzielił pan wsparcia trenerowi, mówiąc, że może przegrać wszystkie mecze, a i tak zostanie. To trochę koliduje z oceną właściciela.
Może się przestraszył. Trener Niedźwiedź po moim zwolnieniu miał rozmowy na temat przedłużenia umowy z Widzewem. Taka była decyzja właściciela, nic mi nie pozostało, jak się podporządkować. Z trenerem wyjaśniliśmy sobie pewne rzeczy, mamy kontakt, dzwonimy do siebie, relacje wróciły do normalnych. Ze wszystkimi pożegnałem się w sposób należyty: czy to z zawodnikami czy pracownikami.

Gdy w Cracovii zrobi się wakat trenerski, a trener Niedźwiedź będzie wolny, to będzie rozważał pan jego kandydaturę?
Jeżeli będzie vacat to będziemy rozważać różne kandydatury. Po to mamy dział analiz i skautingu, by wyszukać trenera, który będzie spełniał kryteria, które chcemy mieć w Cracovii. Jeśli będzie taka sytuacja, to będzie ona poparta analizą.

Za czasów Comarchu w Cracovii nie było trenera zagranicznego, czy to aksjomat?
Nie kieruje się tym, to ma być decyzja wspólna.

Szukacie sponsorów na nazwę stadionu, ośrodka w Rącznej, lodowiska?
Tak, mamy sporządzone oferty, są wysłane. Musimy w tej kwestii ruszyć. Zdaję sobie sprawę, że nie są to proste rozmowy. Może już niedługo będziemy przedstawiać pierwszych sponsorów. Nie chcę zdradzać, czy obiekty zyskają sponsorów, ale każdy jest mile widziany. Rozmowy się toczą w tym zakresie, nie są proste. Mamy nowy dział sprzedaży, pewne schematy przenosimy z Widzewa, bo tam to funkcjonowało fantastycznie, chcemy robić dywersyfikację przychodów.

Ile sponsor musiałby zapłacić, by być w nazwie stadionu?
Nie mogę tego zdradzić, bo to są tajemnice, gdybym to zdradził byłoby to niepoważne, bo toczą się rozmowy.

Sponsor na koszulkę, czy spodenki wchodzi w grę?
Tak, także na drużyny CLJ czy rezerw, która wróci. Chcemy przyciągnąć sponsorów skyboxów, poszczególnych meczów – to się dzieje.

Murawa na stadionie nie była wymieniana od 2017 r. Jest pan po rozmowach z miastem, jest szansa na to w lecie?
Rozmawiamy na ten temat, także w przedmiocie zmiany umowy dzierżawy. Jak się zakończą, to na pewno porozmawiamy o murawie.

Obecna umowa jest niekorzystna?
Nie, ona obowiązuje od dłuższego czasu, niektóre rzeczy powinny ulec zmianie, z obu stron.

Cracovia jest operatorem stadionu i płaci określoną kwotę co roku. To się nie zmieni?
Chodzi o aneksowanie umów i to się nie zmieni. Jakaś szansa na nowa murawę jest, ale za szybko mówić, że dojdziemy do porozumienia.

Pan w rozmowach z miastem używa argumentów, że na stadionie przy ul. Reymonta wymienia się murawę, robi remonty? To też obiekt miejski.
Nie, koncentruję się na nas. Jakość murawy nie jest najlepsza, grają tu dwie drużyny i wymaga ona po prostu wymiany. To duży koszt dla klubu.

Przyjmując optymistyczny scenariusz – zarówno Cracovia, jak i Puszcza utrzymują się w ekstraklasie, to w nowym sezonie niepołomiczanie będą nadal mieli możliwość gry na stadionie przy ul. Kałuży?
Chcemy pomóc, ale wstępnie ustaliliśmy, że Puszcza zostałaby tylko jedną rundę na stadionie Cracovii czyli jesienią.

Z czego to wynika?
Nie oszukujmy się, chcemy pomóc Puszczy, ale nie chodzi tylko o murawę. Dla Puszczy dobrym rozwiązaniem byłby powrót na swój stadion. Proszę nie rozumieć tego, że my niepołomiczan wypychamy. Widziałem się z władzami samorządowymi Niepołomic, ale murawa przy graniu dwóch zespołów jest problematyczna, miejsce Puszczy jest w Niepołomicach, tak jak np. miejsce Cracovii przy Kałuży czy Legii przy Łazienkowskiej.

Jaki jest pomysł na przyciągnięcie na stadion nowych kibiców? W Widzewie miał pan inną skalę, karnety wyprzedane przed rundą. W Cracovii tego nie ma.
Musimy nad tym pracować, nie jest tak, że uda się to zrealizować w ciągu trzech, czterech miesięcy. W czerwcu będzie kategoryzacja meczów, wyjdziemy z innymi ofertami, by przyciągnąć kibiców. Nie chodzi tylko o kampanie reklamowe. Ludzi przyciąga na stadion przede wszystkim wynik. Trochę widać już zmiany, chodzi o dzień meczowy. Mamy wielkiego przeciwnika, ale zdrowa rywalizacja nakręca.

Owszem, ale waszym plusem jest to, że to wy jesteście w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Tak jest, ale dla kibica mocno związanego z klubem nie ma to większego znaczenia jeśli proces trwa np. rok, dwa.

Są studenci, nie związani z Krakowem. Nowy człowiek mając do wyboru mecz ekstraklasy i I ligi wybierze raczej ten pierwszy.
Dokładnie tak, musimy celować w takich ludzi. Także w turystów, kropla drąży skałę. Chciałbym, by w przyszłym sezonie frekwencja była w okolicach 10 tys. ludzi. Przez to, że nasze wyniki nie są najlepsze i terminy sobotnie w południe i piątkowe o 18 nie są najlepsze. Rozmawiamy w kwestii transportu dla kibiców na stadion. Będą pewne projekty karnetowe od nowego sezonu.

To, że nie ma plakatów meczowych na mieście to znak czasów, że wszystko się przeniosło do Internetu?
Powinny być, ale samymi plakatami nie przyciągniemy ludzi na stadion. Największa reklama przechodzi na inne nośniki. Mamy badania dotyczącej wartości marketingowej klubu, chcemy jasno przedstawić je sponsorom i chcemy wiedzieć, kto przychodzi na stadion. Dane poddamy analizie i zobaczymy, gdzie mamy największe braki.

Widać, że wśród młodych ludzi.
Na meczu z ŁKS-em chcemy zrobić wielką akcję, przyciągnąć dzieci na stadion. Oddamy całą trybunę za bramką, po to, by narybek chodził na Cracovię. Każdy mecz będzie miał swoją historię.

Cracovia to nie tylko piłka nożna. Stwierdził pan, że sekcja hokejowa nie zostanie zlikwidowana. Jaki jest na nią pomysł?
Rozmawiamy z właścicielem, z Comarchem, potrzeba jeszcze trochę czasu. W pewnych aspektach hokej jest bardziej kosztowny niż piłka nożna. Na hokeju nie da się zarobić. Bardzo bym chciał, by hokej w Krakowie był znany z tego, że jest tu najlepsza młodzież w Polsce, która może stanowić o sile reprezentacji itd. Po rozmowach ze specjalistami szybko moje plany zostały zweryfikowane bo nie ma drużyn młodzieżowych we wszystkim regionach Polski. To rozmowa w szerszym gronie, jak ma wyglądać. Jeśli nie będzie transmisji telewizyjnych to będzie coraz ciężej o sponsorów.

Do tej pory było tak, że pan prof. Filipiak lubił hokej i mocno go dofinansowywał. Były sukcesy, widział, że znacznie mniejszym nakładem finansowym niż w piłce można zdobyć mistrzostwo Polski. Czy może pan uspokoić kibiców, że czasy mistrzowskiej Comarch Cracovii nie odeszły w przeszłość? Jesteście w stanie budować taką drużynę?
Nie dam zapewnienia, że w przyszłym roku Cracovia będzie grała o mistrzostwo. Hokej trzeba strukturalnie poukładać. Wysłucham kibiców, jestem umówiony z trenerem Rohaczkiem i po sezonie, porozmawiamy, jak to ma wyglądać oraz podejmiemy decyzje strategiczne. Na pewno będę zwracał uwagę na kwestie kosztowe. Co nie oznacza, że koszty zostaną totalnie obcięte.

Trener Rohaczek ma pana poparcie?
Tak jak w przypadku trenera Zielińskiego, przyglądam się jego pracy. Wiem jakie hokej ma problemy.

Jest hejt na trenera Rohaczka grupki kibiców, są widoczni w Internecie, jest transparent na lodowisku domagający się odejścia trenera. Na pewno musi pan sobie zdawać sprawę z lat pracy trenera Rohaczka, to jego 20. sezon. W 15. z nich były sukcesy – medale lub puchary.
Tak jest. Zdanie kibiców jest bardzo ważne, ale widzę potrzebę utworzenia pionu hokejowego i nawet bardziej tam zatrudnienie dyrektora sportowego niż w piłce nożnej. Trzeba ustalić kwestie oczekiwań właściciela co do hokeja i porozmawiać z kibicami w tej sprawie.

Rozwiązaniem jest autonomia sekcji, rozdzielenie budżetu?
Na pewno będzie musiał być rozdział budżetu. Nie może być tak, że do licencji PZPN-u zgłaszamy koszty hokeja. Nie może hokej brać pieniędzy z piłki i odwrotnie.

Są poszukiwania sponsora strategicznego?
Tak, wydzielenie hokeja powinno pozwolić na przyciągnięcie tych, którzy mówią, że będą albo inwestować w dwa kluby, albo w żaden, ale podkreślę to decyzje strategiczne i muszą być ustalone z właścicielem.

Wracając do futbolu. W tym roku będzie walka o utrzymanie. W przyszłym coś więcej, a za dwa lata próba zaatakowania miejsc dających awans do europejskich pucharów?
Chciałbym bardzo, brakuje mi tego.

A gdy kiedyś odejdzie pan z Cracovii, co pan uzna za spełnienie?
Utworzenie schematów, które pozwolą się temu klubowi rozwijać. Chciałbym też mieć taki ogląd Cracovii, jak teraz Widzewa. I mimo błędów, jakie robi, by sytuacja była podobna do tej w Lechu.

I to wystarczy?
Wystarczy, żebym mógł powiedzieć, że coś zrobiłem, a bardzo bym chciał powiedzieć, że sukcesy sportowe pozwoliły mi zapisać się w historii Cracovii. To jest bardzo ważne.

Lech w ostatnich latach zdobywał dwa mistrzostwa Polski, grał w pucharach.
Chciałbym bardzo, by u nas też to było. Mamy wszystko, ale to jest pewien etap. Nie będą pokazywał doniczki i nawozu...Trzeba racjonalnie do tego podchodzić. Potrzebujemy czasu, by popracować nad frekwencją, biznesem, sportem. Mamy infrastrukturę, olbrzymiego właściciela, jego wsparcie.

Przez ostatnie 20 lat Cracovia miała tylko dwa sukcesy – Puchar Polski i Superpuchar, okoliczności były sprzyjające, a jednak czegoś brakowało. Zgodnie z pańskimi słowami, okoliczności będą teraz jeszcze bardziej sprzyjające.
Zgadzam się, czegoś brakuje. Wracam do początku naszej rozmowy. Nazywam to „syndromem lubińskim”, wypalenia wewnętrznego, które czasami występowało za mojej prezesury w Zagłębiu. Jestem tu też od tego, by dać ludziom trochę energii, powiedzieć: jesteśmy w stanie zrobić wielkie rzeczy. Na przykładzie drużyny piłkarskiej mówię: nie brońcie wyniku przy 1:0 w 55 min, „jedź” i dobij rywala, wyjdź ze strefy komfortu, nie bój się podejmowania decyzji, bo na tyle masz jakości, że druga, trzecia bramka jest kwestią czasu.

Mówi pan „syndrom lubiński”, ale Zagłębie było dwa razy mistrzem kraju.
Ostatnio w 2007 r. Zawsze z Cracovią rywalizowaliśmy o miejsca, np. w 2016 o trzecie miejsce jak byłem w Zagłębiu
przewodniczącym rady nadzorczej. Zajęliśmy to 3., a Cracovia była czwarta. Jak się pewne kwestie uporządkuje, to to „chwyci”. Będzie trudny czerwiec, ale działamy krok po kroku.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ewa Swoboda ze swoją Barbie!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Mateusz Dróżdż, prezes Cracovii: Chciałbym powiedzieć, że sukcesy sportowe pozwolą mi zapisać się w historii klubu - Gazeta Krakowska

Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki