Mika Urbaniak: Najważniejsze jest być sobą

    Mika Urbaniak: Najważniejsze jest być sobą

    Joanna Leszczyńska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Moja mama, ciekawa, interesująca, kreatywna, była totalnie inna od wszystkich matek, który poznawałam. Życie artysty jest totalnie inne niż ludzi, uprawiających inne zawody. Z Miką Urbaniak, wokalistką, córką Urszuli Dudziak, rozmawia Joanna Leszczyńska
    Mika Urbaniak

    Mika Urbaniak ©Grzegorz Gałasiński

    Jaka piosenka kojarzy się Pani z mamą?
    Nie mogłabym wybrać jednej. Mam kilka ulubionych, które mnie albo wzruszają, albo powodują wielki uśmiech i od razu motywują do napisania SMS-a do mamy, albo zadzwonienia z pytaniem, jak się czuje? Albo z podziękowaniem za jej miłość.

    Pani najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa, związane z mamą?
    Jak byłyśmy z siostrą małymi dziewczynkami, mama, przygotowywując nas do szkoły w zimie, zawsze ocieplała nasze skarpetki na kaloryferze, żebyśmy mieli cieplutkie stopki. To zawsze nas dobrze nastrajało do dnia. Robiła też dla nas wianki z kwiatków. Czytała nam piękne baśnie, śpiewała nam i kiedy to było możliwe, brała nas na swoje koncerty w różnych krajach. To zawsze dla mnie było ogromną przygodą, za którą jestem jej bardzo wdzięczna. Poprzez te wyjazdy dużo się nauczyłam.

    Urszulę Dudziak każdy zna jako wspaniałą artystkę. Czy artystka była również dobrą gospodynią i organizatorką życia rodzinnego?
    Mama zawsze robiła wszystko, co trzeba było, ale powiem szczerze, że w tym się nie wyżywała. Są kobiety, które lubią piec ciasta, wymyślać różne dania, bardzo się w tym realizują i nic innego w życiu nie potrzebują. I to jest piękne. Moja mama zawsze strasznie nas kochała i opiekowała się nami całym sercem, ale jej drugi świat gdzieś zawsze ją wołał, był też dla niej ważny. Bardzo się cieszę, jestem dumna i podziwiam ją, że udało jej się pogodzić te dwa światy. Chcę się od niej tego nauczyć, żeby móc też być taką mamą, jak będę miała swoją rodzinę. To jest dopiero wielka sztuka.

    Mama była nadopiekuńcza czy przeciwnie - dawała Pani i siostrze dużo wolności?
    Nasz dom był bardzo liberalny. Przede wszystkim byłyśmy uczone od zawsze, że najważniejsze jest być sobą. Mama często nas chwaliła. Były pewne podstawowe zasady w domu, ale poza tym miałyśmy dużo wolności. Mama bywała nadopiekuńcza. Myślę, że jednak umiała w tym znaleźć balans. Podczas częstych imprez, jakie odbywały się w naszym domu, mama była obecna, bo wolała nas mieć na oku. A też bywało, że spędzałyśmy czas z naszymi przyjaciółmi w Central Parku i mama zawsze wiedziała, gdzie jesteśmy. Muszę się przyznać, że czasem bywałyśmy niegrzeczne i nie zawsze wracałyśmy na czas. Łobuzy dwa! Pamiętam, że mama bardzo się o nas martwiła.

    Mama twierdzi, że był czas, kiedy nie poświęcała Pani i siostrze tyle czasu, ile powinna. To był problem dla Pani?
    Bywały okresy, kiedy miała więcej pracy i bardzo za nią tęskniłam. Kiedyś źle o tym myślałam, ale to się zmieniło. Jestem wdzięczna, że mam mamę, która nie zrezygnowała ze swojej pasji dla dzieci, bo bardzo często wtedy podświadomie rodzic zrzuca winę za swoje niezrealizowane marzenia na dziecko. Nie ma chyba nic bardziej zatruwającego wzajemne relacje. Myślę, że poprzez te wyjazdy uczyłyśmy się też z siostrą samodzielności, którą sobie bardzo cenię, a także poznawałyśmy świat i siebie, to, kim jesteśmy. To jest naprawdę cudowne.

    Jak rozstanie rodziców wpłynęło na Pani życie?
    Boże... Wtedy byłam taka bardzo mała. Miałam dokładnie sześć lat i strasznie żałuję, że mało z tego pamiętam. Nasz dom był o wiele bardziej wesoły przed rozwodem. Mój ojciec mieszkał niedaleko od nas i starał się jak najczęściej z nami widywać, ale brakowało nam go. Wszystkie obowiązki spadły wtedy na mamę. Mama jest naprawdę wielka, że sobie z tym poradziła.

    Co różni Pani mamę od mam Pani amerykańskich kolegów?
    Moja mama, ciekawa, interesująca, kreatywna, była totalnie inna od wszystkich matek, który poznawałam. Nawet z prostego powodu, że śpiewa i uprawia sztukę już ją różniło od wszystkich. Nie oszukujmy się, życie artysty jest totalnie inne niż ludzi, uprawiających inne zawody. Większość matek moich kolegów wydawała mi się strasznie nudna i sztuczna.

    Czy prawdziwe jest w Pani przypadku powiedzenie, że niedaleko pada jabłko od jabłoni?
    Hmmm... Trudno powiedzieć. Ktoś z boku musiałby na to odpowiedzieć, ale łączy nas czułość, miłość do sztuki, radość życia.

    Warto słuchać rad tak doświadczonej artystki jak Pani mama?
    Uważam, że jedno nie wyklucza drugiego. Zawsze szanuję jej słowa, rady. Daję sobie trochę czasu na przemyślenie i zawsze te jej słowa gdzieś tam we mnie krążą na moim "twardym dysku mózgowym". Ale, mimo to, bardzo cenię swoją niezależność i cieszy mnie proces tworzenia własnej ścieżki, słuchanie siebie i moich potrzeb artystycznych. Słuchanie za bardzo rad innych osób, nawet najbliższych, i tak wielkiej artystki, jaką jest moja mama, może wpłynąć niekorzystnie na uprawianą sztukę. A tak czy owak, bardzo często się z mamą zgadzamy.

    Rozmawiała Joanna Leszczyńska

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Polecamy

    Menadżer Roku 2018

    Menadżer Roku 2018

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny