Miliarderzy pouczają nas, jak żyć. Grażyna Kulczyk daje „złote rady” młodym

Jan Śpiewak
Jan Śpiewak
Grażyna Kulczyk narzeka na młodych i przechwala się tym, że sama do wszystkiego doszła ciężką pracą
Grażyna Kulczyk narzeka na młodych i przechwala się tym, że sama do wszystkiego doszła ciężką pracą Pawel F. Matysiak
Grażyna Kulczyk daje nam wgląd w umysłowość polskich elit biznesu. Wnioski są porażające. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” miliarderka narzeka na młodych, którzy nie chcą pracować więcej niż osiem godzin dziennie, przechwala się tym, że sama do wszystkiego doszła ciężką pracą. Zapomniała jednak dodać, że swój majątek zawdzięcza głównie małżeństwu z Janem Kulczykiem, przez lata najbogatszym Polakiem, łączonym z licznymi aferami gospodarczymi III RP.

Cały wywiad jest rozpaczliwą próbą udowodnienia przez Grażynę Kulczyk zasadności posiadanego majątku. Kulczyk niechcący udowadnia przy tym, że do zrobienia wielkich pieniędzy bardziej potrzebne jest szczęście i koneksje niż intelekt i talent.

Filipiak: Każdego pracownika można zastąpić studentami

„Gazeta Wyborcza” co jakiś czas publikuje wywiady z bogatymi polskimi przedsiębiorcami, którzy dzielą się swoimi głębokimi przemyśleniami na temat naszej rzeczywistości. Kilka miesięcy temu opublikowali wywiad z Januszem Filipiakiem, twórcą Comarchu, który dokonał brawurowej oceny rynku pracy. Według niej każdego pracownika można zastąpić kilkoma studentami. Milioner również długo perorował, że na majątek zapracował sam. Znowu jednak wówczas nie padły pytanie o źródła jego majątku. Najważniejszymi kontrahentami Filipiaka było bowiem państwo i instytucje publiczne. Bez państwa nie doszedłby do żadnej fortuny. Jednak nie przeszkadza mu to rozdawać złotych rad na temat życia, lenistwa młodych i prowadzenia biznesu. Grażyna Kulczyk ma podobny problem z młodymi ludźmi.

Rodzina Kulczyków wyłania się z mroków lat osiemdziesiątych. Ojciec Jana Kulczyka miał dorobić się ogromnego majątku. zajmując się handlem między Polską a Niemcami. To od niego Kulczyk miał jeszcze w latach osiemdziesiątych dostać pierwszy milion dolarów. Sumę na tamte czasy zawrotną. Tak zaczyna się przygoda Jana Kulczyka z wielkimi pieniędzmi. Od początku może liczyć na pomocną rękę państwa. Najpierw kontrakt na dostawę kilka tysięcy samochodów dla polskiej policji, a potem lukratywna prywatyzacja spółek państwowych. W tym prywatyzacja TP.SA, która przejdzie do historii jako jedna z najbardziej skandalicznych przekształceń własnościowych w historii III RP. Polska wyzbyła się krytycznej dla bezpieczeństwa państwa infrastruktury telekomunikacyjnej wraz z gigantyczną liczbą budynków i nieruchomości.

Jak Kulczyk „zarobił ogromną kasę na interesach z państwem”

Kulczyk był wzięty do konsorcjum przez France Telecom, żeby szybko sprzedać im swoją część udziałów. Nie trzeba specjalnych tytułów naukowych, żeby zrozumieć, po co Kulczyk w tej transakcji się znalazł. Wielki prowizjoner nie ograniczał się jedynie do prywatyzacji państwowych spółek, znoszących złote jajka. Budowa Autostrady Wielkopolskiej również przejdzie do historii. Umowa z państwem objęta tajemnicą, ogromne wsparcie publiczne dla prywatnej inwestycji i wysokie stawki za przejazd dla kierowców.

Kolejne afery to m.in. prywatyzacja Orlenu z rosyjskimi służbami w tle. Pod koniec życia mogliśmy jeszcze posłuchać na taśmach z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, jak prywatyzowany był gigant chemiczny Ciech. W rozmowie z Radosławem Sikorskim i ówczesnym szefem Naczelnej Izby Kontroli Krzysztofem Kwiatkowskim, lobbysta zatrudniony przez Kulczyka opowiadał: Dwie niezależne forpoczty badały Włodka [ministra skarbu], czy on nie spęka przy podejmowaniu decyzji. Posłałem Stasia Gawłowskiego, to jest sekretarz w Ministerstwie Ochrony Środowiska i Kazia Plocke, sekretarza w Ministerstwie Rolnictwa. No i tam przy wódeczce gdzieś, chodzili, pytali, czy ten Włodek, który jest je**ny w Platformie, nie spęka, żeby Jankowi sprzedać Ciech”. I Janek kupił następnie Ciech i zarobił na transakcji z państwem ogromną kasę.

Nowa historia Grażyny Kulczyk

Działalność Kulczyka była więc typową postkolonialną praktyką znaną w państwach postkomuministycznych po 1989 roku. Kulczyk był najbliższy tego, by zostać polskim oligarchą z prawdziwego zdarzenia. Bardzo bliskie stosunki z kolejnymi ekipami rządowymi uczyniły go miliarderem. Podobnie to wyglądało w Rosji, czy na Ukrainie. Miliarder zmarł, ale jego fortuna nie rozpłynęła się w powietrzu. Zlikwidowanie podatków spadkowych w Polsce oznaczało, że całe dobro, zarobione na uwłaszczeniu się na majątku publicznym, trafił do jego bliskich. Część wzięła dwójka jego dzieci, a część przypadła po sprawie rozwodowej do Grażyny Kulczyk.

Polska miliarderka postanowiła napisać historię swojego życia na nowo: „My byliśmy jedną z pierwszych rodzin, które po transformacji tak mocno pracowały na sukces. Wiara w lepsze jutro pozwalała nam na dokonywanie rzeczy niemożliwych” – opowiadała.

To zdanie zaprzecza faktom. Majątek Kulczyków powstał jeszcze w PRL-u, a ciężką pracą trudno nazwać podpisywanie kolejnych bardzo korzystnych umów z państwem. Niewątpliwie wierzyła w lepsze jutro. Dla siebie. Dokonywanie rzeczy niemożliwych stawało się możliwe, gdy przyjacielem rodziny był Aleksander Kwaśniewski i kilku premierów. Dalej padają słowa, które świadczą już o totalnym oderwaniu od rzeczywistości miliarderki: „Dziś w oczach przedstawicieli młodego pokolenia nie widzę tego błysku, zapału.

Młodzi zerkają na zegarek, nie chcą pracować dłużej niż przewiduje ustawa (…) Jesteśmy w trakcie robienia czegoś fantastycznego, a ktoś nagle wychodzi do domu. Nie dlatego, że się źle czuje, czy że ma dziecko, tylko po prostu - wyczerpał swój czas pracy. Ja tak nie umiem”.

Prawo pracy dla miliarderów

Polscy miliarderzy, jak widać, nie uznają istnienia prawa pracy. Kulczyk nie może zrozumieć, że ktoś nie chce tracić życia osobistego, pracując na czyjąś fortunę. To, że masz swój biznes nie oznacza, że będę tracił życie na realizację Twojej fantazji o byciu bogatym przedsiębiorcą. Nadgodziny mogą wynikać jedynie z sytuacji nadzwyczajnych, których nie dało się wcześniej przewidzieć. Zamiast zmuszania ludzi do ich brania, bogaci przedsiębiorcy powinni zatrudniać więcej ludzi. Niestety za to trzeba zapłacić, co polskim miliarderom jest, jak widać, bardzo nie w smak. Ich fortuny przecież nie powstały na respektowaniu zasad współżycia społecznego i przyzwoitości.

Tutaj w sukurs przychodzi dziennikarz „Wyborczej” (miejmy nadzieję, że zatrudniony na etat), który postanowił solidaryzować się z biedną polską miliarderką: „Znajoma milenialka przyznała, że aby coś ważnego dla niej osiągnąć, musiała pracować po szesnaście godzin na dobę”. Ta znajoma milenialka, jeśli istnieje w rzeczywistości, zapewne pracowała tyle, bo musiała zarobić na elementarne potrzeby, takie jak mieszkanie czy wychowanie dziecka. Mimo wszystko międzyklasowa więź skromnego dziennikarza z miliarderką została nawiązana. Grażyna Kulczyk odpowiedziała przebijając milenialkę: „Ja pracowałam nawet i dwadzieścia godzin!”

W ten sposób Grażyna Kulczyk dołączyła do felietonisty „Wyborczej” Marcina Matczaka, który również swojego czasu narzekał, że już nikt nie chce pracować po szesnaście godzin. Abstrahując od tego, że praca po 16 czy 20 godzin dziennie jest fizycznie niemożliwa, jest to zdanie tak głupie, że trudno je ogarnąć umysłem. Kulczykowa pracowała na własny ogromny majątek i nie może wymagać tego samego od młodych ludzi, którzy próbują jedynie utrzymać się na powierzchni. Tak zawsze jednak kończy się solidaryzowanie biednych z bogatymi. Ci pierwsi muszą coraz więcej zasuwać na tych drugich.

Czy może jednak brak zaangażowania w pracę nie wynika z kiepskich warunków zatrudnienia, łamania prawa pracy, bezwzględności i chciwości szefów? „Wielu pracodawców w Polsce i w Szwajcarii oferuje naprawdę godne pieniądze. My nie mogliśmy nawet marzyć o takich wynagrodzeniach” – twierdzi posiadaczka fortuny. Najwyraźniej Kulczyk bardzo kiepsko sobie płaciła w firmach założonych za kasę jej męża miliardera. Dziś uważa, że źródło braku zaangażowania jest inne. To brak pasji do pracy: „Pracuje się bez pasji, zerka się na zegarek i narzeka. To pasja powoduje, że się człowiek wkręca”. Pasją nie wykarmisz rodziny. Pasja nie skompensuje ci straconych wieczorów i weekendów, straconego zdrowia i wypalenia zawodowego. Człowiek się wkręca w pracę, gdy jest dobrze traktowany i wynagradzany, jeśli ma czas na łączenie życia zawodowego z życiem rodzinnym i towarzyskim.

Po co Grażynie Kulczyk muzeum sztuki?

Na koniec Grażyna Kulczyk, szukając źródeł problemów ze zdrowiem psychicznym młodego pokolenia wskazuje brak rygoru: „Nasze pokolenie było uczone dyscypliny, może to nas uodporniło. Dziś przynosimy dzieciom i młodzieży wszystko na tacy”. Kulczykowa chyba ma na myśli własne dzieci. One faktycznie dostały wszystko na tacy. Jednak większość młodych ludzi musi borykać się z brakiem pomocy psychologicznej i dwoma latami pandemii. Ci trochę starsi wydają nawet dwie trzecie pensji na mieszkanie.

Większość do trzydziestki mieszka z rodzicami, próbując jakoś przetrwać. Nic dziwnego, że w Polsce rodzi się tak mało dzieci, rośnie liczba chorób psychicznych i prób samobójczych. Również przyszłość nie rysuje się w jasnych barwach. Katastrofa klimatyczna postępują nieubłaganie i nie wygląda na to, żeby potężni i bogaci zamierzali coś z tym zrobić. Potwierdza to na koniec wywiadu sama Grażyna Kulczyk. Pytana o działania proklimatyczne, którymi może się pochwalić, wymieniła brak koszenia trawy oraz to, że „skały, które musiałam skruszyć na budowę muzeum, wykorzystałam do wykonania posadzki”. To jest prawdziwa wizja miliarderki na miarę wyzwań stawianych przez wiek XXI.

A po co Kulczykowej muzeum sztuki? Zapewne po to, żebyśmy nie zadawali głupich pytań o źródła jej majątku i sposób, w jaki z niego korzysta. Inwestowanie w sztukę to wśród miliarderów sposób na poprawę wizerunku i zalegalizowanie w oczach publiki ogromnego majątku. Jednocześnie Kulczykowa deklaruje, że „daje głos kobietom”. Wspieranie kobiet również ma poprawiać wizerunek nowoczesnego bogacza. Jednak po lekturze tego wywiadu widać, że z nowoczesnością pani Kulczyk nie ma wiele wspólnego. Chyba, że nowoczesność to nowy feudalizm.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Materiał oryginalny: Miliarderzy pouczają nas, jak żyć. Grażyna Kulczyk daje „złote rady” młodym - Portal i.pl

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Jak słucham takich mend społecznych ogarnia mnie tęsknota za rewolucją bolszewicką
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie