Muzeum Dzieci Polskich powstaje w Łodzi. Czym się będzie zajmować?

Anna Gronczewska
archiwum Dziennika Łódzkiego/Muzeum Tradcyji Niepodległościowych
W Łodzi powstaje Muzeum Dzieci Polskich. Ma upamiętniać dziewczynki i chłopców, którzy stali się ofiarami totalitaryzmy. Zarówno z czasów II wojny światowej, jak i po jej zakończeniu.

Muzeum Dzieci Polskich powstaje w Łodzi. Czym się będzie zajmować?

Organizatorem Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu będzie Minister Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, który sfinansuje budowę i koszt działalności instytucji. Jego dyrektorem mianowano łódzkiego historyka Ireneusza Maja. Był on m.in. dyrektorem Gimnazjum nr 19 w Łodzi.

Muzeum pokaże tragiczne losy polskich dzieci w okresie II wojny światowej, ale też po jej zakończeniu – wyjaśnia Ireneusz Maj, p.o dyrektora Muzeum Dzieci Polskich - Ofiar Totalitaryzmu. - Wiele miejsca poświęcimy obozowi przy ul. Przemysłowej w Łodzi. Było to miejsce straszne, piekło na ziemi, jakie zgotowano polskim dzieciom. Na mapie Europy takich miejsc jest mało. Wspomina się jeszcze o obozie w Lubawie na północy Polski, gdzie też więziono dzieci. Był jednak mniejszy i niewiele o nim wiemy

Obóz przy Przemysłowej

Obóz wychowawczy dla młodych Polaków Policji Bezpieczeństwa w Łodzi utworzono 1 grudnia 1942 roku. Został wydzielony z Litzmannstadt Gheto, graniczył z cmentarzem przy ul. Brackiej. Oficjalnie przeznaczony był dla dzieci i młodzieży polskiej od od 6 do 16 roku życia.

Początkowo planowano kilku takich obozów - mówił nam wywiadzie dr Tomasz Toborek z łódzkiego oddziału IPN. - Ale z tego co wiemy powstał ten jeden - Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstad. Miał na celu przechowaniu dzieci, które były niebezpieczne dla Rzeszy. Kontakt z nimi byłby niebezpieczny dla niemieckich dziewcząt i chłopców. Miały to być dzieci zdemoralizowane, albo dzieci bandytów. Pamiętajmy, że bandytami byli też przedstawiciele polskiego podziemia niepodległościowego.

Główna brama tego obozu znajdowała się przy ul. Przemysłowej. Dzieci trafiały tu na mocy wyroków niemieckich sądów. Pochodziły nie tylko z Łodzi, ale też ze Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego, Wielkopolski, Pomorza, Mazowsza. Do obozu przywożono też bezdomne dzieci zatrzymane na ulicach, drogach i dworcach kolejowych. Więziono w nim dziewczęta i chłopców, których rodzice działali w ruchu oporu, zostali skazani przez nazistowskie sądy.

Z założenia miały to być dzieci z polskich bandyckich rodzin, zagrożonych demoralizacją – wyjaśniał dr Tomasz Toborek. - Także te, których rodzice zginęli lub zostali zabrani do obozów koncentracyjnych. Dzieci z domów dziecka. W pewnym momencie zadecydowano, że nie będzie w nich polskich dziewcząt i chłopców. Miały zostać przeniesione do obozu przy ul. Przemysłowej.. Dzieci z Łodzi wcale tak dużo w nim nie było. Zachowały się dokumenty pokazujące za co trafiano do tego obozu. Ze strony okupanta są to drobne przestępstwa. A dla tych dzieci i ich rodzin były ratowaniem się przed głodem. A więc było to zdobywanie jedzenia, drobny szmugiel, próba zebrania węgla, który spadał z jadącego wozu. To wystarczyło, by uznać, że dziecko kradnie. Do obozu kierowano też dzieci, gdy uznawano, że dziecko dłużej przebywa bez opieki, żebrze. Często do tego obozu trafiały też dzieci, których rodzice nie chcieli podpisać volkslisty.

Mali więźniowie obozu przy ul. Przemysłowej musieli pracować od 8.00 do 16.00. Ustalano dzienne normy, które miały wykonać. Jeśli tego nie zrobili, byli karani. Chłopcy wyrabiali m.in buty ze słomy, koszyki z wikliny, paski do masek gazowych. Dziewczynki pracowały w pralni, kuchni, pracowni krawieckiej i w ogrodzie. Na śniadanie dzieci dostawały kromkę suchego chleba i kubek czarnej kawy bez cukru. Na obiad zupę z ziemniaków w łupinach lub z brukwi, bez tłuszczu. A na kolację to co na śniadanie...

Ile dzieci zginęło?

Oblicza się, że w tym obozie więziono w sumie kilka tysięcy dzieci. Nie wiadomo dokładnie ile z nich zmarło, bo Niemcy zabrali lub zniszczyli podczas ewakuacji obozowe dokumenty.

Wokół tych liczb narosło mnóstwo mitów – opowiadał dr Toborek. - Pojawiły się między innymi dlatego, że nie zachowała się niemiecka dokumentacja obozowa. W związku z tym trudno jednoznacznie stwierdzić ile dzieci przeszło przez obóz, ile zmarło, ile przeżyło. Pojawiające się w tych emocjonalnych publikacjach informacje, że zginęło tu od 12 do 15 tysięcy dzieci nie mają nic wspólnego z faktami historycznymi. W obozie jednorazowo mogło przebywać około 1000 – 1200 dzieci. I nie przez cały czas jego funkcjonowania. On był czynny od grudnia 1942 roku. Jeszcze w kwietniu 1943 roku było tam tylko około 300 dzieci. Biorąc pod uwagę zeznania byłych więźniów wiemy, że przez te dwa lata nie mogło przez ten obóz przejść nie więcej niż trzy tysiące dzieci. Wiadomo, że nie wszystkie zmarły. W dokumentach wymienionych jest z nazwiska siedemdziesiąt dwoje dzieci, które zginęły w obozie. Oczywiście ta liczba jest zaniżona. Można przyjąć, że w obozie zmarło sto kilkadziesiąt dzieci. To by się zgadzało z zeznaniami lekarza Urbańskiego, który był trzy razy w tygodniu wzywany przez Niemców, by sprawować opiekę medyczną nad małymi więźniami. Tygodniowo umierało jedno – dwoje dzieci. Obóz był czynny 110 tygodnie. Po wyzwoleniu było na terenie obozu kilkaset dzieci

Pamięć o dzieciach "Żołnierzy wyklętych" i deportowanych

Dr Ireneusz Maj zaznacza, że muzeum będzie przypominać też o Dzieciach Zamojszczyzny, dzieciach germanizowanych, a także tych, które były zabijane z powodu swojej niepełnosprawności.

Muzeum upamiętni też dzieci, których los nie oszczędzał po zakończeniu II wojny światowej – zapewnia Ireneusz Maj. - Chodzi o synów, córki, których rodzice działali w podziemiu niepodległościowym, byli Żołnierzami Wyklętymi. Mają one nawet swoją nazwę. Nazywa się je wilczętami. Sam wiele rozmawiałem z tymi ludźmi. Cierpiały z powodu, że ich rodzice byli bohaterami podziemia niepodległościowego. Tu warto przypomnieć osobę Janusza Niemca, który jest synem Antoniego Żubryda.

Ireneusz Maj mówi, że muzeum będzie też przypominać historię dzieci z rodzin deportowanych z terenów polskich wcielonych do Związku Radzieckiego.

Będzie poświęcone nie tylko niemieckiemu, ale również sowieckiemu totalitaryzmowi – dodaje dyrektor Maj. - Chodzi o dzieci wywiezione na Syberię, do Kazachstanu. Część umarła, inne zostały osierocone.

Gdzie powstanie muzeum?

Mówi się, że Muzeum Dzieci Polskich – Ofiar Totalitaryzmu powstanie w budynku po dawnym gimnazjum nr 18 mieszczącym się przy ul. Mostowskiego. Taka propozycja padła podczas rozmowy wicepremiera Piotra Glińskiego z prezydent Łodzi Hanną Zdanowską. Ale Ireneusz Maj chciałby aby powstało na terenie dawnego obozu.

Ulica Przemysłowa jest symbolem – wyjaśnia dyrektor Maj. - Śladów po obozie nie ma wiele. Jest Szkoła Podstawowa nr 80 nosząca imię Bohaterskich Dzieci Łodzi. Mamy mural. Jest mała tablica pamiątkowa na dawnym budynku administracyjnym obozu, który znajduje się w prywatnych rękach. Pozostały elementy obozowego ogrodzenia. I jest Pomnik Martyrologii Dzieci Polskich, nazywany Pomnikiem Pękniętego Serca. Przy czym nie nawiązuje bezpośrednio do obozu przy ul. Przemysłowej, ale generalnie do męczeństwa polskich dzieci.

Wyjątkowe muzeum

Jak zapowiedział podczas wizyty w Łodzi wicepremier Piotr Gliński będzie to pierwsze w Polsce odrębne instytucjonalnie upamiętnienie często zapominanych najmłodszych ofiar niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej.

Pamięć odgrywa niezmiernie istotną rolę- wzmacnia wspólnotę i buduje jej tożsamość. Dlatego budujemy sieć nowoczesnych muzeów, które będą kształtować pokolenia – mówił w Łodzi wicepremier Piotr Gliński. - Wśród tych inwestycji są m.in. zbudowane już Muzeum Józefa Piłsudskiego, Muzeum Domu Rodziny Pileckich, Muzeum Żołnierzy Wyklętych, Muzeum Kresów, Muzeum Sybiru czy Muzeum Ulmów. Zwieńczeniem będzie Muzeum Historii Polski – jedno z największych i najnowocześniejszych w Europie, ukazujące w pełni bogatą historię Polski  

Nowoczesna placówka

Muzeum Dzieci Polskich w Łodzi ma być nowoczesną multimedialną placówką muzealno-edukacyjną, w której zwiedzający będą mogli zapoznać się z najbardziej tragicznymi wydarzeniami naszej historii, a młodzież i nauczyciele znajdą wsparcie eksperckie i materiały edukacyjne dotyczące wojennych losów naszych najmłodszych obywateli. Dzięki temu Muzeum będzie zarówno depozytariuszem pamięci o przeszłości, jak i żywym miejscem edukacji, które aktywnie uczestniczyć będzie w procesie kształtowania świadomości historycznej i postaw społecznych.

Chcemy między innymi otworzyć obozowy barak – mówi Ireneusz Maj. - Chcemy pokazać jak wyglądało życie codzienne w obozie. Co dzieci jadły, w co się ubierały. W jakich warunkach mieszkały.

Na razie wiadomo, że Muzeum Dzieci Polskich będzie miało tymczasową siedzibę w centrum Łodzi. Nie określono jeszcze gdzie. A być może w przyszłym roku będzie otwarte. 1 grudnia 2022 roku przypada 70 rocznica utworzenia obozu przy ul. Przemysłowej.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie