Nie daj się oszukać w sklepie. Tak kuszą sprzedawcy

Alicja Zboińska
Dziennik Łódzki/archiwum
Z głośników rozlegają się kolędy, wzrok klientów błądzi po pięknie udekorowanych choinkach, a od zapachu ciasta aż kręci się w głowie - handlowcy rozpoczęli na dobre przedświąteczną bitwę o nasze pieniądze. I muszą się spieszyć, do Bożego Narodzenia pozostało już niewiele czasu, po świętach nie będziemy już tak skorzy do wydawania.

Bardziej skomplikowane zabiegi, jak chociażby aromarketing, czyli oddziaływanie na zmysły, sąsiadują ze znacznie mniej wyrafinowanymi chwytami, takimi jak np. powiększenie sklepowych wózków. To chwyt znany m.in. z hipermarketów.

Pomysł jest wyjątkowo prosty, a ma na celu złowienie klienta, który w sklepie robi duże - przeważnie tygodniowe - zakupy. Kupujący zazwyczaj orientuje się, ile miejsca w koszyku czy wózku zajmują takie sprawunki. Gdy widzi, że włożył mniej niż zwykle, jest skłonny dołożyć kolejne rzeczy. Bo przecież nie pomyśli, że kupił tyle, ile potrzebuje, a to wózek się nagle powiększył...

Kolejny prosty, ale skuteczny trik - sprzedaż artykułów z dopiskiem "najtaniej". Od pewnego czasu taka informacja pojawiła się na stoisku z owocami i warzywami w jednym z marketów. Gdzie tkwi pułapka? Po pierwsze trzeba patrzeć, które banany na stoisku są opatrzone hasłem "najtaniej", a następnie zachować szczególną ostrożność przy ich samodzielnym odważaniu. Okazuje się bowiem, że na wadze samoobsługowej sąsiadują ze sobą przyciski: "banan" oraz "banan najtaniej". Wystarczy się nie rozejrzeć, a z promocji nici i za banany zapłacimy pełną stawkę. A sklep i tak będzie mógł pochwalić się promocją.

Uwaga też na sklepowy bałagan, czyli porozrzucane kartony, pozostawione bez opieki wózki albo kosze. Tak naprawdę bałagan jest pozorny, a rozstawienie przeszkód z wyprzedzeniem planują specjaliści od merchandisingu, czyli układania towarów. Przeszkoda powoduje, że klient zwalnia, a dzięki temu ma o wiele większą szansę dostrzec towar, na który normalnie nie zwróciłby uwagi. Jak wynika z badań firmy The Nielsen Company, aż co trzeci zakup robiony przez klienta nie był przez niego planowany przed wejściem do sklepu.

Odpowiednie ułożenie i oznakowanie towaru mają zresztą do odegrania większą rolę. Dużego znaczenia nabierają kolory. W oczy rzucają się tabliczki z czerwonymi cenami, które sugerują, że akurat w tym miejscu dzieje się coś niezwykłego. Nawet, gdy nie są to artykuły w promocji i tak po nie sięgamy. To woda na młyn dla sieci, które w ten sposób pozbywają się towaru zalegającego w magazynach.

Jak skłonić klienta do kupna drogiego telewizora, gdy obok stoi tańszy? To proste, obok wystarczy postawić jeszcze droższy, wtedy ten w "środkowej" cenie stanie się najbardziej atrakcyjny. W każdym sklepie mamy więc przynajmniej kilka sztuk zbyt drogiego towaru, który tak naprawdę nie jest przeznaczony na sprzedaż, a służy jedynie manipulowaniu klientami.

Tradycyjnie też towar wykładany jest według klucza: na wysokości wzroku ten, którego sklep chce się najbardziej pozbyć, wyżej ten, który może trochę poleżeć, a najniżej najtańszy, którego klient może nie zauważyć i wybierze droższy odpowiednik. Warto więc albo zadzierać albo opuszczać głowę.

W tym roku handlowcy wyciągnęli wcześniej niż zwykle najskuteczniejszą broń, czyli wyprzedaże. O ile standardowo są one organizowane dopiero po świętach, to w części sklepów ceny już spadły o połowę. To także kolejny trik - skoro jest taniej, kupimy więcej, więc budżet sklepów i tak się domknie.

Nie warto też sugerować się opiniami innych klientów, gdyż to wcale nie muszą być prawdziwi kupujący. W szwedzkich butikach w rolę klientów wcielają się opłacani przez sieci aktorzy. Do ich zadań należy przymierzanie ubrań, paradowanie w nich po sklepie. Statyści udają także, że właśnie płacą za towar. Zdarza im się także powiedzieć komplement, gdy prawdziwy klient prezentuje się w ubraniach z tego sklepu. A wówczas pokusa zakupu jest na pewno większa...

Kwestią czasu jest, gdy tacy "klienci" pojawią się w naszych placówkach. Już teraz, gdy między regałami nikt się nie kręci, nieumundurowani sprzedawcy zdejmują plakietki z bluzek i wcielają się w rolę zwykłych kupujących. Klienci niechętnie odwiedzają puste sklepy. A bez klientów handel nie istnieje.

******
Jak nie dać się oszukać - krótki poradnik
Przedstawiamy wyjątkowo proste sposoby, które pozwolą uniknąć marketingowych pułapek w sklepach:

Do sklepu, niezależnie od tego czy chodzi o codzienne zakupy, czy świąteczne sprawunki, najlepiej wybrać się z listą, a następnie się jej trzymać.

Nie reagujmy ślepo na hasła: promocja, rabat, okazja. Często bywa tak, że są to atrakcje pozorne, a ceny wcale nie są niższe. Coraz częściej zdarza się też, że towar w większych lub zbiorczych opakowaniach jest droższy niż w małych paczkach. Bardziej opłaca się więc kupić kilka mniejszych opakowań niż jedno duże.

Jeśli jesteśmy podatni na sklepowe sugestie, na zakupy najlepiej wybrać się z osobą, która jest bardziej sceptyczna. Jeśli jednak idziemy sami, nie kupujmy od razu, dajmy sobie przynajmniej kilkanaście minut do namysłu. Wystarczy wyjść ze sklepu, przejść się i jeszcze raz zastanowić się.
Warto porównywać ceny: może się okazać, że towar w promocji w jednym sklepie będzie i tak droższy niż ten asortyment bez okazji w innym. Można skorzystać m.in. z porównywarek cen lub przejrzeć gazetki reklamowe.

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie