Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Łodzi...

    Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Łodzi najnowocześniejszy w Polsce [ZDJĘCIA]

    Anna Gronczewska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Łodzi najnowocześniejszy w Polsce [ZDJĘCIA]
    1/13

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Krzysztof Szymczak

    Dzikie zwierzęta w wielkim mieście? To wcale nie bajka! W łódzkich parkach, lasach spotkamy lisy, dziki, sarny. Niekiedy widzimy je nawet w centrum Łodzi. Część z nich trafia do najnowocześniejszego w Polsce Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt, który znajduje się w Lesie Łagiewnickim.
    Za ogrodzeniem, na dwóch wysokich palach umieszczono dwa bocianie gniazda. W każdym stoi dostojny ptak. Po chwili jeden z nich podrywa się do lotu. Robi kilka kółek i ląduje na dachu. A dokładnie na kominie. - To jego ulubione miejsce do lądowań! - śmieje się Kamil Polański, prowadzący Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Łodzi. - Mam nadzieję, że ten bocian i jego kolega z sąsiedniego gniazda odlecą w tym roku do ciepłych krajów. Ich rehabilitacja przebiegła pomyślnie.

    Łódzki Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt jest najnowocześniejszym w Polsce. Znajduje się w Lesie Łagiewnickim, przy ul. Wycieczkowej. Działa już siedem lat, ale rok temu ranne i chore zwierzęta przeniosły się do nowego obiektu. Ośrodek przy ul. Wycieczkowej ma ponad 1,2 hektara powierzchni. Znajduje się tu między innymi szpital dla zwierząt, z salą operacyjną, a także oddział intensywnej opieki pooperacyjnej, połączony z wolierami. Wcześniej zwierzęta trafiały do znacznie skromniejszego ośrodka przy Leśnictwie Miejskim w Łodzi, przy ul. Łagiewnickiej.

    Od samego początku zwierzętami zajmuje się Kamil Polański. Kiedy pytamy go, jak zaczęła się ta przygoda, uśmiecha się. - Chyba od fotografii - wyjaśnia. - Najpierw fotografowałem zwierzęta, ptaki i z czasem opieka nad nimi stała się moją pasją i pracą.

    Kamil Polański przygląda się z podziwem bocianom, które trenują latanie. Wychodzi im to bardzo dobrze. - Mają u nas bardzo dobre warunki - zapewnia pan Kamil. - W gnieździe jest nawet woda. Na wolności nie mają takich luksusów. Do gniazda podajemy im też pokarm. Ale same już też żerują na łące.

    Kamil Polański zauważa, że w tym roku do ośrodka trafiło wyjątkowo dużo bocianów. Tłumaczy to tym, że nie sprzyjała im pogoda. Najpierw długo utrzymywała się zima, potem dużo padało. - Proszę przypomnieć sobie osiemnaście bocianów, które wymarznięte czekały aż skończy się zima w okolicach Stawów Stefańskiego - mówi pan Kamil. - Kiedy nadeszła już wiosna, to obfitowała w opady. To sprawiło, że część bocianich gniazd pod ciężarem wody runęło w dół. Do innych napadało tyle wody, że potopiły się w nich młode bociany.

    Każdy z bocianów, które są w ośrodku, to inna historia. Jeden przeżył upadek z gniazda. Mniej szczęścia miało jego rodzeństwo. Jeden z braci został śmiertelnie przygnieciony gniazdem, drugi przeżył upadek, ale doznał tylu złamań, że trzeba było go uśpić. Szczęście miał tylko trzeci z braci. I wiele wskazuje, że wróci do normalnego życia.

    Jego kolega z sąsiedniego gniazda został zaś porażony prądem. Na szczęście porażenie nie było chyba za poważne, bo pewnie jeszcze w tym roku zdąży odlecieć do ciepłych krajów. - Porażenia prądem w przypadku bocianów nie są czymś niezwykłym - wyjaśnia Kamil Polański. - Zwłaszcza, gdy ich gniazda znajdują się na słupach wysokiego napięcia lub w pobliżu takich linii. Bywa, że pierwsze loty bocianów kończą się właśnie na linii wysokiego napięcia.

    Ofiara takiego lotu znajduje się dziś w jednej z wolier. Bocian stoi unieruchomiony w specjalnym "kombinezonie" przypominającym hamak. Ta konstrukcja ma sprawić, że bociek szybciej dojdzie do siebie, powróci ukrwienie w nogach, skrzydłach.

    - Przywieziono go do nas z okolic Łowicza - opowiada pan Kamil. - Z nogami, które były zupełnie bezwładne. Teraz dostaje witaminę B12, sterydy. Jego stan się poprawia, Już rusza nogami, ogonem. To dobrze rokuje. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie znów żył na wolności, bo w tym roku już nie zdąży odlecieć do ciepłych krajów. Zimę spędzi u nas.

    Choć głównym zadaniem ośrodka jest przywracanie rannych, chorych dzikich zwierząt do życia w naturze, to nie zawsze się to udaje. Przykładem są dwa bociany, które chodzą po specjalnej zagrodzie i nie mają szans, by wrócić na wolność. Jeden ma nienaturalnie wykręcone skrzydło. To efekt starego złamania, które samo się źle zrosło. W Łagiewnikach mieszka już 1,5 roku. Złamane skrzydło jego kolegi się zrosło, ale też nie ma szans, by latać.- Chcemy nim zainteresować jakiś ogród zoologiczny - twierdzi pan Kamil. - Bo łódzkie zoo ma już za dużo bocianów...

    Bociany i inne zwierzęta mieszkające w łódzkim Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt nie mają imion. Chodzi m.in. o to, by się do nich nie przyzwyczajać. Mają one bowiem mieć jak najmniejszy kontakt z ludźmi, by po wyleczeniu znów żyły na wolności. Ośrodek rehabilitacji nie jest przecież azylem dla zwierząt.

    - Od początku roku trafiło do nas już około siedmiuset zwierząt - mówi Kamil Polański. - To bardzo dużo. Jeszcze nigdy o tej porze nie otaczaliśmy opieką aż tylu. Trafiają do nas zwierzęta nie tylko z Łodzi, ale całego województwa. Myślę, że ta liczba wynika między innymi też z tego, że ludzie są bardziej wrażliwi na ich los. Poza tym wielu mieszka na obrzeżach miasta i ma częstszy kontakt ze zwierzętami.

    Pan Kamil opowiada nam historię koziołka, którego dzień wcześniej złapano na terenie Ochotniczej Straży Pożarnej w Andrzejowie, w okolicach ulicy Gajcego i Rokicińskiej. Koziołek był bardzo wystraszony, utknął między szczeblami płotu. Udało się go szczęśliwie przewieźć do Łagiewnik. Został umieszczony w specjalnym pomieszczeniu, z dala od ludzi, by nie wywoływać u niego niepotrzebnego stresu. Okazało się, że nie ma złamań. Koziołek dostał sterydy. Pan Kamil był szczęśliwy, gdy zobaczył, że samiec sarny stanął na nogi. Chciał go następnego dnia wypuścić na wolność. Niestety, gdy zajrzał do koziołka okazało się, że jest martwy...

    - To przykre chwile, ale też mają miejsce - mówi ze smutkiem w głosie Kamil Polański. - Przypuszczam, że przyczyną śmierci koziołka były obrażenia wewnętrzne. Musiał wpaść pod samochód, a potem w szoku przedostać się na teren OSP...

    Więcej szczęścia miały małe sarenki, które biegają po małym lasku. Na wybiegu są dopiero od kilku dni, ale bardzo dobrze sobie radzą. Zwłaszcza najodważniejsza i największa z nich, która niespecjalnie się boi i wszystko ją interesuje. Nawet aparat naszego fotoreportera... - Jest największa, bo zawsze pierwsza stoi przy butelce z mlekiem! - śmieje się pan Kamil.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Tylko do 20.00

    Łodzianka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Znalazłam jeżyka potrąconego przez samochód na ul. Srebrzyńskiej, ale jeszcze żył. Było po 21.00. W ośrodku na Wycieczkowej nikt nie odbierał telefonu. Dwóch weterynarzy odmówiło pomocy. Dopiero w...rozwiń całość

    Znalazłam jeżyka potrąconego przez samochód na ul. Srebrzyńskiej, ale jeszcze żył. Było po 21.00. W ośrodku na Wycieczkowej nikt nie odbierał telefonu. Dwóch weterynarzy odmówiło pomocy. Dopiero w Lecznicy Sowa Pani doktor pomogła, bezinteresownie, DZIĘKUJĘ. Jeżyka musiałam zabrać do domu.
    Jutro sobota i ciekawe, czy będę mogła odwieźć jeżyka do ośrodka (podobno nie pracują w soboty i niedziele), jeśli dożyje do rana.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Super Ośrodek

    mjpal (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Mieszkam na obrzeżach Łodzi.Kilkakrotnie przywozilam do Ośrodka dzikie zwierzęta,które potrzebowały pomocy.Zawsze bez żadnego problemu zostały przyjęte i były leczone.Wielokrotnie korzystałam...rozwiń całość

    Mieszkam na obrzeżach Łodzi.Kilkakrotnie przywozilam do Ośrodka dzikie zwierzęta,które potrzebowały pomocy.Zawsze bez żadnego problemu zostały przyjęte i były leczone.Wielokrotnie korzystałam również telefonicznie z porad pracowników.Dziekuje za wszystko.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Kłamstwa

    Kinga (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

    Gówno prawda. Znajomi znaleźli małego liska i chcieli zawieźć go na odchowanie i rehabilitację, a Pan odesłał ich do Kółka Łowieckiego. Na stwierdzenie, że tam go zaraz zabiją odpowiedział" No i co...rozwiń całość

    Gówno prawda. Znajomi znaleźli małego liska i chcieli zawieźć go na odchowanie i rehabilitację, a Pan odesłał ich do Kółka Łowieckiego. Na stwierdzenie, że tam go zaraz zabiją odpowiedział" No i co z tego". Ot cała prawda o prężnym łódzkim ośrodku...zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo