Paweł Spodenkiewicz: Miejsca, które wiele pamiętają

    Paweł Spodenkiewicz: Miejsca, które wiele pamiętają

    Anna Gronczewska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z Pawłem Spodenkiewiczem, z łódzkiego oddziału IPN, rozmawia Anna Gronczewska.
    Paweł Spodenkiewicz

    Paweł Spodenkiewicz ©Grzegorz Gałasiński

    Jesteś autorem książki "Zaginiona dzielnica". Czy Litzmannstadt Ghetto to w dużej części ta przedwojenna dzielnica żydowska, której poświęciłeś swoją publikację?
    Tak, ale teren getta nie pokrywał się dokładnie z obszarem tego dystryktu. Dzielnica żydowska rozciągała się bowiem aż do ulic Narutowicza, Wschodniej. Jej granice nie były wyraźne. W Łodzi było tak, że im bardziej na południe, tym mniejszy był odsetek ludności żydowskiej, a przybywało Polaków i Niemców. Zdarzali się tacy właściciele kamienic w części niemiecko-polskiej, że gdy ktoś z Żydów chciał u nich zamieszkać, odmawiali mu. To było zjawisko typowe dla miast wielonarodowych.


    Wybór miejsca na utworzenie getta nie był chyba przypadkowy?
    Oczywiście, że nie. Niemcy postanowili ścieśnić Żydów na terenie Starego Miasta i Bałut, które były jednymi z najbiedniejszych łódzkich dzielnic. W tej drugiej przed wojną mieszkali też Polacy, ale zostali wysiedleni. Żydzi z klasy średniej mieszkali w dużych mieszkaniach, w porządnych kamienicach w Śródmieściu. Niemcy doszli do wniosku, że to dla nich za dobre warunki. Po likwidacji getta planowano wyburzyć stojące w nim budynki i utworzyć nową dzielnicę. Łódź miała być miastem czysto niemieckim, naziści mieli śmiałe plany przebudowy jej na swoją modłę.

    Dzielnica niemiecka jednak nie powstała. Co po wojnie stało się z terenami, gdzie było getto?
    Zaraz po odejściu Niemców, w styczniu-lutym 1945 roku, teren, który pozostał po getcie, został dosyć mocno zdewastowany. Była sroga zima. Wielu łodzian wyrywało ze stających tam pustych kamienic belki drewna i paliło nimi w piecach, by ogrzać mieszkania. Niektórzy przeszukiwali też domy w poszukiwaniu złota, które mieli tam ukryć Żydzi. Z czasem znajdujące się tam mieszkania, które były w dobrym stanie, zostały zasiedlone przez polską ludność. Potem pojawił się kolejny ambitny plan. Tym razem Polacy chcieli na terenach dawnego getta stworzyć zupełnie nową dzielnicę. Zaczęto stawiać tam nowe bloki w stylu socrealistycznym. Wszystko pokrzyżowała odwilż polityczna i wynikające z niej odejście od estetyki stalinowskiej. Plan porzucono w połowie i dziś te socrealistyczne budowle mieszają się ze starą zabudową dzielnicy żydowskiej oraz z blokami stawianymi w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Zaczęto też po wojnie zakładać parki, jak dawny park "Promienistych", a dzisiaj imienia Szarych Szeregów, i Park Staromiejski, nazywany popularnie Parkiem Śledzia. Powstał on w miejscu wyburzonych przez Niemców domów żydowskich. Gdy rozmawiałem z Żydami, byłymi więźniami getta, którzy po latach przyjechali do Łodzi, to mówili, że te miejsca wyładniały.

    Co Twoi rozmówcy mieli na myśli?
    Pamiętali przedwojenne Stare Miasto i Bałuty jako miejsca szare, gęsto zabudowane. Był tam niesamowity głód zieleni. Teraz nagle zobaczyli drzewa, trawniki, ławeczki.

    Ale najważniejsze budynki z czasów, gdy było tu getto, zachowały się do dzisiaj...
    Jest ich rzeczywiście wiele. Stoi na przykład budynek szpitala przy ulicy Łagiewnickiej. Miejsce to było świadkiem straszliwych scen podczas tak zwanej Wielkiej Szpery, kiedy wywożono lub mordowano dzieci-pacjentów szpitala. Tam mieszkał też Chaim Rumkowski, przełożony Starszeństwa Żydów w getcie. Stoi też nadal kamienica przy Placu Kościelnym 4, gdzie powstawała Kronika Getta Łódzkiego, niesamowity dokument czasu okupacji. Pisywali tam wspaniali dziennikarze, pisarze, tacy jak Oskar Rosenfeld. Ocalała kamienica przy ulicy Franciszkańskiej, w okolicach Wojska Polskiego, gdzie było znakomite gimnazjum żydowskie. Spotykałem ludzi, którzy będąc w getcie kończyli tę szkołę. Jej dyplom był honorowany we wszystkich uczelniach na świecie. Potem ulokowano w tym gmachu Żydów deportowanych z Pragi. W budynku dawnego kina "Halka" przy ulicy Krawieckiej odbywały się koncerty żydowskiej orkiestry symfonicznej. Teraz jest tam sklep. Przy Rynku Bałuckim natomiast znajduje się budynek dawnego gestapo, przy Placu Kościelnym kripo. Można tak wymieniać bardzo długo...

    Rozmawiała Anna Gronczewska

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Polecamy

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Podziękuj bohaterom ze swojego regionu i wybierz patrona pociągu.

    Podziękuj bohaterom ze swojego regionu i wybierz patrona pociągu.

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny