Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Pierwsze święta w domkach zbudowanych według pomysłu kard. Grzegorza Rysia. Sąsiedzi zaakceptowali Ukraińców

Matylda Witkowska
Matylda Witkowska
Mimo wielu trudności cztery domki dla uchodźców z Ukrainy udało się w Łodzi zbudować. Kardynał Grzegorz Ryś dostał od wdzięcznych mieszkańców kwiaty. Wręczyła je pani Lilia z synem
Mimo wielu trudności cztery domki dla uchodźców z Ukrainy udało się w Łodzi zbudować. Kardynał Grzegorz Ryś dostał od wdzięcznych mieszkańców kwiaty. Wręczyła je pani Lilia z synem Krzysztof Szymczak
To będą pierwsze święta w domkach dla uchodźców zbudowanych w Łodzi z inicjatywy kardynała Grzegorza Rysia. Pieniądze dał sam papież Franciszek, ale łodzianie zaprotestowali przeciw takiemu sąsiedztwu. Teraz okazuje się, że lęki były bezpodstawne.

Domki dla uchodźców z Ukrainy przy ul. Rzgowskiej w Łodzi. Pierwsi lokatorzy zamieszkali jesienią

Cztery całoroczne domki stanęły w tym roku przy ulicy Rzgowskiej w Łodzi, na tyłach kościoła św. Wojciecha. Oddzielone od ulicy parkanem tworzą małe podwórko, które wiosną ma się po raz pierwszy zazielenić. Docelowo w domkach ma zamieszkać osiem rodzin: seniorów oraz matek z dziećmi. Miejsca nie jest dużo, ale to domy tymczasowe.

Lokatorzy zaczęli się wprowadzać od połowy listopada. Jedną z pierwszych była 69-letnia pani Galina. Przyjechała do Polski wkrótce po wybuchu wojny, 1 kwietnia 2022 r.. Wcześniej wraz z rodziną mieszkała w Równem w północno-zachodniej Ukrainie, zaledwie 150 km od polskiej granicy. Jednak gdy Rosjanie zaatakowali Ukrainę, w Równem ciężko było żyć.

- Mieliśmy dom drewniany, w czasie ostrzału cały się trząsł – opowiada.

Dlatego cała rodzina zdecydowała się na wyjazd do Polski. Pojechała Galina, jej mąż Sasza, córka i dwójka wnuków, a także znajomi. Jednak rodzina nie została w Polsce długo.

- Wnuk miał 10 lat, tęsknił bardzo za tatą. W końcu córka wróciła do domu – opowiada pani Galina ze łzami w oczach.

Seniorzy rodziny zostali natomiast w Polsce. Mieszkali w bloku na ulicy Bratysławskiej. Niestety dostali tam mieszkanie na czwartym piętrze, a pani Galina ze względu na stan zdrowia nie miała siły wchodzić tak wysoko po schodach. - Dochodziłam do trzeciej kondygnacji i zaczynałam kaszleć. Mąż mówił, że wszystkich w bloku budzę – opowiada.

Dlatego dzięki Caritas Archidiecezji Łódzkiej pani Galina i jej mąż zostali jednymi z pierwszych lokatorów domków dla uchodźców, które z inicjatywy abp. Grzegorza Rysia stanęły na tyłach kościoła św. Wojciecha przy ul. Rzgowskiej w Łodzi.

W mającym zaledwie 35-mkw. parterowym domku wraz z mężem mają jeden pokoik, dzielą salonik z aneksem kuchennym i łazienkę z inną seniorką – panią Tamarą. Do domku od Cartias wprowadzili się w połowie listopada.

- Tu nie muszę wchodzić po schodach, jest mi dużo łatwiej – cieszy się pani Galina. W kuchni jest wszystko, co trzeba, mamy bardzo ładną łazienkę z prysznicem. Jak podkreśla w domku wszystko było, nawet talerze i czajnik. Pani Galina urządziła też swój pokój. - Powoli przyzwyczajamy się do nowego miejsca – mówi.

Od listopada do domków wprowadziło się dziewięć osób. Oprócz pani Galiny i jej męża, także drugie starsze małżeństwo, dwie seniorki oraz znacznie młodsza pani Lilia z dwójką chłopców w wieku 4 i 17 lat.

To będzie pierwsze Boże Narodzenie w domkach Caritas. Jednak według pierwotnych planów pierwsi uchodźcy – przede wszystkim matki z małymi dziećmi – mieli wprowadzić się już przed ubiegłorocznymi świętami. Jednak droga do celu była dużo bardziej wyboista niż zakładano.

Domki dla uchodźców są materialnym owocem jubileuszu stulecia istnienia diecezji łódzkiej. Z pomysłem ich budowy – i pierwszymi pieniędzmi na ten cel – wyszedł w kwietniu ubiegłego roku na mszy św. kończącej jubileusz kardynał Grzegorz Ryś. Ze względu na napływ uchodźców w Łodzi i regionie dramatycznie brakowało wtedy mieszkań. Ukraińcy – często matki z małymi dziećmi i seniorzy – mieszkali we wspólnych noclegowniach, w warunkach dalekich od domowej intymności. Osiedle kościelnych domków miało poprawić sytuację choć niewielkiej części z nich.

Domki dla łódzkich robotników od pierwszego biskupa Łodzi Wincentego Tymienieckiego

Pomysł miał też związek z historią diecezji. Kardynał zainspirował się działaniami pierwszego biskupa Łodzi Wincentego Tymienieckiego. Poprzednik Rysia również przejął się problemami lokalowymi wiernych i w 1928 roku zainicjował budowę osiedla tanich dla robotników na łódzkim Karolewie. Dwurodzinne domki miało budować powołane w tym celu Towarzystwo Budowy Domków Robotniczych, a pieniądze miały pochodzić z dobrowolnych wpłat dokonywanych przez fabrykantów w wysokości 1 zł od zatrudnionego robotnika. Dla obniżenia kosztów zastosowano specjalną technikę stawiania ścian z pustaków z żużlobetonu. Planowano budowę nawet takich 800 domków.

Niestety pomysł okazał się całkowicie nietrafiony W inicjatywie przeszkodził kryzys gospodarczy, a towarzystwo zbankrutowało. Z powodu inflacji domki dla robotników okazały się zbyt drogie, sprzedaż kulała, a do tego żużlobeton zaczął pękać. Ostatecznie postawiono 98 domków w rejonie ulic Wileńskiej, Wyspiańskiego i Chodkiewicza i zamieszkały w nich rodziny pracowników średniego szczebla. A ściany po decyzji ówczesnego nadzoru budowlanego wzmocniono.

Sto lat później historia się powtórzyła i jubileuszowe osiedle kardynała Rysia również zrealizowano tylko częściowo.

Domki na stulecie diecezji łódzkiej. Pomysł kard. Grzegorza Rysia

Według pierwotnych planów Grzegorza Rysia miało powstać około dziesięciu całorocznych, gotowych domków do błyskawicznego montażu. Chodziło o to, żeby uchodźcy mogli wprowadzić się od razu. Zaplanowano, że po zakończeniu wojny domki będą służyć Polakom osobom wychodzącym z kryzysu bezdomności lub samotnym matkom i ich dzieciom. Koszt jednego domku kuria oszacowała na 60-70 tys. Za dwa pierwsze miał zapłacić kard. Ryś, za trzeci łódzka kuria. Pozostałe 700-800 tys. planowano pozyskać dzięki zbiórce. Wydawało się to proste, bo wcześniejsze zbiórki charytatywne kardynała Rysia cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Na przykład w czasie pandemii na respiratory zebrano 2 mln zł w kilka dni.

Budowę domku powierzono doświadczonej w dziełach charytatywnych Caritas Archidiecezji Łódzkiej. Udało się też porozumieć z miastem, władze Łodzi przeznaczyły na ten cel uzbrojoną i dobrze skomunikowaną działkę przy ul. Opalowej na Radgoszczu-Zachodzie, która miała być sprzedana z bonifikatą.

Jednak w lipcu mieszkańcy Radogoszcza zaprotestowali.

Okazało się, że nie chcą mieć koło siebie zamkniętej ukraińskiej enklawy, a jeszcze bardziej obawiali się przyszłych bezdomnych, którzy mieli zająć miejsce Ukraińców po wojnie. Ponieważ osiedle domków miało ułatwiać integrację społeczną ich mieszkańców, dlatego Cartias z budowy zrezygnował.

We wrześniu miasto wyznaczyło nowe miejsce – działkę na Retkini między ulicami Pienistą i Denną. Ale i tam sytuacja się powtórzyła, a mieszkańcy zdenerwowali się jeszcze bardziej. Podkreślali, że po budowie osiedla wartość ich nieruchomości spadnie, a dzieci będą musiały bawić się na placu zabaw w nieodpowiednim towarzystwie. Pojawił się też argument polityczny - krytykowano bowiem zasadność sprzedaży Kościołowi atrakcyjnej działki za 1 proc. jej wartości.

Caritas wielokrotnie zapewniał, że w domkach nie zamieszkają osoby przypadkowe.

- Będą to osoby zweryfikowane, po terapii, gotowe do tego, by o własnych siłach iść przez życie – wyjaśniał dyrektor Caritas Tomasz Kopytowski. Podkreślał, że oprócz wychodzących z kryzysu bezdomności zamieszkają też układające sobie życie na nowo samotne matki z dziećmi. Ale niewiele to dało.

Kardynał Grzegorz Ryś się wycofał.

- Nie będziemy tworzyć dzieł miłosierdzia w atmosferze wojny – wyjaśnił tę decyzję jego rzecznik prasowy ks. Paweł Kłys.

Ostatecznie na domki wybrano ogrodzony teren kościelny przy ulicy Rzgowskiej w Łodzi, na tyłach kościoła św. Wojciecha, obok Domu Księży Emerytów. Starsi księża nie protestowali.

Ale dziesięciu domków i tak nie udało się postawić. Podobnie jak stało się to sto lat wcześniej na drodze do sukcesu stanęła galopująca inflacja. Koszt jednego domku szybko wzrósł z 60 do 160 tys., a ostatecznie wyniósł wraz z wyposażeniem i podłączeniem ponad 300 tys. zł. Udało się kupić zaledwie cztery domki, a na urządzenie terenu Caritas musiała zebrać dodatkowe pieniądze.

Ostatecznie wierni z Łódzkiego prawie wcale nie dołożyli się do domków. Z 1,27 mln zł, które udało się zebrać, aż 1,2 mln zł pochodziły od Kościoła i wiernych z zagranicy. Z tego 160 tys. zł przekazał kard. Ryś z pieniędzy własnych i kurii, równowartość 130 tys. podarował papież Franciszek, a prawie milion wierni z USA - 760 tys. zebrali katolicy z diecezji Chicago, a 160 tys. fundacja Jana Pawła II z New Jersey. Z lokalnej zbiórki pozyskano jedynie… 70 tys. zł.

O tych wszystkich trudnościach i rozczarowaniach mówił kardynał Grzegorz Ryś 17 listopada podczas opóźnionego o ponad rok poświęcenia czterech domków. Jak przyznał to dzieło charytatywne wiele jego i jego współpracowników nauczyło.

- Nie wydawało nam się możliwe, żeby był protest społeczny przeciwko zamieszkaniu w sąsiedztwie matek z małymi dziećmi. Nie wydawało nam się, że ktoś może stawić opór takiej inicjatywie – mówił na dziedzińcu przed domkami kard. Ryś.

Kardynał zrozumiał też, że postawienie osiedla nie jest ani tanie, ani proste.

- Okazało się, że to, co jesteśmy w stanie zebrać, nie wystarczy na osiem domów i w tydzień nikt ich nie postawi. Wymaga to dłuższego czasu i takiego uparcia się przy dobru – mówił kardynał.

Jednak poświęcenie domków odbyło się bardzo uroczyście, a kardynał dostał od wzruszonych mieszkanek kwiaty.

- Dla naszych rodzin takie mieszkania to błogosławieństwo - mówiła pani Lilia, która wcześniej z dwójką dzieci mieszkała w ośrodku dla uchodźców przy ulicy Okoniowej, gdzie z powodu dużego nagromadzenia ludzi jej dzieci ciągle łapały infekcje.

Po pierwszych tygodniach w nowym miejscu Caritas ocenia, że projekt – choć w okrojonej wersji jednak się udał. - Mieszkańcy są bardzo zadowoleni, a ich domy bardzo przytulne – podkreśla dyrektor Tomasz Kopytowski. - Swoją wdzięczność wyrażają gościnnością. To prosta gościnność, częstują herbatą, kawałkiem chleba, boczkiem. Odwiedzamy ich regularnie – opowiada.

Także mieszkańcy parafii św. Wojciecha przyjęli Ukraińców bardzo przychylnie. A Łódzka Caritas zadbała, żeby ich przedstawić.

- Poświęciliśmy jedną niedzielę adwentu na to, aby na wszystkich mszach w parafii św. Wojciecha opowiedzieć o tym miejscu i poprosić, by sąsiedzi objęli ich opieką - relacjonuje Kopytowski.

Wierni zadeklarowali, że będą pomagać. Wsparcie zapewni też parafialne koło Caritas.

- Ktoś już przyniósł Ukraińcom radio, inni pytali, co jest potrzebne – opowiada Kopytowski.

Sygnałów o konfliktach nie ma.

Caritas nie ma jednak planów budowy reszty domków, zresztą nie ma też na nie pieniędzy. Szuka natomiast kolejnych lokatorów wśród podopiecznych prowadzonego przez siebie Centrum Pomocy Migrantom i Uchodźcom. - Mamy jeszcze pojedyncze wolne miejsca, cały czas się rozglądamy za potrzebującymi – przyznaje Tomasz Kopytowski.

Lokatorzy ponoszą niewielką część kosztów pobytu (w granicach 100-150 zł za miesiąc), resztę dopłaca Caritas. Wiadomo też, że mieszkańcy będą się zmieniać, możliwość zamieszkania na osiedlu przewidziana jest bowiem na rok. Potem lokatorzy mają się usamodzielnić.

Trudno na razie myśleć o końcu wojny i o tym, kto miałby się do domków wprowadzić. Na razie mieszkają tu uchodźcy z Ukrainy i nie wiadomo, kiedy to się zmieni. Państwo Galina i Sasza też nie wiedzą, kiedy powrócą do własnego domu. Na pewno najbliższe święta spędzą w domku.

Pierwsze święta w domkach Caritas. Jak będą wyglądać?

Tak jak wszyscy mieszkańcy osiedla są zaproszeni na sobotnią wigilię charytatywną Caritas w łódzkim seminarium. Natomiast w święta będzie u nich spokojnie. Małżeństwo świętuje dwa razy: najpierw według kalendarza gregoriańskiego czyli według tzw. nowego stylu 25 grudnia, potem według kalendarza juliańskiego 7 stycznia. Pani Galina podkreśla, że oba Boże Narodzenia są dla niej tak samo ważne. W kuchence domku przy Rzgowskiej nie będzie jednak wielkiego gotowania. Ze względu na stan zdrowia pani Galina jest na ścisłej diecie.

- Dla siebie zrobię kartofli z masłem, ale mężowi zrobię do jedzenia coś dobrego. Może zaprosimy też przyjaciół – planuje Galina. Pan Sasza przy okazji dziękuje Polakom za pomoc w czasie wojennym. - Bardzo się nami opiekujecie – mówi.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Znowu zazieleniliśmy Pomorze. Akcja "Drzewko za surowce wtórne"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki