Polskie święto

Jacek Grudzień
Jacek Grudzień
Jacek Grudzień DziennikŁódzki/archiwum
Jak to dobrze, że mamy pierwszy dzień listopada. Cichną wtedy zajadłe kłótnie, łagodniejemy i zajmujemy się sprawami naprawdę ważnymi. Bo w moim przekonaniu tylko dwa dni w roku: Wszystkich Świętych i Wigilia Bożego Narodzenia powodują, że pewnych rzeczy nawet największym pieniaczom nie wypada mówić i robić. Koncentrujemy się na tym, co w nas ludziach jest dobre.

I dzieje się to w czasach, gdy o śmierci nie wypada mówić. Ba, nie wypada nawet być starym w tych czasach. Informacje o śmierci stały się czymś wstydliwym, normą stało się mówienie o tym, że zmarli przegrali walkę. I już, koniec.

Informacje o nieżyjących artystach pojawiają się w rubrykach rozrywka tuż obok wiadomości o tym, kto kogo rzucił lub kto rozrabiał na imprezie. I są redagowane często tak, żeby wzrosła sprzedaż płyt lub filmów z udziałem zmarłego.

Dla poważnego rozmawiania o śmierci zarezerwowane są wyłącznie pierwsze dni listopada. Wypada o niej rozmawiać, łatwiej pogodzić się ze strachem, że nas też dotyczy, dotyczy także naszych bliskich, którzy towarzyszą nam na cmentarzach. O przyjaciołach, których groby odwiedzamy, mówimy w czasie teraźniejszym, potrafimy znów cieszyć się radościami, które razem przeżyliśmy. Znajdujemy czas dla ludzi, którzy są dla nas bliscy, a przez rok nie udaje nam się nawet przez chwilę porozmawiać. To jeden z takich magicznych dni, gdy nadrabiamy stracony czas, goniąc na co dzień nie wiadomo za czym.

Chyba przyznają Państwo, że do najbardziej pamiętanych spacerów należą te w wieczory w pierwszym dniu listopada, gdy cmentarze są piękne i rozbłyskują tysiącami światełek. A były czasy, gdy magia była jeszcze większa za sprawą kolorowej łuny, którą dawały znicze. Dzięki nim nekropolie były widoczne z odległości kilku kilometrów. Nowe znicze, te z kapturkami, są punktami świetlnymi, ale i tak dają niesamowite wrażenie.

Tak piszę Państwu o oswajaniu śmierci, ale pewnie jak większość z nas mam z tym kłopot. Opowiem więc Państwu o ludziach, którzy odeszli w tym roku, a uważałem i uważam ich za bliskich sobie.

Madzia Prokopowicz założyła fundację Rak'n'roll i zmieniła myślenie ludzi w naszym kraju o chorych na raka. To dzięki niej łysa głowa po chemioterapii przestała być czymś wstydliwym. Nasze kontakty przez ostatnie lata to były rozmowy z okazji moich i jej urodzin. Dziś Madzia ma urodziny i zupełnie nie wiem, jak się zachować, bo ten rytuał to było coś ważnego.

Krzyś Michalski jako dziennikarz i miejski patriota zrobił dla Kutna przez ostatnie lata więcej niż ktokolwiek inny. Nigdy nie zapomnę jego walki o odbudowę pałacu Saskiego, dumnych opisów zrewitalizowanej ulicy Królewskiej. Od czasu gdy umarł, nie potrafię włączać Radia Łódź w sobotnie poranki, mimo że już długo nie budził mnie jego głos. Może dlatego, że tak dużo wspólnych rozmów wiąże się z tymi programami i wiem, że nikt już tak tego programu nie poprowadzi.

Piotr Woldan na hasła Łódź i łódzka kultura uruchamiał wszystkie możliwe kontakty, jakie miał, pracując w Warszawie, żeby pomóc. Nie znam nikogo, kto tak mocno i bezinteresownie potrafił się cieszyć nawet najmniejszymi łódzkimi sukcesami. Minęło kilka miesięcy od jego śmierci, a ja cały czas patrząc na jego numer w telefonie wiem, że odbierze zawsze i zapyta o nowe "łódzkie pomysły". Też nie umiem o nim myśleć inaczej niż w czasie teraźniejszym.

Początek listopada powinien być oficjalnie ogłoszony dniem łódzkiego patriotyzmu. Kwesta na Starym Cmentarzu to w moim przekonaniu nie tylko dowód na to jak wspaniali są łodzianie, ale także na to, jak bardzo identyfikują się ze swoim miastem.

Słuchanie opowieści rodziców o tym, kim byli Scheibler, Geyer, Grohmann, to dziś norma. Słoiki z monetami, zbieranymi przez dzieci przez cały rok, to także norma. Tak jak pojawiający się co roku biznesmen, wrzucający do kilku puszek banknoty. W mojej zastawił 300 złotych, w kolejnych wielokrotność tej sumy.

Stary Cmentarz staje się symbolem, który jednoczy. Gdyby politycy tak zgodnie zabiegali o łódzkie sprawy w parlamencie, jak zbierają datki, Łódź by rozkwitała. W cmentarnej alejce nie dziwi widok stojących obok siebie Krzysztofa Makowskiego i Dariusza Jońskiego, niegdyś w jednej partii, dziś politycznych przeciwników. Politycy i dziennikarze wiedzą, że jeśli ich praca ma być misją, to wypełniają ją właśnie tu. Kwestowali też muzycy rockowi, panie z koronami Miss Polonii, jak zwykle niezawodni przewodnicy. Jeszcze można by długo wymieniać...

Stary Cmentarz to wielki kapitał, wokół którego można by budować lokalny patriotyzm. Tylko warto pamiętać, że zabytek powinien pozostać zabytkiem. Bo wśród wielu rozmów, jakie wczoraj prowadziłem, były także te pełne niepokoju, że pięknych odremontowanych grobów nie powinno otaczać się nowymi, tylko dlatego, że jest tam wolne miejsce. Bo chodzi także o to, żeby to miejsce odwiedzali turyści i uczyli się niezwykłej historii naszego miasta. Dobrze, że tak czcimy to polskie święto.

Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie