Proces szajki oszustów w Łodzi. Metodą "na policjanta" wyłudzali pieniądze i złotą biżuterię

Wiesław Pierzchała
Wiesław Pierzchała
Do konfrontacji między dwoma oskarżonymi doszło w piątek 27 listopada w Sądzie Okręgowym w Łodzi na procesie ośmiu osób oskarżonych przez prokuraturę o oszustwa na dużą skalę metodą „na policjanta”.

Chodzi o to, że jeden z oskarżonych, 37-letni Damian Sz. nazywany „Jankesem”, poszedł na współpracę ze śledczymi i złożył obszerne zeznania, w których obciążył innych oskarżonych. Niektórzy z nich twierdzą, że zostali pomówieni. Wśród nich jest Sebastian K., który na kartkach– w oparciu o akta sprawy - przygotował wiele pytań, którymi zasypał Damiana Sz.

Wprawdzie obaj zasiadają na ławach oskarżonych, niemniej przegradzała ich... szyba kuloodporna. A to dlatego, że rozprawa odbyła się w sali „S”, czyli największej i najlepiej strzeżonej w Łodzi. Sebastian K. dowożony jest do gmachu Temidy z aresztu, więc siedział za szybą pilnowany przez policjantów. Dla odmiany Damian Sz. odpowiada z wolnej stopy, więc siedział przed szybą bez asysty stróżów prawa.

Jednym z szefów gangu miał być "Cygi"

Pytania Sebastiana K. dotyczyły m.in. wiedzy Małgorzaty P., w której sprawie „Jankes” odparł, że nie wtajemniczał jej w przestępczy proceder i nigdy z nią o tym nie rozmawiał. Pytający chciał się też dowiedzieć o relacje Damiana Sz. z Danielem M. - pseudonim „Cygi”, który najpierw mieszkał w Polsce, a potem w Niemczech i – jak wynikało z kontekstu – był jednym z szefów gangu łupiącego seniorów metodą „na policjanta”.

„Jankes” wyjaśnił krótko: - „Na wolność wyszedłem w październiku 2014 roku, w lutym 2015 roku nawiązałem kontakt z Danielem M., zaś dwa tygodnie później zostałem zatrzymany”. Wiele pytań oskarżonego odbiegało od standardów procesowych, więc zostały uchylone przez sędziego Piotra Wzorka.

Ofiarą oszustów padali zwykle starsi ludzie tracący dorobek całego życia.

W sprawie tej na ławie oskarżonych zasiada sześciu mężczyzn i dwie kobiety. Według prokuratury, spowodowali oni straty wynoszące ponad milion złotych. Ich ofiarą padali zwykle starsi ludzie tracący dorobek całego życia. Centrala gangu znajdowała się w Niemczech, skąd dzwoniono do ofiar i gdzie kierowano wyłudzone pieniądze i złotą biżuterię.

Wspomniany Damian Sz. organizował i prowadził tzw. podbieraków, którzy jako fałszywi policjanci odbierali pieniądze od oszukanych seniorów. Okazało się, że członkowie szajki mieli odznaki policyjne – tzw. blachy, które kupowali w internecie. Mieli nawet mundur policyjny, ale tylko do czasu, gdyż jeden z członków gangu go spalił.

Oskarżeni działali w Łodzi, innych miastach Polski i w Berlinie. Podszywając się pod policjantów byli tak sprytni i przekonywający, że od swych ofiar wyłudzali od 25 tys. zł aż do 907 tys. zł. Nie gardzili też złotą biżuterią. W tym przypadku pokrzywdzeni szacowali swoje straty od 7 do 19 tys. zł.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Przecież policja sama daje bandytom przykład jak okradać. Kiedyś policjant musiał mieć mundur z nazwiskiem albo identyfikator, mógł wejść do mieszkania podając podstawę prawną, musiał zostawić np. pisemne wezwanie na posterunek. Policja nic nie załatwiała na telefon. Dziś policja jest w drelichu z napisem policja i na tym koniec, nie musi się przedstawiać nie musi nosić identyfilatorów ani podawać po co wchodzi do mieszkania, kto wydał nakaz. Kazdy może skombinować drelich, wejść do mieszkania okraśc i rozplynać się we mgle. Jeszcze takiego bajzlu w tym państwie nie bylo.

Dodaj ogłoszenie