Psy atakują na łódzkich StokachGromada zdziczałych psów terroryzuje mieszkańców na łódzkim osiedlu Stoki. Łodzian paraliżuje strach.

Joanna Barczykowska
Na odległość trudno ocenić, czy wygłodniałe psy gotowe są zaatakować przechodniów
Na odległość trudno ocenić, czy wygłodniałe psy gotowe są zaatakować przechodniów Piotr Krzyzanowski
Udostępnij:
Gromada zdziczałych psów terroryzuje mieszkańców na łódzkim osiedlu Stoki. Łodzian paraliżuje strach.

- Psy grasują po śmietnikach i kontenerach z odpadami, ale atakują też psy i zwierzęta domowe. Znaleźliśmy pozagryzane zające i koty. Boimy się podejść do atakującej sfory. Zawiadomiliśmy służby, ale nikt nie może wyłapać psów. Próbowali nawet pracownicy schroniska, ale czworonogi uciekły. Boimy się wychodzić na spacery z naszymi psami, żeby nie zostały zaatakowane - opowiada pani Justyna, mieszkanka ul. Skalnej.

Zwierzęta widziane były kilkakrotnie między ulicami Skalną a Zbocze. Mieszkańcy nagrali nawet film, na którym psy pałaszują odpady ze śmietników.

- Pozostawione przez właścicieli bardzo często dziczeją. Potem dobierają się w stada i razem atakują inne zwierzęta, a nawet ludzi. Takie watahy częściej można spotkać na terenach wiejskich. W Łódzkiem było wiele takich historii. Agresywne watahy grasują też w mieście. Psy stają się agresywne i mogą atakować w stadach zimą, kiedy nie mają co jeść. Zbliżają się do miast w poszukiwaniu pożywienia. Trudno je złapać - przyznaje Longin Siemiński, właściciel przytuliska dla zwierząt przy ul. Kosodrzewiny w Łodzi.

Podobna panika w grudniu na trzy tygodnie opanowała mieszkańców Strumian koło Sieradza. Strach wywoływał u nich dorosły amstaff pozostawiony bez opieki i jedzenia na pobliskiej działce. Pies parokrotnie zerwał się z łańcucha i podchodził do domostw w poszukiwaniu jedzenia. Był agresywny w stosunku do dzieci, a nikt nie mógł odnaleźć jego właścicieli.

- Dokarmialiśmy psa, bo baliśmy się, że zdechnie, albo zacznie szukać jedzenia na własną rękę - mówi Beata Makota, mieszkanka Strumian.

W wyborczą niedzielę mieszkańcy Strumian rozwiesili we wsi zdjęcia wygłodzonego, cierpiącego psa.

- Udało nam się znaleźć właścicieli. Po dwóch dniach przyjechali i w końcu zabrali psa. Próbowaliśmy im wytłumaczyć, by go już tu nie zostawiali, bo w końcu dojdzie do tragedii. Mam nadzieję, że zrozumieli - mówi Beata Makota.

Do łódzkiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami codziennie napływają sygnały o dzikich psach, które błąkają się po osiedlach i atakują inne zwierzęta. - Psy, wyrzucone przez ludzi, bardzo często mają złe doświadczenia, dlatego potem reagują agresją - mówi Ewa Nawalny, prezes TOZ w Łodzi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie