Psycholog: Gdzie byli sąsiedzi, którzy słyszeli płacz bitego...

    Psycholog: Gdzie byli sąsiedzi, którzy słyszeli płacz bitego dziecka? [WYWIAD]

    Rozm. Joanna Leszczyńska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Rozmowa z Bohdanem Bielskim, psychologiem sądowym i rodzinnym.
    Bohdan Bielski

    Bohdan Bielski ©Krzysztof Wojda/Reporter

    27-letni Adam M. z Łodzi usłyszał zarzut śmiertelnego pobicia trzyletniego Wiktora, a jego matka nieudzielania dziecku pomocy i narażania go na niebezpieczeństwo utraty życia. Bestialstwo wobec dzieci wcale nie jest marginesem, jak do niedawna mogło się wydawać. Mimo licznych kampanii społecznych przeciwko przemocy, surowych kar dla sprawców, ciągle dochodzi do podobnych dramatów...
    Sprawcy są najmniej podatni na działanie jakichkolwiek społecznych kampanii. Badania pokazują, że one w małym stopniu zmuszają ich do korekty postępowania. Sprawcy przemocy wobec dzieci często działają w wyniku upojenia alkoholowego, które ma ten skutek, że w pierwszej fazie działania uwalnia agresję, człowiek traci kontrolę nad swoimi poczynaniami, ma poczucie, że wszystko można.
    Co nie znaczy, że zawsze działają w warunkach zniesionej poczytalności. Ponadto tego typu czyny często popełniają ludzie o osobowości zaburzonej. Trudno, żeby do nich trafiała kampania przeciwko przemocy, bo ona przemawia tylko do ludzi skłonnych do refleksji. Mnie najbardziej w tych wszystkich sprawach zastanawia nie to, że są sprawcy, którzy biją dzieci, czy też krzywdzą w inny sposób, ale to, że obok tych dzieci mieszkają sąsiedzi. Zwykle normalni, niezaburzeni, niekarani, niepatologiczni. Tylko oni nie słyszą dzieci, które płaczą. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby to był pierwszy raz, kiedy ten człowiek pobił dziecko, że w tym domu było wszystko dobrze i nagle doszło do tragedii. Gdzie byli ci ludzie, którzy powinni usłyszeć ten płacz i zawiadomić policję, że dziecko płacze? Nic się nie stanie, jak policja przyjedzie i sprawdzi, dlaczego dziecko płacze. Czasami dziecko płacze z powodu reprymendy, i to bardzo. Ale policja może to wyjaśnić. Powinniśmy oczekiwać, że kampania społeczna przeciwko przemocy wzmoże czujność społeczeństwa, że uświadomi innym ludziom istnienie problemu, potrzebę reagowania i myślenia w kategoriach: To mogłoby być moje dziecko, mój wnuk.

    Tylko że często do brutalnych czynów wobec dzieci dochodzi w enklawach patologicznych, gdzie trudno liczyć na sąsiadów. W takich miejscach szczególnie czujni powinni być kuratorzy, opieka społeczna...
    Oczywiście, ma pani rację. Ciekawe, jakie jest rozeznanie dzielnicowych i opieki społecznej w takich środowiskach? Historia uczy, że niejednokrotnie takie rodziny były monitorowane przez policję, kuratorów sądowych, opiekunów społecznych i niczego to nie dało. Oczywiście, nie można ujmować policji i służbom kuratorskim sukcesów w różnych działaniach, ale jest jakiś problem organizacyjno-metodologiczny, dotyczący ich pracy, gdyż nierzadko rozpoznanie środowiskowe jest złe. Te historie, niestety, pokazują, że nie łączy się rozeznania kryminologicznego o możliwych zagrożeniach ze szczególnym nadzorem ośrodków opieki społecznej. Ta opieka często sprowadza się do tego, że często się sprawdza, czy zasiłki są wypłacone. Mieliśmy przykład Szymona z Będzina, gdzie matka pobierała zasiłek na dziecko, które już od miesięcy nie żyło. To dowód, że to jest źle zorganizowane. Liczy się dokument, notatka, a to oznacza bardziej odbębnienie sprawy niż rzeczywistą opiekę i rozeznanie.

    Przed wakacjami całą Polską wstrząsnęła sprawa nauczycielki, która w latach 80. zakatowała na śmierć pasierba, a mimo to nadal pracowała w oświacie. Inteligentna, wykształcona, doradzała MEN. Jak się okazało, w dzieciństwie sama była bita. Przemoc rodzi przemoc?
    Nikt nas nie uczy bycia rodzicami, nie bada, czy sami byliśmy bici, jaki mamy system kar i nagród. Badają to jedynie ośrodki adopcyjne w przypadku kandydatów na rodziców adopcyjnych. Ale ich jest znacznie mniej niż rodziców biologicznych. Dopiero od niedawna obowiązuje przepis zakazujący kar fizycznych wobec dzieci, także rodzicom, a nie tylko nauczycielom czy księżom. Jest całe pokolenie, które wyrosło w społecznym i prawnym przyzwoleniu na kary fizyczne. Tyle że człowiek, który potrafi kontrolować swoje emocje, zna granicę, jaka dzieli klapsa od uderzania w brzuch, które może zabić.
    Rodzice, którzy byli bici jako dzieci, uznają bicie jako metodę naturalną, jakiej zostali wyuczeni. Życie może to korygować, ale nie w każdym środowisku dochodzi do naturalnej korekty. Bardzo przydałyby się programy edukacji społecznej, treningi, pokazujące, jak należy rozwiązywać konflikty i napięcia. Ale tego zadania nie można wprowadzić do szkół, bo one w zwykłych ramach funkcjonują beznadziejnie, a co dopiero w ramach rozszerzonych o coś specjalnego. Ale gdyby szkoła miała program edukacji społecznej, to być może mielibyśmy mniej rodziców, którzy biją dzieci.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    A co z małymi histerykami????

    ja (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

    A ja mam dziecko , które płaczem wymusza wszystko, więc jak sąsiedzi zaczną dzwonić,że je biję to ciekawe co zrobię. Dodam tylko,że nigdy nie dostało nawet klapsa, a potrafi wydzierać się o byle co...rozwiń całość

    A ja mam dziecko , które płaczem wymusza wszystko, więc jak sąsiedzi zaczną dzwonić,że je biję to ciekawe co zrobię. Dodam tylko,że nigdy nie dostało nawet klapsa, a potrafi wydzierać się o byle co i z 10 minut. Nie popadajmy w paranoję.
    zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo