Punkt w nagrodę za walkę do ostatniej sekundy. Arka Gdynia – ŁKS 1:1

R. Piotrowski
Na zdjęciu m.in. Ricardo Guima. Dzięki Portugalczykowi łodzianie wywalczyli w Gdyni remis [Fot. Przemysław Świderski]
W 24. kolejce piłkarskiej ekstraklasy ŁKS zanotował trzeci tej wiosny remis. Arka prowadziła z beniaminkiem do czwartej minuty doliczonego czasu gry i dopiero wtedy łodzianie za sprawą Ricardo Guimy doprowadzili do wyrównania. W Gdyni - bez (jeszcze) zabitych, są natomiast ranni.

ŁKS nigdy nie wygrał z Arką w Gdyni, ba, jedyne czym mógł się pochwalić do niedzieli to pięć bezbramkowych remisów i dwie zaledwie bramki, przy czym tę ostatnią zdobył… czterdzieści lat temu Stanisław Terlecki. W niedzielę też się nie udało, choć niewykluczone, że „Rycerze Wiosny” jeszcze dostaną na to szansę w tym sezonie (dodatkowy mecz w grupie spadkowej).

Ełkaesiacy tracą po 24. kolejce ekstraklasy nadal dziesięć punktów do ostatniej „bezpiecznej” w tabeli Wisły Kraków, a ponieważ, żeby się utrzymać, potrzebuje co najmniej dziesięciu zwycięstw w trzynastu ostatnich kolejkach, zdaniem większości ekspertów tutaj nawet skaczący po dachach Tom Cruise nic raczej nie zdołałby zdziałać, bo filmowa „Mission: Impossible” to przy sytuacji ełkaesiaków w ekstraklasie zabawa dla dzieci.

Trener Kazimierz Moskal zaskoczył przed tym spotkaniem chyba wszystkich. Prawda, biorąc pod uwagę sytuację łodzian spodziewaliśmy się ofensywnego ustawienia, lecz nie tego, że szkoleniowiec beniaminka zrezygnuje z nominalnych defensywnych pomocników. A jednak, chwalony za postawę w meczu z Pogonią Dragoljub Srnić, tak jak i Łukasz Piątek, niedzielne spotkanie rozpoczął na ławce rezerwowych, gdzie wylądowali także Samuel Corral (tym razem trener ŁKS postawił w pierwszej linii na Jakuba Wróbla) oraz Jan Sobociński.

Ten ostatni na boisku zameldował się jednak bardzo szybko, bo już w 6. minucie. Dlaczego? Cóż, w piłce poza tym, co najważniejsze czyli umiejętnościami, siłą i szybkością, trzeba mieć jeszcze trochę szczęścia, a tego, zdaje się, zabrakło właśnie Maciejowi Dąbrowskiemu. Najlepszy piłkarz ŁKS wiosną tak niefortunnie próbował sięgnąć futbolówkę, że kolanem trafił w… nos. Po sekundzie doświadczony stoper zalał się krwią, zszedł z murawy, a trener Kazimierz Moskal musiał wykorzystać pierwszą zmianę.

Strata takiego zawodnika, zwłaszcza po kilku zaledwie minutach, jest oczywiście bolesna, lecz w pierwszej połowie nie wpłynęła znacząco na grę łodzian. Goście lepiej od Arki prezentowali się z piłką przy nodze, w ich grze można było niekiedy dostrzec nawet jakiś ciekawy pomysł, lecz brakowało tego, czego i w poprzednich wiosennych meczach, czyli tzw. ostatniego otwierającego drogę do bramki podania. Z tego względu „Rycerze Wiosny” tylko dwukrotnie przyprawili sympatyków Arki o szybsze bicie serca.

W 30. minucie tuż obok słupka huknął Antonio Domínguez, a niedługo po tym płaskie uderzenie Michała Trąbki z rzutu wolnego złapał Pāvels Šteinbors. Co na to Arka? Gdynianie liczyli w niedzielę przede wszystkim na stałe fragmenty gry, choć najgroźniejszą akcję podopieczni trenera Aleksandara Rogicia stworzyli sobie po akcji wychowanka ŁKS, Adama Marciniaka (doskonałe dośrodkowanie piłki z lewego skrzydła), którą zwieńczył niecelnym strzałem głową pozostawiony bez opieki Marko Vejinović

Po zmianie stron ełkaesiacy mieli kłopoty z utrzymaniem się przy piłce i dali się sprowokować do niekiedy prymitywnej gry, przepychanek w środku pola, walki bark w bark, w której to łodzianie w tym sezonie nie czują się lepiej. Plan Arki Gdynia wypalił. Goście rzadko zaglądali w okolice pola karnego miejscowych, natomiast coraz częściej podopieczni trenera Alekandara Rogicia egzekwowali stałe fragmenty gry na połowie beniaminka.

W 57. minucie miejscowi dopięli swego. Po dalekim wyrzucie piłki z autu Damiana Zbozienia futbolówkę odbił głową Jan Sobociński, lecz wskutek braku asekuracji ta spadła na nogę pozostawionego bez opieki Marko Vejinovicia (zdrzemnął się tu niestety chwalony przez nas ostatnio Jan Grzesik). Holender serbskiego pochodzenia precyzyjnym uderzeniem nie dał szans Arkadiuszowi Malarzowi na skuteczną interwencję.

Arka objęła prowadzenie, co gorsza nadal bardzo umiejętnie wybijała ełkaesiaków z uderzenia. Ci drudzy przez kolejne dwa kwadranse bili głową w gdyński mur i poza strzałem z lewej strony pola karnego w wykonaniu Jakuba Wróbla oraz próbą Michała Trąbki, z którą poradził sobie świetnie ustawiony Pāvels Šteinbors, zdziałali z przodu niewiele.

Kilkanaście minut przed końcem spotkania łotewski golkiper zaczął opóźniać wznowienie gry, za co pan Piotr Lasyk ukarał golkipera żółtą kartką. Wtedy, to jest w 82. minucie, wydawało się to niewielką ceną za „rozstrojenie” i tak przecież kiepsko w niedzielę zorganizowanej ofensywy ŁKS, lecz koniec końców podobne sztuczki wyszły arkowcom bokiem. Arbiter przedłużył zawody aż o pięć minut i w tej przedostatniej, gdy wydawało się, że gdynianie dowiozą prowadzenie do końcowego gwizdka, Carlos Moros Gracia przedłużył podanie głową, piłka spadła pod nogi Ricardo Guimy, a ten huknął z półwoleja tak, że futbolówka najpierw odbiła się od słupka, a następnie wpadła do siatki.

Oczywiście ten remis to dla wielu tylko przedłużenie agonii beniaminka i spoglądając na tabelę ekstraklasy, trudno nie odnieść podobnego wrażenia, co nie znaczy, że za grę do ostatniej sekundy, o co tak często apeluje trener Kazimierz Moskal, nie należą się „Rycerzom Wiosny” brawa. Nawet jeśli będą to oklaski tylko na otarcie łez.

Arka Gdynia - ŁKS Łódź 1:1 (0:0)
Bramki: 1:0 Marko Vejinović (57), 1:1 Ricardo Guima (90+4)
Arka: Pāvels Šteinbors - Damian Zbozień, Frederik Helstrup, Douglas Bergqvist, Adam Marciniak, Mateusz Młyński (90, Jakub Wawszczyk), Adam Deja, Adam Danch, Marko Vejinović (88, Dawit Schirtladze), Nemanja Mihajlović, Fabian Serrarens (59, Oskar Zawada). Trener: Aleksandar Rogić.
ŁKS: Arkadiusz Malarz – Jan Grzesik, Carlos Moros Gracia, Maciej Dąbrowski (6, Jan Sobociński), Tadej Vidmajer (46, Adrian Klimczak), Ricardo Guima Maciej Wolski, Michał Trąbka, Antonio Domínguez, Adam Ratajczyk (68, Samuel Corral), Jakub Wróbel. Trener: Kazimierz Moskal.
Żółte kartki: Serrarens, Šteinbors, Marciniak, Młyński, Deja – Vidmajer, Guima
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom)
Widzów: 7064

Złota Piłka dla Lewego?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
1 marca, 18:30, Gość:

I znów asysta Sobocińskiego !

Bzdura, to przypadek, starał się wygrać pojedynek główkowy. Strzelec bramki nie był pokryty przez Grzesika.

G
Gość
1 marca, 18:30, Gość:

I znów asysta Sobocińskiego !

Oczywiście znowu Sobociński. Moskal zmień mu pozycję w zespole. On ma wszystkie atuty piłkarza. Weź pod uwagę karierę Piszczka.I to wyszlo

G
Gość

I znów asysta Sobocińskiego !

Dodaj ogłoszenie