Spacer szlakiem łódzkich barów PRL [ZDJĘCIA+FILM]

    Spacer szlakiem łódzkich barów PRL [ZDJĘCIA+FILM]

    Agnieszka Magnuszewska

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Spacer szlakiem łódzkich barów PRL [ZDJĘCIA+FILM]
    1/34
    przejdź do galerii

    ©Jarosław Kosmatka

    Restauracje kategorii III i "S", czyli od barów mlecznych po restauracje z jednolitą stołowizną i zagranicznymi trunkami. Śladem takich lokali spacerowało w niedzielę kilkudziesięciu łodzian, głównie w pobliżu Piotrkowskiej.
    Spacer, który dla wielu był powrotem do młodości, zorganizowało Centrum Inicjatyw na rzecz Rozwoju REGIO, a po lokalach z epoki PRL - u oprowadzał Piotr Tomczyk.

    Z charakterystyką baru mlecznego nie ma problemu, a czym jest lokal kategorii "S"? Zgodnie z zarządzeniem Ministra Handlu Wewnętrznego z 1963 r., dotyczącego rodzajów zakładów gastronomicznych, lokal pierwszej kategorii oraz "S" powinien mieć m.in. jednolitą stołowiznę, szeroki wybór potraw z różnych mięs, trunki zagraniczne oprócz krajowych a zakąski i drugie dania powinny być w nim podawane na półmiskach. Takie warunki na pewno spełniała restauracja Sim przy pl. Wolności 4. - Jej nazwa pochodzi od: sztuka i moda.To był lokal pierwszej kategorii, a na jego pierwszym piętrze znajdowało się dowództwo wszystkich kawiarni w Łodzi - zaznacza Piotr Tomczyk.

    Zresztą lokalizacja restauracji Sim zobowiązywała. Kiedyś była w jej miejscu najstarsza łódzka cukiernia prowadzona przez Szwajcara. Natomiast na przeciwko Sim, czyli przy pl. Wolności 7, działał Kurant (kawiarnia pierwszej kategorii) - Można było zjeść w nim wuzetkę, bitą śmietanę czy wypić kawę - mówi Tomczyk.

    - A czasem nawet piwo, jak je akurat "rzucono" - dodaje jedna z uczestniczek spaceru.

    Dalej, wzdłuż ul. Nowotki (Pomorska), można było zajrzeć do Marysieńki, czyli kawiarni drugiej kategorii. - Z kolei u zbiegu Nowotki i Kilińskiego znajdowała się restauracja "Pod Szewczykiem" a na przeciwko IV LO była cukiernia "U Turka" - wylicza Tomczyk.
    Właścicielem cukierni rzeczywiście był Turek, ale ponoć głównie utrzymywał się z fabryki guzików.

    Łodzianie chętnie chadzali do restauracji oferujących zagraniczną kuchnię, choć nie zawsze był to ich główny atut. Przykładowo Karl-Marx-Stadt przy ul. Elsnera 23, serwujący kuchnię niemiecką,słynął z męskiego striptizu.

    - A salę białą z tej restauracji widać w filmie "Co lubią tygrysy" - mówi Tomczyk. - Striptiz był w szarej rzeczywistości atrakcją, bo w telewizorze był tylko jeden kanał albo w ogóle on nie działał ze względu na brak prądu.

    Jednak pierwszy striptiz w Łodzi zaprezentowano w restauracji pierwszej kategorii "Casanova" przy ul. Zachodniej 87. Polegał on na tym, że przez scenę przebiegła kobieta odziana tylko w tiul. - O godz. 5 rano z Casanovy się "wysypywało", czyli lokal opuszczali klienci. Mijali robotników oczekujących na tramwaj. Ponoć często można było tu usłyszeć, jak klienci Casanovy mówili do robotników "Ludzie, co się nie cieszycie, przecież do pracy jedziecie" - podkreśla Piotr Tomczyk. - Żeby bawić się w Casanovie trzeba było wiedzieć, komu zapłacić. Przede wszystkim kierownikowi sali. Drugą ważną osobą w każdym lokalu był szatniarz, który był stanie wszystko załatwić.

    CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE
    « 2

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Dwója z ortografii dla Pani redaktor

    Naprzeciwko (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    no błagam, na przeciwko? Napewno...

    Polecamy

    Menedżer Roku 2018

    Menedżer Roku 2018

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny