Setki łódzkich studentów zalegają uczelniom z opłatami zaczesne. Wielu z nich traci z tego powodu indeksy, chociaż nasze szkoły wyższe różnią się w surowości sankcji.

Nawet ci, którzy już wylecieli ze studiów za niespłacone długi, z niepokojem przeczytają o orzeczeniu Sądu Okręgowego w Słupsku. Przed weekendem zapadł tam wyrok w sprawie studentki, której dług uczelnia sprzedała firmie, zajmującej się odzyskiwaniem wierzytelności. Firma domagała się pieniędzy przed sądem, zaś kobieta broniła się, twierdząc, że dług uległ przedawnieniu. Jednak zdaniem sądu, płacący studenci nie zawierają z uczelniami umowy-zlecenia (przedawnia się ona po dwóch latach), lecz porozumienie, wynikające z Prawa o szkolnictwie wyższym, które przedawnia się dopiero po dziesięciu latach.

W Łodzi uczelnie mają kogo nakłaniać do spłaty długów. Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych skreśliła w minionym roku akademickim 50 studentów z powodu niepłacenia czesnego. Ogółem WSSM zalega 300 dłużników.

- Staramy się o delikatność w kontaktach z takimi studentami, najpierw przypominając o zaległościach przez rozmowy telefoniczne - mówi prof. Marian Wilk, założyciel i rektor WSSM. - Jednak część z nich nie ma zamiaru regulować opłat, a sprawy szczególnie opornych trafiają do sądu i firmy windykacyjnej, z którą współpracujemy.

Prof. Wilk przypomina, że dla szkół prywatnych czesne to podstawa bytu.

- Rektorzy uczelni niepublicznych wciąż upominają się o otrzymywanie subwencji na prowadzenie studiów stacjonarnych, które obecnie przysługują tylko szkołom państwowym. Jednak Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie spełnia tego postulatu. Ostatnio zwrócił na to uwagę we wniosku do Trybunału Konstytucyjnego rzecznik praw obywatelskich - mówi prof. Wilk.

Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna liczby dłużników nie upubliczniła, ale sposób postępowania z zalegającymi studentami jest jasny. - Wkroczenie na drogę postępowania sądowego akademia uznaje za ostateczność. Do studentów wysyłane są SMS-y, informujące o stanie zaległości. Nadto poprzez Wirtualny Pokój Studenta wysyłane są informacje, przypominające o konieczności wywiązania się z zawartej umowy. Jeżeli te działania nie odniosą skutku, wysyłane są monity i wezwania do zapłaty. Na każdym etapie postępowania student ma możliwość wystąpienia z wnioskiem o umorzenie zobowiązań lub rozłożenie ich na raty - informuje Kamil Fibak, pełnomocnik rektora AHE do spraw studenckich.

Studenci dłużnicy to także problem największych w regionie uczelni państwowych, prowadzących studia niestacjonarne.

Uniwersytet Medyczny w Łodzi wyliczył, że z końcem maja 2013 roku suma zaległości z tytułu czesnego wynosiła około 900 tys. zł. Na tę kwotę składają się zobowiązania 160 studentów, w większości studiów zaocznych (około 2 proc. ogólnej liczby studentów), oraz blisko 70 osób niebędących już studentami.

Mimo takiej sumy zaległości, na Uniwersytecie Medycznym nie wykreśla się dłużników z listy studentów.

- Problemy finansowe często dotykają bardzo zdolnych osób, którym dajemy szansę studiowania i np. umożliwiamy spłatę długu w ratach. Staramy się takie przypadki traktować bardzo indywidualnie i z naszych doświadczeń wynika, że jest to skuteczna metoda, która opłaca się obu stronom - tłumaczy Joanna Orłowska z biura rektora Uniwersytetu Medycznego.

Uczelnia ta nie korzysta z usług zewnętrznych firm, odzyskujących wierzytelności. Ale jeśli student jest "oporny", sprawa przekazywana jest do sądu.

Ewa Chojnacka, rzeczniczka Politechniki Łódzkiej, przesłała nam informację z dwóch przykładowych wydziałów: Mechanicznego oraz Biotechnologii i Nauk o Żywności.

- Najwyższe zadłużenie studenta Wydziału Mechanicznego to 10.303 zł. Pochodzi z pięciu nieopłaconych semestrów - informuje Ewa Chojnacka.

W minionym roku akademickim z Wydziału Mechanicznego skreślonych za brak opłaty zostało 19 studentów.

Z kolei wśród biotechnologów formalnie żaden nie "wyleciał" z powodu długu. Jednak dług mieli wszyscy skreśleni z listy studentów za brak postępów w nauce. Ośmiu studentom tego wydziału wysłano wezwanie do zapłaty, cztery osoby uregulowały opłaty w wyznaczonym terminie.

Marzena Bomanowska, odpowiedzialna za promocję Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej, twierdzi, że w filmówce dłużnicy to niewielki problem.

- Szkoła ma około 900 studentów, z tego 600 stacjonarnych. Za studia płacą tylko cudzoziemcy i studenci na kierunkach zaocznych. Zaległości w opłatach są niewielkie, uczelnia wysyła wezwania do zapłaty, rozkłada dług na raty, odracza termin płatności, jednym słowem: stara się iść na rękę studentom. Skreślenie z listy studentów z powodu zadłużenia w opłacaniu czesnego praktycznie się nie zdarza - informuje Marzena Bomanowska.