Studniówka 2014: szampan w hummerze, bal w pałacu i partner z internetu

Maciej Kałach
Udostępnij:
"Mam 25 lat, nazywam się Marcin, studiuję na Uniwersytecie Łódzkim i jestem z tych tańczących. Z przyjemnością rozwiążę twój problem" - napisałem do maturzystek z Łódzkiego.

Wiadomość z taką ofertą w święto Trzech Króli odebrała przez pocztę elektroniczną m.in. Julita z Radomska. Dziewczyna preferuje facetów "kulturalnych, z poczuciem humoru, mierzących ponad 180 centymetrów wzrostu". Ale w Radomsku chyba trudno o wysokich, a niższego Julita nie zamierza zabrać na swoją studniówkę - dlatego zdecydowała się na poszukiwania partnera przez internet, za pomocą specjalnego portalu, przeznaczonego dla samotnych balowiczek i balowiczów.

E-mail Marcina wysłany do innej dziewczyny nieco różni się treścią. W wersji B Marcin nie jest jeszcze studentem. Dopiero przystąpi do matury - w maju 2014 roku.

Studniówkowa ratowniczka

"Mam studniówkę 17 stycznia w Łodzi, a właśnie okazało się, że moja zamówiona partnerka wyjeżdża w tym czasie na wymianę zagraniczną. Jeśli Ty możesz ją zastąpić, będę bardzo wdzięczny" - czyta m.in. Agnieszka, studentka pierwszego roku zarządzania UŁ, która przedstawiła się jako "studniówkowa ratowniczka".

"Wiem, jaki to problem, jeśli nie ma się partnera" - tak Agnieszka tłumaczy we własnym anonsie. Zamieściła w internecie także swoje zdjęcie. To ładna długowłosa blondynka z zielonymi oczami.

W Trzech Króli w sieci, oprócz Marcina, pojawia się także Dorota, samotna maturzystka. Wysyła wiadomości na adresy e-mail aż 16 znalezionych w sieci facetów. W końcu nowa sukienka wisi już w szafie, ale jak tu pojawić się na balu, skoro zerwało się z chłopakiem w sylwestra! W samotnej Dorocie największe nadzieje budzi ogłoszenie Adama z Tomaszowa. Brunet, niebieskie oczy... "Disco rytmy idealnie trafiają w me gusta, więc na parkiecie obecność będzie dość częsta" - obiecuje faworyt Doroty. Odezwie się do niej także Filip, weteran portali dla poszukujących.

Niestety, i samotna Dorota, i Marcin istnieją tylko jako adresy e-mail w internecie. Za ich pomocą sprawdzam, na ile poważnie na studniówkach 2014 podchodzi się do szukania towarzystwa na podobno najważniejszy bal w życiu przez internet. Za to za ogłoszeniami Julity z Radomska, "ratowniczki" Agnieszki, Adama - bywalca parkietów oraz weterana Filipa kryją się młodzi mieszkańcy województwa łódzkiego.

Zjawisko pojawiło się na początku dekady. Przed trzema laty w "Dzienniku Łódzkim" opisaliśmy nawet ogłoszenie z portalu aukcyjnego Allegro. 20-letni łodzian licytował swój udział w studniówce. "Jestem zeszłorocznym maturzystą i chcę w tym roku znowu iść na studniówkę. Uwielbiam się bawić, zawsze uśmiechnięty, towarzyski, i lubię poznawać nowych ludzi. Nie upijam się. Sama decydujesz, możemy bawić się bez alkoholu czy z alkoholem" - reklamował się partner z Allegro. Cena od wywoławczej złotówki doszła do 53 zł.

W tym roku płacić za chłopaka nie trzeba. Ale czy ogłoszenia z internetu naprawdę kończą się wspólnym tańcem w tę wyjątkową noc?

Z drugiej strony, szukanie partnera w sieci aż tak bardzo nie dziwi na tle studniówkowych zwyczajów 2014. W miniony weekend po Łodzi krążyła monstrualna limuzyna - biały hummer - mieszcząca 18 maturzystów. Wynajęcie tego krążownika szos na godzinę kosztuje 900 zł, a w drodze do studniówkowego lokalu w środku hummera leje się szampan.

Niektórym komitetom organizacyjnym samo przeniesienie zabawy z ogólniaka do byle sali balowej już nie wystarcza. W tym sezonie po raz pierwszy bale maturzystów odbędą się w hotelach Hilton oraz Holiday Inn w Łodzi. Ze szkół, prowadzonych przez magistrat, ostatnim bastionem własnych murów pozostało XXVI Liceum Ogólnokształcące.

- Cieszę się, że moja szkoła trzyma się tej tradycji, która ma większy urok niż wynajęte sale i hotele - mówi Artur Partyka, absolwent XXVI LO, skoczek wzwyż i medalista igrzysk olimpijskich z Barcelony i Atlanty. Chociaż na początku studniówki 1988 za wiele na parkiecie nie skakał.

- Do tańca bardzo zachęcały nas dziewczyny, my kręciliśmy się po zakamarkach szkoły. Jakiś alkohol w tych zakamarkach był, ale bardziej dla emocji, związanych z jego wnoszeniem, a nie dla nadużywania. Potem rozkręciły się tańce - mówi lekkoatleta. - Wyszukiwanie partnera w sieci wydaje mi się bardzo ryzykowne. Dobrze, że moja córka, którą bal czeka za rok, w tym przypadku obędzie się bez internetu - kończy Partyka.

"Kogoś takiego szukałam"

Ale ryzyko podejmuje Julita z Radomska, wymagająca maturzystka - fanka mężczyzn powyżej 180 cm wzrostu. "Bardzo się cieszę, że odpisałeś na moje ogłoszenie, czasu jest niewiele i trzeba się w miarę szybko poznać. Właśnie kogoś takiego jak Ty szukam" - oznajmia Julita.

Brzmi obiecująco, dlatego Marcin odwzajemnia radość Julity w mejlowej odpowiedzi. Pyta też, czy ma dużą konkurencję do pojawienia się na studniówce w Radomsku.
Mija pięć minut i z Radomska nadchodzi kolejny e-mail.

"Wiesz, jak to jest na takich portalach. Obiecują, chwalą się, a później okazuje się zupełnie coś innego" - skarży się Julita. "A u mnie tak wyszło, że mam mało czasu na to, aby kogoś znaleźć, kolega, z którym miałam się wybrać, z powodów rodzinnych nie dotrzyma mi towarzystwa i musiałam zalogować się na takim portalu, to moja ostatnia deska ratunku".

Ale na tym nie koniec, bo maturzystka z Radomska nie weźmie na studniówkę kota w worku. "Jeśli masz jakieś zdjęcie, to wyślij, ja odeślę. Chociaż będziemy wiedzieć, jak wyglądamy" - dodaje Julita. Marcin nie istnieje, dlatego użyczam mu zdjęcia własnej sylwetki z niedawnego wesela mojej przyjaciółki - pod krawatem, z ogoloną twarzą: jak znalazł, aby ocenić partnera na studniówkę. W dodatku podobno wyglądam na weselnej fotce jak student - a właśnie tak Julicie przedstawił się Marcin.
Niestety, mój krawat musiał już dawno wyjść z mody, bo po przesłaniu fotki kontakt z Radomskiem urywa się bezpowrotnie.

"Nie jestem DiCaprio, ale są granice"

Zniechęcony porażką Marcin zagląda na konto e-mailowe fikcyjnej Doroty, samotnej maturzystki bez partnera. Ale ta musi zmagać się z identycznymi wymaganiami. Faceci także chcą fotki - w tym Adam z Tomaszowa, faworyt Doroty, ten, w którego gusta idealnie trafiają disco rytmy.

Oznajmiam Adamowi, że przykro mi, ale żadna Dorota nie istnieje. Bywalec parkietów z Tomaszowa nie dość, że się nie obrusza, to jeszcze zgadza się opowiedzieć, co dotąd wynikło z publikacji jego ogłoszenia na studniówkowym portalu.

- Miałem 8 - 9 zainteresowanych dziewczyn, jednak podziękowałem. Można się domyślić, z jakiego powodu. Sam nie jestem Leonardo DiCaprio, ale jakieś granice są. Idąc na studniówkę, też chciałbym się pobawić, porozmawiać, a nie tylko mówić do siebie "co ja tu robię?" - narzeka Adam.

Za to jeden sukces ma na swoim koncie Filip. Najpierw odpowiedział fikcyjnej Dorocie, że przeprasza, ale ma już stałą dziewczynę - dlatego nie prowadzi więcej "studniówkowej" działalności, chociaż zapomniał skasować anons z internetu. Jednak po tym, jak przeczytał moją wiadomość o nieistnieniu Doroty, dorzucił coś jeszcze.

- Swoje ogłoszenie, dotyczące studniówkowego partnera, opublikowałem w kilku tematycznych serwisach. Na przestrzeni czterech lat od momentu ukazania się pierwszego z nich otrzymałem dziesięć e-maili z prośbą o dokładny opis sylwetki, charakteru oraz preferencji tanecznych, potwierdzonych załączonym zdjęciem. W ten sposób udało mi się znaleźć na jednej studniówce: XIII LO w Łodzi w 2011 roku - oznajmia Filip.

Partnerka zawsze była "trofeum"

Wracam na konto mojego roztańczonego Marcina. A tam zaskoczenie. Wiadomość przysłała uczynna Agnieszka, zielonooka studentka zarządzania, która napisała do Marcina w wersji B, który został bez towarzystwa na własną studniówkę.

Marcin i Agnieszka w jeden wieczór wymieniają kilkanaście wiadomości. Szybko znajdują nić porozumienia - idąc na jego bal, studentka znów zabawiłaby się w lokalu, w którym przed rokiem miała swoją studniówkę. Jednak wtedy pląsała bez chłopaka, bo ukończyła klasę z ogromną przewagą kobiet, a mimo urody, nieśmiała, nie chciała szukać partnera na siłę. Przyszła para taneczna umawia się na spotkanie w klubie nieopodal rektoratu Uniwersytetu Łódzkiego. I w tym momencie chyba pora zdradzić Agnieszce prawdę o Marcinie...

- Kamień spadł mi z serca - twierdzi teraz Agnieszka. - Ogłoszenie w internecie opublikowałam dla żartu i o nim zapomniałam.

Partner albo partnerka z internetu nie mieliby czego szukać na studniówce I Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi. Tak jak XXVI LO jest bastionem własnych murów, tak jedynka utrzymuje zwyczaj zabawy wyłącznie w gronie uczniów tej szkoły. Można przyprowadzić co najwyżej absolwenta.

- Ale nie zawsze tak było - precyzuje Jacek Saryusz-Wolski, poseł do Parlamentu Europejskiego i jeden z najbardziej znamienitych wychowanków I LO. Bawił się na studniówce w 1966 roku, gdy szkołę kończyli ostatni absolwenci klas, w których nie było koedukacji - dziewczyny z zewnątrz były normą.

- Wtedy też partnerki traktowaliśmy jako "trofea". Chociaż wyszukiwaliśmy je w szkołach żeńskich, a nie w internecie - zamyśla się Jacek Saryusz-Wolski. - Ten brak koedukacji to może nie był aż taki zły pomysł. Byliśmy wtedy bardziej rycerscy, szarmanccy.

(Imiona autorek anonsów, występujących w artykule, zostały zmienione.)

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

ż
że
używając wyrażenia "nazywam się" należy podać nazwisko albo imię i nazwisko. Podając jedynie imię mówimy "mam na imię".
Przejdź na stronę główną Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie