Ulica Włókiennicza się zmieniła. Kochankowie już nie wrócą na ulicę Kamienną... REPORTAŻ

Anna Gronczewska
Ma niewiele ponad 300 metrów długości, ale obok Piotrkowskiej jest najbardziej znaną w Polsce łódzką ulicą. Ktoś przyjezdny miałby jednak kłopot z odnalezieniem ulicy Kamiennej z piosenki Agnieszki Osieckiej. Dziś nosi nazwę Włókienniczej, nie ma tam już dawnych kochanków i dawnych zbirów, a niebawem ciesząca się dwuznaczną sławą ulica ma stać się jedną z wizytówek miasta.

Włókiennicza była Kamienną, kiedy Agnieszka Osiecka studiowała reżyserię w łódzkiej Szkole Filmowej na przełomie lat 50. i 60. Jeszcze niedawno gdy weszło się na tę ulicę odnosiło się wrażenie, że czas mija tu wolniej niż w innych częściach Łodzi, może nawet się trochę zatrzymał. Nic więc dziwnego, że była ulubionym miejscem filmowców. Tu Jan Komasa kręcił swoje „Miasto 44”. Oczywiście z udziałem mieszkańców.

- Podczas kręcenia scen do „Miasta 44” ludzie z ul. Włókienniczej o wiele bardziej wprost niż gdzie indziej wyzwalali swoje emocje - mówił nam reżyser. - Jak się cieszyli to cieszyli na maksa, jak umierali, to też umierali na sto procent.


Oczy mają niebieskie i siwe,
dwuzłotówki w kieszeniach na kino,
żywią się chlebem i piwem,
marzną im ręce zimą

Dawny klimat ulicy Kamiennej odchodzi powoli w zapomnienie. Dziś to wielki plac budowy. Jeszcze tylko w trzech kamienicach zostali dawni mieszkańcy.

- Ciężko się tu teraz żyje - żali się pani Krystyna z Włókienniczej 15, która mieszka tu od 15 lat. - Hałasy, huki, wiercą od rana. Ludzi z prawie wszystkich kamienic się wyprowadzili. My tu chyba zostaniemy do końca. Nikt nie mówi o wyprowadzce. W naszej kamienicy dwa mieszkania są wykupione, a reszta to kwaterunek. Ale chciałabym się stąd jednak wynieść. Nie mam łazienki, toaleta znajduje się na korytarzu, muszę palić w piecu węglem. Szczęście to miała koleżanka, która mieszkała na ul. Sterlinga. Zarwała się jej podłoga i wpadła do piwnicy. Od razu dostała mieszkanie w bloku, dwa pokoje z kuchnią. Też tak bym tak chciała...

Pani Krystyna żałuje, że z ul. Włókienniczej wyprowadziło się wielu jej sąsiadów. Część dostała mieszkania na ul. Rogozińskiego, Kaliskiej, Zgierskiej. Tych, co nie płacili czynszu, przeniesiono na ul. Czechosłowacką.

- Już tu nie wrócą! - twierdzi pani Krystyna. - Mieszkania w większości kamienic bedą wyremontowane. Będą miały bardzo wysoki standard, ze wszystkimi wygodami. Kogo będzie stać, by płacić po 700 czy 800 złotych czynszu?

A mieszkający tu ludzie tworzyli historię Łodzi. Jak nieżyjąca już pani Leokadia. Na Kamienną wprowadziła się w 1940 roku, razem z matką, siostrami i bratem. Miała wtedy 10 lat.

- Mieszkaliśmy na Bałutach, ale nas stamtąd Niemcy wysiedlili, jak założyli getto - opowiadała nam. - Kiedyś, jak była Kamienna, a nie Włókiennicza, to było inne życie. W nocy człowiek wyszedł i nie bał się. Owszem, łobuzów nie brakowało, ale mieli swój honor. Swoich nie ruszyli. Sąsiedzi się odwiedzali, chodzili do siebie na imieniny, na przyjęcia albo grali w karty na podwórku. Na Włókienniczej najweselej było, gdy opieka społeczna wypłacała pieniądze.

Kochankowie z ulicy Kamiennej
tramwajem jeżdżą w podróże.
Kochankowie z ulicy Kamiennej
boją się gliny i stróża

Kiedyś w niemal każdej kamienicy na tej ulicy znajdowała się melina, która miała swoją ochronę. Przed bramą stało kilku chłopaków i pilnowało „porządku’’. Zresztą meliniarze musieli dbać o towar. Kiedyś jeden sprzedał klientowi zamiast wódki wodę i to był pierwszy i ostatni raz. Klienci przyszli do niego ponownie i wydali mu resztę kijami.

Najsłynniejszą melinę nie tylko na ul. Włókienniczej, ale podobno w całej Łodzi prowadził Edek-lodziarz. O której godzinie by się do niego poszło, to zawsze ,,ćwiartką’’ poratował. Starsi mieszkańcy ul. Włókienniczej opowiadali, że jego pseudonim wziął się stąd, że matka Edka robiła lody, a ojciec je sprzedawał. Z czasem przerzucili się na alkohol.

Pan Janusz wiele lat mieszkał na ul. Włókienniczej. Lubił swoją ulicę, choć wie, że nie cieszyła się dobrą sławą.

- To chyba zasługa Agnieszki Osieckiej i jej piosenki o kochankach z ulicy Kamiennej - śmieje się. - Gdy byłem w wojsku i spotkałem ludzi z naszych okolic, to tylko uśmiechali się, gdy słyszeli, gdzie mieszkam. Jak po szkole poszedłem do pierwszej pracy, to kiedy popatrzyli na adres mojego zameldowania, usłyszałem: „Tam tylko kur... albo złodzieje mieszkają”.

Ale sam pamięta czasy, gdy w każdej bramie były „delikatesy”. Wódką handlowało się tam w prosty sposób.
- Kilku chłopaków stało przed bramą, a jak wjeżdżała „taryfa”, to jeden unosił nogę - opowiada pan Janusz. - Wtedy samochód stawał, uchylano szybę i sprzedawano wódkę...

Ówczesna milicja też podjeżdżała, brała alkohol i odjeżdżała.

Wesoło bywało na Włókienniczej. W Wielką Sobotę zawsze dochodziło tu do wielkiej bitwy. Taka „wielkanocna tradycja”. Pan Janusz opowiada, że przychodzili chłopaki z ul. Piotrkowskiej i bili się z tymi, co mieszkali na ul. Włókienniczej.

- Po ciemku to nikt na naszą ulicę nie wszedł! - mówi pan Janusz. - Nawet milicja się bała. Podobno kiedyś, jak dochodziło do jakichś burd i milicjanci próbowali uspokoić towarzystwo, to nawet starsze babki z okien w nich doniczkami rzucały.

Na ul. Kamiennej, pod numerem piątym mieszkał z rodziną Marian Lichtman, znany muzyk, jeden z „Trubadurów”. Spędził w niej czternaście pierwszych lat swojego życia. Do dziś nie zapomni klimatów swojej kamienicy. Z rodzicami zajmowali trzypokojowe mieszkanie. Początkowo ubikacje były na podwórku, potem na korytarzu. Jego tata Stanisław szył torby.

Lichtmanowie mieszkali na pierwszym piętrze. Ich sąsiadami z parteru była rodzina Drzewieckich. Mirosław był potem znanym działaczem Platformy Obywatelskiej i ministrem sportu.
W kamienicy mieszkało też wielu Żydów, którzy po wojnie przyjechali do Łodzi ze Wschodu, często po latach spędzonych w sowieckich gułagach. Marian Lichtman zapamiętał też wystawiane na ulice wielkie skrzynki. Należały do Żydów, którzy po 1956 roku opuszczali Łódź i wyjeżdżali do Izraela.

- Żegnała ich cała ulica - dodaje Marian Lichtman.

W 2004 roku na ulicy odsłonięto rzeźbę-fontannę upamiętniającą „Kochanków z ul. Kamiennej”. Jej autorem jest łódzki rzeźbiarz Wojciech Gryniewicz.

- Nie wiem czy poetka miała na myśli konkretnych mieszkańców ulicy Kamiennej - mówi Wojciech Gryniewicz. Dlatego projektując rzeźbę odwołał się do własnych wspomnień z czasów, gdy żyli kochankowie z ulicy Kamiennej. Modne były wtedy ortaliony, koszule non iron.

- Dlatego bohater tej rzeźby przykrywa swoją dziewczynę ortalionowym płaszczem - dodaje Wojciech Gryniewicz. - Cała płaskorzeźba wygląda jak zatrzymany kadr filmowy.

Dawna ulica Kamienna, a właściwie to Włókiennicza, przechodzi do historii. Do 2022 roku oddane zostaną tu 223 komfortowe mieszkania komunalne oraz 32 lokale dla niedużych firm. Ulica zostanie również wyłożona kostką kamienną o różnorodnych barwach. Będzie elegancko, kolorowo i nowocześniej. Tylko bez dawnych kochanków...

Idą i szumią, idą i krzyczą,
amor szmaciany płynie ulicą...
...Potem znów cicho,
potem znów ciemno,
potem wracają znów
na Kamienną

W tekście wykorzystano fragmenty wiersza Agnieszki Osieckiej.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
SENIOR
21 września, 13:28, Andrzej J.:

Błagam, nie likwidujcie tej pięknej rzeźby. Można ją przecież przenieść do którejś z rewitalizowanych kamienic, a na pewno powinna wrócić w jej dotychczasowe miejsce. Kilka lat temu pokazałem "Kochanków" przybyłej z Paryża, na Dni Francji w Łodzi, Annie Prucnal, przyjaciółce Agnieszki Osieckiej i wykonawczyni piosenki "Kochankowie z ulicy Kamiennej". Ze wzruszeniem oglądała tę rzeźbę, wspominając swoje polskie i kabaretowe czasy. Jak ja wytłumaczę Annie, że "Kochanków" już nie ma? Komu ta rzeźba przeszkadza? A może by tak wrócić do dawnej nazwy ulicy? Kamienna zapisała się w łódzkiej historii i w pamięci Łodzian dużo bardziej niż Włókiennicza. Pozdrawiam.

Całkowicie zgadzam się z Tobą.

Do 1965 r. mieszkałem pod 5. Miłe wspomnienia.

Pozdrawiam

A
Andrzej J. - jeszcze raz

Link do piosenki "Kochankowie z ulicy Kamiennej" śpiewanej przez Annę Prucnal w paryskim teatrze:

https://www.youtube.com/watch?v=o-1hQLP6dvM

A
Andrzej J.

Błagam, nie likwidujcie tej pięknej rzeźby. Można ją przecież przenieść do którejś z rewitalizowanych kamienic, a na pewno powinna wrócić w jej dotychczasowe miejsce. Kilka lat temu pokazałem "Kochanków" przybyłej z Paryża, na Dni Francji w Łodzi, Annie Prucnal, przyjaciółce Agnieszki Osieckiej i wykonawczyni piosenki "Kochankowie z ulicy Kamiennej". Ze wzruszeniem oglądała tę rzeźbę, wspominając swoje polskie i kabaretowe czasy. Jak ja wytłumaczę Annie, że "Kochanków" już nie ma? Komu ta rzeźba przeszkadza? A może by tak wrócić do dawnej nazwy ulicy? Kamienna zapisała się w łódzkiej historii i w pamięci Łodzian dużo bardziej niż Włókiennicza. Pozdrawiam.

A
AAA

Brak możliwości wysłania komentarza.

Dlaczego?

E
Elk
20 września, 22:50, Srollo:

Srr.ałem tam!

Jeden zwój twojego pseudomózgu tylko na to wystarczył.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3