W sali teatralnej Grand Hotelu w Łodzi przypomniano dramat...

    W sali teatralnej Grand Hotelu w Łodzi przypomniano dramat "Ananke" [RECENZJA]

    Łukasz Kaczyński

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    W sali teatralnej Grand Hotelu w Łodzi przypomniano dramat "Ananke" [RECENZJA]
    1/8
    przejdź do galerii
    W nieczynnej sali teatralnej Grand Hotelu w Łodzi przypomniano w czwartkowy wieczór dramat „Ananke” łodzianina Mieczysława Hertza.
    W nieczynnej sali teatralnej Grand Hotelu w Łodzi przypomniano w czwartkowy wieczór 20 października dramat „Ananke” łodzianina Mieczysława Hertza. Wydarzenie przygotował na swoją inaugurację Instytut Teatralny im. M. Hertza, a reżyserował Jacek Orłowski, pedagog łódzkiej Szkoły Filmowej i krakowskiej Szkoły Teatralnej, reżyser przez lata związany m.in. z Teatrem im. Jaracza w Łodzi.


    „Wskrzeszeniem” tekstu napisanego przez łódzkiego przedsiębiorcę w 1901 roku zaczęła działalność Fundacja „Instytut Teatralny im. M. Her­tza. Inauguracja to bardzo udana i wiele obiecująca po nowej w Łodzi inicjatywie.

    Reżyser Jacek Orłowski zajął pozycję obrony, nie atakowania, dekonstruowania, obnażania tekstu dziś niełatwego w odbiorze, napisanego w manierze młodopolskiej, a do tego stylizowanego na antyczną baśń i nieco przegadanego. Stąd może deficyt akcji w "Ananke", nacisk na statyczne deklamacyjne sceny. Próba uruchomienia akcji mogłaby się skończyć tautologią: aktorzy często wykonywaliby czynności i byli wykonawcami scen, których znaczenie przedstawiają w mowie. Taka wiele odbywa się tutaj w słowach. Przed podobnym problemem stanął niedawno Jacek Głomb w "Carze Samozwańcu" Adolfa Nowaczyńskiego, który zrealizował z rozmachem w swoim Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy. Ale za Głombem szły możliwości instytucjonalnego, publicznego teatru z jego budżetem. Co mógł zrobić Orłowski i Instytut Hertza w nieczynnej, choć zjawiskowej sali teatralnej Hotelu Grand? Przekuć jej słabości w zalety. I tak zrobiono.

    Sypiące się tynki, rozłupana rama sceny, pordzewiała i wybrakowana jej maszyneria, porozrywany parkiet, wystające deski - wszystko to kapitalnie oświetlone jaskrawymi, kontrastującymi się światłami zmieniło się w rzadkiej urody scenografię (reżyseria światła: Mateusz Kamiński i Izabela Stronias, także autorka scenografii). I jakże wymowną, wspierającą formę, jaką otrzymała "Ananke". Orłowski nie zrealizował pełnoprawnego przedstawienia, ale wyszedł daleko poza tzw. czytania performatywne, gdzie aktorzy niemrawo przechodzą z punktu A do B z tekstem sztuki w ręku; gdzie rekwizyty i scenografia są tylko pretekstem, a widz musi sobie wszystko wyobrazić. W "Ananke" AD 2016 dostaje on zaś swoisty pre-teatr, skończony, choć dopiero zaczynający się, wycyzelowany, choć pozornie nieposkładany.

    Aktorzy teatrów "Jaracza", "Powszechnego", ale też niedawni absolwenci Szkoły Filmowej i jej pedagodzy siedzieli w półkolu na krzesłach, tyłem do okna sceny. Za ich plecami, głębi sceny, widniał nieruchomo rzucany z projektora napis ANANKE. To znamienne, bo tytułowa postać dramatu nie pojawia się pod żadną postacią. A jednak ona działa, wpływa na losy postaci, niszczy ich plany. Za plecy aktorów rzucano też z projektora tekst sztuki. Trzeci raz tekst sztuki pojawił się w rękach widowni, która siedziała naprzeciw aktorów, domykając okrąg. Każdy widz otrzymał numerowany egzemplarz sztuki Mieczysława Hertza, wznowionej z pietyzmem według projektu Piotra Karczewskiego, prodziekana Wydziału Grafiki i Malarstwa ASP w Łodzi, zasiadającego także w radzie programowej Instytutu im. Hertza (także autora logo Instytutu). Sztukę wznowiono w 80 egzemplarza, a jej tekst połączony jest z folderem przedstawiającym Instytut. Wydawnictwo w pewnych elementach nawiązuje do „Ananke” i jej interpretacji: strona z obsadą tej realizacji nawiązuje liternictwem do historycznej ulotki z 1903 roku, kiedy to sztuka miała prapremierę w Teatrze „Victoria”, vis-a-vis Grand Hotelu. Tę metafizykę miejsca i czasu uzupełnia metafizyka obsady – nazwiska dzisiejszych aktorów, przez wydrukowanie ich na przezroczystej bibule, nakładają się na obsadę sprzed ponad stu lat; tamci aktorzy zostają tym samym wskrzeszeni dla współczesnych odbiorców.

    Zgodnie z reżyserskim zamysłem, poddana pewnym skrótom „Ananke” rozwija się od czytelnej lektury i scen statycznych, ku wykorzystywaniu przez aktorów przestrzeni teatralnej sali. Ta swoista „rozgrzewka” rozgrywa się też na innyj płaszczyźnie. Oto „Ananke” stała się aktorskim poligonem. W tym pre-teatrze widoczne było jak „mistrzowie” sceny (Bronisław Wrocławski, Piotr Kru­kowski, Michał Sze­wczyk) stymulują, ale też czasem studzą zapał „młodych-zdolnych” m.in. Dominikę Lichy, Huberta Ku­ła­cza, Patryka Palu­sińskiego, Jakuba Kryształa.

    Jacek Orłowski sięgnął po kilka symboli i znaków subtelnych, których pojawienie się w surowej przestrzeni (jak np. strzelająca z sufitu smuga światła) nabierało dramatycznego wyrazu.

    Reżyserowi udało się też obronić niełatwy tekst sztuki, zaakcentować główne myśli, ale też odkryć jego wieloznaczność, m.in. idealizm Filandrosa (Hubert Kułacz) odbierać może też jako szaleństwo modernizatorów na siłę „poprawiających” ludzkość, prowokujących tym jej upadek. Nawet jeśli czyste, ich intencje rozbiły się o tytułową niewidzialną siłę. A zatem niech przeklęta czy niech pochwalona będzie Ananke? Nieoczywiste były też aktorskie kreacje, by wspomnieć Dominikę Lichy, która w ekskluzywnym białym futrze gra Lagne, kobietę lekkich obyczajów, o rozbuchanej seksualności. Filandros zamiast ją ukarać za popełniane czyny, mianuje ją swoją żoną i królową miasta, którym zaczął władać. Lichy jednak broni swej postaci, portretując jej wady jako część ludzkiej kondycji. W tym ujęciu, mniej ludzki jest Filandros, którego ambicje każą mu pretendować do boskości.

    Jeśli ITMH chce wychodzić poza czysto teatralne działania, to wypruta sala teatralna i rozbita rama sceny, z której aktorzy wychodzą ku widowni, są bardzo wymowne. Z tego miejsca warto korzystać, nie tylko aby kolejny raz pokazać "Ananke".

    Wydarzenia tygodnia w Łódzkiem. Przegląd wydarzeń 10-16 października 2016 roku

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Autorze, ty łachudro!

    Łdz (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Jak śmiesz, łachudro, brać w cudzysłów określenie "mistrzowie" wobec PANA Bronisława Wrocławskiego???
    Kim ty jesteś, ciulu z brukowca, aby dokonywać takich klasyfikacji?
    Dla ciebie to jest PAN...rozwiń całość

    Jak śmiesz, łachudro, brać w cudzysłów określenie "mistrzowie" wobec PANA Bronisława Wrocławskiego???
    Kim ty jesteś, ciulu z brukowca, aby dokonywać takich klasyfikacji?
    Dla ciebie to jest PAN Bronisław Wrocławski, mistrz. Do jego poziomu nigdy nie dojdziesz!
    Jakaś obesrana menda usiłuje dezawuować wielkich aktorów, bo mu akurat tak kazali napisać!
    Wiem, że to b********, ale są pewne granice!

    A prywatnie nie przepadam za Bronisławem Wrocławskim.
    zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Sądzę,że Wrocławski nie przada także za tobą..., frustracie!

    lolo (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    skoro nie może być puste to je zapełniam

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo