Z miłości do drewna, czyli jak to się robi w tartaku koło Wielunia

Zbyszek Rybczyński
Wacław Witkowski prywatnie jest miłośnikiem szkutnictwa
Wacław Witkowski prywatnie jest miłośnikiem szkutnictwa fot. Zbyszek Rybczyński
Udostępnij:
Potężny tartak w Rychłowicach koło Wielunia cieszy się opinią jednego z najbardziej znanych i nowoczesnych tego typu zakładów w regionie łódzkim i kraju Pinus sylvestris, czyli sosna pospolita to gatunek wiecznie zielonego drzewa, który dominuje w lasach w okolicach Wielunia. Jest to zarazem jeden z najważniejszych surowców w branży drzewnej - łatwy w obróbce, żywiczny i niezbyt ciężki. Właśnie na przeróbce sosny pospolitej opiera się działalność tartaku w Rychłowicach.

Firma powstała w 1982 r. jako niewielki zakład stolarski w Wieluniu. Pięć lat później właściciel kupił nowy trak, rozszerzył działalność o usługi tartaczne i przeniósł siedzibę do Rychłowic. Dziś tartak jest firmą rodzinną, zajmuje około 4,5 ha powierzchni i zatrudnia 70 osób.

- Wieluńskie drewno, mimo że nieraz niezbyt ciekawie wygląda, ma bardzo dobre parametry wytrzymałościowe - przekonuje Wacław Witkowski, współwłaściciel tartaku. - Potwierdza to najnowocześniejsza aparatura, którą w tej chwili instalujemy. Przeprowadziliśmy już pierwsze testy. Przy uruchamianiu nowej linii pracują Holendrzy, bo to oni wygrali przetarg na zastosowanie najnowocześniejszej techniki sortowania wytrzymałościowego drewna. Na wiosnę będziemy jedynym zakładem w Polsce, który posiada taką technologię.

Sprostanie najwyższym normom wytrzymałościowym jest dla właścicieli tartaku sprawą priorytetową. Zakład produkuje przede wszystkim drewno konstrukcyjne, które ma zastosowanie w budownictwie mieszkalnym, przemysłowym, a także rolniczym. Firma może się jednak pochwalić szerokim spektrum produktów z drewna - od budek lęgowych dla ptaków poprzez specjalistyczne opakowania drewniane, jak palety, skrzynie do ładunków wysyłanych w różne zakątki świata, aż do nietypowych konstrukcji w rodzaju elementów architektury sakralnej, np. drewniane wieże kościelne.

Tutaj powstają też repliki dawnych łodzi, bo Wacław Witkowski jest zapalonym miłośnikiem szkutnictwa i żeglarstwa. Wykonana tu "Wanda", wierna kopia XV-wiecznej szkuty, której wrak archeolodzy odnaleźli w Czersku, wyposażona w dwa silniki zamontowane na burtach i dający się łatwo złożyć maszt pływała już po wodach Loary we Francji. W zeszłym roku można było ją podziwiać podczas święta bursztynu w Wieluniu. W rychłowickim tartaku powstały również repliki innych statków służących to transportu rzecznego - galarów.

Branża drzewna uchodzi za jedną z najbardziej wypadkowych - zaraz po górnictwie i hutnictwie. Podczas obróbki drewno zmienia kształt, wyzwalają się naprężenia, co jest trudne do przewidzenia. O nieszczęście nietrudno. Jednak w podwieluńskim tartaku bezpośredni kontakt pracowników z obrabianym materiałem ograniczono do minimum. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu specjalnych technologii i urządzeń, które są obsługiwane zdalnie.

- W tartaku mamy  czystsze powietrze niż na dworze. Wszystko dzięki baterii filtrów. Na jej temat  powstała nawet praca magisterska - nie kryje dumy Wacław Witkowski.
W zakładzie kładzie się również nacisk na ograniczanie hałasu, emitowanego przez maszyny. Zwieńczeniem wieloletnich starań, aby uczynić tartak miejscem bezpiecznym dla pracowników, jest statuetka Mecum Tutissimus Ibis, przyznana przez Państwową Inspekcję Pracy w ostatniej edycji konkursu "Pracodawca - organizator pracy bezpiecznej". Firma państwa Witkowskich otrzymała wyróżnienie w kategorii zakładów średnich, czyli zatrudniających od 51 do 250 osób. To już kolejna nagroda w kolekcji przedsiębiorstwa z Rychłowic.

- Oceniając kandydatów do nagrody, kapituła konkursu wskazała na firmy, w których nastąpiła znacząca, wyraźna i udokumentowana poprawa warunków pracy. Ich szefowie z powodzeniem realizują w praktyce zasadę, że ochrona zdrowia i życia człowieka w środowisku pracy jest sprawą najwyższej wagi - podkreśla Iwona Hickiewicz, Główny Inspektor Pracy.

Mimo iż zakład działa prężnie i rozwija się, właściciele zdają sobie sprawę, że trzeba będzie nie lada wysiłku, aby sprostać wymaganiom krajowego rynku, na którym coraz śmielej poczynają sobie firmy branży drzewnej z Europy. - Powstają kolejne przyczółki i aż przykro mówić, że dzieje się to w strefach ekonomicznych, w których tworzy się specjalne warunki dla zachodniego kapitału. Musimy z dużą determinacją walczyć o to, żeby nie musieć wyjechać do Irlandii na zmywaki. Takie są realia polskiej gospodarki - gorzko podsumowuje Wacław Witkowski.

Zakupy róbmy racjonalnie a nie emocjonalnie KOMENTARZ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie