Zdać egzamin u „Biruty” to naprawdę było coś. Wspomnienie o prof. Lewaszkiewicz-Petrykowskiej

Anna Gronczewska
archiwum Dziennika Łódzkiego/Grzegorz Gałasiński
Udostępnij:
Zmarła niedawno w wieku 95 lat prof. Biruta Lewaszkiewicz-Petrykowska była legendą Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego

Studenci bali się egzaminów u pani profesor, ale jednocześnie doceniali jej wiedzę, uczciwość i sprawiedliwość. Nic dziwnego, że na pogrzeb prof. Biruty Lewaszkiewicz-Petrykowskiej przybyło kilkaset osób, wśród nich wielu wybitnych prawników, którzy później zrobili ogólnopolskie kariery. Wychowała całe pokolenia przyszłych sędziów, prokuratorów, adwokatów.
Studenci między sobą mówili o niej po prostu Biruta, ze względu na oryginalne imię. Nie było w tym jednak krzty spoufalenia czy braku respektu.

Pochodziła z Krakowa. W tym mieście przyszła na świat 26 sierpnia 1927 roku. Jej ojciec był pułkownikiem Wojska Polskiego. W czasie wojny, choć w chwili jej wybuchu miała tylko 13 lat, zaangażowała się w działalność konspiracyjną.

– Czasem opowiadała o wojennych czasach – mówi dr Rafał Kasprzyk, adwokat i długoletni pracownik katedry prawa cywilnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. – Była łączniczką Armii Krajowej. Przenosiła różne tajne materiały. Kiedyś o mało co nie zatrzymano jej na dworcu w Częstochowie. Uratowała ją znakomita znajomość języka niemiecka.

Najlepsza asystentka profesora Szpunara

Po wojnie skończyła prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Została asystentką znanego cywilisty prof. Adama Szpunara. Pod koniec lat czterdziestych otrzymał propozycję przeniesienia się do Łodzi. Nowo powstały Uniwersytet Łódzki potrzebował kadr naukowych. Adamowi Szpunarowi obiecano tytuł profesora. Do Łodzi zabrał ze sobą swoją najlepszą asystentkę, Birutę Lewaszkiewicz.

– Profesor obroniła doktorat, ale skończyła też aplikacje adwokacką – wyjaśnia dr Rafał Kasprzyk. – Potem jednak weszły w życie przepisy, które zabraniały łączyć praktykę adwokacką z pracą naukową. Pani profesor wybrała pracę naukową.

Mężem Biruty Lewaszkiewicz został inżynier Jan Petrykowski. Miał za sobą piękną kartę. Był przedwojennym oficerem, żołnierzem Armii Krajowej. Walczył w Powstaniu Warszawskim. Zmarł w 1990 roku.
W 1959 roku uzyskała stopień doktora nauk prawnych, w 1967 r. habilitowała się. W 1975 r. została prof. nadzwyczajnym, a w 1987 roku otrzymała tytuł naukowy prof. zwyczajnego. Wykładała w Faculté Internationale de Droit Comparé w Strasburgu, była członkiem naukowych towarzystw prawniczych. W pracy naukowej zajmowała się prawem cywilnym i komparatystyką prawniczą. W listopadzie 1997 roku Sejm wybrał ją do składu Trybunału Konstytucyjnego. Otrzymała tytuł doktora Uniwersytetu im. Roberta Schumana w Strasburgu. Była odznaczona m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Dwa razy była dziekanem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.

Nauka zawsze rodzi się w dyskusji, a nie potakiwaniu” – te słowa prof. Lewaszkiewicz-Petrykowskiej przytoczyła nad jej grobem prof. Elżbieta Żądzińska, rektor Uniwersytetu Łódzkiego.
– Pani profesor była i jest legendą naszej uczelni. Była osobą na wskroś dobrą, życzliwą, pomocną. W trudnych momentach, wymagającej twardej postawy potrafiła pokazać swoją siłę. Tak było w stanie wojennym, gdy broniła swoich studentów. Podobną nieustępliwość wykazywała w procesie kształcenia. Wymagała, ale po to, by jej wychowankowie zaszli jak najdalej. Była przykładem idealnej relacji mistrz – uczeń – mówiła prof. Żądzińska.

Doceniała myślenie u studentów

Jerzy Szczepaniak, znany łódzki adwokat, dobrze pamięta prof. Lewaszkiewicz-Petrykowską z czasów swoich studiów. Zdawał u niej egzamin.

– Nie zapomnę tego egzaminu – śmieje się dziś mecenas Jerzy Szczepaniak. – Na drugim roku podczas egzaminu z prawa cywilnego materialnego dostałem od pani profesor „lufę”, To był jedyny oblany przeze mnie egzamin podczas studiów. Poprawkę potraktowałem niezwykle poważnie i dostałem cztery plus.

Mecenas Szczepaniak przyznaje, że prof. Biruta Lewaszkiewcz-Petrykowska była wyjątkową osobą, niezwykle rzetelną, uczciwą.

– Potrafiła docenić u studenta myślenie – dodaje Jerzy Szczepaniak. – To samo egzekwowała od wszystkich, nie popisywała się jak niektórzy profesorowie. Byli bowiem tacy, którzy stawiali „lufy”, bo byli akurat w złym humorze. Prof. Lewaszkiewicz-Petrykowska była wspaniałą osobą, uosobieniem prawdziwego prawnika. Z wielką klasą i wiedzą.

Inna znana łódzka adwokat, Maria Wentlandt-Walkiewicz też zdawała egzaminy u prof. Biruty. Pamięta, że rewelacyjnie wykładała prawo cywilne.

– Jej wykłady były oblegane przez studentów – dodaje mecenas Wentlandt-Walkiewicz. – Dobrze pamiętam egzamin u niej. Nie byłam dobrze przygotowana, a ona potrafiła wyczuć studenta, zresztą tak jak prof. Szpunar. Dostałam wtedy czwórkę z plusem. Powiedziała, że rozumiem prawo cywilne, ale musi mi obniżyć ocenę, bo nie opanowałam całego materiału. Ale jednocześnie zaproponowała mi pracę u niej w katedrze...

Surowa na egzaminie, pomocna w życiu

Nie da się ukryć, że studenci bali się egzaminów u prof. Biruty Lewaszkiewicz-Petrykowskiej.

– Dostałam u niej trzy plus, ale przyznam uczciwie, że nie byłam najlepiej przygotowana – wspomina Beata Laskowska, która kończyła prawo w latach osiemdziesiątych.

Prof. Adam Szpunar miał w zwyczaju, że podczas egzaminu oglądał indeks studenta i patrzył jaką ocenę dostał u prof. Biruty. Miało to kolosalne znaczenie.

– Jeśli prof. Szpunar miał jakieś wątpliwości jaką ocenę wystawić, a student dostał dobrą ocenę u prof. Biruty, to działało na jego korzyść – wyjaśnia Rafał Kasprzyk. – Prof. Lewaszkiewicz-Petrykowska była niesamowicie uczciwa. Nie przyjmowała żadnych protekcji. Nie miało dla niej znaczenia czy zdawał ktoś z rodziny, dziecko znajomych. Wszystkich traktowała tak samo.

Pomagała studentom przy pisaniu prac magisterskich, sprawdzała poszczególne rozdziały. Tak samo było z doktoratami.
Dr Rafał Kasprzyk był studentem, a potem wieloletnim współpracownikiem profesor. Chodził do niej na seminarium, była promotorem jego pracy doktorskiej.

Była jednocześnie wymagająca – mówi dr Rafał Kasprzyk. – Ja doktorat pisałem dwa lata. Pani profesor najpierw coś skreślała, potem prosiła, by to przywrócić..

Mecenas Kasprzyk pamięta, że kiedy do swoich pracowników zwracała się po imieniu, to znaczyło, że wszystko jest w porządku.

– Ale gdy padały słowa: „Panie doktorze!,” to oblewał mnie zimny pot – wspomina Rafał Kasprzyk. – Wiadomo było, że czegoś nie zrobiłem...

Patrycja, jedna z absolwentek wydziału prawa, przypomina historię z października 2007 roku. Rada wydziału miała oficjalnie zatwierdzić obrony rozpraw doktorskich z ostatnich miesięcy.

– Między innymi mojej – opowiada. – Niestety, okazało się że z przyczyn losowych w komisji nie ma kworum. Ktoś wpadł na pomysł, by pojechać po mieszkającą nieopodal ówczesnego dziekanatu Wydziału Prawa i Administracji, panią profesor. Przyjechała. Starsza, skromna pani. Powiedziała: „Ojej, dzieci, właśnie przyszłam od lekarza, zaparzyłam sobie herbatkę. Ale skoro mnie potrzebujecie, musiałam przyjechać.

Niezłomna obrończyni studentów

Wszyscy pamiętają jej niezłomną postawę po wprowadzeniu stanu wojennego. Była wtedy dziekanem wydziału prawa. Jego studenci zastrajkowali 13 i 14 grudnia. Potem jako jedynego z pracowników naukowych internowano Rafała Kasprzyka.

– Internowano też dwóch czy trzech studentów – opowiada Rafał Kasprzyk. – Pamiętam, że dostarczała mi do więzienia w Łowiczu książki, bym mógł pisać egzamin. Potem zapadła decyzja KŁ PZPR, by wyrzucić mnie z UŁ. I taką uchwałę podjęły władze uczelni. Profesor miała wtedy wykłady na Sorbonie. Gdy wróciła, to zrobiła taką awanturę, że przyjęto mnie do pracy. Nie mogłem mieć tylko zajęć ze studentami.

Prof. Biruta Lewaszkiewicz-Petrykowska jeszcze miesiąc przed śmiercią korygowała teksty. Rafał Kasprzyk odwiedził ją w szpitalu na tydzień przed jej odejściem. Rozmawiała z nim, choć była słaba, a rozmowa sprawia tej trudność...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Jak żołnierz dawca ratuje ludzkie życie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie