A1 odjeżdża w siną dal

    A1 odjeżdża w siną dal

    Marcin Bereszczyński

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Odcinek autostrady A1 pomiędzy Strykowem i Tuszynem ma mieć tylko 40 km, ale nie sposób go zbudować. I wszystko wskazuje na to, że przez kolejnych pięć lat (a może więcej) nie powstanie, choć jeszcze wiosną wydawało się, że trasa będzie otwarta po przyszłorocznych wakacjach. Nad autostradą zawisło fatum, które nazywa się... przetarg.
    Marcin Bereszczyński

    Marcin Bereszczyński ©Grzegorz Gałasiński

    To właśnie procedura wyłonienia wykonawcy za najniższą cenę może po raz kolejny stać się powodem, że autostrada nie zostanie zbudowana. Chyba nawet Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przestała wierzyć w powodzenie tej inwestycji, ponieważ ze strony łódzkiego oddziału GDDKiA usunięto artykuł mówiący o tym, że prace na A1 nabierają tempa.

    Wszyscy mamy żywo w pamięci Chińczyków, którzy chcieli zbudować dwa odcinki autostrady w stronę Warszawy poniżej kosztów. Nie było trudno przewidzieć, jak to się skończy. Chińczycy uciekli z placu budowy, a autostrada nie została ukończona przed ubiegłorocznymi Mistrzostwami Europy w piłce nożnej. Dopóki przetargi będą wygrywały firmy, które oferują najniższą cenę, dopóty zawsze będzie ryzyko, że inwestycja nie zostanie zakończona. A właściwie, to już nawet nie jest ryzyko, tylko prawidłowość.

    W ostatnich dniach z placu budowy autostrady A1 Stryków - Tuszyn zeszli pracownicy podwykonawcy, którzy mieli zbudować mosty i wiadukty. Firma nie porozumiała się z wykonawcą. Poszło, jak zwykle, o kasę. Podwykonawca chce dostać więcej, niż daje wykonawca. W dodatku żąda gwarancji wypłacenia tych pieniędzy, bo nad wykonawcą którym jest Polimex-Mostostal, wisi groźba bankructwa.

    Jeśli porozumienie nie zostanie zawarte, to wykonawca będzie musiał znaleźć inną firmę do budowy mostów i wiaduktów. Już dziś można powiedzieć z pełnym przekonaniem, że nie znajdzie. Przynajmniej nie za tyle, ile chce zapłacić. A to oznacza koniec inwestycji i konieczność wyłonienia nowego wykonawcy. Oczywiście w przetargu, który trwać będzie Bóg wie, jak długo. I znów wyłoniona zostanie firma, która da najniższą cenę. A wtedy mamy przed sobą dwa scenariusze: wielce optymistyczny i wielce prawdopodobny.

    Wariant optymistyczny to ukończenie inwestycji, co moim zdaniem może nastąpić najwcześniej w 2017 roku. Wariant prawdopodobny to powtórka z rozrywki, czyli ponowny brak porozumienia wykonawcy z podwykonawcami lub bankructwo firmy, która wygrała przetarg. A wtedy znów trzeba będzie rozpisać przetarg i znów będziemy mieć dwa scenariusze...

    Chyba, że ktoś się wreszcie ocknie i zmieni zapis w procedurze przetargowej, że wygrać musi ten, kto da najniższą cenę.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo